Pokazywanie postów oznaczonych etykietą totalna opozycja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą totalna opozycja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 12 sierpnia 2022

Majtki, czyli opozycja totalna

 

     Przez naszą scenę przelaciało przez chwilę coś co nosi nazwę kabaretu Neo-Nówka, a mnie, Bóg mi świadkiem, nawet do głowy nie przyszło, by tych szczególnych ludzi zaszczycić tu choćby jednym słowem. I od razu muszę zapewnić, że przyczyną mojego nastawienia w żadnym względzie nie był ów występ, który uczynił z nich bohaterów walki o odsunięcie Prawa i Sprawiedliwości od władzy, ale fakt, że ja ową Neo-Nówkę miałem okazję już wcześniej poznać i uznałem, że od nich wszystko, dosłownie wszystko, jest lepsze, wliczając w to nawet filmy Patryka Vegi i sztukę estradową zespołów Kombi 1 i Kombi 2.

      Jak wszyscy widzimy jednak, stało się i kabaret Neo-Nówka znalazł się i tu, i wydawałoby się że dziś autentycznie triumfuje, gdyby nie to, o czym za chwilę. Otóż trafiłem wczoraj na Twitterze na mem, który mnie autentycznie zaintrygował. Oto widzimy słynne zdjęcie Jana Pawła II, który chwilę po tym jak został postrzelony na Placu Św. Piotra, opada w ramiona towarzyszących mu ludzi, a podpis pod zdjęciem głosi „Trzymajcie mnie, kurwa”. Taki żart. A ja, zamiast się oburzyć, zadumałem się i nagle przypomniały mi się dawne czasy, kiedy to nasze dzieci były jeszcze bardzo małe, i ile razu któreś z nich było smutne, lub wściekłe i nie dawało żyć, najlepszą metodą było powiedzieć mu „majtki”. Ot tak. Majtki. To wystarczyło w zupełności, żeby je nie dość że uspokoić, to jeszcze rozśmieszyć i, wraz z całym rodzeństwem, wprawić w fantastyczny humor. Przypomniały mi się owe czasy, i natychmiast uświadomiłem sobie, że w gruncie rzeczy cały pomysł wspomnianego mema polega na słowie „kurwa”. W tym że Jan Paweł II pada postrzelony i prosi towarzyszące mu osoby by go podtrzymały, nie ma przecież nic śmiesznego. Śmieszne jest wyłącznie – tak jak we wcześniej wspomnianym przypadku słowo „majtki” – użycie słowa „kurwa”. I tak jak przed laty moje dzieci w stanie szczenięcej wściekłości wpadały w euforię na dźwięk słowa „majtki”, tak dziś nasi współcześni pieniacze nie potrzebują nic poza ową „kurwą”.

       I wtedy przypomniałem sobie coś jeszcze. Dziś już wprawdzie do kina nie chodzę, ale kiedyś, owszem, chodziłem i wtedy – praktycznie tylko wtedy – miałem okazję oglądać fragmenty polskich filmów. To co mnie już wówczas zadziwiało to fakt, że ludzie siedzący na sali obok mnie nadzwyczaj żywiołowo reagowali na każdy przypadek gdy któryś z bohatrów filmu powiedział „kurwa”, „pizda”, czy „spierdalaj”. Przez cały zwiastun wszyscy siedzieli gapiąc się tępo w ekran, natomiast w momencie gdy padło słowo „kurwa” sala wybuchała śmiechem. I wtedy też zdałem sobie sprawę z tego, że niepostrzeżenie wpadliśmy w epokę memów, gdzie nie liczy się treść, tylko tak zwany greps. A dziś nagle zrozumiałem na czym polega sukces kabaretowej trupy Neo-Nówka. Sam wprawdzie ostatniego jej występu nie obejrzałem i nawet nie przeczytałem dostępnego podobno w sieci jego zapisu, natomiast od osób zaprzyjaźnionych wiem, o co tam chodzi i dochodzę do wniosku, że tam nie ma nic więcej jak tylko śmieszne stroje i głupie miny aktorów. Gdy chodzi o samą treść, tam nie ma nic ponad to co możemy każdego dnia znaleźć w Internecie. Gdyby nie owe jacarskie stroje, głupie miny i śmieszne głosy, tam by nie było nic za co warto by zapłacić choćby głupi grosz. I tak samo dokładnie jest z tą „kurwą” w memie o cierpieniu Jana Pawła II.

