sobota, 28 sierpnia 2010

Jak być kochaną?

Niniejsza notka powstawała w bólach i bardzo niechętnie. Czy to dlatego, że – absolutnie wyjątkowo – przy jej narodzinach po raz pierwszy brała udział pani Toyahowa, czy może dlatego, że sam miałem co do niej mnóstwo bardzo poważnych wątpliwości – nie wiem. Fakt jest taki, że po raz pierwszy w zyciu piszę coś, co do czego mam przekonanie, że to moje pisanie może nie mieć najmniejszego sensu. Co do samej Toyahowej, ona w momencie jak powiedziałem, że jednak spróbuję, w ogóle uznała, ze jestem samobójcą.
Ciekawe jest przy tym to, że tak naprawdę, to ja przedstawiłem teoretyczne podstawy pomysłu, by zamiast wylewać te żale, pójść coś zjeść, albo popatrzeć, co dają w telewizji. Otóż właśnie to powiedziałem mojej żonie, kiedy przed momentem jeszcze sobie spokojnie rozmawialiśmy, że jakikolwiek tekst tu na blogu na ten temat nie ma najmniejszego sensu, ponieważ większość czytających osób problemem się nie zainteresuje, część go nie zrozumie, a część – ta, która się zainteresuje i go zrozumie jak najbardziej – dostanie cholery i odstawi pierwszej klasy trolling.
Jednak nie wytrzymałem. Myśl o tym, że są rzeczy z mojego punktu widzenia wołające o pomstę do nieba, a jednocześnie tak strasznie lekceważone, nie dawała mi spokoju do tego stopnia, że – jak widać – siedzę i piszę, co mi siedzi na sercu. Tak się złożyło, że wczoraj jeszcze kupiliśmy Rzeczpospolitą, a w niej znaleźliśmy artykuł o tym, co minister Hall robi, by nikt nie powiedział, że ona nic nie robi. Niedawno wspomniałem o pomyśle Ministerstwa – jak się zdaje już zaklepanym – że bieżący rok szkolny będzie trwał tydzień dłużej, co oznacza, że w czerwcu przyszłego roku dzieci będą wagarowały, a nauczyciele będą siedzieli w pokojach nauczycielskich i wypełniali dzienniki, nie przez trzy tygodnie ale aż przez cztery. Najnowsza informacja – przekazana jak najbardziej starannie przez red. Lisickiego – jest taka, że od września tego roku polscy nauczyciele dostaną kolejną podwyżkę, a pani Toyahowa – bo przecież nas to przede wszystkim interesuje – zamiast dotychczasowych 4200 zł. będzie dostawała 4500.
To jest właśnie to, co najpierw sprawiło że zaczęliśmy sobie gadać, potem kazało nam uznać, że nawet nie warto się pieklić, a w rezultacie jednak zmusiło już mnie osobiście, by zaryzykować i siąść do tego tekstu. Bo o co chodzi? Od czasu gdy ministrem edukacji została kobieta przedstawiająca się jako żona Aleksandra Halla, dochodzą do nas wieści, że jakoby pani Toyahowa, pracując w szkole – i to szkole nie byle jakiej – od wielu, wielu lat, jako nauczyciel dyplomowany (gdyby ktoś nie wiedział, wyżej się już nie da), zarabia dwa razy więcej, niż zarabia. Z najnowszych danych opublikowanych właśnie przez Rzeczpospolitą – za informacją płynącą z MEN-u – wynika, że od tego roku pensja mojej żony będzie wynosiła nie 2200, ale już ponad 4500 złotych. Co więcej, jak się okazuje, to tylko nam się wydawało, że te 2200 to jest coś realnego. Dane Ministerstwa pokazują wyraźnie, że to nie było 2200, ale 4200, natomiast my jesteśmy bezczelnymi kłamcami. Co w sytuacji nauczycieli, którzy, jak całe społeczeństwo od lat świetnie wie, są głupimi leniami i pasożytami, jest grzechem szczególnym. I jestem przekonany, że taki jest własnie efekt zamieszczanych tego typu komunikatów. Ludzie czytają, że nauczyciel w Polsce za swoją nędzną pracę – 18 godzin w tygodniu, 8, czy 9 miesięcy w roku – dostaje 4500 zł i wciąż narzeka, i w tym momencie jedyne co im chodzi po głowie, to to, by jednego z drugim wziąć na bok i im zwyczajnie wpieprzyć.
I w tym momencie chciałbym wrócić do moich wstępnych obaw dotyczących potencjalnych reakcji na tego typu wpis. Chodzi mianowicie o to, że najpewniej większa część osob czytających kolejne żale jednego jeszcze z nauczycieli, wzruszy na nie ramionami, dokładnie tak jakby wzruszyła ramionami na tekst pisany przez lekarza, czy górnika. Inni pomyślą sobie, że no tak, władza jak zwykle kłamie, a ludzie głodują – nic nowego. Inni z kolei dostaną cholery, że oto mamy kogoś, kto pracuje cztery godziny dziennie, przez 8 miesięcy w roku, w dodatku jeszcze przez ten nędzny czas albo drąc mordę na dzieci, albo dla odmiany bezmyślnie gapiąc się w okno, i ma czelność narzekać, że za to swoje nieustanne opieprzanie się, dostaje „tylko” 2200 złotych. Że wam, skurwysyny, nawet stówa miesięcznie za to co robicie się nie należy!!! A więc po co w ogóle sobie i innym zawracać głowę?
