Posty

Wyświetlanie postów z styczeń, 2013

Gabrielowi, od nas - tych przed i po Komunii

Temat tego postu absolutnie nie usprawiedliwia tego typu dygresji, ale nie mam wyjścia. Raz, że chodzi mi to od dłuższego czasu po głowie, a dwa że jestem szczerze przekonany, że to jest coś, o czym należy wspomnieć choć raz. U mojego kumpla Gabriela, w tym jego wiejskim domu pod Grodziskiem, byłem dwa razy. Raz we wrześniu, kiedy to obaj otrzymaliśmy podwójne zaproszenie, by nagrać dla firmy Tomasza Sakiewicza debatę o Szatanie, wystąpić z Grzegorzem Braunem u Ronina i w ten sposób poznać bardzo miłą panią zatrudnioną przez System gdzieś w prokuraturze na Ochocie, a drugi raz zaledwie w miniony poniedziałek, kiedy to znów zdarzyło mi się wystąpić w tym nieszczęsnym Klubie Ronina, a Gabriel i jego prześliczna (wysoka, szczupła i kruczoczarna, ty idioto!) żona mnie uprzejmie przenocowali. I muszę powiedzieć, że ten ich dom to miejsce niezwykłe. Jeden potężny pokój, w którym jest wszystko, zaczynając od potężnego łóżka, a kończąc na maleńkiej kuchni, oprócz tego pokój dla dzieci, gdzie j

Co komu po kim, czyli Pawłowicz rulez!

W tym roku ja i pani Toyahowa będziemy obchodzić 30 rocznicę naszego małżeństwa. Mówiąc o małżeństwie, nie mam na myśli czegoś, co łączy choćby pewnego mojego kolegę z Kolonii i kobietę, z którą on od wielu już lat mieszka pod jednym dachem i z którą wspólnie wychowują dwie bardzo sympatyczne nastolatki. Oni wprawdzie tworzą wzorową rodzinę, on o niej mówi „moja żona”, ona jego nazywa swoim „mężem”, te dziewczynki zwracają się do nich „mamo” i „tato”, tyle że oni akurat nigdy nie wzięli ani kościelnego, ani nawet cywilnego ślubu, i nic nie wskazuje na to, że go kiedykolwiek wezmą. Bo tak jak jest, jest im bardzo dobrze. Mówiąc, że w tym roku ja i moja żona będziemy obchodzić 30 rocznicę naszego małżeństwa, chcę powiedzieć, że w czerwcu tego roku, w pierwszy dzień lata, minie 30 lat od dnia, kiedy to nasz związek został pobłogosławiony w krasiczyńskim kościele, a my sobie obiecaliśmy przed Bogiem parę rzeczy, które powszechnie uważane są za ważne dla osób, które planują tworzyć poważną

Nie udało się z Tuskiem - bierzemy się za Gierka

Kiedy w przestrzeni publicznej ni stąd ni z owąd pojawiła się postać Edwarda Gierka, powiem szczerze, że zdębiałem. I to zdębiałem, mimo że jego tu przyciągnęli najprawdziwsi komuniści z Leszkiem Millerem na czele, czyli pozornie nie stało się nic szczególnego. W końcu, kto ma dbać o pamięć o Gierku jak nie ta banda ruskich szpiegów? A mimo to, jak mówię, zdębiałem, bo co bym sobie o nich nie myślał, to wśród tych myśli nie pojawia się choćby podejrzenie, że oni są jakoś szczególnie tępi. Jakiż bowiem może mieć to towarzystwo interes w tym, by nagle rozpoczynać kampanię na rzecz robienia z Edwarda Gierka narodowego bohatera, kiedy wiadomo, że to jest zwyczajnie nie do zrobienia? Jaki jest sens rozpoczynanie ogólnonarodowej dyskusji na temat zasług Edwarda Gierka dla Polski, podczas gdy wiadomo, ze to nie zadziała nawet na poziomie doraźnej propagandy? Po ciężka cholerę wprowadzać do publicznej przestrzeni to nazwisko, skoro każdy bałwan powinien wiedzieć, że jedyną na to reakcją będzie