     Ale wbrew temu, co się może wydawać, faktycznym tematem dzisiejszego tekstu nie są ani majtki moich dziś już tak starsznie dorosłych dzieci, ani tym bardziej kabaret Neo-Nówka, by nie wspomnieć o tym biednym, zagubionym internaucie z Twittera. Tak naprawdę to wszystko o czym pisałem wyżej doprowadziło mnie do spraw nadzwyczaj poważnych. Oto wygląda na to, że wszystko co powyżej pozostanie wyłącznie swego rodzaju memem natomiast treść pojawi się dopiero teraz, i nie będzie to ani „kurwa” ani „majtki”, ale coż bardzo poważnego. Otóż pewnie większość z nas zauważyła, że od pewnego czasu rodzaj przekazu dostarczany nam przez kabaret Neo-Nówka, czy owego wspomnianego na początku internautę, stał się czymś absolutnie dominującym i to przede wszystkim, choć oczywiście nie wyłącznie, po stronie tak zwanej totalnej opozycji, gdzie jedyna myśl krąży wokół hasła „Jebać PiS”. Samo zresztą hasło dokładnie reprezentuje to o czym dziś mówię, ale przecież nie opisuje wszystkiego. Rzecz w tym, że tego typu haseł i zawołań jest całe mnóstwo. Tak naprawdę, gdyby się uczciwie zastanowić, to po stronie przeciwników władzy Prawa i Sprawiedliwości, poza paroma hasłami, nie ma nic więcej, i to nie od dziś. Gdyby ich poprosić by powiedzieli co ich tak naprawdę gryzie, to w efekcie za każdym razem otrzymamy ową "kurwę", albo coś podobnego, a następnie wybuch śmiechu. Czy to za niegdysiejszym „Borubarem”, czy nieco późniejszym „kaczyzmem”, czy za dzisiejszymi ośmioma gwiazdkami nie stoi absolutnie żaden głębszy przekaz. To jest tylko jedno duże kolorowe zdjęcie i jedno krótkie zdanie, no i ten rechot. Ale to się nie ogranicza tylklo do ulicznej propagandy. Każde wystąpienie czy to Donalda Tuska, czy posłów Szczerby i Jońskiego, czy wreszcie każde wydanie „Faktów TVN”, to jest wyłącznie mem i to mem na poziomie kabaretu Neo-Nówka, czy owego podpisu pod zdjęciem z rannym papieżem. Jedyna różnica jest taka, że Donald Tusk nie założy na łeb głupiego kapelusza, do nosa nie przyczepi sobie czerwonej piłeczki i nie będzie mówić śmiesznym głosem, a w telewizji TVN24 – o ile oczywiście jednym z zaproszonych gości nie będzie Władysław Frasyniuk – też raczej nie padnie słowo „kurwa”. Cała reszta to zasadniczo ta „kurwa” i gasnący od sowieckiej kuli papież Wojtyła, któy nagle wygląda strasznie śmiesznie.



