Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Izrael. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 czerwca 2019

Czy my przypadkiem nie jesteśmy idiotami?


Skoro przez kilka kolejne dni zajmowaliśmy się sprawami poważnymi, myślę, że nadszedł czas na chwilę zabawy, a skoro tak, to proponuję swój najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety”. Powinno być dobrze.

      Przyznaję, że meczu piłkarskiego Polska – Izrael, nie oglądałem, a co gorsza, kiedy on się akurat toczył, ostatnią rzeczą, jaka mi chodziła po głowie, to był jego aktualny wynik. Czemu tak? Z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że ja bardzo lubię piłkę nożną, a w związku z tym nie mam przyjemności w oglądaniu meczów rozgrywanych przez drużyny trzeciorzędne, drugi natomiast związany był z faktem, że kiedy nasi chłopcy walczyli z Izraelem, to ja brałem udział w konsekracji pewnego kościoła i nawet gdybym chciał, to i tak bym o jakichkolwiek sportowych wydarzeniach nie pamiętał.
      Nie zmienia to jednak faktu, że zdarzyło mi się w miniony poniedziałek spędzić nieco czasu w Internecie, a tam życie się toczyło  jak zawsze. A przy tej okazji musiałem naturalnie zauważyć, jak to sam Internet przygotowywał się do wspomnianego meczu. I tu muszę uciec się do dygresji. Otóż gdy chodzi o bardzo popularnego na całym świecie Twittera, tam system sprowadza się do tego, że każdy użytkownik wybiera sobie pewną grupę użytkowników, z którą życzy sobie mieć kontakt i dalej porusza się już po ścieżkach, które sobie sam wybrał. Proszę sobie więc wyobrazić, że tam gdzie mój wzrok sięgał – a tu mam na myśli jednak lepszą część naszej sceny prawicowej – doszło do wydarzeń wręcz szokujących. Można było bowiem odnieść wrażenie, że podstawowa emocja, jaka się tam ujawniła, sprowadzała się do komentowania nadchodzącej wojny polsko-żydowskiej i to w sposób tak głupi i nie do zniesienia, że w pewnym momencie poczułem autentyczny wstyd, że to jest towarzystwo, które sam sobie wybrałem.
       W czym rzecz? Rzecz w tym, że ci wszyscy durnie stanęli wręcz na głowie, żeby przy okazji czegoś tak niepoważnego jak trzeciorzędny mecz piłkarski, dokumentnie zepsuć reputację, jaką z naprawdę wielkim trudem udało się Prawu i Sprawiedliwości, jako projektowi poważnemu, zdobyć w czasach naprawdę niełatwych. Jak słyszę, Polacy Izraelowi wlali  i to się oczywiście zdarza. Ktoś wygrywa, ktoś przegrywa. My natomiast dziś mamy już tylko jeden temat sprowadzający się z jednej strony do tego, że Pereira wystąpił w koszulce z liczbą 88, a tym samym oddał cześć Adolfowi Hitlerowi, a z drugiej, że Żydzi dostali od nas po nosie i co to będzie, gdy Polska teraz będzie musiała im wypłacić nie jakieś głupie 300 miliardów, ale dwa razy więcej.
      Pozostaje pytanie, skąd to wszystko się wzięło. Ktoś mógłby pomyśleć, że wszystko przez Pereirę i jakiś wpis PZPN-u na temat pogromu. Nieprawda. Moim zdaniem tego wszystkiego by nie było, gdyby nie kompletna histeria, nakręcona przez polską internetową prawicę w obliczu zbliżającego się meczu z Izraelem.
      Ja bym tylko miał na koniec jedną bardzo poważną uwagę. Otóż nie wierzę, by Samuel Pereira, przez wiele lat  gwiazda społecznościowych mediów, nie wiedział, z czym się kojarzą dwie ósemki.



Jak zawsze serdecznie wszystkich zachęcam do kupowania moich książek. Te które jeszcze są w ofercie można znaleźć w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Choćby klikając w okładki znajdujące się tuż obok.

