Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Mądel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krzysztof Mądel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 grudnia 2022

O tym jak dać się skutecznie znienawidzieć

 

        Parę dni temu, jak chyba już wiedzą nawet ci co na co dzień piłką nożną się nie interesują, stało się tak że reprezentacja Niemiec, nie wychodząc nawet z fazy wstępnej, wyleciała z mistrzostw świata. To natomiast co najbardziej ciekawe w całym szumie spowodowanym owym wydarzeniem, jest wbrew pozorom nie to, że Niemcy uchodzili za jednego z głównych faworytów mistrzostw, bo tak akurat nie było. Oni akurat już od wielu lat ciągną się w ogonie Europy i tak naprawdę sami od początku na jakikolwiek sukces nie liczyli. Głównym natomiast powodem tego, że o tym co się stało rozmawia dziś cały świat, to to że Niemców już chyba nikt poza Rosją i jej kolaborantami tam i tu nie lubi, i każda ich porażka siłą rzeczy jest dla każdego normalnego człowieka swego rodzaju świętem. I nie chodzi tu przede wszystkim oczywiście o zwykłych Polaków, Anglików, Francuzów, czy Ukraińców; radość z niemieckiego wstydu jest, jeśli się tylko rozejrzeć, powszechna.

         Co jednak, gdy chodzi o kolaborantów? Tam również jest pewien podział. Otóż z jednej strony, mamy środowiska, które swoją proniemieckość, czy niekiedy wręcz niemieckość, wpisaną w swoją historię, z drugiej natomiast te, dla których owa proniemieckość jest czystą wypadkową ich antypolskości – antypolskości obecnej niestety w całej Europie. Europejska internacjonalistyczna lewica tu akurat nie będzie nas interesowała, natomiast z naszego lokalnego punktu widzenia ciekawy jest sposób w jaki przedstawiają ów problem śląski europoseł Łukasz Kohut, który aspiracje do zostania Niemcem ma już chyba wdrukowane w swoje serce, oraz niezwykle aktywny w internecie ksiądz jezuita Krzysztof Mądel, zamieszczając na swoim koncie twitterowym co następuje:

„Przeciwko Niemcom są tylko nacjonaliści i nieudacznicy, zwykli Polacy utożsamiają się z Niemcami nie z Japonią, bo wielu pracuje lub pracowało w Niemczech, a inni ubijają z nimi doskonałe interesy, bo to nasz główny partner handlowy, wymianę z Japonią mamy niewielką”.

      I tu znów konfidentura w rodzaju Kohuta, jako organizm obcy, nas nie zainteresuje, natomiast chciałbym powiedzieć kilka słów na temat jak najbardziej Polaków, dla których jednak pogarda do wszystkiego co polskie jest tak silna, że oni aż padają na kolana – w przypadku ks. Mądla, dosłownie – prosząc by Francuzi, Belgowie, Szwedzi, czy w tym wypadku Niemcy wzięli nas za łeb, postawili do pionu, a następnie łaskawie nas pogłaskali i powiedzieli: „Gut Polack”. Proszę zwrócić uwagę, na sposób w jaki ks. Mądel przedstawia sytuację. Kiedy on pisze o naszych związkach z Niemcami, nie pisze o korzyściach jakie ci mieli czy to z niewolniczej Polaków w czasie okupacji, czy z quasi-niewolniczej przez długie lata po wojnie, nie pisze o tym jak to dzięki tzw. współpracy gospodarczej dziś Niemcy opanowali znaczną część branży spożywczej, elektronicznej i kosmetycznej w Polsce, ale wręcz odwrotnie – dla ks. Mądla to co ważne to to, że to Polacy mają to szczęście, że mogli robić dla Niemca kiedyś za marki, a dziś euro i że mogą liczyć na jakieś promocje w Lidlu czy w Rossmanie, a nie Niemcy że rok w rok ciągną z Polski ciężkie pieniądze. To nie my jesteśmy ich partnerem handlowym, to oni łaskawie zgadzają się ubijać z nami interesy. I to wreszcie my ciężko pożałujemy, jeśli w Polsce wygra nacjonalizm i nieudacznictwo i nie będziemy potrafili się cieszyć z sukcesów niemieckich sportowców, a oni sobie stąd pójdą.