Otóż sprawa jest daleko bardziej poważna. Bo, jak można się spodziewać, tego typu problemy co nauczyciele, ma cała tzw. budżetówka. Wciąż słyszymy narzekania płynące od lekarzy, policjantów, kolejarzy, pracowników administracji państwowej, że nikt nawet nie wie, jak oni są niesprawiedliwie traktowani przez państwo. I narzekania te stały się już tak powszednie, że obchodzą one wyłącznie samych ich autorów. Policjanci krzyczą, że mają ciężko, na co nauczyciele mówią, żeby się zamknęli i najpierw zaczęli łapać złodziei. Zaczynają płakać urzędniczki w ZUS-ach, na co większość społeczeństwa na to reaguje wyłącznie hasłem: „Dobrze wam, suki!”. Z pretensjami przychodzą kolejarze, i natychmiast słyszą, że może zamiast marudzić, niech lepiej umyją ten syf, który zalega te ich pociągi. Lekarze i pielęgniarki podnoszą krzyk, że muszą harować za grosze, a na to każdy z nas gotowy jest opowiedzieć dziesiątki fascynujących historii o swoim znajomym lekarzu i o tym, co pielęgniarka potrafi zrobić z chorym człowiekiem. A na to wszystko odzywa się władza i przedstawia dane, z których wynika niezbicie, że w ciągu ostatnich dwóch lat wszyscy oni otrzymali podwyżki w wysokości 100, 200, czy 1000 procent – obojętne. I znów, jeśli ktokolwiek z nich powie, że to nieprawda, cała reszta wzruszy ramionami i powie, że „oni wszyscy wciąż tak gadają”.
Nie znam się na lekarzach, czy górnikach. Natomiast świetnie się znam na nauczycielach, i gdyby tylko ktokolwiek chciał ze mną na ten temat pogadać, jestem zawsze gotowy. Wiem zatem bardzo dobrze, że to właśnie wśród nauczycieli reżim cieszy się największym poparciem. To właśnie nauczyciele, mimo swojej nędznej sytuacji, gotowi są oddać życie za to, by minister Hall w dalszym ciągu, i to do końca świata, zajmowała się ich sprawami. Oni z jednej strony jej pasjami nienawidzą, a z drugiej strony, na jeden gwizdek, pójdą za nią w ogień. Jest to sytuacja doskonale absurdalna, a mimo to świetnie znana, może nie samej Hall, bo ona akurat może nie wiedzieć nic, ale tym, którzy Hall płacą. Oni doskonale wiedzą, że najpierw posłuszeństwo, a później wręcz miłość, można zdobyć biorąc człowieka za mordę i traktując go wyłącznie jak szmatę. Ta metoda została świetnie sprawdzona w skali globalnej przez całe lata reżimu sowieckiego, ale również na skromnym poziomie rodziny. Wystarczy tu przypomnieć sobie choćby kampanię pod tytułem „Bo zupa była za słona”.
O tak! Rodzina. To świetny przykład. Siedzą sobie ludzie na przyjęciu, a wśród nich pan i pani. Pani ma oczy zapuchnięte od łez, pod okiem ledwo widoczny ślad jakiegoś starego siniaka, pan ją trzyma czule za rękę, nazywa ‘koteczkiem’, a wszystkim dookoła opowiada, jakie go szczęście w życiu spotkało, że trafił na tak cudowną kobietę. Ta pani go słucha i najchętniej by mu poderżnęła gardło, tyle że jest ktoś jeszcze, kogo ona gotowa jest nienawidzić jeszcze bardziej – tego, kto powie jedno złe słowo na jej męża. Dlaczego? A skąd mam wiedzieć? Nie jestem psychologiem, leczy tylko głupim nauczycielem.
Jestem przekonany, że ludzie którzy rządzą Polską świetnie znają ten mechanizm. Nawet jeśli, podobnie jak ja, nie wiedzą jakie są jego źródła, znają go znakomicie i potrafią go idealnie egzekwować. I myślę sobie, że kiedy Ministerstwo Edukacji Narodowej wydaje komunikat następującej treści: „Średnia pensja stażysty wzrośnie w stosunku do września 2009 z 2287 do 2447, nauczyciela kontraktowego z 2538 do 2716, mianowanego z 3293 do 3523, a dyplomowanego z 4208 do 4502”, to ta informacja, wbrew wszelkim pozorom, nie jest kierowana najbardziej do społeczeństwa, żeby albo pokazać mu, jak rząd dba o nauczycieli, lub by je na tych nauczycieli napuścić, lecz przede wszystkim do samych nauczycieli. Żeby im powiedzieć, że właśnie ich los się znacznie poprawił, a jeśli myślą, że nie, to niech wypierdalają, bo i tak nie mają nic do gadania. I słyszący to nauczyciele najpierw drętwieją ze zdziwienia, potem z grozy, a potem już tylko siedzą w milczeniu i szepcą: „Tak, kochanie. Wiem, kochanie.”
Oto nasza Polska. Lubimy ostatnio narzekać, że gdzie człowiek nie spojrzy, to pełny chaos. Otóż nie. Tu nie ma mowy o jakimkolwiek chaosie. Tu wszystko jest jak najbardziej pod kontrolą. Podejrzewam, że nawet ci bandyci w szalikach, którzy rozpieprzyli w Bydgoszczy swój piękny, świeżo-wybudowany stadion, tez są pod kontrolą. Ich każdy pojedynczy oddech jest świetnie rozpoznany, nazwany i odpowiednio wykorzystany. Jak? To już temat na inną rozmowę.

