W pięknej, inspirującej i bardzo szerokiej dyskusji, jaka pojawiła się w komentarzach pod poprzednim wpisem, nasze dziewczyny zaproponowały – jak one na to wpadły? – by pogadać o stanie polskiej edukacji. Wprawdzie problem ten tylko pośrednio dotyka tematów, którymi żyjemy, ale za to dotyka jak cholera. Co mam do powiedzenia na ten temat, powiedziałem już tam, w odpowiedzi na tamte komentarze, natomiast uważam, że nie ma sposobu, żeby nie przypomnieć tu wypowiedzi naszego Księdza, sprzed nie tak dawna. Oto jego komentarz, jaki pokazał się pod wpisem „Nie dla Ozziego w moim komitecie honorowym” http://toyah.salon24.pl/188515,nie-dla-ozziego-w-moim-komitecie-honorowym. Ja wiem, że wielu z Was czeka na moje notki, ale jak podrośniecie, to będziecie wiedzieć, że ja nie mam nawet do Don Paddington tak zwanego startu. Proszę się skupić.
Zjawisko, które Pan opisuje [chodziło o pop, który stał się Bogiem – przyp. ja], jest moim zdaniem znakiem cywilizacyjnego upadku (w najlepszym przypadku: przesilenia), który dotyka rozmaitych sfer naszego życia. Ów upadek charakteryzuje się m.in. tym, że to co ważne i życiowo poważne, ze względu na swoje świecidełkowo-celebrytowe opakowanie, jest traktowane jako coś mało istotnego, godnego – co najwyżej – powierzchownego i przelotnego zainteresowania. Być może jest w tym jakiś zamiar tropionego przez nas Systemu. Jeśli bowiem autorytetem w sprawach ważnych i życiowo poważnych, staje się ni stąd ni zowąd ktoś, kto na co dzień jest fachowcem od tego, co być może jest ciekawe, ale niekoniecznie ważne i poważne, to efektem takiego zabiegu wcale nie musi być wzmożony szacunek dla celebrytów, lecz lekceważący stosunek tzw. ludności do polityki, moralności, porządku społecznego itd. A taka sytuacja jest jak sądzę bardzo na rękę tym, którzy przy polityce, moralności i porządku społecznym z wielką pasją i za obywatelskim przyzwoleniem majstrują.
Być może nie ma w tym wszystkim żadnego spisku Systemu. Być może jest tutaj obecna zwykła ludzka głupota i duchowe lenistwo. Być może. Ale głupota i duchowe lenistwo, jeśli przekroczą w społeczeństwie pewien punkt krytyczny, też są świadectwem cywilizacyjnej zapaści.
A propos punktu krytycznego:
Niedawno, podczas wizyty u znajomych, spotkałem pewnego pana, który – jak się okazało – jest nauczycielem akademickim, wykładającym jakieś przetrudne rzeczy na Politechnice Poznańskiej. Ów pan opowiadał o swoich wrażeniach, będących efektem pracy ze studencką młodzieżą, a to co miał do powiedzenia, było w jakiś sposób porażające.
Po pierwsze, pan doktor poruszył kwestię braku umysłowych kompetencji u tych młodych ludzi, który objawia się nie tylko kiepskim obyciem z matematyką, fizyką i zwyczajnym logicznym porządkiem w głowie, ale przede wszystkim brakiem zainteresowania dla rozwiązywania inżynierskich problemów. Nie mając zaś w sobie inżynierskiej pasji, ciężko im wzbudzić w sobie motywację, by wejść w posiadanie tych intelektualnych narzędzi, które inżynierowi są niezbędne. Krótko mówiąc, pan doktor oceniając poziom politechnicznej młodzieży sugeruje, że już dzisiaj powinniśmy się bać o mosty, drogi, domy i maszyny, które owi studenci będą projektować i budować.
Po drugie, pan doktor mówił o całkowitym moralnym zepsuciu tych ludzi, którzy nie tylko, że się nie uczą (bo często przyswojenie koniecznej wiedzy przekracza ich możliwości intelektualne), ale nagminnie oszukują (np. podpisując „lewe” listy obecności, albo korzystając z pomocy tzw. „murzynów” przy pisaniu rozmaitych prac), a podczas egzaminu bez krzyny skrępowania mają czelność zapytać, czy nie dałoby się zdać owego egzaminu bez konieczności odpowiadania na trudne pytania.
Po trzecie, pan doktor mówił jeszcze o tym, że w swej ostrej ocenie powyższej sytuacji czuje się na uczelni osamotniony, ponieważ jego koledzy – wykładowcy, pogodzili się z tym, że tak właśnie ma być i nie ma na to rady.
I na koniec pan doktor powiedział mniej więcej coś takiego: „Gdy patrzę na moich kolegów, którzy przestali się oburzać na to co studenci sobą prezentują, i gdy patrzę na tych studentów, którzy bezwstydnie są dumni ze swej głupoty, a oprócz tego lenią się, kłamią i oszukują, to sobie myślę, że nie potrzeba wojny atomowej, by nasza cywilizacja cofnęła się w rozwoju.”
Być może, że pan doktor w przesadził w ocenie opisywanego przez siebie zjawiska i pewne odosobnione przypadki w sposób nieuprawniony uogólnił. Sądzę jednak, że to zacytowane przeze mnie zdanie ma wartość ponadczasową. I dotyczy – jak już o tym wspomniałem - rozmaitych życiowych dziedzin.