Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2012

O blogosferze z Wydziału Propagandy KC

Szczerze powiedziawszy, nie wiem zupełnie jak się ten blog ma do Salonu24, z którego przecież się, jak by nie patrzeć, wziął, ani tym bardziej nie wiem, jaki kontakt z tym co się dzieje w Salonie mają jego stali czytelnicy. Wiem z całą pewnością, że część z nas tam bywa niezmiennie, część z nich nawet dość aktywnie, natomiast co do reszty – nie mam pojęcia. Osobiście przez bardzo długi czas do Salonu24 nawet nie zaglądałem, a jeśli ostatnio zacząłem tam bywać częściej, to niemal wyłącznie ze względu na mojego kolegę Coryllusa, który tam sobie samotnie bloguje, a ja go regularnie czytam. Mogę wręcz powiedzieć, że on dziś jest jedynym autorem, jakiego wciąż czytam. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, jakie emocje budzi Coryllus ze swoimi najświeższymi obsesjami, i powiem uczciwie, że jest całkiem możliwe, że gdybym go nie znał tak dobrze jak mam przyjemność, to mógłbym uznać, że z nim jest coś nie tak. Oczywiście klasa tego pisarstwa – bo to jest pisarstwo – nie pozostawia żadnych wątp

O reputacji panny bez zęba na przedzie

Pisałem tu niedawno o Lechu Wałęsie akurat nie dlatego, że uważam go za postać wartą stałej dyskusji – choć przyznaję z prawdziwym bólem, że tak właśnie uważam – ale dlatego, by pokazać, właśnie na przykładzie Lecha Wałęsy, do jakiego stanu doszła polska debata. Oczywiście wiemy wszyscy, że przez to, iż Lech Wałęsa był przez całe lata 80 nominalnym przywódcą polskiej tak zwanej „rewolucji”, później został tym nieszczęsnym prezydentem, a dziś jest wciąż jednym z najbardziej znanych Polaków na świecie, nie jest łatwo go nagle zacząć traktować tak, jak on dziś w sposób aż nadto oczywisty zasługuje. A więc z lekceważeniem podobnym do tego, jakie przysługuje jakiemuś, powiedzmy, nocnemu stróżowi z punktu sprzedaży telefonów komórkowych. To co jednak zaskakuje nawet jak na nasze polskie standardy, które przyzwyczaiły nas przecież już niemal do najgorszych ekscesów, to fakt, że Lech Wałęsa wciąż przez znaczną część społeczeństwa traktowany jak autorytet. I to wcale nie w ramach owej tak stras

To jest kraj dla młodych wypasionych cwaniaków

Jeśli ktoś myśli, że w Salonie24 poza Coryllusem kolegów nie mam, to jest w dużym błędzie. Wprawdzie błąd ten nie jest duży w wymiarze ilościowym, natomiast jakościowym jak najbardziej. A na imię mu Szczurbiurowy. Człowieka o nicku Szczurbiurowy bowiem znam jeszcze sprzed lat, i to znam tak, że raz nawet mieliśmy się okazję spotkać kulturalnie na herbatce. Co Szczurabiurowego czyni moim kolegą bardziej, niż na przykład Cezarego Krysztopę, z którym również mam stosunki bardzo przyjacielskie, jednak pechowo nie mieliśmy się okazji spotkać osobiście. Przez to że Szczurobiurowy jest moim kolegą, czytam jego bloga, i w ten sposób, naturalnie zupełnie, przeczytałem jego ostatni, potwornie długi i gęsty – tak gęsty, że w pewnym momencie poczułem zawroty głowy – tekst o polskiej szkole. Ponieważ ta moja dzisiejsza notka, choć opublikowana również w Salonie24 – w końcu jest ona w pewnym stopniu polemiką z autorem Salonu – jest w pierwszym rzędzie skierowana bardziej na ten blog, myślę, że należ

Trzecia płeć napada

Jak się dowiadujemy, oto właśnie – a może wcale nie właśnie, tylko dawno temu, ale my akurat dojrzeliśmy na tyle, żeby nam o tym opowiedzieć – w Szwecji ukazała się książeczka dla dzieci, gdzie autor posługuje się wymyślonym zaimkiem osobowym stworzonym ze słów „on” i „ona”, mającym określać coś na kształt trzeciej płci. Autor owej książeczki, jakiś Jesper Lundkvist, twierdzi, że używając wymyślonego przez siebie zaimka, stara się skutecznie walczyć z przesądami, jakie niechybnie wynikają z tradycyjnego przypisywania ludziom określonej płci. Zdaniem tego Lundkvista, ale też, jak się nagle okazuje, przeróżnych intelektualistów z tamtejszych uniwersytetów, dzięki tego typu zabiegowi, dziecko może się skupić na tym, kim jest człowiek, a nie jakaś dziewczynka, czy jakiś chłopiec. Niejaka Karin Milles, specjalistka ds. mediów i komunikacji z Uniwersytetu Södertörn skomentowała sprawę następująco: „Obsesyjne zwracanie uwagi na płeć ma negatywne konsekwencje dla jednostki i społeczeństwa. Edu

