Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczepionka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szczepionka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 stycznia 2021

O szczepionkach co wróciły bumerangiem

 

Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że o wiele ciekawszym tematem od szczepionek, jakie sobie zażyczyli tak zwani „artyści scen polskich”, jest próba najpierw przeprowadzenia impeachmentu na prezydencie Trumpie, a następnie wrzucenia go do ciemnicy na wieczne czasy, jednak ponieważ każdy kolejny dzień przynieść nam może nowe wydarzenia, które będą wymagać naszej reakcji, zdecydowałem że Ameryka wraz ze swoim najnowszym modelem demokracji może poczekać, a dziś przedstawię swój najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety” o zaszczepionych aktorach i ich łbach, na które szczepionki jeszcze nie wynaleziono.  Bardzo proszę.  

 

      Znamy oczywiście wszyscy przesąd, który mówi że jaki początek roku, taki też cały rok, a skoro tak, to przed nami dwie możliwości, jedna dobra, druga zła, a obie związane z wydarzeniem jakie spadło nam na głowy już w pierwszych jego dniach, a mianowicie z wtargnięciem grupy wszelkiej maści celebrytów do punktu szczepień przeciwko powszechnie znanej zarazie, wbiciem się w grzecznie czekającą na swój czas w kolejkę pracowników służby zdrowia i wysępienie odpowiedniej dawki szczepionki. Najpierw omówię  perspektywę dla nas bardzo niedobrą. Otóż bezczelność z jaką ta banda cwaniaków zgłosiła się po nie swoje, a jeszcze bardziej arogancja towarzysząca dziś ich tłumaczeniom, pokazuje, że gdy chodzi o nich, to wszelkie granice zostały już dawno przekroczone i oni nas jeszcze wielokrotnie zaskoczą tak, że się od ewentualnych wrażeń nie pozbieramy. Ale mało tego, bo gdyby chodziło tylko o tych pajaców, to może byśmy sobie jeszcze z nimi poradzili. Tu jednak problem jest o tyle poważniejszy, że w obronie zarówno owych gwiazd, jak i samych organizatorów samego eventu stanęli antyrządowi politycy, oraz wspierające ich media. I stamtąd płynie do nas już nie tylko ów szatański przekaz, że godząc się zaszczepić sól tej ziemi, a więc aktorzy, piosenkarze oraz ludzie mediów, dała przykład całemu światu, ale informacja dodatkowa, że tak naprawdę cały proceder został sprokurowany przez służby rządowe, w celu podstępnego zniszczenia opozycji.

      I tu pojawia się nadzieja, związana z tym, że to co się stało może doprowadzić do destrukcji projektów, które przedstawiają się jako antyrządowe, a tak naprawdę stanowią zjawisko antylkulturowe i antycywilizacyjne.  A stać się to może drogą faktycznej autokompromitacji, której twarzami są dziś aktorka Maria Seweryn oraz prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. Ta pierwsza zasugerowała, że zgodziła się przyjąć szczepionkę poza kolejką w przekonaniu, że polskie państwo stworzyło specjalną, osobną pulę szczepionek dla artystów, by w ten sposób pokazać, że to oni tak naprawdę są największą dumą tego Narodu i to oni gwarantują jego dobrą przyszłość. Zaraz po niej pojawił się Jaśkowiak, i ten z kolei zupełnie otwartym tekstem poinformował, że gdyby to od niego zależało, to w tak zwanej „grupie 0” znaleźliby się przede wszystkim szanowani aktorzy, słynni piosenkarze, wybitni pisarze, oraz powszechnie cenieni przedstawiciele nauki, polityki oraz mediów, których zasługi dla świata są tak wielkie, że bez nich jeden z drugim lekarz byłby zbyt głupi, żeby nie tylko ukończyć  studia, ale choćby o nich pomyśleć.