       Jest jednak w tweecie ks. Mądla coś, co jego pozycję wobec Niemców mocno osłabia. Otóż, jak pewnie zauważyliśmy, wspomina on o „utożsamianiu”. Jest oczywiście możliwe, że on się u tych swoich jezuitów słabo uczył i nie wie, co oznacza owo słowo. Jeśli jednak użył go świadomie, to, jak mówię, wyszło słabo. Jeśli bowiem tak to właśnie było, to każdy Niemiec, słysząc że jakiś Polak zamarzył, by się z nim utożsamić, natychmiast w jego stronę z pogardą splunie i powie mu, żeby nie wychylał się z szeregu i pamiętał, że jest tylko głupim Polakiem, a jeśli już chce, to utożsamiać się może tylko z tą swoją podczłowieczą masą, ciesząc się ewentualnymi drobnymi przywilejami.

      Ktoś może mnie zapytać, co mnie obchodzi jakiś upadły ksiądz, a ja chętnie odpowiem. Otóż ks. Mądel nie obchodzi mnie nic, a jeśli poświęcam mu nieco miejsca, to tylko jako komuś to dał mi pretekst, by wreszcie powiedzieć coś, do czego zabierałem się już wielokrotnie, ale jakoś nie potrafiłem zacząć. Jest bowiem tak, że ów straszny podział, jaki przecina Polskę niemal na pół musi mieć jakąś inną przyczynę niż tylko tę, że Kaczyński to stary pierdziel z kotem i bratem, którego wysłał na śmierć, a Donald Tusk to przystojny, inteligentny i szanowany w świecie europejski polityk z piękną żoną, jeszcze piękniejszą córką i cudownymi wnukami. To nie może być tak, że przez zwykłą, choćby nawet i bezczelnie głośną propagandę, doszło w części naszego społeczeństwa do takiej histerii, by jednemu Bogu ducha winnemu człowiekowi aż tak powszechnie życzyć najbardziej okrutnej śmierci, a tych którzy do owych życzeń nie chcą się dołączyć, wyzywać od śmierdzącej, burackiej hołoty, nie zasługującej na prawa wyborcze. I oto stało się tak, że po przeczytaniu tweeta ks. Mądla, zrozumiałem że owa nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego i wszystkiego co on reprezentuje wynika z tego przede wszystkim, że za nim stoi Polska piękna i dumna. Ludzie którzy są już na granicy, by zacząć podkładać bomby i strzelać, żyją w tym swoim świecie denerwują się głównie tym, że ktoś od tylu lat, z nieprawdopodobną determinacją, próbuje im powiedzieć, że to nie my powinniśmy się wstydzić przed światem, ale jeśli już, to świat – a przynajmniej pewna ważna jego część – przed nami. I to sprawia, że oni tracą rozum.

        Zaczęliśmy od piłki i na piłce może skończmy. Jest oto tak, że po to by śledzić na bieżąco wydarzenia sportowe, zainstalowałem sobie w telefonie aplikację sport.pl, jak się okazuje, zarządzaną przez niesławną spółkę Agora. Proszę sobie wyobrazić, że dziś nie ma praktycznie dnia, by tam się nie ukazał tekst pod tytułem „Francuzi szydzą z Polaków”, „Niemiecka prasa nie zostawia na Polakach suchej nitki”, „Według światowych mediów Polska najgorsza drużyną na mistrzostwach w Katarze”, „Hiszpanie śmieją się z Lewandowskiego”.  Nie chodzi mi o to, że oni, choćby bezlitośnie i okrutnie, krytykują naszą grę. Nie. Agora chce nam powiedzieć, że dla świata Polska to kupa śmiechu. Część z nas to czyta, a następnie widzi premiera Morawieckiego, czy prezesa Obajtka jak dumnie stoją i ogłaszają wielki polski sukces i dostają cholery na tak nieprzystojną w ich rozumieniu bezczelność.

