Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekonstrukcja rządu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rekonstrukcja rządu. Pokaż wszystkie posty

piątek, 8 grudnia 2017

O marnych szansach na rekonstrukcję myślenia

      Oczywiście, jest całkiem prawdopodobne, że coś przegapiłem – w końcu nie jest tak, że śledzę wszystkie, ukazujące się tu i tam, komentarze na temat stanu polskiej polityki – jednak z tego, co zdążyłem zaobserwować, gdy chodzi o powody zapowiadanej od pewnego czasu rekonstrukcji rządu, dosłownie nikt nie zwrócił uwagi na coś, co w moim odczuciu jest czymś tak oczywistym, że aż mi jest niezręcznie o tym pisać. Mamy panią premier, która cieszy się bardzo dużym i coraz większym społecznym zaufaniem, mamy rząd, którego notowania utrzymują się na stale wysokim poziomie, autoryzujące ów rząd Prawo i Sprawiedliwość w sondażach osiąga kolejne rekordy i, jak wiele na to wskazuje, w wyborach za dwa lata ma dużą szansę osiągnąć większość pozwalającą mu na zmianę Konstytucji, a co może jeszcze ważniejsze, opozycja jest w totalnej rozsypce i, jak można przypuszczać, przez wiele najbliższych lat na politycznej scenie nie pojawi się żadna nowa siła, która by była w mocy zmienić układ rządzący, a Jarosław Kaczyński ni stąd ni z owąd wpada na pomysł, by zmienić premiera? A w jakim to niby celu?
     Słuchałem przez kilka ostatnich dni analiz wypowiadanych przez najważniejszych politycznych komentatorów, którzy próbowali udzielić odpowiedzi na to pytanie i praktycznie wszyscy oni najpierw wyrażali zdzwienie, że owa wymiana premier Szydło na czy to ministra Morawieckiego, czy też nawet samego Jarosława Kaczyńskiego, jest w ogóle rozważana, następnie informowali, że podobnie jak dla nich, owe plany są też kompletnie niezrozumiałe dla większości społeczeństwa, by wreszcie sugerować, że tu może chodzić o to, że skoro Dobra Zmiana osiągnęła zamierzone sukcesy w polityce społecznej i w wymiarze sprawiedliwości, teraz przyszedł czas na przyspieszenie gospodarcze i tu premier Morawiecki byłby znacznie lepszy od Beaty Szydło. Na pierwsze miejsce przy tym wysunął się znany nam skądinąd red. Stankiewicz, który w Onecie podał siedem powodów owej zmiany, z których mnie osobiście najbardziej podobaja się te, że „Kaczyński uważa Morawickiego za wizjonera”, a jednoczesnie „nie jest dla Kaczyńskiego zagrożeniem”.  Rozumiecie Państwo? Rząd w ciągu minionych dwóch lat odniósł wszelkie możliwe sukcesy, zyskał fantastyczne poparcie społeczne, premier Szydło jest, obok prezydenta Dudy, najbardziej lubianym przez Polaków politykiem, wspomniany Morawiecki ma wszelkie potrzebne kompetencje, by postępować wedle uznania, no a przy tym wszystkim, od kilku dobrych miesięcy, opozycja w Polsce wręcz żąda od Jarosława Kaczyńskiego, by wreszcie wyrzucił Szydło na zbitą twarz, bo ta kompromituje Polskę w Europie i na  świecie… no ale ponieważ Prezes uważa Morawieckiego za wizjonera, który mu nie zagraża, trzeba to całe towarzystwo rozpędzić na cztery wiatry i zrobć krok do przodu już w nowym rozdaniu. To nam właśnie próbują tłumaczyć najwybitniejsi polityczni eksperci. Przepraszam bardzo, ale czego ja nie zauważam?
     Otóż, moim akurat zdaniem, ja mam oko na wszystko, co ważne i wymagające mojej uwagi, a przy tym, w odróżnieniu od większości komentatorów, z tego co widzę, potrafię wyciągać wnioski. Oczywiście, mogę się mylić i nagle okaże się, że jest świetnie i żadnej rekonstrukcji robić nie trzeba. W końcu, nie posiadam swoich zaufanych informatorów, którzy podrzucają mi różne ściśle tajne wiadomości, a zatem wszystko co wiem, to są rzeczy pozyskane z tych czy innych mediów. Jednak to właśnie z tych mediów wiem, że co najmniej od lipca tego roku między prezydentem Dudą, a, nazwijmy to ogólnie, środowiskiem Prawa i Sprawiedliwości istnieje napięcie, które coraz bardziej się przeradza w bardzo poważny kryzys. I wcale tak naprawdę nie chodzi mi o to nieszczęsne weto, czy nawet o awanturę z ministrem Macierewiczem o generałów, ale ogólną atmosferę, której symbolem są nieustanne pretensje, a ostatnio wręcz wyzwiska, jakimi Prezydent jest zarzucany przez prawicowe media i niektórych polityków, z których chyba największe publiczne wrażenie zrobiło najpierw nazwanie Prezydenta przez dziennikarza „Gazety Polskiej” Lisiewicza „Dudaczewskim”, a tym samym oskarżenie Dudy o związki z WSI, a potem deklaracja samego Tomasza Sakiewicza, że on od Dudy woli już samego Tuska. Otóż, jestem głęboko przekonany, że dla projektu pod nazwą Dobra Zmiana nie ma większego zagrożenia – a tak naprawdę, jest to dziś zagrożenie jedyne – niż otwarty konflikt między dwoma ośrodkami, i dziś prezes Kaczyński, jeśli uważa podobnie jak ja, nie ma innego wyjścia, jak ustąpić Prezydentowi wszędzie tam, gdzie on sobie tego życzy, i to bez żadnej dyskusji. A zatem, na przykład, jeśli Prezydent uzależnia swoją współpracę z Dobrą Zmianą od tego, czy Beata Szydło, Antoni Macierewicz, Zbigniew Ziobro, czy nawet Patryk Jaki będą stali na jej czele, Prezes nie ma innego wyjścia, jak ich poświęcić, bo zwyczejnie bez nich sobie poradzi – bez Prezydenta nie.