     A zatem mamy dziś dwie drogi rozwoju zdarzeń, i choć oczywiście może się okazać, że to to bydło uzna, że im się faktycznie należy i zaczną ów wydumany szacunek na nas wymuszać, to ja jednak wierzę, że w najbliższych dniach pojawią się informacje, które zmienią na tyle dużo, że wreszcie będziemy mogli od tego nieszczęścia choć na chwilę odetchnąć.



niedziela, 3 stycznia 2021

O Królu Korabie I i jego Rycerzach Wolności

 

      Wspominałem tu niedawno o pewnym „prof. dr hab. Romanie Zieliński, Centre for Biomathematics, Genomics and Evolution”, który z pierwszego miejsca sygnował Apel do najwyższych osób i instytucji w Polsce w sprawie uznania epidemii koronawirusa za pospolity humbug, a dopiero co wprowadzoną na rynek szczepionkę za niebezpieczne oszustwo, grożące eksterminacją znacznej części ludności Planety. Choć o żadnej z osób, które się podpisały pod wspomnianym Apelem nie wiem praktycznie nic, poza tym co mogę wnioskować ze zdjęcia zamieszczonego, jak sądzę przez samego Zielińskiego, w Sieci, z tonu owego Apelu, oraz z własnego doświadczenia mówiącego mi, by za żadną cenę nie ufać grupie profesorów, którzy się skrzyknęli w celu wspólnego lansowania określonej agendy i w dodatku robią to w Internecie, uznałem za stosowne zarówno sam Apel jak i jego autorów odpowiednio wyszydzić.

      Jak się okazuje, to że faktycznie nie uznałem za stosowne sprawdzić uczestników owego antyszczepionkowego projektu, a przez to też potraktowałem Zielińskiego – jak się okazuje całkiem niesłusznie – jako jego lidera i pomysłodawcę, był z mojej strony ciężkim błędem, bo w rzeczy samej tu mamy do czynienia z rybami znacznie znacznie tłustszymi niż ten cały Zieliński. A świadczy o tym fakt, że odpowiedź jakiej na ich Apel udzielił Minister Zdrowia, została skierowana, owszem, realnie do wszystkich podpisanych pod nim mędrców, jednak nominalnie faktycznym adresatem był nie kto inny jak niejaki Prof. W. Julian Korab-Karpowicz, jak głosi wspomniany adres, „Profesor Uniwersytetu Opolskiego w Instytucie Nauk o Polityce, Przewodniczący Stowarzyszenia ‘Wolne Wybory’”. Czemu zatem, skoro to ów mąż jest faktycznym liderem owego przedsięwzięcia, nie on otwiera listę nazwisk zamieszczonych pod interesującym nas Apelem? Odpowiedź wydaje się prosta i to ona też wyjaśnia, dlaczego w pierwszej chwili – jakże niesłusznie – na Koraba nie zwróciłem uwagi. Otóż w odróżnieniu od  innych sygnatariuszy, lekarzy oraz profesorów zwyczajnych głównie Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku oraz samego Zielińskiego, Korab nie jest ani lekarzem, ani belwederskim profesorem, więc jego obecność na szczycie owej listy nie robiłaby zapewne odpowiedniego wrażenia. Natomiast nie da się ukryć, że mamy do czynienia z prawdziwą gwiazdą, który to fakt minister Niedzielski jak należy uszanował. Oto odpowiedni biogram opublikowany na stronie internetowej Stowarzyszenia „Wolne Wybory”. Proszę się trzymać krzeseł:

Prof. W. Julian Korab-Karpowicz jest filozofem i myślicielem politycznym, doktorem Uniwersytetu Oksfordzkiego, profesorem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego, doktorem habilitowanym Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, autorem "Harmonii społecznej", "Traktatu polityczno-filozoficznego" i innych książek napisanych po polsku i angielsku oraz przetłumaczonych na kilka języków.

Krótki życiorys.  Rodzina Karpowicz herbu Korab (Korab-Karpowicz) to, według dokumentu wywodowego z 1830 roku, starożytna szlachta polska. Do przodków rodu należą między innymi Jan Karpowicz, wojski Rzeczycki i rotmistrz husarii, nagrodzony za swe zasługi wojenne przez Króla Jana Sobieskiego. 