49 komentarzy:

  1. Tyrania uzależnia całkowicie. Tyran nie pozwoli sobie być tolerowanym ,on musi być kochanym.Uzależnionemu zależy jedynie na okazaniu całkowitego oddania,musi i to jest całkowicie niezależne o jego woli.
    Inna sprawa,że często pogardzamy ludźmi,którzy nas podziwiają,szanują czy porostu dbają o nas.
    Znam się jedynie na ręcznej obróbce drewna, ale o wielu lat obserwuje zjawisko ,które Pan opisał, na wielu poziomach tj.rodziny ,zakładu pracy grupy rówieśniczej,społeczności lokalnej,państwowej.
    To zjawisko doskonale pokazuje również Pana poprzedni post pt, "Niezwykła historia o cudownym upodobnieniu psa do właściciela"

    OdpowiedzUsuń
  2. No, już myślałem, że znowu będę pierwszy, lecz bakaist wyprzedził mnie o rzut na taśmę.

    Kiedyś, 40 lat temu (k...a, 40 lat temu!), za wczesnego Gierka, też pętałem się przy nauczaniu i jak dziś pamiętam, pierwsza pensja na PG wynosiła 1950 zł, czyli przez te (k...a!) 40 lat niewiele się zmieniło.

    Ale nie o tym chciałem. Syn mój kochany, zrobił magisterium, a jakże i zaczadzony przez tą gównianą tuskowo - hallowską propagandę, zaczął się rozglądać za pracą. Po dłuższym okresie pytam się go grzecznie: - synu znalazłeś coś? Na to on: - nie, bo wszędzie chcą mi dać najwyżej 2 tysiące, a przecież wszędzie piszą, że z moim wykształceniem łatwo dostanę 4 - 4,5 tysiąca.

    Nie pracuje do dzisiaj. Taka jest siła tuskowych spryciuli.

    OdpowiedzUsuń
  3. @jazgdyni
    Dają mu 2 tys? To i tak bardzo dużo. Bo rozumiem, że on jeszcze nawet nie rozpoczął awansu.

    OdpowiedzUsuń
  4. @bankaist
    Tak też myslę. Że myśmy tego nie wymyślili. To musi by zło stare jak świat.

    OdpowiedzUsuń
  5. @ jazdyni
    To mnie Pan tym wyścigiem rozśmieszył.
    Jestem strasznym dyslektykiem i dysgrafem,żeby coś przeczytać muszę podświetlać sobie każdą linijkę bo inaczej wzrok skacze po całym ekranie czy stronie.Sklecenie zdania to mordęga a i tak często wychodzi nie to co chciałem.
    P.S Dla Toyaha warto poświęcić nawet godzinę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. @Tojah
    Tak,ale zło nie ma do nas dostępu dopóki mu nie przyzwolimy.Donald T.i jego świta dali taką zgodę,wręcz zaprosili stąd ta straszna tragedia 10. 04 i jej następstwa.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Toyah

    Bo Tusk i jego ekipa to tandeta i tandeciarze, gorsze od chińskich podróbek. A do tego dranie bezwzględne.
    _________________

    Te 2 tyś. zaokrągliłem w górę dla łatwiejszej percepcji.

    OdpowiedzUsuń
  8. A po tej notce w ogóle nie widać, że była pisana w bólach.

    Żeby Pan nie miał wątpliwości - niemal codziennie tu zaglądam, tylko szczerze mówiąc straciłem energię do komentowania Pana stricte politycznych tekstów.

    Natomiast trzeba chyba stracić kontakt z rzeczywistością żeby uwierzyć że nauczyciel zarabia ponad cztery tysie. Kto im u licha uwierzy?

    Moja mama pracowała jako nauczycielka i wiem że ciężki to chleb nie jest, natomiast większość naucycielki jakich znam, stoi finansowo nieźle przez udzielanie korepetycji.

    A sam trzymam się na dystans od całego sektora państwowego - nie zamierzam być opłacany z podatków płaconych przez innych Polaków i nawet tzw. pewność zatrudnienia mnie nie przyciąga. Poza tym nie należę do osób którym sprawia jakąkolwiek satysfakcję winienie rządu, że słabo zarabiam czy coś podobnego.

    Sam bez skończonych (jeszcze) studiów jako stażysta zarabiam na stanowisku analityka mniej niż Pana żona (zakładając, że suma jaką wspomniał to wynagrodzenie netto) i jakoś nie narzekam - pracodawca jest ze mnie zadowolony i jestem w trakcie negocjacji lepiej płatnego stanowiska po skończeniu studiów za kilka miesięcy. I śmieszą mnie moi równieśnicy, którzy twierdzą że za dwa tysie to paluszkiem nie ruszą. Nie to nie - wolna wola, można siedzieć w domu i gapić się w telewizor albo czytać gazety gdzie wypisują bzdury. Na początku nikt nie da kokosów, ale w krótkim czasie można do czterech tysi dojść. Ja wolę zaakceptować niewysoką pensję i udowodnić, że zasługuję na więcej. Dobry pracodawca (no cóż, w tym wypadku prywatny) to doceni, bo wie, że jeśli będę chciał pójdę gdzieś indziej.