      Znałem kiedyś pewnego pana, który kiedy usłyszał że Borussia sprzedaje Roberta Lewandowskiego do Bayernu, tłumaczył mi że jeśli tak wielka drużyna jak Bayern kupuje Polaka, to nie po to, by się wzmocnić, ale po to, by osłabić głównego rywala w Bundeslidze. Był mój znajomy szczerze przekonany, że Lewandowski będzie w Bayernie wyłącznie grzał ławkę, bo oni mają mnóstwo znacznie lepszych piłkarzy i im Lewandowski jest potrzebny tylko jako pionek w poważnej grze. Tak było i Bóg mi światkiem, że nie zmyślam. Dziś mojego znajomego już z nami nie ma, więc trudno mi zgadnąć, w jakim nastroju byłby on dziś, przed meczem z Francją, no i oczywiście tym bardziej nie umiem powiedzieć, czy jeśli Polska dziś jakimś cudem wygra ten mecz, on by się cieszył, czy raczej byłoby mu przykro, że Polska nie potrafiła zrozumieć, gdzie jest jej miejsce. A co z innymi? Co choćby z portalem sport.pl? Co wreszcie z tymi wszystkim, dla których zwycięstwo Polski w takim momencie to jedynie powód do rozpaczy, bo w ten sposób owa Polska – nie ich Polska – będzie mogła mówić że Niemcy z mistrzostw wylecieli, a my gramy dalej. I kto wie, czy niektórzy z nich nie zażądają od takiego Facebooka, by usuwał wszelkie szowinistyczne komentarze polskich nieudaczników i nacjonalistów, jako naruszające europejski szyk i porządek. Niemożliwe? Ależ skąd! Proszę popatrzeć choćby na to, ledwie sprzed tygodnia.

      


       


piątek, 23 sierpnia 2013

Coryllus: Pedofilska bomba zabije Terlikowskiego

Miałem w planie umieścić tu dziś kolejny tekst, ale nagle doszło do zdarzenia, które sprawiło, że wszystko trzeba było przearanżować. A zatem, tekst, który napisałem wczoraj wieczorem specjalnie z myślą o Was, pójdzie do Salonu24, tu jeszcze do jutra powisi tekst o śmierci, o którym myślę nieskromnie jak najlepiej, natomiast teraz proszę przeczytać, co nam napisał nasz kumpel Coryllus. To co widzimy poniżej to jego najnowszy wpis na blogu w Salonie24, który Administracja ukryła, zeby świat się o nim broń Boże nie dowiedział. Ponieważ jednak jest to moim zdaniem coś absolutnie nie do zlekceważenia, przeklejam to - inna sprawa, że nawet bez pytania o zgodę - tutaj. Proszę się napawać. A cenzorzy Systemu niech gniją w swoich obsesjach.