Włodzimierz Julian Korab-Karpowicz ukończył studia magisterskie na Wydziale Elektroniki Politechniki Gdańskiej ze specjalizacją aparatura biomedyczna oraz kolejne studia magisterskie z filozofii na Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie, doktoryzował się z filozofii na Uniwersytecie Oksfordzkim, habilitację otrzymał na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu,. Specjalizuje się w zakresie filozofii polityki i myśli politycznej. Wykładał na wielu zagranicznych uczelniach. Obecnie jest profesorem w Instytucie Politologii Uniwersytetu Opolskiego. Jest autorem książek "Historia filozofii politycznej", Traktat polityczno-filozoficzny", "Harmonia społeczna", a także książek w języku angielskim, „On the History of Political Philosophy" i innych, które zostały przetłumaczone na kilka języków. 

W latach 1991-1992 pełnił funkcję Wiceprezydenta Miasta Gdańska. Dnia 3 sierpnia 2020 został wybrany Prezydentem (in spe) Najjaśniejszej Rzeczypospolitej Królestwa Polskiego. Jest to funkcja honorowa. "In spe" oznacza "oczekujący" na należną godność. Nominacja poprzedziła wybór spośród kilkudziesięciu kandydatów w trójstopniowych wyborach elektorskich zgodnie z tradycją dawnej Rzeczpospolitej. Najjaśniejsza Rzeczpospolita to Rzeczpospolita królewska albo uszlachetniona, broniąca wartości cywilizacji chrześcijańskiej i europejskiej w obliczu postępującej degradacji demokracji oraz cofania się cywilizacji Zachodu. To czy Polska pozostanie ułomną zwykłą demokracją czy przekształci się w królewską zależy od nas samych. 

       Powiem szczerze, że w tym momencie mam poczucie, że każde moje kolejne słowo tylko osłabi rangę tego, co się nam właśnie objawiło. Powiem więc już tylko tyle, że dotychczas uważałem, że ów wielki ruch, mający na celu skuteczne przywrócenie nas tu wszystkich do opamiętania, jest skupiony głównie wokół Grzegorza Brauna, no i tych kilku dziwnych lekarzy, którzy – jak ci księża, którzy od nadmiaru doświadczeń związanych z wieloletnim wysłuchiwaniem spowiedzi, zwariowali i poszli w tak zwaną „długą” – zwątpili w sens swojej pracy, tymczasem okazuje się, że nad nami w owej Dobie Pandemii czuwa po prostu Król. A ja w tej sytuacji, dochodząc do przekonania, że powiedziałem już wszystko, co było do powiedzenia, obiecuję do tematu więcej nie wracać i chyba jednak się zaszczepię.



 

środa, 30 grudnia 2020

Czy na Uniwersytecie Medycznym w Białymstoku do badań naukowych używa się wody z Gangesu?

 

       Do dziś pamiętam, swoją drogą dość skutecznie w swoim czasie wyszydzony, telewizyjny występ dwóch profesorów, specjalistów od energetyki w sprawie elektrowni jądrowych, gdzie między panami doszło do takiej awantury, że gdyby ta wymiana potrwała jeszcze chwilę, to oni zapewne wzięliby się za łby. Na szczęście program się skończył i poza paroma inwektywami, nie doszło do skandalu. A rozmowa wyglądała tak:

- Energia jądrowa jest bardzo niebezpieczna. To tak jakby zapraszać do gry diabła, gdzie stawką jest jego życie.

- Całkowicie się nie zgadzam. Energetyka jądrowa jest ze względów bezpieczeństwa publicznego najbezpieczniejszą energetyką, jaka istnieje. Energetyka jądrowa jest 50-60 razy bezpieczniejsza od węglowej.

- Gdyby taki wybuch jak w Japonii był w elektrowni węglowej, w Bełchatowie, no to co by się stało? Ten węgiel rozleciałby się gdzieś po polach, trzeba byłoby go pozbierać i koniec.

- Zawsze ginęli górnicy, zawsze ginęli pracownicy kopalni, to w związku z tym pan się nie zastanawia... To głęboko nieetyczne i niemoralne stanowisko, które pan panie profesorze prezentuje. Zarzucam to panu publicznie.