    Ciekawe czy ktoś mi powie że jestem naiwny...

    Pozdrawiam Pana i Czytelników serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. wrrr przepraszam - chciałem napisać że "lekki chleb to nie jest"

    OdpowiedzUsuń
  10. Myślę, że problemem o którym pan pisze jest panujący w szkolnictwie socjalizm i to, że państwo, czy jakiś jego urzędnik arbitralnie decyduje o tym, ile warta jest czyjaś praca. W normalnym systemie, to rynek o tym decyduje. Lepszy nauczyciel zarabia więcej, gorszy mniej, a słaby w ogóle. Prowadzi to do nagradzania dobrego wykonywania swojej pracy, polepsza jakość nauczania. No ale czym wtedy zajmowałby się rząd i o czyje prawa walczył?!

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie jest do końca tak jak piszesz.
    Oprócz zasadniczej pensji (która faktycznie wynosi tyle ile napisałeś), dochodzą jeszcze: 13, świadczenie urlopowe, nagrody (fakt, nie wszyscy dostają, ale do średniej się liczą) oraz bardzo liczne dodatki. Oczywiście ta średnia zawiera też podatek i składkę ZUS.
    A co do głupoty nauczycieli (a właściwie nauczycielek, bo to zawód prawie w pełni sfeminizowany) - tu się zgadzam, wystarczy posłuchać rozmów w pierwszym lepszym pokoju nauczycielskim.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Student SGH
    Szkoda, że Pan stracil energię, bo fajnie nam się rozmawiało.
    Myśli Pan, że nikt nie wierzy w dane MEN? W takim razie, co sobie myslą o tym rządzie ci, kotrzy nie wierzą. Wie Pan może?
    Co do korepetycji, to sprawa nie jest taka prosta. Wielu nauczycieli doucza swoich uczniów, ale to jest po pierwsze nielegalne, po drugie niemoralne. Sam rynek korepetycji natomiast jest w tej chwili tak nadmuchany, że nawet ucząc za darmo, nie znajdzie Pan nikogo chętnego. Przynajmnie w Katowicach.
    Co do samego tekstu, obawiam się, że Pan nie do końca zrozumiał, o co chodzi. Ani ja ani moja żona nie mamy pretensji do nikogo o te 2tys. Pretensje dotyczą te 4,5 tys. Tyle że ja się tego niezrozumieniua spodziewałem. O nim własnie wspomniałem już na samym początku.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Marcin
    Myli się Pan. Problem jest taki, że według oficjalnych danych resortu, nauczyciel zarabia dwukrotnie więcej niż zarabia. I że to kłamstwo uchodzi im zupełnie bezkarnie. Proszę zwócić uwagę, że nawet Pan się nim nie przejął.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Marcin
    Myli się Pan. Problem jest taki, że według oficjalnych danych resortu, nauczyciel zarabia dwukrotnie więcej niż zarabia. I że to kłamstwo uchodzi im zupełnie bezkarnie. Proszę zwócić uwagę, że nawet Pan się nim nie przejął.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Karakuli
    Nie do końca jest co tak jak piszę?
    Rzeczpospolita, wedle danych Ministerstwa, podaje, że od września tego roku, średnia pensja mojej żony (PENSJA, rozumiesz?)wyniesie nie 4200, lecz 4500. Tam nie mam mowy ani o trzynastce, ani o nagrodach, ani, jak piszesz, o "bardzo licznych" dodatkach. Jeszcze raz - wiesz co to znaczy PENSJA, czy mam może specjalnie dla Ciebie napisać w tej sprawie osobny tekst?
    @All
    A nie mowiłem, że pisanie tego tekstu niesie ryzyko?

    OdpowiedzUsuń
  16. @Toyah

    Mówiłeś.

    Ale też wiedziałeś, że naród mamy taki, co to lubi pokombinować.

    OdpowiedzUsuń
  17. @student SGH
    "Żeby Pan nie miał wątpliwości - niemal codziennie tu zaglądam, tylko szczerze mówiąc straciłem energię do komentowania Pana stricte politycznych tekstów."
    Są też tacy,którym wszystko kojarzy się z seksem.Panie "student"jest jeszcze socjologia,filozofia,są uczucia pozytywne ,negatywne itd.
    I jeśli w polu naszego widzenia pojawia się skurwysyństwo to trzeba je nazwać tak nazwać czy jest polityczne czy jakieś inne.
    A ten prywatny też kiedyś Pana wyroluje bo system mu na pozwala.

    OdpowiedzUsuń
  18. @jazgdyni
    W tym nie ma nic złego. ja też lubie pokombinować. Tylko co przy tym szkodzi odrobinę (nie bardzo - odrobinę) pomysleć?

    OdpowiedzUsuń
  19. @Toyah
    Komentarze udowadniają tylko Pana tezę,że system ogłupiania, demolki wartości działa bez zarzutu.