O dorzynaniu legendy

Możliwe, że zdarzenie, które chcę dziś opisać stanowi sensację tylko dla mnie, natomiast u czytelników tego bloga wywoła najwyżej wzruszenie ramion. Możliwe. Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Ponieważ jednak ją stanowi, nie widzę powodu, dla którego nie miałbym parę słów na ten temat powiedzieć i tu, na blogu. A nuż ktoś uzna, że coś się jednak stało. Proszę sobie wyobrazić, że dziś, podczas lekcji, którą miałem z pewnym miłym dzieckiem, przyszło mi do głowy, by puścić mu fragment zamieszczonego na youtubie filmu „Man from the South”, siadłem przed komputerem, włączyłem owego youtuba… i oczom moim pokazała się informacja, że TVN żąda ode mnie usunięcia z mojego konta trzech filmów, a do tego jednoznacznie brzmiąca informacja, że jeśli będę się opierał, oni zablokują mi dostęp do mojego komputera. Okay. Zrozumiałem. Na dole wspomnianej informacji umieszczono guziczek z napisem „zgadzam się”, w który bardzo chętnie kliknąłem, na ekranie ukazał się animowany filmik, w sposób oczywist

Wracamy na strzelnicę!

Kiedy wróciłem do Katowic ze swojego ostatniego pobytu w Warszawie, gdzie w tamtejszej prokuraturze byłem przesłuchiwany na okoliczność udziału we wrześniowym spotkaniu w Klubie Ronina, mimo tego, że parę osób prosiło mnie, bym coś tam na temat tego przesłuchania opowiedział, wolałem napisać tekst o tak zwanym Lesie Smoleńskim, do którego zaciągnął mnie w tym wietrze i śniegu mój kumpel Gracjan. Dlaczego tak? Przede wszystkim, wydawało mi się, że ta półgodzinna rozmowa, jaką miałem z panią prokurator – w odróżnieniu choćby od tych popsutych balonów na Krakowskim Przedmieściu – nie była na tyle inspirująca, by jakakolwiek relacja z niej mogła nas tu zainteresować, a poza tym, diabli wiedzą, czy sama pani prokurator życzyłaby sobie, bym jakoś bardziej osobiście odnosił się do jej postawy w trakcie tego spotkania; postawy, która, tak już na marginesie, bardzo mi zaimponowała. Dziś jednak mam bardzo poważny powód, by wspomnieć jeden tylko moment z tamtej rozmowy, a zatem proszę posłuchać.

Mam wielu znajomych gejów, czyli co komu po Marii Peszek

Obraz
W którejś z ostatnich notek wspomniałem o pewnym swoim doświadczeniu, które przejawia się w tym, że raz po raz stają przede mną osoby, które próbują mnie przekonać, że one wśród swoich znajomych mają „wielu” księży, czy „wielu” gejów, i że w związku z tym, ich kompetencje związane z życiem czy to jednych czy drugich są nie do podważenia. Jak owe kompetencje wyglądają? Otóż najczęściej sprowadzają się one do głoszenia – z pełnym oczywiście przekonaniem o słuszności owych sądów – że zdecydowana większość księży nie przestrzega celibatu, a zdecydowana większość gejów to ludzie moralnie niezwykle wrażliwi i silni. Nie wspominając już o tym, że wspomniany gej i wspomniany ksiądz to bardzo często jedna i ta sama osoba. Pisałem o tym swoim doświadczeniu, wyrażając jednocześnie opinię, że owi rzekomi specjaliści od księży i pederastów kłamią jak bure suki, a robią to wyłącznie po to, by swoją opinię, która jest niczym innym jak cytatem zaczerpniętym z doraźnej propagandy, wzmocnić czymś, co b

O moim mieście i jego cichych bohaterach

Od razu przyznać muszę, że nie dość że sprawę znam z drugiej, a może nawet i trzeciej ręki, to w dodatku bardzo pobieżnie; tyle by wiedzieć, że Zbigniew Romaszewski zwrócił się do Państwa Polskiego o odszkodowanie za to, że to właśnie Polskie Państwo swego czasu bez żadnego cywilizacyjnie usprawiedliwionego powodu kazało mu siedzieć całe lata w więzieniu, no i że owo odszkodowanie wyrokiem sądu otrzymał. Ile on tych pieniędzy dostał – nie mam pojęcia, ale wydaje mi się, że akurat tyle, by przez resztę swojego życia nie musieć bardzo dziadować. Powiedzmy, że mówimy o jakiejś miesięcznej może pensji przeciętnego prezesa któregoś z banków. Romaszewski, uznając – moim zdaniem jak najbardziej słusznie – że skoro Polskie Państwo nie dość, że wraz z całym jego bohaterstwem i poświęceniem, jakie swego czasu on w to właśnie państwo zainwestował, wystawiło go do wiatru, to jeszcze – już niemal od niechcenia – uznało, że można by się z niego trochę pośmiać, on już niemal pod koniec swojego życia