- Broni pan własnej pracy, ja pana rozumiem.

- Ja nie pracuję w żadnej instytucji związanej z energetyką jądrową. Staram się spełniać warunki swojej przysięgi doktorskiej.

- Niech państwo nie zapraszają ludzi, którzy publicznie zarzucają mi pewne rzeczy.

- To pan mi zarzuca różne rzeczy! Poza tym mówi pan rzeczy, które są nietolerowane.

- Z prymitywami, którzy... Pan mi coś zarzuca, że ja coś mówię. Proszę pana, kto panu dał tytuł? Kto panu dał tytuł, wieśniakowi jednemu?

         Tu jeszcze padło brzydkie słowo, obaj panowie naukowcy wyszli osobnymi ścieżkami, a ja sobie tamto zdarzenie przypomniałem po tym jak przeczytałem wiadomość, że około dziesięciu lekarzy profesorów, oraz kilkudzeisięcioosobowa grupa drobniejszych medycznych specjalistów wystowała – jak się okazuje już po raz drugi – apel do Prezydenta, Premiera, Ministra Zdrowia, do posłów, senatorów no i oczywiście też do mediów o to by ci machnięli ręką na ten cały COVID, te szczepionki i całą tę pandemię, bo o żadnej pandemii nie ma mowy, zarazy nie ma, a szczepionka nas w najlepszym wypadku pozabija. Tym razem padły słowa następujące:

Środowisko naukowców i lekarzy, reprezentowane przez osoby podpisane pod tym apelem, pragnie ustosunkować się do Narodowego Programu Szczepień. Uważamy, że szczepionki na SARS-CoV-2 nie zostały właściwie zbadane, są potencjalnie niebezpieczne, ich skuteczność jest nieudowodniona, a masowe szczepienia wszystkich dorosłych obywateli polskich nie mają pełnego uzasadnienia w obliczu faktu, iż 80% populacji przechodzi zakażenie bezobjawowo. Drogą do zakończenia obecnej epidemii i powrotu do stanu normalności jest stopniowe zlikwidowanie obostrzeń i dążenie do wytworzenia w społeczeństwie naturalnej odporności stadnej, przy jednoczesnej ochronie osób starszych i innych z grup ryzyka.

