Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiądz Tymoteusz Szydło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiądz Tymoteusz Szydło. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 października 2019

O tym jak księżna Meghan walkowerem pokonała księdza Tymoteusza Szydło


      Miałem dziś pisać o czymś zupełnie innym, ale oto na portalu tvn24.pl trafiłem na tekst, który mną autentycznie wstrząsnął i kazał mi spojrzeć na dokonania owego medialnego projektu na nowo. Nie byłbym sobą, gdybym nie zacytował tu małego fragmentu owych refleksji, tak bardzo nam w końcu potrzebnych. Proszę posłuchać
„Nigdy nie myślałem, że bycie synem Beaty Szydło okaże się dla mnie łatwe, ale sądziłem, że będę sprawiedliwie oceniany przez media, dlatego  trudno mi pogodzić się z tym, jak jestem traktowany" – powiedział ksiądz Tymoteusz Szydło w wywiadzie dla jednego z internetowych portali, w którym opowiadał o swojej bezowocnej walce z mediami. Przyznał także, że jego przyjaciele przewidzieli to, gdy tylko postanowił zostac księdzem. Gdy szczęśliwy opowiadał o swoim uczuciu, usłyszał: „Wierzymy ci, że służenie Kościołowi jest cudowne, jeśli jednak zdecydujesz się zostać księdzem, oni cię zaszczują. Pamiętaj, co zrobiono twojej matce”. Mówiąc o tym w wywiadzie, ksiądz Tymoteusz nie był w stanie powstrzymać łez. Przyznał, że mieli rację. Widok kompletnie rozbitego księdza, jego wyznanie i łzy, zrobiły wielkie wrażenie na Polakach. Prawdopodobnie nie mieli pojęcia, że sprawy zaszły tak daleko. Wywiad komentowany był na żywo w mediach społecznościowych. Pisarz Krzysztof Trompka zatweetował: „Pęka mi serce, gdy słucham księdza Tymoteusza, podzielcie się hashtagiem #KochamyKsiędzaTymoteusza, jeśli jak ja, wspieracie tego pięknego i dobrego człowieka”. W ciągu następnych godzin setki tysięcy osób zademonstrowały poparcie dla Księdza. Do wielkiego odzewu przyczynił się też fakt, że kilka dni wcześniej wzburzona rodzina księdza Tymoteusza upubliczniła pozwy, jakie złożyła przeciw różnym mediom. To, jak ważny jest dla Polaków Kościół Katolicki, dowodzi fakt, iż następnego dnia po wywiadzie Księdza sprawa była tematem numer jeden w czołowych polskich gazetach. Jego ogromne zdjęcie na naszym portalu, krzyczące mocnym tytułem „Walczę o przetrwanie”, zepchnęło na plan dalszy nawet materiał o kolejnej odsłonie awantur po zakończonych właśnie wyborach do Parlamentu. Wśród obrońców księdza Tymoteusza są ludzie z pierwszych stron gazet w całym świecie – choćby premier znany piosenkarz Elton John, czy Hilary Clinton, regularnie krytykująca tabloidy za zachowanie wobec księży, która powiedziała: „Tytuły, które dopuszczają się jawnie zniesławiających komentarzy pod adresem księdza Tymoteusza Szydło, powinny na zawsze zniknąć z rynku”. Znawcy tematu twierdzą jednak, że choć Ksiądz ma szansę na wygranie bitwy, to rozpoczyna zarazem wielką wojnę. A w tej ofiary są zawsze po obu stronach. Znany ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski zauważa, że jeśli rodzina Szydło zdecyduje się na proces, Tymoteusz Szydło może być pierwszym duchownym Kościoła Katolickiego, który pojawi się w sądzie osobiście. „Wyobraźcie sobie zasięg relacji z procesu i to, w jaki sposób wykorzystają to tabloidy” – podkreśla. Trudno się z nim nie zgodzić, ale i nie sposób dziwić się premier Szydło, że staje w obronie prywatności syna. „Mój syn stał się jedną z nowych ofiar polskich mediów, które prowadzą kampanię przeciwko ludziom bez zastanowienia się nad konsekwencjami” - zauważa była premier. Sytuacja coraz bardziej zaczyna przypominać najczarniejszy okres z najnowszej historii Polski, gdy presja wywierana na błogosławionego księdza Popiełuszkę przez tabloidy doprowadziła do potwornej tragedii. Nic dziwnego, że premier Szydło boi się o swojego syna”.
      Ups! Znów mi się coś pomyliło. To jest zupełnie inny tekst. Portal tvn24.pl pisał nie o jakimś pedofilu, ale o księżnej Meghan, żonie księcia Harry’ego i jej problemach z mediami, a mnie się tylko nazwiska pomyliły. Nie wiem, co się cholera jasna ze mną ostatnio dzieje.