    OdpowiedzUsuń
  20. @bankaist
    To, ale jeszcze coś. To mianowicie, że wielu z nas, jak już coś wie - to wie. I nie ma takiej siły, żebyśmy o tej wiedzy zechcieli choć na moment zapomnieć.
    Efekt jest taki, że jeśli ja napiszę o tym, że jakiś uczeń zgwalcil i zamordował swoją nauczycielkę, to znajdą się od razu tacy, którzy zaczną opowiadać o tym, że nauczyciele mają za długie wakacje, albo że państwo nie powinno decydować o pensjach, lub że ten gowniarz pewnie zrozbił błąd, kupując u niesprawdzonych dilerów.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Tojah
    I zawsze tacy będą.
    Pewnie mnie też to dotyczy.
    Pana teksty napisane pozornie leciutko zawierają zawsze dużo emocji i jeśli detektory tychże w umyśle czytelnika nie zadziałają ,stają nie zrozumiałe,nie czytelne. Zdania stają się hasłami na,które otwierają się klapki z hasłami odpowiedzi .
    Dobra wiem ,że nie na temat i jest kupa błędów. Już się zamykam i serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  22. Tak na marginesie, wie Pan co to jest bankaist?

    OdpowiedzUsuń
  23. @Toyah - zdaję sobie sprawę, że dawanie korepetycji swoim własnym uczniom jest nieetyczne. Nie znam nikogo kto by się do tego posunął, natomiast wiem, że nagminne jest polecanie się nawzajem przez koleżanki... Rynek nadmuchany - no tak, nie u mnie pod Warszawą, gdzie ludzie którzy mają za dużo pieniędzy i za pusto w głowie nie raz naciskają na potencjalnego korepetytora byleby zajął się ich (tępymi) pociechami - bo popyt, to put it bluntly jest właśnie ze strony tych, co mają dużo siana a mało oleju w głowie - i na nich nauczyciele zarabiają. I w sumie dobrze.

    Ja widzę, że nie szlo o kwotę, tylko o przekłamane dane. A co do rządu - nie raz już mówiłem że moim głównym celem jest święty spokój. Ale na przekór temu postaram się nabrać energii i popolemizować jeszcze z Panem - też się zgadzam że miło się rozmawiało.

    @bankaist
    Wprawdzie nie wiem do czego odnosi się część postu (ta o kojarzeniu się z seksem), ale zdaję sobie sprawę jaki cel przyświeca bloggerowi Toyah i tym zdaję sobie sprawę, że prywatny też mnie kiedyś wyroluje - tylko będzie to musiało mu się opłacać, więc trzeba tak z nim postępować żeby się mu nie opłaciło, ewentualnie samemu go wyrolować, właśnie dlatego że system na to pozwala.

    OdpowiedzUsuń
  24. @All
    Przepraszam, ale nazwa toyah.pl nawala. Obiecali mi, że naprawią za chwilę.
    Póki co, można się łączyć przez www.toyah1.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  25. Pierwsza sprawa: statystyki. Kiedyś obracałem się w światku reklamy i stąd znam zwyczaje tam panujące. Na spotkaniu biznesowym dostajesz raport, z którego wynika, że gazetę XYZ czyta 94,7% ludzi! Małym druczkiem na dole strony jest dopisane, że chodzi o 94,7% ludzi, którzy mieszkają w Szamotułach, czytają na leżąco i pracują w branży obuwniczej. Pewnie podobnego prymitywnego tricku używa "rząd". Gdzieś jest jakaś grupa nauczycieli, która dostaje te 4500 więc gdyby dociekliwy dziennikarz (he, he) zapytał, to będzie kogo pokazać. Tylko, że to pewnie są bez wyjątku nauczyciele z odpowiednimi znajomościami.

    Druga sprawa: bardzo trafnie opisujesz mechanizm wzajemnego szczucia na siebie różnych grup zawodowych. Chciałbym do tego dodać jeszcze jedną refleksję. Takie wzajemne szczucie powoduje, że grupy na które rzeczywiście należałoby ludzi poszczuć giną w tłumie. Tzn. wszyscy wiedzą, że esbecy, i że rząd, i że urzędnicy różnego rodzaju zasługują na kopa, no ale przecież kto nie zasługuje??? I nauczyciele zasługują, i górnicy, i hutnicy itd. Tworzy się w ten sposób struktura nieodpowiedzialności. Myślę, że dotknąłeś tutaj bardzo ważnej rzeczy.

    PS. W kwestii formalnej: jeden ze wcześniejszych wpisów zatytułowałeś "Chyba jednak będziemy walić z baśki" (albo bardzo podobnie). "Jurek" powiedział "z baszki" a nie "z baśki". Baszka to po rosyjsku głowa. U syna milicjanta tego rodzaju rusycyzmy wydają mi się jak najbardziej zrozumiałe.

    OdpowiedzUsuń
  26. Autorze.

    Te wynagrodzenia to brutto czy netto?

    OdpowiedzUsuń
  27. @postmarker
    Ciekawe. Nie pomyślałem o tym.

    OdpowiedzUsuń
  28. Komentatorze,
    Niestety nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie. Informacja w Rzepie dotyczyła "pensji". Jestem pewien że czytelnikom to w pełni wystarczyło.