       

poniedziałek, 5 lutego 2018

O pilnej potrzebie przeniesienia Auschwitz do Berlina

      Minęło już kilka dobrych dni od czasu, gdy opublikowałem tu tekst, o tyle, moim zdaniem, istotny, że zwracający naszę uwagę na pewien szczególny element awantury rozpętanej przez Izrael i jego sojuszników na całym świecie – w tym, niestety, i w Polsce – a mianowicie na to, że, cokolwiek byśmy powiedzieli na temat Holocaustu, faktem, którego nie zmienimy, jest to, że, dla przeciętnego Żyda, ów Holocaust nieodmiennie kojarzy się z Polską. Ja nie mówię, że przecietny Żyd uważa, że to Polacy, a nie Niemcy, zbudowali krematoria i to Polacy wymordowali te ileś milionów – proszę zwrócić uwagę, że do dziś tak naprawdę nie wiadomo ilu – Żydów, bo większość z nich doskonale wie, że to Niemcy upletli ten sznurek i to Niemcy za niego pociągali. Myślę, że praktycznie każdy Żyd wie, że ich rodziców, dziadków i pradziadków wymordowali Niemcy, a nie Fracuzi, Holendrzy, Wegrzy, czy wreszcie Polacy, tyle że przez pewien rodzaj niezwykle cwanej propagandy, sączonej im w głowy przez lata, oni Holocaust kojarzą nie z Niemcami, ani nawet z Brazylią, czy Paragwajem, lecz z Polską właśnie. A to co ich interesuje, to nie II Wojna Światowa, Trzecia Rzesza, czy nawet Adolf Hitler z jego „Mein Kampf”, lecz ów Holocaust, a który stanowi bardzo jasny i jednoznaczny obraz pociągu, który jedzie przez Polskę, by zawieźć tych wszystkich biednych ludzi do polskiego miasta Oświęcim, by tam ich zagazować. To jest to, co oni wiedzą i ja osobiście nawet bym się nie zdziwił, gdyby się nagle okazało, że wiekszość Żydów na świecie nie wie nawet, że Polska to kraj, który graniczy z Niemcami. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle okazało się, że dla wiekszości z nich Polska to w ogóle nie jest państwo, lecz czysto symboliczne miejsce, jak jakiś Mordor, gdzie nie ma nic poza tym Mordorem i owa świadomość im wystarczy, by mogli zachować to swoje poczucie tożsamości.
      Napisałem tamten tekst, jak sądzę, niezwykle oryginalny i w sposób niezwykle oryginalny pokazujący prawdziwy problem, wobec którego dziś wszyscy stoimy, i mimo upływu już dość długiego czasu, nie udało mi się trafić na komentarz, który by tę moją diagnozę potwierdził, lub choćby na nią zwrócił uwagę. Większość komentatorów, a nie mam tu na myśli głupców i  zdrajców, lecz wyłącznie tych, którzy reprezentują nasz polski interes, skupia się na dwóch kwestiach, czyli przede wszystkim na tej, że Polacy Żydów nie mordowali, lecz, wręcz przeciwnie, ich ratowali, a po drugie na tym, że za tą całą awanturą stoją jakieś żydowskie pretensje do pozostawionego na polskiej ziemi majątku, czyli że, tak naprawdę, chodzi o pieniądze. I to oczywiście jest prawda. Myśmy Żydów nie mordowali ani trochę częściej, niż ktokolwiek inny, a Izrael dziś z całą pewnością interesuje się nami z myślą o tym, ile można by było od nas wyciągnąć, natomiast, moim zdaniem, to w najmniejszym wypadku nie jest kierunek, jakiego powinniśmy się trzymać, z tego prostego powodu, że to że to nie Polacy mordowali Żydów wie każdy, nawet najgłupuszy Żyd na świecie, a na to co sobie różne żydowskie organizacje kalkulują gdy chodzi o pieniądze, nie mamy najmniejszego wpływu poza tym, że zawsze możemy im powiedzieć, że, jeśli mają jakieś problemy finansowe, niech się z nimi zwracają do Niemiec. To jest w końcu bardzo bogaty kraj, a to czego oni się spodziewają dostać, może im zapewnić jeden głupi Bosch, czy Siemens.