piątek, 25 października 2019

Jeszcze o gangsterach i ich ciziach

       Przyznać muszę, sam się sobie dziwiąc, że ostatnie dni wprawiły mnie w dość marny nastrój, a to z tego powodu, że nawet w najgorszych przewidywaniach nie spodziewałem się, że odpowiedzią na ową kompromitująca wręcz porażkę w minionych wyborach politycy opozycji na czele ze wspierającymi ich środowiskami, sędziowskim, medialnym i oczywiście celebryckim, zawsze gotowym na choćby cichutkie gwizdnięcie, ruszą do aż tak nieprzytomnego ataku. I pewnie można by było nawet na to wszystko machnąć ręką, gdyby to się ograniczało tylko do standardowego pohukiwania, jednak już zachowanie sądów musi robić szczególne wrażenie. Wydaje mi się, że z tych lat, które właśnie minęły pamiętam dość dużo, natomiast nie wydaje mi się, byśmy kiedykolwiek mieli do czynienia z aż tak intensywną agresją przeciwko – i nie udawajmy, że tu jest jakiś inny przeciwnik – polskiemu państwu. Niekiedy można odnieść wrażenie, że większość sędziów wpadła w stan, gdzie już za chwilę oni zaczną najzupełniej bezczelnie wypuszczać na wolność zwykłych morderców i gwałcicieli, a to tylko po to, by w ten sposób doprowadzić do takiego chaosu, że władza nie będzie miała innego wyjścia, jak zwyczajnie ustąpić.  
       A więc, powtórzę – nie jest mi łatwo i obawiam się, że najbliższe dni nie przyniosą tu ulgi. W momencie, gdy po wielomiesięcznym ataku, jaki był prowadzony w Internecie przeciwko księdzu Tymoteuszowi Szydło, ataku absolutnie bezlitosnym i w swoim kłamstwie całkowicie bezkarnym, do czasu gdy do akcji najpierw wkroczyła wynajęta przez rodzinę Szydło kancelaria prawna, no a potem już media głównego nurtu, liczyłem trochę, że owa fala oszczerstw się skończy i choć na chwilę zapanuje spokój. Otóż nic z tego. Wprawdzie niejako półgębkiem media przyznały, że, ostatecznie, jak się okazuje, ksiądz Szydło jednak nie został ojcem, jednocześnie jednak obok tego komunikatu przezornie pozostawiły na tyle gęsta atmosferę niedomówień, że określenie „afera Szydło” wciąż hasa sobie zupełnie swobodnie. Jednocześnie zabierają głos kolejni opozycyjni dziennikarze oraz politycy, że już nie wspomnę o odpowiednio tu niedawno potraktowanym księdzu Isakowiczu- Zaleskim, który jak słyszę w dalszym ciągu nie potrafi się powstrzymać przed paplaniem, a nawet się nieco uaktywnił, skoro już im nie wypada uderzać w księdza Szydło, walą równo w jego mamę, że skoro nie mogła się powstrzymać przed tym, by na całą Polskę trąbić o tym, że ma syna księdza, to niech się teraz nie oburza, że nowoczesne media sprawą się zainteresowały.
        I powiem, że to właśnie sprawa księdza Tymoteusza Szydło i jego udręczenia emocjonuje mnie nawet bardziej niż niedawna seria absolutnie skandalicznych wyroków sądowych, czy nieustanne pielgrzymowanie polityków opozycji do Brukseli z prośbami o to by ta im pomogła zniszczyć Polskę. Obserwowałem przez długie miesiące to co źli ludzie robili Księdzu i kiedy dziś czytam kolejne wypowiedzi, na red. Wielowieyskiej zaczynając, a kończąc na prezydentce Dulkiewicz, kpiące z rodziny Szydło, mam ochotę pieprznąć tym wszystkim, udać się do zabitej deskami wiejskiej gospody i upić się z rozpaczy. I oto, kiedy wydawało się, że niżej już zejść się nie da, trafiłem na tekst, broń Boże nie na jednym z wielu antypisowskich portali, lecz na jak najbardziej mainstreamowej stronie dziennik.pl, z wypowiedzią również nie jakiejś internetowej wariatki, ale było nie było równie mainstreamowej Karoliny Korwin-Piotrowskiej. Zanim ona jednak się odezwała, głos zabrali redaktorzy „Dziennika” i oto proszę, co nam zakomunikowali:
„Kilka dni temu w mediach pojawiła się informacja, że ksiądz Tymoteusz Szydło zaledwie 2 lata po święceniach wziął bezterminowy bezpłatny urlop i zniknął, nie pojawiając się w parafii, w której miał rozpocząć posługę. Niemal natychmiast narodziły się plotki, że powodem tajemniczego zniknięcia młodego kapłana jest fakt, iż został ojcem. Tym rewelacyjnym odniesieniom stanowczo zaprzeczył pełnomocnik syna Beaty Szydło, a w obronie księdza stanęli politycy PiS-u, którzy uznali, że całe zamieszanie to sprawka opozycji”.
       Mam nadzieję, że wszyscy widzimy, co tu się wyprawia, bo ja akurat nie mam siły, by to dodatkowo tłumaczyć. Trzy zdania i pięć kłamstw, nawet nie zasługujących na to, by je prostować. No ale tu do gry wchodzi wspomniana Korwin-Piotrowska i patrzmy, co – a przede wszystkim, w jakim stylu – nam mówi:
       To jest proste jak konstrukcja cepa i prawica tego nie rozumie, nienawidząc szołbiznesu i wszystkiego, co z tym związane, a przede wszystkim kreacji wizerunku i odpowiedzialności za słowa.Wystawiasz buźkę do fleszy i dupsko do kopania. Medialne dwa w jednym. Zawsze boli. Proste? Jak się lata do mediów i robi okładeczki, relacje ze święceń syna, jakby to była koronacja księcia Karola, albo wybór papieża,to wpuszcza się media do swego życia. Pokaż mediom swoje dziecko, wejdą ci do kibla i sprawdzą jego zawartość. Byle instagramerka to wie, a nie premier rządu w kraju, który wstał z kolan. Serio? Wiedzą o tym w tym zepsutym lewackim szołbizie, nie wiedzą na prawicy i jest mega turbo zdziwko. Nagle prawnicy. Oświadczenia. Twittuje premier, Jaki i Kempa. Cyrk. Tylko Dudy brakuje. Kino klasy B”.
      Najpierw, jak się można dziś domyślać, prawdopodobnie w ramach nieustannej walki prowadzonej przez opozycyjne środowiska polityczne na rzecz odzyskania władzy, ksiądz Tymoteusz Szydło jest na tyle bezwzględnie dręczony psychicznie, że nie będąc w stanie pełnić jak należy swojej posługi, ucieka prze tą bandą barbarzyńców na urlop, no a wówczas rozpoczyna się atak prawdziwy, który przez niemal dwa poprzedzające wybory miesiące nakręca atmosferę szyderstwa wobec nie tylko Bogu ducha winnego Księdza, ale w ogóle Kościoła. I teraz, skoro wreszcie można było na spokojnie owo kłamstwo ujawnić, wszyscy oni, zamiast się wreszcie zamknąć, robią wielkie oczy i pytają: „A co to? Nie wiedzieliście, że jest coś takiego jak internetowy hejt? To w takim razie wy się zupełnie nie nadajecie do polityki”.
       No ale nic to. Trzeba będzie jeszcze jakiś czas się z nimi pomęczyć. Może nam jakoś pomóc świadomość, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Te wszystkie „buźki do fleszy”, „szołbiz”, „dupska do kopania”, „okładeczki”, „kible z jego zawartością”, to wreszcie „serio” i „mega turbo zdziwko” – przecież to nie są zwykli ludzie; to jest klasyczny gang  ze swoimi ciziami. Obok jednak tego całego nieszczęścia, trafiłem na pewne naprawdę wiele mówiące zdjęcie. Popatrzmy na nie, postarajmy się je zapamiętać i w sytuacjach trudniejszych sobie o nim przypominać. Powinno nam ulżyć.