środa, 11 lipca 2018

Jak zwariować od słuchania zagranicznych piosenek


      Miało być o Paddingtonie, ale niestety przed kolejkę wrył się Axl Rose z kolegami. A zatem…
      Przedwczoraj na Stadionie Śląskim wystąpił pop rockowy zespół Guns’n’Roses, który, jeśli mnie interesuje, to wyłącznie jako socjologiczna zagadka, jak to możliwe, że tak wiele, pozornie interesujących się rock and rollem osób, dało się uwieść czemuś tak okropnie tandetnemu, a jednocześnie nawet nie próbującego udawać, że mamy do czynienia z czymś więcej niż kreacją na miarę naszego Sławomira. Poczynając od tej kiczowatej, jak cały ten okres, który miała symbolizować, nazwy, przez ten głupkowaty kapelusik Slasha i bandanę Rose’a, aż po ich największy przebój „November Rain”, od którego gorsze jest już chyba tylko „Goniąc Kormorany” Piotra Szczepanika, to jest coś tak strasznego, że ja zwyczajnie nie mam słów.
       Wbrew jednak podejrzeniom, że oto właśnie przygotowuję się do wydania drugiej części swojej książki o rock and rollu, dzisiejszy tekst nie jest o muzyce, lecz wręcz przeciwnie, a więc o polityce. Otóż stało się tak, że wspomniany zespół Guns’n’Roses, promując swoją światową tegoroczną trasę, od samego jej początku zamieszcza w Sieci jednakowo brzmiące komunikaty „What the fuck is going on in Chicago”, „What the fuck is going on in London”, „What the fuck is going on in Stockholm”, i tak dalej w tej poetyce. Pomysł jak pomysł, a pomysł taki sam jak tamte idiotyczne róże wtykane przez bandę ćpunów w lecie 1968 roku w Chicago w lufy policyjnej broni, i pewnie nie byłoby w ogóle o czym mówić, gdyby nie wspomniana wizyta na chorzowskim stadionie i odpowiednio wcześniejsza zapowiedź: „What the fuck is going on in Poland”.
       I oto, proszę sobie wyobrazić, ledwo pojawiło się to pytanie, w Internecie polskie media głównego ścieku zawrzały i ogłosiły, że po Micku Jaggerze, który wezwał do tego, by nie skracać wieku emerytalnego prezes Gersdorf, oraz Eddiem Vedderze, który po raz sto osiemdziesiąty szósty od wydania swojego pierwszego albumu „Ten”, zaapelował o wolną aborcję w Polsce, do KOD-u również zapisał się zespół Guns’n’Roses i zadał kluczowe pytanie, co się kurwa w tej Polsce wyprawia.
       Jeśli ktoś myśli że ja sobie strugam żarty, to może wystarczy, że przytoczę fragment tekstu opublikowanego przez portal interia.pl:
       Jeszcze przed koncertem na odnowionym Śląskim na Twitterze pojawił się poniższy wpis, który można zinterpretować jako kolejny głos z zagranicy w sprawie głośno komentowanego sporu o Sąd Najwyższy. ‘Polsko, co się do cholery dzieje?’ - czytamy, a pod wpisem rozgorzała polityczna dyskusja wśród fanów (ponad 170 komentarzy, ponad 1,8 tys. polubień)”.
       Interia jest mało poważna? Proszę bardzo, więc, oto Wirtualna Polska:
       Kilka godzin przed poniedziałkowym koncertem Guns N' Roses na Stadionie Śląskim w Chorzowie zespół z przerażeniem spytał na Twitterze o obecną sytuację polityczną w naszym kraju. "Co się kur... wyprawia w Polsce?".