Najpierw cytat:
„Przebywałem w pewnym paryskim kolegium, gdzie pichcono tyle teologii, że nawet mury były nią przesiąknięte; lecz nie przypominam sobie stamtąd niczego poza kwaśnymi humorami i mnogością wszy. Łóżka były tak twarde, pożywienie tak nędzne, a studia tak mozolne, że niejeden młody człowiek, który w pierwszym roku kolegium rokował wielkie nadzieje, wychodził stamtąd szalony, ślepy lub trędowaty, o ile wcześniej nie przeniósł się na tamten świat. Wiele z sal sypialnych znajdowało się w sąsiedztwie wygódek; były one tak brudne i zasmrodzone, że nikt z lokatorów nie opuszczał ich żywy lub przynajmniej bez zawiązka groźnej choroby. Kary polegające na biciu rózgą były wymierzane z całą surowością, jakiej można było oczekiwać z rąk kata. Pryncypał kolegium chciał z nas wszystkich uczynić mnichów i aby nas zaprawić do postów, pozbawił nas mięsa. O ileż zgniłych jajek tam zjadłem! Ileż spleśniałego wina wypiłem!"
Myślicie, że to ksiądz Mądel napisał te słowa w swoim tajemnym dzienniczku? Akurat. To ojciec humanizmu Erazm z Rotterdamu opisuje w ten sposób swój pobyt w kolegium Montaigu. Już na pierwszy rzut oka widać, że są to same kłamstwa, robione w myśl najlepszych recept propagandowych. Po czym ja to poznaję? Po tym mianowicie, że są wymierzone w hierarchię kościelną i uniwersytecką, w tę rzekomo skostniałą strukturę, którą Erazm starał się obrzydzić swoim współczesnym. Tyle, że uniwersytet paryski w czasach Erazma był już finansowany przez króla i miasto, nie podlegał papieżowi. No więc coś tu śmierdzi psze państwa i nie są to bynajmniej te wychodki, obok których położone były sale sypialne, gdzie umierali studenci teologii nażarłszy się wcześniej śmierdzących jaj i zapiwszy je spleśniałym winem.
Umieściłem tutaj ten cytat ponieważ koresponduje on żywo ze sposobem relacjonowania wypadków właściwych księdzu Mądlowi. OK, mnie jest niesłychanie trudno wzruszyć i ktoś może powiedzieć, że po prostu brakuje mi empatii. Ponieważ jednak zdarzyło mi się w szkole średniej przeprowadzić kilka poważnych operacji hucpiarskich, znam różne techniki i chwyty. Może jest tego za mało na szósty dan, ale na pierwsze kyu w zupełności wystarczy.
Obserwowałem też ludzi, którzy w emocjonalnych zwodach byli prawdziwymi mistrzami. Pewna koleżanka ze studiów kiedy spóźniła się pewnego dnia na lektorat z niemieckiego, a tego dnia miało być jakieś zaliczenie i ona nic nie umiała, rozpłakała się i powiedziała, że na jej oczach samochód zabił człowieka. I prowadząca ten lektorat pani bardzo się wzruszyła. Myślę, że nie miała wyjścia, bo terror emocjonalny jest gorszy niż pożar górnych pięter lasu. Burzy cały porządek i wywraca hierarchię do góry nogami, i w zasadzie nie można sobie z nim poradzić. Są jednak ludzie, którzy to potrafią, ale oni odznaczają się wyjątkową wprost brutalnością i skrupułów mają mniej niż brudu za paznokciem. Mają również doświadczenie, które podpowiada im, że wobec emocjonalnego szantażysty inne metody, jak solidna chłosta albo publiczne upokorzenia nie skutkują. Tym mniej się owe inne metody nadają do zastosowania im więcej widzów ma szantażysta. Już Fryderyk Nietsche pisał: idziesz do kobiet? Nie zapomnij bata. A miał przecież na myśli intymne, a nie oficjalne szantaże emocjonalne, w dodatku jeszcze relacjonowane przez media. Tutaj przydałaby się bazooka i 40 rakiet, jak to zwykł mawiać pewien mój kolega ze szkoły średniej.