    OdpowiedzUsuń
  29. @bankaist
    Wojownik przecinający dusze?

    OdpowiedzUsuń
  30. @Student SGH
    Otóż to. Święty spokoj. Nawet Pan nie wie, ile ja razy w życiu to słyszałem. Ciekawe że najczęściej w latach osiemdziesiątych.

    OdpowiedzUsuń
  31. Rzeczywiście są obecnie w RP sprawy "wołające o pomstę do nieba". Jedną z nich jest to, że ministerialna figura na pytanie - czy zmiany w Karcie nauczyciela nie oznaczają zmniejszenia budżetu dla szkolnictwa?... Daje salomonową odpowiedź, że nie będzie obniżenia budżetu, tylko zmniejszenie kosztów edukacji tak, że państwo mniej na nią wyda. I nie będzie "oszczędzania", tylko "optymalizacja wydatków", czyli lepsi nauczyciele (pedagodzy) tacy zapewne, jak Pana Toyaha małżonka zarobią więcej, a gorsi mniej.
    ------------------------------
    @Gemba Oficjalne kwoty wynagrodzeń zwykle podaje się brutto, a zdziwienie, a nawet zgorszenie i oburzenie, także najwięcej kontrowersji w danym środowisku wywołują kwoty uśrednione, kiedy zdecydowana większość zarabia znacznie mniej, niż średnia.
    Szczęść Boże !

    OdpowiedzUsuń
  32. @Zibik
    System nie ma sposobu, żeby ocenić nauczyciela. Zresztą nie czuje też takiej potrzeby. Polska edukacja to fikcja od początku do końca.
    Ale to nieważne. Kiedy pisałem ten tekst, moja żona mówiła mi, że to bez sensu. Kiedy go napisałem, dałem jej do przeczytania i ona podtrzymała ten pogląd. Że to nie ma sensu. Ja jej tłumaczyłem że ten wpis przecież z gruncie rzeczy nie jest o nauczycielach, ale o czymś znacznie szerszym, bo o terrorze władzy. A ona mi na to, że i tak nikt nic nie zrozumie. Ona ma swoje grzechy, ale to jej trzeba przyznać, że ode mnie ma znacznie więcej rozsądku.

    OdpowiedzUsuń
  33. Mój wczorajszy komentarz wcięło (około Pańskich kłopotów z adresem). A był mniej więcej taki:
    Moja żona, jak usłyszała o Pańskim tekście, to powiedziała: ja po 25 latach pracy w rehabilitacji z wyższym wykształceniem i specjalizacją mam 1650 zł do ręki, a nie mam potrąceń oprócz ubezpieczenia. To tak dla pokrzepienia serc.
    Nigdy nie nie jest tak źle, aby nie mogło być gorzej. Zdrufko

    OdpowiedzUsuń
  34. @Tojah
    Do warsztatu stolarskiego wchodzi klient. W stole stolarskim (warsztat,ława z niemieckiego Bank) zainteresował go solidny kawałek metalu ( żelazo z niemieckiego Eisen)wystający z jednego z szeregu otworów drewnianego stołu.Pyta więc chłopaka (ucznia w terminie)co to jest.Bankaist odpowiada uczeń.Ale co to jest bankaist.Panie majsteeeer ,woła chłopak,ten pan pyta co to bankaist .Bankaist? bankaist to je bankaist a ty kończ wecować sztabiki i zbieraj się do sztamowania holi w kopsztykach bo jak ci culagą przy...
    Miłej niedzieli.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ciągle mnie zastanawia czy to gra Sytemu i czy pionki mają świadomość gry. Bo gdy w TVN24 pokazują Wałęsę jak coś tam ględzi o swoich planach i nieobecności na rocznicowych obchodach powstania Solidarności, a obrazek jest taki że specjalnie albo przypadkiem kadrują lewą pierś z plakietką Matki Bożej a zaraz potem na prawej ręce jakaś ezoteryczno-energetyczna bransoletka zapewne atlantów tudzież Majów albo i kosmitów, to ja ciągle się zastanawiam co to za gra i kogo?
    Niezależnie od tego przypadku-wypadku-gry ten obraz wiele nam mówi o Lechu Wałęsie o tym gdzie on teraz jest i jak to się mówi co mu gra! Jakoś nieporadnie próbuję zsyntetyzować tych nauczycieli, tego Wałęsę z jego bransoletką mocy, i naszą władzą z przedziwnym typem człowieka. Z jednej strony mamy ten wielki System, a z drugiej tą wręcz nonszalancką nieporadność władzy! No właśnie czy bita i poniżana żona wywali kiedyś na zbity pysk swojego faworytka?

    OdpowiedzUsuń
  36. @Cmentarny Dech
    "No właśnie czy bita i poniżana żona wywali kiedyś na zbity pysk swojego faworytka?"
    Nie.Poniżanie i bicie jest jednocześnie przyczyną ale i wymówką jej ( naszej) bezsilności.A jeśli ktoś spróbuje jej pomóc czy namówić do walki o swoje prawa, zostanie zwalony ze schodów i oskarżony o połamanie balustrady.