       I mógłbym w ten sposób cytować słowa całej kupy innych dziennikarzy od „Newsweeka” aż po „Wyborczą”, gdyby nie coś równie fascynującego. Otóż chwilę wcześniej oni wszyscy strasznie się podniecili występem na Opener Festival w Gdyni zespołu Massive Attack, który rzekomo miał zaapelować o „wolne polskie sądy”. Jak donosi czołowy przedstawiciel wspomnianego wcześniej ścieku, portal natemat.pl, „Kiedy Massive Attack grał na Open'er Festival piosenkę ‘Intertia Creeps’, publiczność zobaczyła tytuły z polskich gazet i portali internetowych. A wśród nich ‘Wolne sądy’, czy ‘Unio Europejska, ratuj polskie sądy’. Wśród widzów rozległ się głośny aplauz, gdy na ekranie wyświetlił się napis: ‘Kaczyński abdykuje za rok’. Były też bardziej egzystencjalne treści”.
      I tu znów to samo. Tegoroczna trasa zespołu Massive Attack oprawiona jest scenicznie w ten sposób, że na wielkim ekranie pojawiają się wycinki z lokalnych gazet z kompletnie przypadkowo wybranymi tytułami, od wolnych niedziel handlowych, przez prognozę pogody, po informacje na temat sytuacji na drogach. Opowiadał mi o tym mój syn, który był na tym koncercie i powiedział, że to były dziesiątki migających i zmieniających się w błyskawicznym tempie, dobranych kompletnie przypadkowo i zupełnie ze sobą niezwiązanych, prasowych nagłówków i rzeczywiście tam w pewnym momencie mignęła informacja o wolnych sądach (tej o Kaczyńskim on akurat nie zauważył). Tymczasem, jak widzimy, ci dziwni państwo nagle dostrzegli w tym swoją szansę i uznali, że należy zakomunikować, że oto, jak to gdzie indziej określił jeden z redaktorów „Newsweeka” odnosząc się do „demonstracji” Guns’n’Roses, „tego nie da się już zatrzymać”.
      W tej sytuacji nie pozostaje mi już nic innego, jak przedstawić pewną anegdotę. Oto rozmawiałem wczoraj chwilę z pewnym kolegą, który opowiedział mi, jak to pewnego dnia spędził bite 6 godzin w samochodzie z pewnym swoim znajomym, jak się okazało, nastawionym bardzo radykalnie antypisowsko do obecnej rzeczywistości. Przez pełne sześć godzin ów znajomy ani na moment nie potrafił się zamknąć, przekazując mojemu koledze kolejne informacje, jakie usłyszał ostatnio w telewizji na temat tego, jak to PiS prowadzi Polskę do ruiny. Kolega oczywiście próbował dyskutować, przedstawiał kontrargumenty, wyjaśniał sytuację, tłumaczył różne polityczne zawiłości, znajomy jednak natychmiast zmieniał temat i wyrzucał z siebie swoje kolejne smutki. Po sześciu godzinach owego równoległego dialogu, kiedy trzeba się było pożegnać, znajomy kolegi zadał mu nagle pytanie: „ALE TY CHYBA NIE JESTEŚ PISIAKIEM?”.
       I teraz coś absolutnie najlepszego. Kolega mój na zadanie pytanie odpowiedział jak najbardziej uczciwie: „A nie było tego widać?”, na co znajomy się rozchmurzył, pożegnał się i szczęśliwy wrócił do swojego codziennego piekła, w przekonaniu, że na szczęście owe pisiaki się zabetonowały w podrzeszowskich lepiankach.
       Ktoś się być może zapyta, co z tego wynika dla nas tu się spotykających? Nic. Zwyczajnie nic poza tym jednym. Góra stoi.