O dwóch pokazach w temacie narodowej godności

Ostatnie dni mijają mi na pewnej pracy, która od czasu do czasu mi wpada dzięki uprzejmości pewnego mojego kolegi aż zza Cambridge, i dzięki której udaje się nam przeżyć kolejne dni, i przez to ani nie mam odpowiedniego natchnienia do pisania, ani tym bardziej do rozglądania się dookoła i obserwowaniu jak ten nasz świat tonie. A że tonie, nie możemy już co do tego mieć najmniejszych wątpliwości. Przede wszystkim, jak pewnie wszyscy już wiemy, odkopano biedne, porozrywane na strzępy ciało Przemysława Gosiewskiego… i okazało się, że się nic nie stało. To znaczy, owszem, wedle dochodzących do nas pokątnie – trochę wstydliwie, trochę z nutką obrzydzenia – informacji, w tych udręczonych zwłokach rosyjscy przyjaciele pani doktor Ewy Kopacz zaszyli całą kupę najróżniejszych śmieci, a charakter tych śmieci wskazuje na to, że nie mieliśmy tu do czynienia ani z błędem, ani z tak zwaną „ruskim dziadostwem”, ani z lekceważeniem, ale wręcz przeciwnie – z działaniem bardzo starannym, pełnym uwagi i

Danse Macabre na ich telefonach

Obraz
Jeszcze jesienią zeszłego roku, zmartwiony wynikiem wyborów, w których jakimś niewyobrażalnym złym cudem Platforma Obywatelska została wyznaczona przez Naród do reprezentowania jego interesów przez kolejne cztery lata, a Prawo i Sprawiedliwość dało się ograć jak dziecko – choć przyznać muszę, że niektórzy twierdzą, że jakkolwiek faktycznie ograć się dało, to wcale nie jak dziecko – zwróciłem tu uwagę na projekt autorstwa Wojciecha Cejrowskiego, realizowany przez niego z niewiarygodnym wręcz uporem w Internecie, a polegający na regularnej produkcji krótkich, ledwo minutowych migawek, stanowiących z jednej strony parodię starych kronik filmowych, a z drugich bardzo złośliwy atak na władzę. Chodziło mi o dwie rzeczy. Pierwsze to to, że ja naprawdę uważam, że owe „kroniki” Cejrowskiego stanowią prawdziwe dzieło współczesnej polskiej satyry politycznej, a dwa, że moim zdaniem siła tego ataku jest tak potężna, że gdyby sztab wyborczy PiS-u uznał, że całą kampanię oprze wyłącznie na tych krót

Narco, Grillo i Oszajca - propozycja dla Polski

Z czasów kiedy byłem jeszcze studentem pamiętam pewien element tego życia, który zawsze robił na mnie pewne, dość nieprzyjemne, wrażenie. Chodzi mianowicie o to, że nie było praktycznie chwili, by ktoś z nas nie miał okazji obserwować takiej oto sceny. Idzie sobie student i próbuje nawiązać rozmowę z którymś z asystentów, podczas gdy ów asystent, ani się nie zatrzymując, ani nawet nie odwracając głowy, maszeruje przed siebie z bardzo zasępioną miną, powtarzając pod nosem coś w rodzaju : „Tak, no, no, tak, tak, tak, no”, by te potakiwania skończyć jakimś „Proszę mnie szukać jutro po 19”. Pamiętam też, że kiedy wreszcie wiedziałem, że to już koniec tego mojego całego studiowania, to oczywiście było mi trochę przykro – w końcu to był naprawdę mile spędzony czas – ale jedna rzecz cieszyła mnie niezmiernie. Że ci asystenci zostaną tu już do końca zycia z tym swoim nieznośnym lansem, natomiast ja szczęśliwie będę już zupełnie gdzie indziej. Przypomniały mi się niedawno tamte obyczaje parę r

Wygrać za darmo, przegrać za frajer

Przyjechał Jarosław Kaczyński na Śląsk i do Zagłębia, pobył to tu to tam, spotkał się trochę z ludźmi, trochę z działaczami, trochę z mediami, i pierwsze co zauważyłem, to to, że właściwie nie podniósł się z tej okazji zwyczajowy zgiełk. Wprawdzie dziś troszkę się z Prezesa gdzieniegdzie śmieją, że nie miał ze sobą portfela i musiał znów pożyczyć pieniądze od ochrony, że pocałował w rękę panią, która sprzedała mu pluszaka dla wnuczki, i że ciekawe, czy on tak zawsze w sklepie, że w Czerwionce na spotkanie z nim przyszło „zaledwie” 150 osób, ale poza tym – zupełna cisza. Jak idzie natomiast o tradycyjne plucie, to zaledwie jeden bałwan w Salonie24 po raz sto osiemdziesiąty czwarty wyszydził Premiera za to, że swego czasu – o czym każdy wykształcony obywatel przecież wie, lub wiedzieć powinien – powiedział, że „Śląskość to ukryta opcja niemiecka”. Dziwi mnie trochę to milczenie z dwóch powodów. Przede wszystkim, miałem przyjemność być na spotkaniu Jarosława Kaczyńskiego z członkami Sol

Z rewizytą na ósmym kręgu

Dziwny przyszedł na mnie czas. Stale chodzi mi po głowie kilka tematów, a co się za który zabiorę, to on mnie tak wciąga, że zamiast przejść do kolejnego, przyklejam się do tego, który leży na tapecie, i się zadręczam. Tak właśnie było z tymi bankami, dokładnie to samo porobiło się z Wałęsą i Blumsztajnem, no i wszystko wskazuje na to, że identyczna sytuacja pojawiła się wraz z Mistewiczem. A zaczęło się to tak, że w komentarzu pod poprzednim tekstem nasz kolega filozof grecki napisał, że nazywanie narracją tego kłamstwa, które nas zewsząd opanowało, jest „odrażające”, i pomyślałem sobie od razu, że ciekawe by w tej sytuacji było sprawdzić, czy to kultowe już „story” wymyślił Mistewicz, czy może on to znalazł w jakichś najczarniejszych kieszeniach nowoczesnej Europy i postanowił się mianować jego emisariuszem? Czy ten tak zwany „marketing narracyjny” to coś co zostało stworzone u nas w roku 2007 na użytek nowej władzy, czy może ktoś to tylko na tę okoliczność do Polski zaimportował? Za