Pokazywanie postów oznaczonych etykietą charyzmatycy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą charyzmatycy. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 kwietnia 2017

Czy Duch Święty nie lubi papieża Franciszka?

      Właśnie dotarła do mnie wiadomość, że władze Kościoła w Polsce ostatecznie wydały zakaz współorganizowania oraz uczestnictwa w ruchu znanym pod nazwą Wspólnota Miłość i Miłosierdzie Jezusa, a tym samym zainicjowane przez ojca Daniela Galusa spotkania stały się niczym więcej jak jego prywatnym eventem. Decyzja owa została zakomunikowana w sposób jednoznaczny i w moim odczuciu na tyle brutalny, by ani ojciec Galus ani jego wyznawcy nie mieli żadnej wymówki:
      „W nawiązaniu do informacji podanej przez Biskupa Płockiego na Konferencji Księży Dziekanów w dniu 15 marca 2017 r., powiadamiamy duszpasterzy i wiernych diecezji płockiej, że działalność Pustelni w Czatachowie (o. Daniel Galus) nie posiada aprobaty Metropolity Częstochowskiego, ks. arcybiskupa Wacława Depo. Dotyczy to również działającej przy tzw. Pustelni Wspólnoty Miłość i Miłosierdzie Jezusa.
      W związku z tym apeluje się do kapłanów i wiernych świeckich o powstrzymanie się od organizowania wyjazdów zbiorowych i indywidualnych do tego miejsca. Przypominamy starożytną zasadę św. Ignacego Antiocheńskiego: ‘Nie czyńcie nic bez biskupa, […] kochajcie jedność, unikajcie podziałów’ (List do Filadelfian, 7, 1)”.
      Ktoś spyta, co nas tu może obchodzić to co się dzieje w miejscu, w którym nie dość że nie bywamy choćby i myślą, to wielu z nas o tym nawet nie słyszało. To prawda. Losy ojca Daniela Galusa i owej wspólnoty są nam obce tak samo jak losy którejkolwiek z owych wciąż powstających w obrębie Kościoła Katolickiego sekt, a jednak czuję osobiście, że to między innymi ludzie, którzy tworzą sukces miejsc takich jak owa Pustelnia w Czatachowie, stanowią największe zagrożenie dla naszego Kościoła. To oni bowiem przesuwają go w stronę, którą od lat znamy z działalności tak zwanych zielonoświątkowców, czyli w gruncie rzeczy Szatana. I znów ktoś powie, że to jest margines, który nie ma jakiegokolwiek dostępu do pobożności, którą wszyscy znamy i rozumiemy, a która w rzeczy samej tworzy siłę naszej Wiary. Otóż obawiam się, że nie jesteśmy w żaden sposób bezpieczni. To bowiem nie owe sekty – rzekomo niosące wiarę prawdziwą – są narażone na największą agresję ze strony bezbożnego świata. Prawdziwy atak, wbrew temu, czego można by się było spodziewać, kierowany jest w stronę Kościoła ludzi prostych, szczerych i grzesznych jak każdy z nas, i to oni bowiem stanowią największe zagrożenie dla tego świata. Przez swoją skromność i cierpliwą wierność.
      Rozmawialiśmy o tym w tym miejscu całkiem niedawno, czy to przy okazji pewnego tekstu w „Gościu Niedzielnym”, czy medialnym manipulacjom słowami papieża Franciszka. I nie minął tydzień, jak musimy wrócić do sprawy, jak się zdaje z jeszcze większą niż wówczas troską. Oto, jak może niektórzy z nas słyszeli, papież Franciszek pojawił się niedawno w Bazylice św. Bartłomieja na Wyspie Tyberyjskiej, gdzie odprawił Mszę Świętą i naturalnie wygłosił kazanie. O czym mówił papież? Otóż jego słowo było w całości poświęcone męczeństwu chrześcijan zarówno w czasach starożytnych jak i dziś, ginących z rąk jak najbardziej muzułmańskich fanatyków. Oto fragment wypowiedzi Papieża:
      „Starożytna historia męczeństwa łączy się z pamięcią nowych męczenników, wielu chrześcijan zabitych przez obłąkane ideologie minionego wieku, zabitych także i dziś i to zabitych tylko dlatego, że byli uczniami Jezusa.
      Wspomnienie bohaterskich świadków epoki starożytnej i niedawnych czasów umacnia nas w świadomości, że Kościół jest Kościołem męczenników. A męczennikami są ci, którzy, jak przypomniała nam Księga Apokalipsy, "przychodzą z wielkiego ucisku i opłukali swe szaty, i w krwi Baranka je wybielili" (7,14). Mieli oni łaskę wyznawać Jezusa aż do końca, aż do śmierci. Cierpią, oddają życie, a my otrzymujemy błogosławieństwo Boże ze względu na ich świadectwo. A jest również wielu męczenników ukrytych, tych mężczyzn i kobiet wiernych łagodnej sile miłości, głosowi Ducha Świętego, którzy codziennym życiu starają się pomagać swoim braciom i bezwarunkowo kochać Boga.