Zapraszam wszystkich do kupowania swoich ksiażek, które są do kupienia, albo w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, albo tu u mnie, gdzie wystarczy napisać mail na adres k.osiejuk@gmail.com, no i jeśli ktoś mieszka w Warszawie, to też u Michała w sklepie Foto-Mag, który, tak na marginesie, chyba akurat ma przerwę urlopową. Jak na dziś, nakład licha oraz listonosza jest wyczerpany, a więc zostają listy od Zyty, biustonosz, rock and roll i 39 wypraw. U siebie mam jeszcze 6 egzemplarzy listonosza. Proszę się więc spieszyć.
    

niedziela, 5 listopada 2017

TVN czyli z flaszką na cmentarz

      Wspominałem tu już o tym, ale ponieważ pojawiają się tu ostatnio pewne insynuacje, pozwolę sobie przypomnieć, że od czasu gdy Prawo i Sprawiedliwość przejęło w Polsce władzę, gdy chodzi o telewizję oglądam wyłącznie sport oraz TVP, natomiast informacje, które w czasach jeszcze przed ostatnimi wyborami uzyskiwałem z wówczas jeszcze mojej ulubionej stacji TVN24, zbieram dziś wyłącznie w Internecie, a więc między inymi z portalu tvn24.pl,  i dzięki temu mam pewne pojęcie o tym, jak wygląda układ sił na scenie, którą się tak tu wszyscy interesujemy. I choć słowo daję, że wolałbym, żeby było inaczej, za każdym razem gdy próbuję skonfrontować oba przekazy, wychodzi mi na to, że kiedy okazuje się, że jest już najgorzej, okazuje się, że nic podobnego – zawsze można spaść jeszcze niżej.
     Oto, proszę sobie wyobrazić, wspomniany portal tvn24.pl, tytułem „Polacy pili piją i będą pili i żaden zakaz tego nie zmieni” zaanonsował informację, że grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości skierowała do laski marszałkowskiej, a rząd Beaty Szydło ową propozycje poparł, projekt ustawy, zgodnie z którą władze samorządowe będą mogły regulować funkcjonowanie sklepów handlujacych alkoholem 24 godziny na dobę.
     Tu pozwolę sobie na pewną refleksję. Otóż, jak czytelnicy tego bloga wiedzą, dla mnie osobiście świadomość tego, że budząc się niespodziewanie w środku nocy i czując ową słynny bezsens istnienia, mogę zawsze założyć papcie i udać się do pobliskiego tak zwanego „sklepu nocnego” po flaszkę, stanowi sens życia. Wiem przy tej okazji jednak, że sytuacja, w której poza stacjami benzynowymi oraz salonami gier, jedyne usługi jak współczesna Polska świadczy swoim obywatelom 24 godziny na dobę to sprzedaż alkoholu, z punktu widzenia czegoś co nazywamy poczuciem narodowej godności, stawia nas w pozycji psa, który tylko czeka aż jego pan się nim choć na moment zainteresuje.
      Niektórzy z nas pamiętają to jeszcze z czasów rozwiniętego PRL-u, inni z opowieści rodziców, ale tak zwane czasy komuny, pomijając wiele innych swoich bardzo szczególnych cech, charakteryzowały się czymś, co powszechnie było nazywane „rozpijaniem narodu”. Jedna część społeczeństwa normalnie chlała, a ta druga, zachowująca jako taką trzeźwość i próbując utrzymać względną przytomność, to tu to tam powtarzała, że jeśli cokolwiek ma się w Polsce zmienić, należy wszystko zacząć od tego, by skończyć z owym strasznym chlaniem. Od tego czasu zmieniło się wiele. Nie znam dokładnych statystyk, ale wygląda na to, że gdy chodzi o spożycie alkoholu nie jest tak najgorzej, a przynajmniej ów proceder jest realizowany na poziomie znacznie wyższym niż klasyczne chlanie pod płotem.
     I oto, proszę sobie wyobrazić, dziś, kiedy grupa posłów doszła do wniosku, że najwyższy czas, by zrobić krok do przodu i ograniczyć działalnośc sklepów handlujących alkoholem 24 godziny na dobę, pierwszy front sprzeciwu otwarty został przez stację TVN24, która wprawdzie nie miała w sobie wystarczjąco dużo uczciwości, by skierować do nas apel „zachlejcie się na śmierć”, bo dzięki temu my zdobędziemy władzę i pieniądze, natomiast, owszem, znalazła sposób, by ów projekt odpowiednio wyszydzić.
    Rzecz w tym, że w telewizji TVN24 ukazała się wspomniana wcześniej informacja, podana w taki sposób, że najpierw wystąpił niesławny red. Kajdanowicz, z szyderczym uśmiechem wspomnający coś o „władzy, która postanowiła zadbać o trzeźwość narodu”, następnie puszczony zostaje materiał filmowy, w którym jakiś menel z namaszczeniem informuje nas, że „Polacy pili piją i będą pili i żaden zakaz tego nie zmieni”, a całość zostaje powtórzona przez portal tvn24.pl właśnie pod powyższym tytułem.
       Ktoś powie, że ja tu jednak posunąłem się zbyt daleko. Nie ma przecież takiej możliwości, by ktoś normalnie myślący publicznie promował pijaństwo, a czynił to w dodatku w taki sposób, by szydzić z tych, którzy owe pijaństwo chcą na ile się da ograniczyć. Otóż proszę sobie wyobrazić, że to wszystko jak najbaredziej żyje, i, co gorsza, radzi sobie naprawdę znakomicie. Telewizja TVN24 wierzy w to, że sytuacja dziś jest taka, gdzie jedynym wyjściem jest przede wszystkim doprowadzenie Polski do kompletnego upadku, a następnie do ewentualnej, powolnej odbudowy wedle nowych wzorów.
       I to tyle. A gdyby ktoś uznał, że ja się czepiam, proponuje coś na deser. Otóż, jak się dowiaduję ze wspomnianego Internetu, w emitowanym – co ciekawe, w dniu Wszystkich Świętych –  przez ten sam TVN teleturnieju „Milionerzy” pojawiło się pytanie: „Wykonawca przeboju o pszczółce Mai w innej piosence zaprasza do A: Chałup; B: Rowów; C: Zgonów; D: Chłopów”. Taki żart.
       Ja wiem, że to już jest nudne, ale powtórzę. Jesteśmy w stanie bardzo ciężkiej wojny z TymKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji i nic nas nie zwalnia z odpowiedzilności za siebie i za innych.