O tym jak prześliczna wiolonczelistka poszła w kurwy

Mieszkanie, w którym się w piątkę gnieździmy, liczy niemal 140 metrów i składa się z czterech przestronnych pokoi i zwyczajowej reszty. Tak zwany pokój środkowy to miejsce, w którym raz do roku staje choinka, w którym przyjmuje się gości, no i gdzie – jakże by inaczej – trzymany jest telewizor. Ostatnio, przez to, że telewizję przestaliśmy praktycznie oglądać, miejsce to stało się niebezpiecznie puste; puste do tego stopnia, że któregoś dnia żona moja nawet zaproponowała, by go może wynająć jakimś studentom i się w ten sposób choćby trochę odkuć finansowo. Przyznam szczerze, że jak idzie o telewizję TVN24 i jej ofertę programową, chyba nigdy dotychczas nie byłem tak kompletnie niezorientowany. Tyle wszystkiego, że wiem, iż ich sztandarowy program pod tytułem „Szkło Kontaktowe” radzi sobie znakomicie i tam wszystko działa, jak dotychczas. A więc – najlepiej. Wiedzę, którą się właśnie chwalę nabyłem parę dni temu, kiedy nagle w ciągu dnia ktoś z nas włączył ten telewizor, przełączył go n

Jak kochać swoje dziecko

Pytają mnie od czasu do czasu bliżsi lub dalsi znajomi, jak myśmy zdołali wychować nasze dzieci, że one są takie grzeczne, mądre i porządne, a ja na tak sformułowane pytanie odpowiadam niezmiennie, że nie mam pojęcia; że ja ich jakoś szczególnie nie wychowywałem, a jeśli nawet, to bardzo nieświadomie. Sytuacja ta przypomina mi inną zupełnie, choć też bezpośrednio związaną z naszymi dziećmi. Otóż któregoś dnia, kiedy one jeszcze były znacznie mniejsze, podczas jednej ze rutynowych wizyt w ośrodku zdrowia, pani Toyahowa spytała naszą panią doktor, dlaczego te nasze dzieci są tak nieprzyzwoicie zdrowe; czemu one nie chorują; jak to się dzieje, że one nawet nie miewają głupiej grypy? Głupiego przeziębienia? I na to ta mądra kobieta odpowiedziała, że gdyby ona znała odpowiedź na takie pytania, nie musiałaby pracować po całych dniach za te marne grosze. A więc tak to właśnie wygląda. Gdybym ja wiedział, jak się to robi, by nasze dzieci były mądre, grzeczne i dobrze ułożone, nie musiałbym pew

Uwaga, Diabeł!

Starsza Toyahówna, o czym być może już tu wspominałem, niemal wszystkie swoje wolne wieczory spędza w towarzystwie związanym z tak zwanym Duszpasterstwem Akademickim działającym przy tak zwanej lokalnie „Krypcie”, natomiast jak idzie o kościół, to modli się albo tam, albo – ostatnio – u nowo świeżo tu sprowadzonych Dominikanów. Czy mi się to podoba? Owszem, podoba mi się bardzo, bo uważam, że spędzanie czasu blisko Kościoła jest rzeczą dobrą niejako z automatu. Poza tym jednak, mam już tu same zastrzeżenia i obawy. Przede wszystkim nie podoba mi się, że znaczna część nowych znajomych mojej córki, w tym sam ksiądz duszpasterz, to Ślązacy, i to nie Ślązacy tacy, co uważają, że śląskość to piękna rzecz, że rolada z kluskami i modrą kapustą to najlepsze danie na świecie, a śląska mowa to pieśń słowika, ale ten ich szczególny gatunek, dla którego niedawna niespodziewana śmierć Michała Smolorza, to najsmutniejsze wydarzenie od czasu niedawnej przegranej Ruchu Autonomii Śląska w wyborach w B