          Ja oczywiście jestem wystarczająco stary i doświadczony, by to że ktoś ma tytuł magistra, inżyniera, doktora, docenta, czy profesora traktować z pełną obojętnością. I to niezależnie od tego, czy mam do czynienia z prawnikiem, ekonomistą, psychologiem, filozofem, artystą, czy nawet – zwłaszcza od pojawienia się na scenie prof. Simona – lekarzem. Przyznać jednak muszę, że z lekarzami mam pewien kłopot. Bo weźmy nawet wspomnianego Simona. On oczywiście jest kompletnie obłąkany na punkcie swojej nienawiści do Jarosława Kaczyńskiego i przez to nie może się obronić przed tym, by od rana do wieczora biegać między Onetem, TVN-em oraz „Gazetą Wyborczą” i zamiast komentować kwestie na których się zna, pluć na rząd i wzywać „Strajk Kobiet” do nieustępliwej walki o legalizację prawa do aborcji, jednak, jak sądzę, nawet on wie, czym jest medycyna i ma jako takie pojęcie na temat jej historycznie potwierdzonych osiągnięć. Podobnie, wydawałoby się, że cokolwiek oni tam mają pod paznokciami, to odnośnie podstaw medycyny zachowują pewną zgodność i nie będą dostawać małpiego rozumu, choćby po przeczytaniu wystawionej przez Pfizera ulotki, w której ten zwraca uwagę na oczywisty fakt, że nowa szczepionka jest nowa, a więc wciąż jeszcze, w sposób zupełnie naturalny, w fazie testowania. Tymczasem nagle pojawia się niejaki „prof. dr hab. Roman Zieliński, Centre for Biomathematics, Genomics and Evolution” i z pokaźną grupą bardzo poważnych profesorów, co ciekawe głównie z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, wzywa polski rząd do opamiętania i pokazaniu całemu światu od Watykanu przez Brazylię po Grenlandię, że jeśli oni muszą, to niech robią z siebie durniów, a my tu między Odrą a Bugiem zachowamy rozsądek.  Ja rozumiem, że tacy członkowie owego Zakonu Wariatów jak Grzegorz Braun, czy Piotr Wielgucki, że już nie wspomnę o całej masie wyznawców głoszonej przez nich religii, nie mogą się nadziwić, że dostępne na rynku leki, a zwłaszcza te zupełnie nowe, są zaopatrzone w całe płachty drobiazgowo wyliczonych zastrzeżeń co do ich skuteczności oraz potencjalnych zagrożeń związanych z ich zażyciem; rozumiem, że oni nie są w stanie pojąć, że każdy – dosłownie każdy – nowy lek jest w pierwszej fazie w sposób naturalny traktowany jako swego rodzaju test; nie dziwi mnie, że oni nie wiedzą, że nawet producent popularnego leku o nazwie Ibuprom w dołączonej ulotce ostrzega, że połknięcie tabletki wiąże się z ryzykiem „wystąpienia krwotoku z przewodu pokarmowego, owrzodzenia lub perforacji, które może być śmiertelne i które niekoniecznie musi być poprzedzone objawami ostrzegawczymi lub może wystąpić u pacjentów, u których takie objawy ostrzegawcze występowały, [że w razie]wystąpienia krwotoku z przewodu pokarmowego czy owrzodzenia, należy natychmiast odstawić lek, [a]pacjenci z chorobami przewodu pokarmowego w wywiadzie, szczególnie osoby w wieku podeszłym, powinni poinformować lekarza o wszelkich nietypowych objawach dotyczących układu pokarmowego (szczególnie o krwawieniu), zwłaszcza w początkowym okresie terapii”.  Oni mogą nie wiedzieć, że w tej samej ulotce jest ostrzeżenie, że „ciężkie reakcje skórne, niektóre z nich śmiertelne, włączając zapalenie skóry złuszczające, zespół Stevensa-Johnsona i toksyczne martwicze oddzielanie się naskórka były bardzo rzadko raportowane w związku ze stosowaniem leków z grupy NLPZ, [że] ryzyko wystąpienia tych ciężkich reakcji występuje na początku terapii, w większości przypadków w pierwszym miesiącu stosowania leku [i] należy zaprzestać stosowania leku po wystąpieniu pierwszych objawów: wysypka skórna, uszkodzenia błony śluzowej lub inne objawy nadwrażliwości. [Ponadto] lek ten należy do grupy leków (niesteroidowe leki przeciwzapalne), które mogą niekorzystnie wpływać na płodność u kobiet”.

       Otóż Braun z Wielguckim plus dziesiątki wsłuchanych w to co oni plotą internautów mogą tego nie wiedzieć, w to jednak, że z tą samą powagą relacjonują informacje na temat nowej szczepionki osoby było nie było z medycyną związane zawodem, a często i ogromnym doświadczeniem, uwierzyć nie potrafię. Dlatego uważam, że jest jeden tylko sposób wyjaśnienia tego przedziwnego zjawiska. Podejrzewam mianowicie, że zarówno sam organizator tego szczególnego projektu, ów „prof. dr hab. Roman Zieliński, Centre for Biomathematics, Genomics and Evolution”, jak i ci wszyscy jego znajomi lekarze, to wariaci jakich wokół niemało, a jak wiemy, wystarczy jeden taki, by wokół siebie zbudować jakąś niewielką sektę. Każdy z nas zresztą, kto w swoim życiu przeszedł przez taki czy inny uniwersytet, wie jak to może realnie wyglądać. A tu przyczyny owego wariactwa mogą być najróżniejsze. Część z nich to mogą być jacyś ekolodzy, część to jacyś jogini zapatrzeni w filozofię Wschodu, niektórzy mogą należeć do jakichś religijnych sekt, jeszcze inni mogą być zaangażowani czysto politycznie w różnego rodzaju teorie spiskowe, a jakaś niewielka grupa to ci, co zwyczajnie owej pandemii nie wytrzymali i od niej postradali zmysły.