Gdyby ktoś nie wiedział, co sobie wziąć do czytania, polecam ksiegarnię pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, a w niej i moje książki. Polecam.


piątek, 27 października 2017

Czy ktoś tu ma ochotę postrzelać sobie do siedzącej kaczki?

Tak wyszło, że pozwalam sobie już dziś wrzucić tu swój najnowszy felieton z
„Warszawskiej Gazety”. Naturalnie, sam tygodnik polecam jak zawsze. Od dziś w kioskach
.     

     Oczywiście, kiedy przyjrzymy się najróżniejszym poczynaniom totalnej opozycji, nakierowanym na odsunięcie Prawa i Sprawiedwliwości od władzy, musimy natychmiast stwierdzić, że pomysłów ci ludzie mają dziesiątki, poczynając od zwykłej medialnej propagandy prowadzonej w Polsce i zagranicą, przez organizowanie demonstracji przeciwko czemukolwiek, czy donoszenie na Polskę do władz Unii Europejskiej i w końcu po propagowanie wszelkich możliwych kłamstw odnośnie poczynań władzy, w przestrzeni dziś najpopularniejszej, czyli w Internecie. To jest oczywiście opis bardzo ogólny, gdy idzie natomiast o przykłady owej aktywnosci w ujęciu bardziej szczegółowym, należy zwrócić uwagę na dwa najświeższe zdarzenia zorganizowane z tą właśnie intencją. Pierwsze z nich, to omawiany tu w zeszłym tygodniu głodowy strajk lekarzy, a drugie to próba podpalenia się, jaką podjął pod Pałacem Kultury jakiś, najpierw zmanipulowany przez media, a następnie przyprowadzony pod Pałac przez diabli wiedzą kogo, nieszczęśnik.
      Wydawało mi się, że to, w jaki sposób została uciszona owa prowokacja w wykonaniu młodych lekarzy rezydentów, stanowi najlepszy przykład owej dramatycznej wręcz bezradnośći, z jaką stają do tej walki siły reakcji. Pamiętamy pierwsze dni tej demonstracji, te nieodstępujące głodujących lekarzy ani na krok media, tych polityków i artystów robiących sobie z nimi zdjęcia, tę radość związanych z opozycją komentatorów, wieszcząch rychły koniec władzy PiS-u… I co po tym zostało? Żałosny kurz, a nawet nie to.
      Równie, a może kto wie, czy nie bardziej ciekawy jest sposób, w jaki został potraktowany ten biedak spod Pałacu Kultury. Z tego co wiem, najpierw sam TVN24 z podaniem tej informacji czekał dobre kilka godzin, zupełnie jak w przypadku zapomnianego dziś już przez wszystkich Andrzeja Żydka, zaszczutego przez lokalną mafię parę lat temu pracownika Urzędu Skarbowego, a potem, kiedy owa wiadomość już trafiła do mediów, głos zabrali niemal wyłącznie Jan Hartman i Jacek Żakowski, a następnie tu też wszystko nagle ucichło. Dziś nawet pies z kulawą nogą nie zainteresuje się tym choćby, jak ten człowiek się miewa.
      I oto, w tym całym zamieszaniu, coraz częściej przebija się stara, znana nam od lat, a dziś u normalnych ludzi wywołująca już tylko mdłości, plotka, jakoby premierem miał zostać Jarosław Kaczyński. Oto, po raz niewiadomo który, słyszymy, że, z jednej strony, prezes Kaczyński jest rzekomo bardzo niezadowolony z tego, w jaki sposób Beata Szydło wyprzedza go we wszystkich sondażach popularności, a z drugiej, strasznie „mądre” analizy dowodzące, że to przecież byłoby czymś jak najbardziej naturalnym, żeby premierem był przede wszystkim szef partii, no a poza tym człowiek, który sprawuje w Polsce władzę jak najbardziej realną. A my, uczuleni już na te ich zagrania, wiemy doskonale, o co chodzi. To jest bowiem już dla nich ostatnia deska ratunku. Jarosław Kaczyński na pierwszej linii strzału. Oto jedyna już dziś szansa. Anglicy na to mówią: „strzał do siedzącej kaczki”. Niedoczekanie wasze.