      Rzecz polega na czymś zupełnie innym, a mianowicie na tym, by tym durniom wreszcie wbić do głowy, że w latach 1939-1945, a kto wie, czy nie jeszcze znacznie dłużej, Polski jako państwa w ogóle nie było, a na tym terenie panoszyli się na zmianę albo Niemcy, albo Rosjanie plus jacyś najemnicy, którzy Polaków trzymali nieustannie pod groźbą takiej czy innej destrukcji. A jeśli my dziś myslimy o Polsce lat wojennych jako o Polsce, a nie Generalnym Gubernatorstwie, jest to zasługą wyłącznie naszego wyzsanego z mlekiem matki patriotyzmu. Dopóki zatem my będziemy wychodzili z założenia, że jedyne co jest dziś potrzebne temy ogłupiałemu z dobrobytu światu, to jakaś łzawa historia o rodzinie Ulmów, to możemy zapomnieć o tym, że oni cokolwiek z tego co my do nich mówimy zrozumieją.
     Skąd mi przyszło do głowy, żeby w ogóle dziś wracać do tego tematu? Otóż, jak się dowiaduję z Internetu – z tego co wiem, nasza telewizja na ten temat nawet się nie zająknęła – premier Izraela – ten sam, który ostatnio tak bardzo się oburzał tym, że Polska nie pozwala Żydom czcić swojej narodowej pamięci, w czasie przemówienia na Światowym Kongresie Syjonistycznym, powiedział, że Hitler nie planował wcale eksterminacji Żydów, lecz namówił go do tego wielki mufti Jerozolimy Al-Hadżdż Muhammad Amin al-Husajni. A dokładnie było tak:
      „Hitler nie chciał dokonać eksterminacji Żydów, chciał ich wygnać. Al-Husajni pojechał do Hitlera i powiedział: jeśli ich wydalisz, przyjadą do Palestyny. Zapytał wtedy: co więc mam z nimi zrobić? Mufti odpowiedział: spal ich”.
      No i Adolf ich wziął i spalił. Rozumiemy, o co chodzi? Hitler, zdaniem Netanjahu, to był w sumie dobry człowiek i nie miał jakiś szczególnie złych intencji, no ale w swojej naiwności dał się temu Palestyńczykowi przekonać, no i stąd potem trzeba było wybudować w Polsce te komory.
       Z tego co czytam w prawicowych mediach wynika, że cały świat wręcz huczy z oburzenia na słowa Netanjahu, z drugiej strony jednak nie mogę nie zauważyć, że tak naprawdę pies z kulawą nogą się tą wypowiedzią nie przejął, a jeśli ja w ogóle zauważył, to uznał za nieistoną zupełnie część jakiegoś izraelskiego geszeftu, który nie powinien nas interesować, bo to nie jest nasz geszeft, tylko ich, to natomiast co jest ważne, to to, by można było nadal Holocaust kojarzyć z Polską.
     Ja natomiast chciałbym się dziś zastanowić, dlaczego w ogóle Netnajahu powiedział to co powiedział – jak słyszę zresztą, nie po raz pierwszy – bo w to, że to jest taki głupi Bibi, który coś tam od czasu do czasu chlapnie, nie uwierzę. Otóż, moim zdaniem, od pewnego już czasu – i to akurat czujemy pewnie wszyscy – nie tylko Żydom chodzi o to, by Holocaust przestał być kojarzony z Niemcami, a skoro nie z Niemcami, to pozostaje już tylko Polska. Mogłaby być Słowacja, czy Szwecja, czy wspomniany wcześniej Paragwaj, no ale padło na Polskę. Rzecz w tym, żeby z tego interesu wyłączyć Niemcy. Czemu oni to robią, powodów może być znacznie więcej, niż nam się może wydawać, i nie sądzę, byśmy tu mieli cokolwiek do gadania.
      Natomiast – i proszę potraktować to, jako mój wkład w walkę o oczyszczenie polskiej pamięci z tych świństw –  z całą pewnością możemy próbować wyjaśnić światu, że Auschwitz to w ogóle nie jest Polska, a najlepiej zrobić to tak, by rozpocząć już dziś poważne rozmowy z Niemcami na temat przeniesienia całego tego kompleksu z Oświęcimia i Brzezinki do zaproponowanego przez nich dowolnego miejsca na terenie Niemiec. Majdanek możemy im dodać w pakiecie. To jest mniej więcej coś podobnego do ewentualnego zwrotu Polsce tupolewa przez Rosjan. Jestem pewien, że przy dzisiejszych możliwościach to jest jak najbardziej do zrobienia. I myślę że wystarczy parę lat, by owa izraelska młodzież odwiedzająca Auschwitz przyzwyczaiła się do myśli, że kiedy oni będą wyruszać, by oglądać te bloki, będą musieli lądować nie w Krakowie, lecz w Berlinie. Lub w Monachium. To tam chyba znajduje się główna siedziba Siemensa?