    OdpowiedzUsuń
  37. Pozwolę sobie na wklejenie dłuższego cytatu:

    Wciąż słyszymy narzekania płynące od lekarzy, policjantów, kolejarzy, pracowników administracji państwowej, że nikt nawet nie wie, jak oni są niesprawiedliwie traktowani przez państwo. I narzekania te stały się już tak powszednie, że obchodzą one wyłącznie samych ich autorów. Policjanci krzyczą, że mają ciężko, na co nauczyciele mówią, żeby się zamknęli i najpierw zaczęli łapać złodziei. Zaczynają płakać urzędniczki w ZUS-ach, na co większość społeczeństwa na to reaguje wyłącznie hasłem: „Dobrze wam, suki!”. Z pretensjami przychodzą kolejarze, i natychmiast słyszą, że może zamiast marudzić, niech lepiej umyją ten syf, który zalega te ich pociągi. Lekarze i pielęgniarki podnoszą krzyk, że muszą harować za grosze, a na to każdy z nas gotowy jest opowiedzieć dziesiątki fascynujących historii o swoim znajomym lekarzu i o tym, co pielęgniarka potrafi zrobić z chorym człowiekiem. A na to wszystko odzywa się władza i przedstawia dane, z których wynika niezbicie, że w ciągu ostatnich dwóch lat wszyscy oni otrzymali podwyżki w wysokości 100, 200, czy 1000 procent – obojętne. I znów, jeśli ktokolwiek z nich powie, że to nieprawda, cała reszta wzruszy ramionami i powie, że „oni wszyscy wciąż tak gadają”.

    Jakże wymowny opis rzeczywistości w 30-tą rocznice powstania ruchu o nazwie "Solidarność". Solidarność!

    @Gemba

    Kolega mój jeden serdeczny powiada, że podawanie wysokości pensji brutto to jakby podawać długość członka z długością kręgosłupa. ;)

    Ukłony dla wszystkich! Pozwolę sobie na refleksję, być może bardzo subiektywną, że dyskusje komentatorów na toyah.pl są przeważnie bardziej zajmujące od tych niegdysiejszych na Salonie.

    OdpowiedzUsuń
  38. @SilentiumUniversi
    Współczuję Twojej żonie. Nauczyciele mają znacznie lepiej.
    Mam przynajmniej nadzieję, że ona nie czyta co jakiś czas w gazetach, że od przyszłego miesiąca zamiast dotychczasowych 3 tys. będzie dostawać 3,5.

    OdpowiedzUsuń
  39. @bankaist
    Myślałem że bankai to miecz to przecinania duszy.

    OdpowiedzUsuń
  40. @Cmentarny Dech
    Wałęsa to przypadek ściśle psychiatryczny. To jest fakt. Natomiast to że System go z takim sukcesem eksploatuje jest dla mnie zagadką.

    OdpowiedzUsuń
  41. @Kozik
    Cieszę sie bardzo, że zwróciłeś na to uwagę. Już się bałem, że on nikomu na nic.
    Co do Salonu, wszedłem tam wczoraj na dłuższą chwilę. I jestem całkowicie porażony. To wielka satysfakcja, że udało mi się stamtąd czmychnąć w ostatniej praktycznie chwili.

    OdpowiedzUsuń
  42. @Toyah
    Ocena człowieka, w tym jego uzdolnień i pracy wg. "owoców" tj. czynów, przedsięwzięć, osiągnięć, dokonań, czyli kryteriów najbardziej miarodajnych, sprawiedliwych i wiarygodnych, lecz również zbyt często wstydliwych i kłopotliwych, dla ocenianego.
    Staje się mało przydatna, wręcz zbędna w systemie, który preferuje ludzi (pracowników) miernych i biernych, ale lojalnych, spolegliwych, oddanych i wiernych wobec swoich mocodawców, czy przełożonych.
    Taki stan rzeczy powoduje tzw. selekcję negatywną, nie tylko w szkolnictwie, a skutki są powszechnie widoczne, znane i tolerowane, a nawet akceptowane, przez tzw. większość. Dlaczego?....
    Ludzie wybitni, wielcy i mądrzy, a nawet nieco bardziej uzdolnieni wzbudzają u wielu tzw. niskie instynkty m.in. lęk, strach, zazdrość, a nawet trwałe uprzedzenia, wstyd, zażenowanie, a później to już tylko krok, do zawiści, podłości, nikczemności, bądź chorobliwej wrogości i nienawiści.
    Prawie w każdej zbiorowości dominuje myślenie i zachowanie stadne, bo musi. Jak ktoś wchodzi, do rury to wielkiej różnorodności ofert, ani wyjść nie ma.
    Fatalnie mało jest dziś w RP ludzi prawych, wielkich i wybitnych, także polityków, którzy potrafią publicznie i odpowiedzialnie powiedzieć za św. Pawłem - "Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia". Mam nadzieję, a nawet pewność, że jednym z nich był śp. L. Kaczyński, a został z nami i nadal jest Pan J.Kaczyński, oraz Toyah - autor wspaniałych, refleksyjnych i ubogacających tekstów.
    Szczęść Boże !
    Z poważaniem Z.R.Kamiński

    OdpowiedzUsuń
  43. @Toyah
    "Myślałem że bankai to miecz to przecinania duszy."
    Zapewne ma Pan rację.
    Jestem bogobojnym podstarzałym skrobidechą i gdybym o tym wiedział to wymyśliłbym inny podpis.Dla mnie to metalowy element imadła drewnianego stołu stolarskiego w gwarze rzemieślników warszawskich.Pozwolę sobie dodać,że majster też był nauczycielem i wychowawcą .Bywało ciężko ale uczeń kończąc naukę (czyli wyzwalał się) nie tylko znał fach ale miał szacunek dla majstra,miejsca pracy,narzędzi i pokorę wobec materiału z którym się zmagał.