środa, 23 października 2019

O czystym jak diament sumieniu księdza Isakowicza-Zaleskiego


      Choć dla wielu czytelników tego bloga może to być sprawą oczywistą, powtórzę tu dziś raz jeszcze, że choć do kapłanów i zakonnych sióstr naszego Kościoła czuję bezwstydny wręcz szacunek, który w wymiarze fizycznym z najwyższym uporem realizuję na co dzień choćby tylko pozdrawiając ich wszystkich bez wyjątku tradycyjnym „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, są też księża - a tu mogłoby mi zabraknąć palców obu rąk - z którymi, gdy chodzi o wspomniany szacunek, mam bardzo duży kłopot. I, wbrew pozorom, nie chodzi mi najbardziej o tych wszystkich lansowanych przez liberalne media dominikanów, czy tym bardziej o pojedynczych księży takich jak ksiądz Lemański, Sowa, czy Luter, ani nawet o samego kardynała Nycza, ale o niegdyś nadzwyczaj skromnego i w sposób oczywisty zasłużonego dla naszej wolności księdza Isakowicza-Zaleskiego. Gdy chodzi o tamtych, to oni przynajmniej nawet nie próbują ukrywać zła, w które z taką dumą wdepnęli i dziś z autentyczną satysfakcją, jak gdyby nigdy nic, głoszą swoje nauki. Co do księdza Isakowicza jednak, moje myśli są znacznie poważniejsze, a uwagi o wiele bardziej surowe. Otóż przez to, że on z jednej strony przedstawia się, jako jeden z najwierniejszych obrońców Kościoła, który jest rzekomo rozsadzany od zewnątrz przez liberalnych Jego wrogów, a z drugiej pozwala się w sposób zupełnie skandaliczny wykorzystywać przez prawdziwych tego Kościoła wrogów, ja go uważam za nie mniejszego szkodnika niż buszujący od lat po kościelnych peryferiach Tomasz Terlikowski, Grzegorz Górny, czy całe to towarzystwo związane z takimi katolickimi portalami, jak Fronda, czy Polonia Christiana. Nie ma bowiem nic gorszego, jak owi głupcy, którzy chcieli dobrze, tyle że trafili na o wiele większych cwaniaków od siebie.
       Czemu dziś piszę o księdzu Isakowiczu-Zaleskim? Otóż on mi chodził po głowie już jakiś czas, a na tym blogu występował jeszcze lata temu, natomiast wczoraj pojawił się na dobre w związku z tym, że ów straszny, najbardziej okrutny atak wymierzony przez moce zła przeciwko księdzu Tymoteuszowi Szydło, nie mógł być już dłużej dyskretnie bardzo przemilczany przez ogólnopolskie media, no a przy tym również przez Polskie Państwo. My, którzy znajdujemy czas i odpowiednią pasję, by przebywać tu w Internecie o wiele częściej, niż przeciętni Polacy, mogliśmy już od wielu tygodni z bezradnym przerażeniem obserwować to, co bardzo źli ludzie wyprawiają, gdy chodzi o tego biednego księdza. Wcześniej sam starałem się być dyskretny i nie przykładać ręki do tego, by te wszystkie kłamstwa, rozpowszechniane przeciwko niemu, czy to na Twitterze, czy Facebooku, rozeszły się szerzej niż i tak już zupełnie bezkarnie przewalały, jednak kiedy po pewnym, jak się okazało zaledwie pozornym przyśnięciu, ruszyła kolejna fala, no i mimo że również zareagowali prawnicy księdza Tymoteusza, najbardziej bezczelni oszczercy posunęli się do tego, by w celu wzmocnienia przekazu obniżyć wiek owej wymyślonej przez te czarne dusze dziewczynki do piętnastu lat, pomyślałem, że jednak o tym tu wspomnę. Dziś sprawa jest już bardzo szeroko udostępniana, głos zabrał nawet premier Morawiecki i wciąż tylko jedna kwestia pozostaje niewyjaśniona: kto mianowicie uruchomił tę lawinę? Kto jako pierwszy opublikował ten mem, w którym Księdzu zadano pierwszy cios. Ponieważ ja mam tu swoją indywidualną opinię, pragnę się nią podzielić.
      Otóż, jak pewnie dziś sobie wszyscy przypominamy, jakieś dwa lata temu premier Szydło pochwaliła się ze zrozumiałą dumą, że jej syn został uroczyście wyświęcony i dziś już może szczęśliwie służyć wiernym jako ksiądz Tymoteusz. Następna radosna bardzo wiadomość była taka, że Ksiądz znalazł swoją pierwszą parafię w Buczkowicach, a następna, że stamtąd wyruszył do Oświęcimia, gdzie miał służyć grupie wiernych modlących się w rycie Trydenckim. No i wtedy jak grom z jasnego nieba spadła na nas informacja, że z zapowiedzianych mszy będą nici, bo ksiądz Tymoteusz zwrócił się do swoich przełożonych z prośbą o roczny urlop. No i wtedy się zaczęło.