         A ja już się tylko zastanawiam, jaka byłaby ich reakcja, gdyby nagle Pfeizer zakomunikował, że po wielu latach badań udało się im stworzyć nadzwyczaj skuteczną szczepionkę przeciwko wszelkim możliwym nowotworom i że choć szczepionka jest nowa, jej działanie wciąż jeszcze nie do końca zbadane, no a poza tym możliwe są różnego rodzaju niepożądane reakcje, to oni zapraszają do jej kupowania: dwie dawki po tysiąc złotych za sztukę. Czy oni wtedy by powiedzieli, że czemu kurwa tak drogo, czy nie oglądając się na nic, ustawiliby się w kolejce? Bo tego, że te kolejki już by się kłębiły, jestem pewien na sto procent, a owi profesorowie z Białegostoku użyliby wszystkich swoich wpływów, by znaleźć się na jej początku.



środa, 11 listopada 2020

Lockdown, czyli czy było warto?

 

       Powiem zupełnie szczerze, że kiedy dowiedziałem się, że firma Pfeizer poinformowała o praktycznym ukończeniu prac nad szczepionką przeciwko COVID19, z jednej strony oczywiście się ucieszyłem, jednocześnie jednak autentycznie wystraszyłem. Skąd ta radość, sprawa jest oczywista, gdy chodzi o strach, już wyjaśniam. Otóż nie uważam, że jest coś szczególnie ekscytującego w tym, gdy człowiek się dowiaduje, że jest prorokiem, choćby nawet takim całkiem malutkim. A ja, mimo że wprawdzie nigdy nie wspominałem o tym, że do końca roku szczepionka pojawi się na amerykańskim rynku – choć, owszem, robił to prezydent Trump – parokrotnie tu wyrażałem swoje bardzo mocne przekonanie, że wirusa diabli wezmą zaraz po wyborach prezydenckich w USA. Oczywiście pewny – tak jak zresztą niczego w ogóle – nie byłem ani przez chwilę, choć jednoznacznie pisałem, że jeśli jest jakaś myśl, która mnie trzyma za gardło niezmiennie od dłuższego już czasu, to ta, że ów wirus został nam zesłany wyłącznie po to, by pozbawić prezydenta Trumpa drugiej kadencji. I tu znów, cóż aż tak strasznego dostrzegł ktoś w kolejnych czterech latach owej prezydentury, że urządził całemu światu aż taką „jazdę”, pojęcia nie mam i nie wiem nawet, kim ów ktoś mógł być: czy tak zwany Rząd Światowy, czy Bezos do kupy z Muskiem i Gatesem, czy może wreszcie Chińczycy, a może jeszcze ktoś, o kogo istnieniu ani ja, ani nikt inny nie ma bladego pojęcia. Jak mówię, tego nie wiem, natomiast wiele wskazuje dziś na to, że owszem, chodziło o to by odsunąć od władzy Donalda Trumpa i by zrobić to nawet za cenę tymczasowego zamknięcia całego świata.

       Czy ja tym samym sugeruję, że z tym całym wirusem to była zwykła bujda? W żadnym wypadku. Powiem wręcz, że w ostatnich dniach, ja wręcz po raz pierwszy od lutego zacząłem się bać, że ów koronawirus dopadnie kogoś z nas i to dopadnie na amen. Natomiast przez niemal cały ten czas podejrzewałem, że tu może chodzić wyłącznie o Trumpa i że do listopada nie mamy na co liczyć. Pytali mnie znajomi o to, jak ja sobie wyobrażam, że ów wirus się skończy. Ktoś wyjdzie na mównicę i ogłosi, że możemy zdjąć te maseczki, a może nagle, z dnia na dzień, liczba osób zakażonych zacznie drastycznie spadać, a może wreszcie ktoś przyjdzie i zakomunikuje nam, że to był tylko taki eksperyment i że bardzo mu przykro, jeśli kogoś narażono na zbyt duży stres? No a ja wówczas odpowiadałem, że nie mam pojęcia i powiem uczciwie, że bardzo się cieszę, że nigdy, ani jednym słowem, nie wspomniałem o szczepionce. Bo tego to już bym ze zdenerwowania nie wytrzymał. A przyznajmy, że to była odpowiedź, która się wręcz narzucała.