        Jeśli przyjrzeć się bliżej, przyczyną wszystkich prześladowań jest nienawiść, nienawiść księcia tego świata wobec tych, którzy zostali zbawieni i odkupieni przez Jezusa poprzez Jego śmierć i zmartwychwstanie.
        Ileż razy w trudnych momentach historii, słyszeliśmy: ‘Dziś ojczyzna potrzebuje bohaterów’. O męczenniku można pomyśleć jako o bohaterze. Ale podstawowe dla męczennika jest on człowiekiem obdarzonym łaską. To łaska Boga, a nie męstwo czyni nas męczennikami. Podobnie można zapytać: ‘Czego dzisiaj potrzebuje Kościół?’. Męczenników, świadków, to znaczy świętych dnia powszedniego, bo Kościół naprzód prowadzą święci, bez nich Kościół nie może ich naprzód. Kościół potrzebuje świętych dnia powszedniego, zwyczajnego życia, przeżywanego konsekwentnie. Ale także i tych, którzy mają odwagę przyjąć łaskę bycia świadkami aż do końca, aż do śmierci. Wszyscy oni są żywą krwią Kościoła. Są świadkami, którzy prowadzą Kościół naprzód, ci którzy zaświadczają, że Jezus zmartwychwstał, że Jezus żyje, a świadczą o tym konsekwencją życia i mocą Ducha Świętego, którą otrzymali w darze”.
      I oto w pewnym momencie Papież zmienił tekst przygotowanego kazania i podzielił się pewną refleksją:
      „Chciałbym dzisiaj do tego Kościoła dodać jeszcze jedną ikonę. Kobietę, której imienia nie znam, ale patrzy ona na nas z nieba. Kiedy byłem na wyspie Lesbos i pozdrawiałem uchodźców, spotkałem człowieka 30-letniego z trzema dziećmi. Spojrzałem. Powiedział: ‘Ojcze, jestem muzułmaninem, ale moja żona była chrześcijanką. Do naszej ojczyzny przybyli terroryści, popatrzyli na nas, pytali nas o religię, zobaczyli, że ma krzyż i zażądali, aby zrzuciła ten krzyż na ziemię. Odmówiła. Ścieli ją na moich oczach. Bardzo się kochaliśmy. Tę ikonę przynoszę dziś tutaj jako dar’.
      Nie wiem czy ten człowiek jest nadal na Lesbos, czy udało się jemu pojechać gdzie indziej. Nie wiem, czy udało się jemu wydobyć z tego obozu koncentracyjnego, bo obozy dla uchodźców są obozami koncentracyjnymi dla mnóstwa ludzi. Są tam zostawieni samymi sobie. Narody wielkoduszne, które ich przyjmują muszą też nieść ten ciężar”.
      Co z tego zostało przekazane przez światowe media? Już wiemy, prawda? Główna wiadomość dnia, jak najbardziej zaznaczona w tytułach doniesień, była taka, że Franciszek powiedział, że „obozy uchodźców to obozy koncentracyjne”. I to wszystko. I ani słowa więcej. Przepraszam bardzo, ale to jest dokładnie tak samo, jakby ten sam Papież w trosce o los dręczonych przez mężów-muzułmanów kobiet w Szwecji czy w Niemczech powiedział, że „dla wielu tych kobiet małżeństwo jest piekłem”, a media by o tym poinformowały tytułami: „Papież Franciszek: małżeństwo to piekło”. A najpobożniejsi z nas w jednej chwili zaczęliby rwać sobie włosy z głowy, że oto mamy kolejny dowód na to, że od czasów Benedykta XVI Kościół się już tylko stacza. A w tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego jak przeciwstawić się temu zepsuciu przy pomocy Ducha Świętego i specjalnych charyzmatów.
Pisząc te refleksje przypominam sobie, że parę lat temu wspomniany Franciszek, w przemówieniu do którejś z grup neokatechumenalnych, napomniał zebranych, by w swoim pobożnym zaangażowaniu nawet nie próbowali się stawiać ponad tych, którzy faktycznie tworzą Kościół, a więc, mówiąc krótko, ludzi, którzy co niedzielę zakładają odświętne buty i posłusznie całymi rodzinami udają się do parafialnego kościoła na Mszę. Niestety, dziś już nie pamiętam, w jaki sposób ten news został podany. Nie zdziwiłbym się gdyby wiadomość była taka, że Papież zakazał się modlić, lub zakwestionował moc Ducha Świętego. Podejrzewam jednak, że temat zwyczajnie został zlekceważony. W końcu nie było nic o uchodźcach.





Zachęcam wszystkich do kupowania moich książek. Naprawdę nie ma tu żadnego ryzyka. Wszystkie są do nabycia w księgarni pod adresem www.coryllus.pl.   

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...