Przypominam, że moje książki sa do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Gorąco  zachęcam.

       

środa, 31 stycznia 2018

Biedny Polak patrzy na Izrael

      Jeszcze wczoraj wieczorem dostałem od mojego syna wiadomość, że dziś rano w radiu RMF FM Robert Mazurek będzie rozmawiał z ambasador Izraela w Polsce Anną Azari i że na pewno będzie ciekawie. Odpisałem mu natychmiast, że ciekawie z całą pewnością nie będzie z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że Azari język polski myli się z językiem rosyjskim, a więc z językiem jej młodości, więc ją będzie bardzo trudno zrozumieć, a drugi, może jeszcze bardziej oczywisty, że kody kulturowe, których używają Mazurek i Azari to dwa kompletnie różne światy i nie ma takiej mozliwości, by z ich rozmowy wyłonił się jakikolwiek porządek. Dziś już jesteśmy pewnie po tej rozmowie, a ja, nawet nie sprawdzając jej przebiegu, chciałbym przypomnieć swój bardzo już dawny tekst, dotyczący wydarzenia dziś już oczywiście kompletnie zapomnianego, na początku roku 2009 odpowiednio zamilczanego, a mam na myśli wywiad, jakiego ówczesnemu dziennikowi „Dziennik” udzielił swego jeden z najwybitniejszych, a dziś niewykluczone, że  dogorywający w którymś z zakładów psychiatrycznych, dziennikarz „Gazety Wyborczej”, Michał Cichy. Uważam, że, pomijając mój wczorajszy tekst, nie ma nic lepszego, co by pomogło nam zrozumieć to z czym mamy do czynienia w tych dniach. Oto mój tekst z lutego 2009 roku zatytułowany „Biedny Polak patrzy na ‘Gazetę Wyborczą’”, dziś pod nieco tylko zmienionym tytułem. Proszę posłuchać.