Ksiądz Krzysztof Mądel doskonale sobie z tego wszystkiego zdaje sprawę i wali z rury najgrubszej: byłem molestowany w dzieciństwie przez księdza. Otóż mili Państwo jest to nieprawdopodobna brednia, a mówi Wam to były poradnik seksualny z tygodnika „Pani domu”, Tu działa ta sama zasada co w przypadku samobójców gawędziarzy – im więcej opowiadania o stryczku tym mniejsze szanse na rzeczywiste jego zastosowanie. Ja bym chętnie posłuchał jak ksiądz Mądel był molestowany przez kogo. Bo właściwie po co się oszczędzać? Niech wejdzie do studia w TVN, u Drzyzgi na przykład i wali po nazwiskach, a także opowie czy za laskę dostawał snickersa, jak to było w słynnym antyklerykalnym dowcipie. Nie znacie? Proszę bardzo: ksiądz się gdzieś spieszył i zostawił ministranta w konfesjonale, co jest oczywiście niemożliwe, ale ludziom wymyślającym takie kawały wcale ów fakt nie przeszkadza. Wkrótce przyszła jakaś paniusia, klęknęła i zaczęła opowiadać o swoich sypialnianych ekscesach. Młodzieniec zastępujący księdza stropił się bardzo kiedy przyszło do rozgrzeszenia, nie wiedział co powiedzieć, więc wychylił się z konfesjonału i zapytał innego ministranta – ty? Co ksiądz daje za laskę? - Nie wiesz? Snickersa.
No więc trzymając się tej konwencji, którą uważam za jedyną dopuszczalną w konwersacji z księdzem Mądlem chciałem mu zadać to pytanie: co ksiądz dawał za laskę? Chciałbym także zadać księdzu Krzysztofowi inne jeszcze pytanie: czy korzyść ta wpłynęła jakoś na decyzję o wyborze drogi życiowej przez księdza Krzysztofa? Nie ma się co ochrzaniać chłopcy, jeśli było molestowanie to walimy po całości, żeby nie wystygło. I nie ma chowania się pod dywan. Wszyscy jesteśmy dorośli. Jeśli zaś Krzysztof Mądel chce nam powiedzieć, że jest zbyt wrażliwy, albo, że ma luki w pamięci w związku ze stresem przeżytym w dzieciństwie, to ja mogę go już tylko poszczuć psami i skierować na jakąś budowę do pracy, bo tam na pewno przywrócą go do przytomności.
Czy ktoś sobie wyobraża, że jakiś Jezuita wychodzi samowolnie z gabinetu prowincjała w XVI stuleciu? Albo, że opowiada takie historie? Oczywiście, że nie, a skoro dzieje się to w dzisiejszych czasach na oczach kamer to znaczy, że zostało przez kogoś dobrze zaplanowane, a ojciec prowincjał w to przedstawienie jest wmanewrowany. Nie może zachować się inaczej niż pani od niemieckiego u mnie na roku, kiedy usłyszała, że leniwa studentka widziała jak samochód zabił człowieka. To są sytuacje dla zdrowego i zdyscyplinowanego człowieka bardzo trudne do przeskoczenia, ale ja na przykład dobrze sobie z nimi radzę. Wiem jednak, że inni nie. Teraz pora na Terlikowskiego. Jego wystąpienie uważam za skandaliczne, uważam wręcz, że Terlikowski to po prostu pracownik działu mediów jakiejś agencji reklamowej założonej przez Palikota i jego kumpli. On już wyczuł pismo nosem i szykuje się do występów w telewizji, gdzie będzie tym swoim jojczącym głosem współczuł Mądlowi i opowiadał jakim to problemem w Kościele jest molestowanie. Pewnie też już podliczył sobie Tomasz Terlikowski ile za te występu otrzyma honorarium i co sobie za nie kupi, a może nawet skalkulował komu warto dać się opluć, a komu nie, bo to nie przyniesie żadnych korzyści. Nie wierzycie w telewizyjne tournée Terlikowskiego i serię głębokich tekstów na łamach prawicowej prasy? Poczekajcie.

Ponieważ seks i przemoc wśród nieletnich świetnie się sprzedają, czego dowiódł ksiądz Mądel, chciałbym w związku z treścią tej notki zaprosić Was na stronę www.coryllus.pl gdzie można kupić nasze książki. Trwa cały czas promocja książek Toyaha: trzy tytuły po 70 zł i promocja I tomu Baśni jak niedźwiedź oraz audiobooka po 25 zł, mamy także nową książkę: Dom z mchu i paproci, również za 25 zł. Do wszystkiego należy doliczyć koszta wysyłki.

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...