      No więc mamy tę szczepionkę, ktoś tam gdzieś już się dowiedział, że w Polsce za jedną dawkę trzeba będzie zapłacić trzy stówy, gdzieś też napisano, że od jutra Unia Europejska zaczyna prowadzić rozmowy ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie zakupu paruset milionów sztuk, i nawet premier Morawiecki zapowiedział, że już rozpoczynamy tworzenie planu organizacji szczepień na przyszły rok. No i jeszcze coś, nie mniej ważnego. Otóż zabrał głos prezydent Trump i przypomniał na Twitterze, że on wiedział od początku, że ta szczepionka pojawi się w Ameryce do końca roku. W Ameryce. Do końca roku. A ja sobie w tym momencie myślę, że gdyby te wybory odbywały się tradycyjnie nie w listopadzie, a powiedzmy we wrześniu, to mam wrażenie, że on by zapowiadał początek owej produkcji na okres jeszcze przed jesienną, drugą falą koronawirusa. I też trafiłby w dziesiątkę.

       Ktoś się zastanawia pewnie, co teraz? Czy to znaczy, że Biden jednak już zostanie prezydentem i Trump pozostaje całkowicie niegroźny? Wcale nie. Przypominam, nigdy nie było, moim zdaniem, takiego planu, by wypuścić na rynek szczepionkę dopiero po tym, jak Biden, czy ktokolwiek inny, odsunie Trumpa od władzy. Pomysł by czekać z tym choćby i kolejne cztery lata byłby jednak zbyt ekscentryczny nawet jak na Chińczyków, że nie wspomnę o Elonie Musku. Chodziło wyłącznie o to, by stworzyć wokół owej pandemii tak wielką histerię, a w Stanach Zjednoczonych doprowadzić do tak wielu zarażeń, że ów temat stanie się pierwszym tematem kampanii i on to właśnie pozycją Prezydenta wystarczająco mocno zachwieje. Ktoś powie, że tematów było znacznie więcej. Możliwe; w końcu aż tak ważnie tego nie śledziłem, natomiast obejrzałem dwie prezydenckie debaty, oraz jedną debatę wiceprezydentów i za każdym razem kampania Bidena zaczynała od COVID-u. A w momencie gdy tuż przed wyborami liczba zarażonych w stanach wzrosła dwukrotnie, do grubo ponad stu tysięcy, byłem pewien, że to jest już tylko owa symboliczna kropka nad i.

        Czy im się udało? Powiem szczerze, że nie sądzę. Jak wiele na to wskazuje, Donald Trump był znakomicie do tego co się stanie przygotowany, a skuteczne przejęcie Sądu Najwyższego wcale nie jest jedynym tego dowodem. On był na to przygotowany i z tego co widzę, słyszę i czytam, wnioskuję, że jego szampański dziś nastrój wcale nie koniecznie musi być ani robieniem dobrej miny do złej gry, ani tym bardziej objawem żałosnej histerii. Jedyne co mnie niepokoi to fakt, że, jak zobaczyłem wczoraj w telewizji, Amerykanie powoli zaczynają zdejmować z okien i z wystaw sklepowych te deski, w przekonaniu, że skoro Biden został prezydentem, żadnych rozrób już nie będzie. W końcu, kto miałby je organizować? Prawica? Nie żartujmy. Z drugiej jednak strony pocieszam się myślą, że ci co te deski w pierwszej kolejności zakładali, to wyborcy Bidena. Prawica, nie bawiła się żadnymi deskami. Oni zwyczajnie się zbroili. I kto wie, czy ta broń jeszcze się im nie przyda?

        Tak czy inaczej, wygląda bardzo na to, że przed nami dobry nowy rok. Byle tylko spadł śnieg.



      

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...