      W dzisiejszym „Dzienniku”, a ściślej, w dodatku o dumnej nazwie Europa, tekst niezwykły http://www.dziennik.pl/dziennik/europa/article325207/Wojna_pokolen_przy_. Cezary Michalski rozmawia, z, pod pewnym – dość wstydliwym – względem, kultowym dziennikarzem Gazety, Michałem Cichym. Zanim zacząłem czytać tę rozmowę, nie bardzo widziałem sens przepytywania akurat Cichego akurat o Adama Michnika,
Helenę Łuczywo i w ogóle o ten niezwykły projekt o pełnej nazwie „Gazeta Wyborcza”. Jednak, coś mnie podkusiło, i teraz już wiem, że właśnie przeczytałem tekst zupełnie epokowy. Biorąc pod uwagę, że Michalski rozmawia nie z kimś, kto zawsze stał w opozycji do „Gazety” i ludzi tam skupionych, nie z jakimś tropicielem Żydów, bojownikiem o etniczną czystość lokalnego środowiska, lecz z kimś z samej, że tak powiem, otchłani, mamy do czynienia z rewelacją.
       I od razu muszę powiedzieć, że nie chodzi mi o to, ze Michał Cichy zaświadcza swoim doświadczeniem, że to nie Adam Michnik jest faktycznym szefem Gazety, ale Helena Łuczywo. Nie o to, że, zdaniem Cichego, Michnik to cham i cynik. Nie o to też, że według relacji człowieka, który przez bardzo długi czas był bardzo blisko tego towarzystwa, czołowi dziennikarze „Gazety”, jakimi niewątpliwie są Paweł Smoleński i Agnieszka Kublik to „cyngle do wynajęcia”. To wszystko jest nic. To, jeśli tak można powiedziec, to wewnętrzna sprawa Michnika, Łuczywo i Cichego na dokładkę. To co mnie w tej wypowiedzi poraziło, to – po raz pierwszy tak autorytatywne – przyznanie, że środowisko tworzące „Gazetę Wyborczą” i decydujące o jej polityce, filozofii i kształcie, to środowisko całkowicie wyalienowane z tzw. interesu narodowego, i to wyalienowane w sposób zamierzony i programowy.
      Oto co mówi o Helenie Łuczywo – swojej mentorce, bohaterce, osobie o wielkości dla niego niemal historycznej – w rozmowie z Michalskim, Michał Cichy: „Dla mnie Helena jest postacią rangi historycznej, nie można jej porównywać ze współczesnymi postaciami. Ze znanych mi ludzi, którzy w XX wieku żyli w Polsce, mogę ją porównać tylko do Celiny Lubetkin, która była żoną Antka Zukiermana, dowódcy ŻOB. I faktyczną dowódczynią powstania w getcie. Misja Heleny, która jest stuprocentową Żydówką, polegała zawsze na chronieniu polskich Żydów przed jakimkolwiek złym losem. To zadanie wykonała w stu procentach. Była komendantką ŻOB w latach 90. Nie można się dziwić, że ona ze swoim zapleczem kulturowym i genetycznym nie była specjalnie wrażliwa na to, że mordowano księży po 1981, czy że generał Fieldorf był ofiarą mordu sądowego, w którym brała udział sędzia Wolińska. Misją Łuczywo było ratowanie sędzi Wolińskiej i wszystkich, obojętnie jak zapisanych w historii Polaków żydowskiego pochodzenia przed jakimkolwiek nieszczęściem. Także przed naprawdę istniejącym tutaj antysemityzmem”.