    OdpowiedzUsuń
  44. @All

    MEN na swojej stronie podaje informację o średnich WYNAGRODZENIACH. A zatem, tak jak przytomnie wskazał dyskutanta Karakuli obejmuja ona wszelkie świadczenia ze stosunku pracy otrzymane przez nauczyciela w danym roku (dodatki, 13tki). No i mowa tu o wartościach brutto (tak zwykle podawane są dane statystyczne o wysokości wynagrodzeń).

    cytat:

    "Jednocześnie Ministerstwo Edukacji Narodowej informuje, że średnie wynagrodzenia od 1 września 2010 r. dla nauczycieli kształtują się na następujących poziomach:
    - dla nauczyciela stażysty: 2 447 zł (160 zł więcej od stawki aktualnie obowiązującej)
    - dla nauczyciela kontraktowego: 2 716 zł (178 zł więcej od stawki aktualnie obowiązującej)
    - dla nauczyciela mianowanego: 3 523 zł (230 zł więcej od stawki aktualnie obowiązującej)
    - dla nauczyciela dyplomowanego: 4 502 zł (294 zł więcej od stawki aktualnie obowiązującej)."

    link:

    http://www.men.gov.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1343%3Arozporzdzenie-w-sprawie-wysokoci-minimalnych-stawek-wynagrodzenia-zasadniczego-nauczycieli-podpisane&catid=29%3Apozostae-wydarzenia-edukacyjne&Itemid=53

    To Rzeczpospolita zamieniła słowo "Wynagrodzenie" z komunikatu MEN na "pensję", co faktycznie może rodzić nieporozumienia. Ale jest to typowa zagrywka tej gazety, że lubi zamienić w artykule słowo które uważa za zbyt "trudne" (np. podatek, wynagrodzenie), na bardziej "swojski" w mniemaniu redkatorów odpowiednik (odpowiednio danina czy pensja). Takie przynajmniej mam z nimi doświadczenia.

    Ale naprawdę nie kryje się za tym jakiś demoniczny plan rządu (komunikat wszak mówi wyraźnie o wynagrodzeniach) tylko maniera (czy też jak kto woli głupota) redaktorów Rzeczpospolitej (być może innych gazet też, ale nie miałem z nimi do czynienia).

    Tak więc calm down please, nie myślcie Panie Toyahu i Pani Toyahowo, że rząd nic innego nie robi tylko knuje jakby was wkurzyć:))) Trochę mnie teorii spiskowych, a więcej sprawdzania wiadomości u źródła.

    OdpowiedzUsuń
  45. Jednocześnie uważam, że fakt iż doświadczony nauczyciel dyplomowany zarabia zaledwie 4.500 PLN brutto jest czymś haniebnym i jest to smutne dziedzictwo komunizmu, którego nie zmienił żaden rząd przez ostatnie 20 lat.

    OdpowiedzUsuń
  46. @bankaist
    To dobrze. Już się bałem, że to jakieś dziwactwo. A to zwykle imadło. Ulga!

    OdpowiedzUsuń
  47. @a
    Wynagrodzenie, czy pensja - bez znaczenia. Dla ludzi, którzy to czytają sensacją są liczby. I to one tu się liczą. I ci którzy je podają świetnie to wiedzą. W odróżnieniu od Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
  48. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  49. @toyah

    Te liczby mogą wzbudzać sensację jeśli nie zna się ich znaczenia, metodologii dochodzenia do nich. Ale dotyczy to generalnie danych dotyczących zarobków i obejmuje zarówno wynagrodzenia pracowników sfery budżetowej jak i pracowników przedsiębiorstw.

    Nie mam czasu na przeprowadzenie wyliczeń, nie znam zresztą wartości premii i dodatków nauczycielskich, ale mam wrażenie że z tego 4.500 brutto (jeśli wliczymy do tego wszystkie elementy wynagrodzenia, co jest absolutnie sensowne) dojdziemy do pensji w okolicach 2.000 netto.

    Tak jak ty się wkurzasz gdy widzisz te dane i myślisz sobie "skąd oni je biorą, przecież ja tyle nie zarabiam?!", tak samo zapewne dziwi się wielu ludzi czytając, że średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wynosi 3.500 PLN brutto, a w sektorze IT powiedzmy 5.000 (tutaj strzelam). Ale to wynika z metodologii opracowywania tych danych, są to wartości uśrednione więc siłą rzeczy z jednej strony będą złościć tych, którzy zarabiają mniej jak i dziwić tych, którzy zarabiają więcej.

    Jeśli doszukiwać się w tym jakiegoś spisku, to należałoby uznać, że to spisek światowy - dane o wynagrodzeniach mniej więcej w ten właśnie sposób statystycy podają na całym praktycznie świecie. Chyba nie myślisz, że oni wszyscy są sterowani przez demoniczną PO.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.