      I tu akurat pojawia się problem, o którym od miesięcy,  a więc od czasu gdy kwestia rekonstrukcji rządu po raz pierwszy się pojawiła publicznie, wszyscy świetnie wiemy. Otóż z jednej strony, rekonstrukcja musi zostać przeprowadzona, a z drugiej, nie ma dobrego sposobu, by się choćby za nią zabrać. I nie oszukujmy się. Tu wcale nie najbardziej chodzi o ministrów Radziwiłła, Szyszkę, czy choćby nawet i Jurgiela. Oni akurat nikomu nie przeszkadzają. Podobnie, moim zdaniem, nie ma żadnego konfliktu między Prezydentem, a premier Szydło. Nie jestem nawet pewien, czy Prezydentowi przeszkadzają tak bardzo Zbigniew Ziobro z Patrykiem jakim. Ich obu akurat znamy na tyle, by wiedzieć, że jeśli tylko będzie trzeba, obaj się grzecznie podporządkują każdej decyzji i każdemu. Chodzi o Macierewicza, który osiągnął już taką, zarówno polityczną, jak i osobistą, pozycję że jego, bez ryzykowania kryzysu, którego Dobra Zmiana, a przy tym Polska, może nie przetrzymać, wyrzucić się nie da, a wszystko wskazuje na to, że pozostawić też nie można.  
     I teraz dochodzę do sedna moich rozważań. Otóż, moim zdaniem, Jarosław Kaczyński uznał, że jedynym sposobem na w miarę bezbolesne usunięcie Macierewicza, a tym samym na zapewnienie rządowi poparcia ze strony prezydenta, jest w pewnym sensie wymiana premiera, oraz całego rządu, w taki sposób, by Mateusz Morawiecki – oczywiście on, a nie sam Prezes – został premierem i jako taki dobrał sobie takich współpracowników, jakich uzna za stosowne. Trudno sobie bowiem wyobrazić sytuację, w której odwołana bez żadnego wyraźnego powodu premier Beata Szydło z pokorą podporządkowuje się tej decyzji i ogłasza swoją gotowość pracy dla Polski na każdym wyznaczonym jej stanowisku, podobnie zachowują się wszyscy inni ministrowie, a Antoni Macierewicz dostaje ciężkiej cholery i wspólnie z zaprzyjaźnionymi mediami wszczyna wobec Kaczyńskiego karczemną awanturę i tego rodzaju zachowanie spotyka się ze społeczną akceptacją.
     Ktoś powie, że no dobrze. Niech będzie że mam rację i że faktycznie całe to zamieszanie z rekonstrukcją ma na celu zabranie Dudzie sprzed oczu Antoniego Macierewicza. Ale czy w takim razie tym bardziej ów upór nie świadczy przeciw Prezydentowi? Czy fakt, że prezydent Duda interes Polski postawił na szali dla swoich marnych kompleksów, nie dowodzi tego, że coś jednak jest na rzeczy w określeniu go przez Lisiewicza przezwiskiem Dudaczewski? Otóż wcale nie, i to wcale niekoniecznie dlatego, że, przy całym szacunku, interes nawet kogos takiego jak Antoni Macierewicz, w tym wszystkim stoi daleko niżej od interesu Polski. Ja do prezydenta Dudy mam swoje pretensje i to już od bardzo dawna, a więc choćby od czasu, gdy jedną z najbliższych mu osób okazał się Marcin Kędryna, że nie wspomnę o owej strasznej kompromitacji na zorganzowanej przez Zbigniewa Benbenka gali „Super Expressu”.  Nawet, choć bez specjalnego zaangażowania, mogę przyznać, że nic by się nie stało, gdyby on jednak w lipcu te ustawy podpisał. Jednoczesnie jednak jestem w stanie wyobrazić sobie, jak było nie było Prezydent RP się może czuć, gdy przez szereg kolejnych miesięcy jest traktowany przez Ministra Obrony Narodowej w ów znany nam wszystkim od niemal już 30 lat, a przy tym tak charakterystyczny, sposób. Przepraszam bardzo, ale nie trzeba być współpracownikiem Wojskowych Służb Informacyjnych, by stracić cierpliwość.
      A zatem, skoro nie można inaczej – a moim zdaniem, i wszystko na to wskazuje, że mam rację, inaczej się nie da – przyjdzie nam już wkrótce ministrowi Macierewiczowi powiedzieć „do widzenia się z panem” i daje słowo, że nie mam z tym jakiegoś szczególnego problemu, bo, jak już powiedziałem na początku tych refleksji, nic co dziś zrobi Prawo i Sprawiedliwość nie jest w stanie zmienić faktu, że przyszłość jest już zaplanowana na wiele następnych lat. Pomijając oczywiście otwartą wojnę z prezydentem Dudą. A zatem, śpijmy spokojnie i równie spokojnie czekajmy na to co przyniosą kolejne dni. A na święta, jak wiemy, i tak będzie ryba i tego możemy się zawsze bezpiecznie trzymać.

PS. Już po napisaniu tego tekstu dotarła do mnie oficjalna już wiadomość, że premier Szydło zostanie zastąpiona przez Mateusza Morawieckiego. A oni nadal robią mądre miny i gadają, gadają, gadają. Nic nie szkodzi.

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i do kupowania moich książek.  

       

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...