      A więc tak to wygląda w ocenie kogoś kto jest niewątpliwym autorytetem. Więc dziś już wiemy. Nie można się dziwić. To co się liczy przede wszystkim, to „zaplecze kulturowe i genetyczne”. Nie księża, nie Fieldorf, zapewne nawet nie Polska jako znak i symbol. Tu się realizuje misja polegająca na chronieniu swoich przed nieszczęściem. I proszę zwrócić uwagę. Cichy nie oskarża. Nie zgłasza pretensji. Nie przedstawia dylematów. Jego słowa są czystą afirmacją. Według Cichego, człowieka, który był w „Gazecie” przez tyle lat przez wzgląd na wielkość Heleny Łuczywo i który odszedł z niej mimo tej wielkości, tak jak jest, jest słusznie i właściwie. Dlaczego? Bo inaczej po prostu się nie da. Bo „problem polega na tym, że każdy widzi dookoła siebie tyle, ile może. Bardzo istotne jest to, kto się skąd wywodzi, jakie ma doświadczenia i czym nasiąka przy rodzinnych herbatkach i śniadaniach. Nie można mieć pretensji do Heleny Łuczywo, która była córką funkcjonariusza komunistycznej cenzury, Ferdynanda Chabera, że jej punkt odniesienia obejmował to środowisko, z którym miała do czynienia”.
      To z czym mamy do czynienia podczas tej niezwykłej rozmowy, rozkłada nawet samego Michalskiego. On oczywiście stara się zrozumieć, ale i on musi to w końcu wykrzyczeć, że jego „etniczne kryteria wcale nie kręcą”. Na nic. Za Cichym bowiem stoi nie to w co on wierzy, czy co mu się wydaje, czy nawet nie to, czego on by bardzo chciał. Za Cichym stoją fakty. On sobie tego nie wymyślił. On tam był, on słuchał co do niego mówią, on tego wszystkiego doświadczał, on to zaakceptował i dziś on po prostu to wszystko wie. A skoro wie, to mówi, a mówi rzeczy porażające: „Ale jak pan [etnicznych kryteriów] nie bierze pod uwagę, to pan nic nie zrozumie. Tak się składa, że ludzie Agory byli w większości pochodzenia żydowskiego. Nie było to ani żadnym przypadkiem, ani żadnym powodem do wstydu. Ale nie można oczekiwać od ludzi z takim backgroundem, że nagle staną się piewcami Narodowych Sił Zbrojnych […]. O tym, kim się jest, decyduje środowisko, w jakim się żyje. Instynktownie przejmujesz pewne zachowania, myśli i sformułowania. Naczelnym pragnieniem każdego człowieka jest, po pierwsze unikanie problemów, a po drugie uzyskanie pochwały od stada swoich szympansów. To bardzo silny mechanizm wzbudzania pozytywnego konformizmu, bez którego umieramy”.
      Ot co! Tak się mają sprawy. Więc ja już nic więcej nie napiszę. Zakończę ten tekst drobną refleksją. „Gazetę” – na poziomie bardziej ogólnym – zaczepiłem właściwie raz, w jeden, bardzo szczególny sposób i tę moją zaczepkę zapisałem na stałe na głównej stronie swojego bloga. Poza tym żartem, staram się o „Gazecie” wspominać wyłącznie w odniesieniu do spraw konkretnych. O ile sobie dobrze przypominam, jeśli idzie o „Gazetę”, udawało mi się zawsze unikać wchodzenia w coś, co wydawało mi się oceną pozamerytoryczną. Dziś widzę, że jeśli kiedykolwiek coś zaniedbałem, dziś to moje zaniedbanie naprawił z nawiązką Michał Cichy. Człowiek, który wszedł do współczesnej historii Polski jednym gestem. Gestem w postaci pamiętnego artykułu z roku 1994 zatytułowanego „Polacy - Żydzi: czarne karty Powstania” i adekwatnym tekstem. Dziś mi ten sam człowiek dokładnie wyjaśnił, co jest na rzeczy.
       Ze swojej strony mogę więc zadeklarować, że sprawy „Gazety Wyborczej”, Agory i całego tego środowiska będę traktował już zawsze, jako sprawy obce, które pozostają poza sferą mojego zainteresowania.