O świętym obowiązku tępienia dziadów

Wśród głównych zarzutów, jakie przeciwko mnie pojawiają się to tu to tam, a ja je zdążyłem wyłapać, są takie mianowicie, że ja uprawiam żebractwo, co kompromituje moją rodzinę, a w dodatku jest niezgodne z prawem, że w sposób przestępczy nie płacę podatków, że moje teksty są beznadziejnie złe, no i wreszcie, że jestem ohydnie gruby. Powiem szczerze, że z nich wszystkich, największą przykrość sprawia mi ten ostatni, a dotyczący mojego paskudnie opasłego wyglądu. Trochę oczywiście dlatego, że ja świetnie zdaję sobie sprawę z tego, że jestem zbyt gruby, a to przy moim wzroście sprawia, że wyglądam jak wyglądam, ale też chodzi o to, że jest całkiem prawdopodobne, co zresztą wszyscy w rodzinie mi powtarzają, że jeśli nie schudnę, dostanę choroby wieńcowej i wykituję szybciej niż jest mi to przeznaczone. To jest jeden powód mojego utrapienia. Drugi jednak jest taki, że, choć faktycznie jestem zbyt gruby, ja nie jestem gruby w sposób choćby minimalnie karykaturalny. Chodzi o to, że ja nie jes

O zranionej nienawiści, jednym psie i jednej piosence

Obraz
Z punktu widzenia, w którym ja się akurat znajduję, blogowanie to bardzo przyjemne zajęcie. Przede wszystkim, układanie wyrazów, następnie zdań, i wreszcie akapitów jest czymś, co ja robić zawsze potrafiłem, i co nie sprawia mi większych trudności. Wiem oczywiście, że dla wielu osób nawet napisanie prostej kartki pocztowej z bieżącą informacją może się okazać przeszkodą nie do pokonania, a mogę to obserwować na przykład każdego roku podczas sprawdzania matur, gdzie naprawdę wielu maturzystów nie jest w stanie przekazać najprostszej informacji, i to wcale nie dlatego, że nie znają języka, ale przez zwykły brak umiejętności wyrażania tego co trzeba powiedzieć. Ja jednak z tym akurat kłopotów nigdy nie miałem. A czymże w końcu, jak nie wyrażaniem myśli, jest blogowanie? A zatem, pisanie to dla mnie naturalna przyjemność. Zdaję sobie sprawę z tego, że ktoś mi może zarzucić, że moje teksty są za długie, albo za krótkie, albo rozwlekłe, albo mało konkretne, albo niezrozumiałe, albo zwyczajni

O słowach czarnych jak rój szarańczy

Weekendy zwykle nie sprzyjają normalnej aktywności w przestrzeni poza – że tak powiem – rodzinnej, a już zwłaszcza, gdy człowiek wie, że każda próba wyjścia na zewnątrz grozi mu kontaktem z projektem powszechnie znanym pod nazwą Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, no i niejako automatycznie, z jej głównym bohaterem, czyli Jerzym Owsiakiem. Domyślam się więc, że właśnie przez to, że mieliśmy weekend, i to weekend szczególny, wielu z nas nie miało okazji trafić na wypowiedź pewnego lekarza nazwiskiem Bohdan Maruszewski, a która, wedle popularnego przekazu miała brzmieć tak: „ Od tematu eutanazji nie uciekniemy, bo już niedługo w Polsce starszych ludzi będzie więcej niż młodych ”. Pozwoliłem sobie tę myśl wytłuścić i wybić w formie osobnego akapitu, bo, co chyba każdy przyzna, myśl to nie byle jaka. On jest do tego stopnia nie byle jaka, że pierwsza moja reakcja była przepełniona wątpliwościami, czy to przypadkiem nie jest jakaś bujda. Że może ów Maruszewski powiedział coś i

O przemożnej potrzebie bycia psem

Tekst jaki tu zamieściłem wczoraj, a dotyczący w głównej mierze czegoś, co tradycyjnie już nosi nazwę Lasu Smoleńskiego, został przyjęty nad podziw dobrze, choć jednocześnie wzbudził cały łańcuch bardzo ciężkich nieporozumień. Doszło wręcz do tego, że pewien bloger postanowił poświęcić mu osobny wpis, w którym zaatakował mnie za szydzenie z pamięci pomordowanych w Smoleńsku osób. I to jest coś fantastycznego. Ja piszę tekst, który w swoim zamierzeniu ma uhonorować poległych w Smoleńsku ludzi, w tym przede wszystkim tych z nich, którzy swego czasu, jak choćby Grzegorz Dolniak i Sebestian Karpiniuk, pod każdym możliwym względem, byli mi co najmniej obcy, a na to przychodzi grupa komentatorów i krzyczy z oburzenia, że ja obrażam pamięć ludzi. Ja piszę tekst, w którym, zamiast – jak mi nakazuje serce i rozum – rozprawić się bez cienia litości z inicjatywą pod nazwą Smoleński Las, zachwycam się ich determinacją i składam im podziękowanie za to, że oni, już chyba jako ostatni, nie pozwalają