Jak zawsze, zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i do kupowania moich książek.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Totalna opozycja czyta Amicisa

Na dziś pozwolę sobie zaproponować najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety” i potraktować go jako bardzo symboliczny komentarz do odejścia pierwszego twórcy i realizatora „Szkła Kontaktowego”, Grzegorza Miecugowa. Będziemy go zawsze pamiętać.     


      Wojna propagandowa między dwoma ośrodkami, z jednej strony reprezentowanymi przez TVP, a z drugiej przez TVN, trwa, a ostanio można odnieść wrażenie, że obie strony okopały się na swoich pozycjach i jest tylko coraz gorzej. Co gorsza, tam się już nikt nie oszczędza i nie ważne są koszta, ale liczy się wyłącznie doraźna skuteczność. A skoro tak, to należy stwierdzić, że władza, opierając się na sprawdzonych wzorach, zaczerpniętych ze starej, PRL-owskiej propagandowej metody, odnosi niewątpliwe sukcesy. Wystarczy po obejrzeniu Dziennika Telewizyjnego… przepraszam, chciałem powiedzieć Wiadomości TVP, przełączyć na którąkolwiek z propagandowych audycji TVN, by zobaczyć, jak dramatycznie bezradni są oni z tą swoją, wzorowaną na projektach takich jak CNN, czy BBC, „światowością”.
       No i jeszcze materiał. Przepraszam bardzo, ale jak można liczyć na to, że po piętnastu latach ludzie będą z tą samą wiarą w moc słowa, wpatrywać się w twarze Grzegorza Miecugowa, Moniki Olejnik, Andrzeja Morozowskiego, czy Justyny Pochanke. Jak można oczekiwać, że ktokolwiek będzie z powagą traktował ekspertyzy Kazimierza Marcinkiewicza, czy Ludwika Dorna. No weźmy choćby wspomnianego Dorna. W samym szczycie tak zwanego „politycznego kryzysu”, jaki się nam rzekomo przydarzył na linii Rząd – Prezydent, służby rządowe informują o tym, że premier Szydło i prezydent Duda spędzają w niespotykanej wręcz przyjaźni urlop w ośrodku w Juracie, na to TVN zaprasza do studia Ludwika Dorna, a ten nam tłumaczy, że chodzi o to, by pozbawić władzy Jarosława Kaczyńskiego. Przepraszam bardzo, ale to ma być owa legendarna totalna opozycja?
      No ale jest też coś, co by wskazywało, że nawet oni zaczynają czuć, że to już koniec i powoli zaczynają się przebranżawiać, w taki sposób, by przynajmniej zachować wpływy z reklam. Oto na swojej głównej stronie, internetowe ramię ITI, portal tvn24.pl zamieścił duży tytuł: „Podzielił się chlebem z nieznajomym. Kilka dni później pod jego sklep podjechała limuzyna”, a pod spodem zamieścił historię, która najzwyczajniej w świecie poraża istotą rzeczy. Jak się mianowicie okazuje, do jednego ze spożywczych sklepów we Włoszech wszedł Amerykanin i poprosił o chleb. Niestety chleb się już skończył, sklepikarz miał tylko jeden bochenek odłożony dla rodziny, ten jednak z dobroci serca, przekroił go na pół i, nie biorąc pieniędzy, oddał połówkę nieznajomemu. Trzy dni później pod sklep podjechała limuzyna, z której wysiadł chargé d’affaires ambasady USA przy Stolicy Apostolskiej. Jak podaje portal tvn24.pl, „amerykański dyplomata wrócił do sklepu, by podziękować za piękny gest i zrobił też duże zakupy, kupując między innymi 8 kilogramów mięsa wołowego na steki po florencku”.
      A ja sobie myślę, że to jest kierunek, w którym w najbliższym czasie pójdzie antyrządowa propaganda. A wszystko skończy się tak, że oni będą publikowali fragmenty prozy Amicisa, licząc, że w ten sposób poruszą nasze serca i władza znów trafi w dobre ręce. Powodzenia.

Tradycyjnie zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie można kupować moje książki.


Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...