       Piszę, że się zaczęło, choć szczerze powiedziawszy, jestem przekonany, że przynajmniej z punktu widzenia księdza Szydło, zaczęło się znacznie wcześniej, a więc w momencie, gdy wiadomość o tym, że „syn Szydło” dołączył do „szajki kościelnych pedofilów” z całą pewnością musiała zacząć kursować tam gdzie na nią czekano z oczywistym utęsknieniem. Myśmy tu może jeszcze owych głosów nie słyszeli, natomiast obawiam się bardzo, że Ksiądz je słyszeć musiał. I nie mogło być mu z tym łatwo.
       Kto zatem był tym pierwszym, który rzucił kamieniem na tyle dużym, by to drżenie można było naprawdę poczuć. Otóż pamiętam bardzo dobrze moment, gdy wiadomość o tym, że ksiądz Szydło poprosił o urlop i go otrzymał, zaczęła być komentowana przez samego właśnie księdza Isakowicza-Zaleskiego. I to nie jeden raz, ale wielokrotnie; i to nie tylko na Twitterze, ale on swój długi nos wsadzał wszędzie tam, gdzie go o komentarz proszono. Posłuchajmy więc wyboru owych wypowiedzi, udzielanych na lewo i prawo przez owego świętego męża z najwyższą radością:
„Święcenia kapłańskie odbywają się publicznie, więc każdy człowiek kościoła katolickiego ma prawo też wiedzieć, dlaczego dany ksiądz zostawił parafię. Uważam, że w przypadku urlopu ks. Szydło, powinno się wyjaśnić całą sprawę. Powinna to zrobić kuria jak i ks. Tymoteusz. Co może być przyczyną tak długiego urlopu? Powodów może być bardzo wiele. Nie ma co ukrywać, bo są też np. ludzie młodzi, którzy przechodzą załamanie, depresję… Ja młodemu księdzu życzę jak najlepiej. I jeśli nawet ma problemy, to zawsze jest sytuacja do wyjaśnienia i wtedy to jest czytelne”. 
[...]
„Bezterminowy urlop zaledwie po 2 latach kapłaństwa? To oznacza tylko jedno. Wielka szkoda. Pomodlę się dziś za ks. Tymoteusza i jego Rodziców. Zachęcam też innych do modlitwy za wszystkich kapłanów, którzy przeżywają trudne chwile. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy”.
      No i wreszcie dziś, czując prawdopodobnie że narozrabiał, ale jako człowiek o sercu, które zdążyło mu już wielokrotnie stwardnieć, zamiast się zwyczajnie zamknąć, już tylko brnie i ma czelność po tym wszystkim jeszcze odpowiadać premierowi Morawieckiemu na jego słowa współczucia dla księdza Szydły:
„Panie Premierze Morawiecki, wszelkie ataki na rodziny są haniebne. Jednak, czy prymicje na Jasnej Górze z udziałem ministrów i marszałków nie były upolitycznieniem posługi tego kapłana? Inna sprawa, że winien on powiedzieć prawdę i przeciąć spekulacje, a nie wynajmować prawnika”.
        Mógłbym tu zapytać księdza Zaleskiego, po jasną cholerę on apeluje o prawdę i o jaką prawdę, skoro w jednej z jego wyżej zacytowanych wypowiedzi stoi jak byk, że „to oznacza tylko jedno” i że owo „jedno” to „wielka szkoda”? Czego zatem on jeszcze nie wie? Mógłbym też jeszcze bardziej podrążyć i próbować księdza Zaleskiego popytać o inne rzeczy. Nie mam jednak tu zamiaru się jakoś szczególnie znęcać nad tym zagubionym człowiekiem, więc tylko może postawię publicznie skromniejsze pytanie, o co tak naprawdę chodzi księdzu Isakiewiczowi-Zaleskiemu, kiedy próbuje tak dręczyć swojego brata w kapłaństwie? Czemu jemu tak strasznie zależy, by ksiądz Tymoteusz Szydło wystąpił publicznie i opowiedział nam o swoich problemach? Czego on się spodziewa, że cóż takiego powie mu ów tak strasznie skrzywdzony, i krzywdzony nadal, ksiądz? Na jakie tajemnice on liczy i o jakie dobro Kościoła on apeluje? I o zaspokojenie jakiej swojej ciekawości?
       Zadaję te pytania, tak naprawdę udając tylko, że liczę na jakąś odpowiedź. Nie można bowiem liczyć na nic dobrego ze strony ludzi, których życie omotało siecią zepsucia, którego nawet nie sposób nazwać.



Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...