Zapraszam wszystkich do ksiegarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie są do kupienia moje książki. Polecam.


czwartek, 30 kwietnia 2015

Gdy bóg czasu Bhairawa dał się zamknąć w kamieniu i zegary stanęły

Wczorajsza notka na temat, że tak to ujmę, religijnego wymiaru tego, co zostało zgotowane dolinie Katmandu, gdy chodzi o intensywność dyskusji, wywołała reakcję umiarkowaną. I powiem szczerze, że to mnie trochę zdziwiło. Przede wszystkim tekst nie był długi, a więc każdy mógł go przeczytać choćby przy obiedzie, po drugie zilustrowany został bardzo kolorowymi i wyjątkowo inspirującymi obrazkami, no i wreszcie zwrócił uwagę na fakt, przez powszechnie rozpanoszoną polityczną poprawność starannie skrywany, że zaatakowane przez żywioł miasto od lat stanowiło wręcz modelowy wzór tego, czym nie jest cywilizacja, w której żyjemy, ale też tego, przed czym owa cywilizacja uparcie nas przestrzega, a więc religii śmierci. Ja oczywiście świetnie zdaję sobie sprawę z tego, jakie emocje Katmandu, jako idea i symbol, wywołuje do dziś w pewnego rodzaju umysłach, mimo to jednak spodziewałem się, że przedstawione zdjęcia – w moim odczuciu, mogące wywołać wyłącznie ten rodzaj metafizycznego lęku, z jakim mamy do czynienia już chyba tylko w sennych koszmarach – wielu z nas zainspirują. Tymczasem dziś pozostaje mi tylko wierzyć, że rzecz się rozbiła o to, że one były zbyt wymowne i na ich widok część z nas zwyczajnie oniemiała.
Dzięki temu jednak, że te zdjęcia zostały tu opublikowane, dowiedziałem się o czymś w pewnym sensie znacznie większym, a mam tu na myśli wiadomość, jaką zalinkował nasz kolega Dr.Wall (http://www.tvn24.pl/izraelscy-geje-ewakuowani-z-nepalu-z-niemowletami-surogatki-zostaly,537757,s.html), że oto z zasypanego Katmandu do Izraela udało się wrócić kilku parom gejów, które kiedy doszło to wstrząsów, jak się okazuje całkiem tradycyjnie, bawiły w Nepalu, żeby sobie kupić dzieci. Czemu w Nepalu? Jak czytamy w tekście opublikowanym na portalu tvn24.pl, przyczyna jest bardzo prozaiczna. Otóż przede wszystkim, produkcja dzieci na zamówienie par homoseksualnych jest w Izraelu póki co nielegalna, no a Nepal akurat jest stosunkowo tani i to prawdopodobnie na tyle tani, że pedałom-Żydom znacznie bardziej opłaca się lecieć aż tak daleko na Wschód, niż się wykosztowywać w Belgii, czy Danii.
Portal tvn24.pl pokazuje film, na których widzimy, jak owi geje wychodzą szalenie wzruszeni z samolotu, niosąc w rękach nosidełka z niemowlętami w środku, na lotnisku witają ich równie wzruszeni znajomi, a w dyskusji pod moim tekstem o Katmandu pojawiła się nagle opinia, że już zapewne w niedalekiej przyszłości ruszy produkcja specjalnych klatek na owe niemowlęta i one będą transportowane już nie w atmosferze poruszającego powrotu z piekła żywiołu, ale normalnie, zwykłymi wojskowymi samolotami transportowymi, lub specjalną pocztą kurierską. Nie? A niby czemu? Co?
Izraelscy geje, jak się właśnie dowiadujemy, jeszcze do niedawna jeździli do Katmandu na wspomniane zakupy i, jak się należy domyślać, obie strony owego kontraktu były z tego, co mają, bardzo zadowolone. Jeśli dziś jest jakiś problem, to może tylko ten, że pewna ich część jednak, wraz z tymi nosidełkami, a być może i już zakupionym towarem, została pochłonięta przez żywioł – a to jak wiemy jest zawsze przykre – no i to, że władze Izraela, ze względu na obowiązujące lokalnie prawo, nie pozwoliły na wjazd do kraju, kobietom, które te dzieci urodziły, a dziś z oczywistych względów bardzo im zależało na ewakuacji. Ponieważ jednak wszyscy jesteśmy wstrząśnięci losem dotkniętych przez ową tragedię mieszkańców Nepalu i bardzo im współczujemy, jak czytamy w tekście na tvn24.pl, parlament izraelski już planuje przegłosować ustawę, by owe panie mogły się jednak bezpiecznie przenieść do Izraela i, jak rozumiem, zatrudnić u pedałów, jako opiekunki dla tych dzieci.
Jak pewnie wielu z nas zauważyło, piszę o tym, co się stało w dość lekkim tonie, jednak mam wrażenie, że to akurat jest czymś tak strasznym, że jakakolwiek poezja by problem jedynie spłyciła. Są bowiem rzeczy, które, byśmy mogli poczuć ich zapach, muszą zostać potraktowane z bardzo dużym spokojem. Żadnych wstrząsów, żadnych wzruszeń, żadnych łez.
Może tylko rzućmy okiem na jeszcze na coś, co wypatrzyłem przed chwilą. Żebyśmy nie myśleli, że to tylko to biedne Katmandu zasłużyło sobie na swój los.





Gorąco zachęcam do kupowania mojej książki o Tymktórynieprzepuszczażadnejokazji. Do nabycia w księgarni na stronie www.coryllus.pl. Wystarczy kliknąć w okładkę tuż obok.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...