Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Pokaż wszystkie posty

piątek, 25 października 2019

Jeszcze o gangsterach i ich ciziach

       Przyznać muszę, sam się sobie dziwiąc, że ostatnie dni wprawiły mnie w dość marny nastrój, a to z tego powodu, że nawet w najgorszych przewidywaniach nie spodziewałem się, że odpowiedzią na ową kompromitująca wręcz porażkę w minionych wyborach politycy opozycji na czele ze wspierającymi ich środowiskami, sędziowskim, medialnym i oczywiście celebryckim, zawsze gotowym na choćby cichutkie gwizdnięcie, ruszą do aż tak nieprzytomnego ataku. I pewnie można by było nawet na to wszystko machnąć ręką, gdyby to się ograniczało tylko do standardowego pohukiwania, jednak już zachowanie sądów musi robić szczególne wrażenie. Wydaje mi się, że z tych lat, które właśnie minęły pamiętam dość dużo, natomiast nie wydaje mi się, byśmy kiedykolwiek mieli do czynienia z aż tak intensywną agresją przeciwko – i nie udawajmy, że tu jest jakiś inny przeciwnik – polskiemu państwu. Niekiedy można odnieść wrażenie, że większość sędziów wpadła w stan, gdzie już za chwilę oni zaczną najzupełniej bezczelnie wypuszczać na wolność zwykłych morderców i gwałcicieli, a to tylko po to, by w ten sposób doprowadzić do takiego chaosu, że władza nie będzie miała innego wyjścia, jak zwyczajnie ustąpić.  
       A więc, powtórzę – nie jest mi łatwo i obawiam się, że najbliższe dni nie przyniosą tu ulgi. W momencie, gdy po wielomiesięcznym ataku, jaki był prowadzony w Internecie przeciwko księdzu Tymoteuszowi Szydło, ataku absolutnie bezlitosnym i w swoim kłamstwie całkowicie bezkarnym, do czasu gdy do akcji najpierw wkroczyła wynajęta przez rodzinę Szydło kancelaria prawna, no a potem już media głównego nurtu, liczyłem trochę, że owa fala oszczerstw się skończy i choć na chwilę zapanuje spokój. Otóż nic z tego. Wprawdzie niejako półgębkiem media przyznały, że, ostatecznie, jak się okazuje, ksiądz Szydło jednak nie został ojcem, jednocześnie jednak obok tego komunikatu przezornie pozostawiły na tyle gęsta atmosferę niedomówień, że określenie „afera Szydło” wciąż hasa sobie zupełnie swobodnie. Jednocześnie zabierają głos kolejni opozycyjni dziennikarze oraz politycy, że już nie wspomnę o odpowiednio tu niedawno potraktowanym księdzu Isakowiczu- Zaleskim, który jak słyszę w dalszym ciągu nie potrafi się powstrzymać przed paplaniem, a nawet się nieco uaktywnił, skoro już im nie wypada uderzać w księdza Szydło, walą równo w jego mamę, że skoro nie mogła się powstrzymać przed tym, by na całą Polskę trąbić o tym, że ma syna księdza, to niech się teraz nie oburza, że nowoczesne media sprawą się zainteresowały.
        I powiem, że to właśnie sprawa księdza Tymoteusza Szydło i jego udręczenia emocjonuje mnie nawet bardziej niż niedawna seria absolutnie skandalicznych wyroków sądowych, czy nieustanne pielgrzymowanie polityków opozycji do Brukseli z prośbami o to by ta im pomogła zniszczyć Polskę. Obserwowałem przez długie miesiące to co źli ludzie robili Księdzu i kiedy dziś czytam kolejne wypowiedzi, na red. Wielowieyskiej zaczynając, a kończąc na prezydentce Dulkiewicz, kpiące z rodziny Szydło, mam ochotę pieprznąć tym wszystkim, udać się do zabitej deskami wiejskiej gospody i upić się z rozpaczy. I oto, kiedy wydawało się, że niżej już zejść się nie da, trafiłem na tekst, broń Boże nie na jednym z wielu antypisowskich portali, lecz na jak najbardziej mainstreamowej stronie dziennik.pl, z wypowiedzią również nie jakiejś internetowej wariatki, ale było nie było równie mainstreamowej Karoliny Korwin-Piotrowskiej. Zanim ona jednak się odezwała, głos zabrali redaktorzy „Dziennika” i oto proszę, co nam zakomunikowali:
„Kilka dni temu w mediach pojawiła się informacja, że ksiądz Tymoteusz Szydło zaledwie 2 lata po święceniach wziął bezterminowy bezpłatny urlop i zniknął, nie pojawiając się w parafii, w której miał rozpocząć posługę. Niemal natychmiast narodziły się plotki, że powodem tajemniczego zniknięcia młodego kapłana jest fakt, iż został ojcem. Tym rewelacyjnym odniesieniom stanowczo zaprzeczył pełnomocnik syna Beaty Szydło, a w obronie księdza stanęli politycy PiS-u, którzy uznali, że całe zamieszanie to sprawka opozycji”.
       Mam nadzieję, że wszyscy widzimy, co tu się wyprawia, bo ja akurat nie mam siły, by to dodatkowo tłumaczyć. Trzy zdania i pięć kłamstw, nawet nie zasługujących na to, by je prostować. No ale tu do gry wchodzi wspomniana Korwin-Piotrowska i patrzmy, co – a przede wszystkim, w jakim stylu – nam mówi:
       To jest proste jak konstrukcja cepa i prawica tego nie rozumie, nienawidząc szołbiznesu i wszystkiego, co z tym związane, a przede wszystkim kreacji wizerunku i odpowiedzialności za słowa.Wystawiasz buźkę do fleszy i dupsko do kopania. Medialne dwa w jednym. Zawsze boli. Proste? Jak się lata do mediów i robi okładeczki, relacje ze święceń syna, jakby to była koronacja księcia Karola, albo wybór papieża,to wpuszcza się media do swego życia. Pokaż mediom swoje dziecko, wejdą ci do kibla i sprawdzą jego zawartość. Byle instagramerka to wie, a nie premier rządu w kraju, który wstał z kolan. Serio? Wiedzą o tym w tym zepsutym lewackim szołbizie, nie wiedzą na prawicy i jest mega turbo zdziwko. Nagle prawnicy. Oświadczenia. Twittuje premier, Jaki i Kempa. Cyrk. Tylko Dudy brakuje. Kino klasy B”.
      Najpierw, jak się można dziś domyślać, prawdopodobnie w ramach nieustannej walki prowadzonej przez opozycyjne środowiska polityczne na rzecz odzyskania władzy, ksiądz Tymoteusz Szydło jest na tyle bezwzględnie dręczony psychicznie, że nie będąc w stanie pełnić jak należy swojej posługi, ucieka prze tą bandą barbarzyńców na urlop, no a wówczas rozpoczyna się atak prawdziwy, który przez niemal dwa poprzedzające wybory miesiące nakręca atmosferę szyderstwa wobec nie tylko Bogu ducha winnego Księdza, ale w ogóle Kościoła. I teraz, skoro wreszcie można było na spokojnie owo kłamstwo ujawnić, wszyscy oni, zamiast się wreszcie zamknąć, robią wielkie oczy i pytają: „A co to? Nie wiedzieliście, że jest coś takiego jak internetowy hejt? To w takim razie wy się zupełnie nie nadajecie do polityki”.
       No ale nic to. Trzeba będzie jeszcze jakiś czas się z nimi pomęczyć. Może nam jakoś pomóc świadomość, z kim tak naprawdę mamy do czynienia. Te wszystkie „buźki do fleszy”, „szołbiz”, „dupska do kopania”, „okładeczki”, „kible z jego zawartością”, to wreszcie „serio” i „mega turbo zdziwko” – przecież to nie są zwykli ludzie; to jest klasyczny gang  ze swoimi ciziami. Obok jednak tego całego nieszczęścia, trafiłem na pewne naprawdę wiele mówiące zdjęcie. Popatrzmy na nie, postarajmy się je zapamiętać i w sytuacjach trudniejszych sobie o nim przypominać. Powinno nam ulżyć.


środa, 10 lipca 2013

O księdzu Isakowiczu-Zaleskim na Skale. Tej Skale.

Głupio mi to mówić, ale wygląda na to, że przez to, iż ostatnio przestaliśmy oglądać telewizję, nie tylko zyskujemy tak zwany święty spokój, ale jednocześnie tracimy coś, czego poza tą telewizją jest zwyczajnie niedostępne. A więc wiedzę, która jest zwyczajnie niezbędna.
Oczywiście wiem, że ktoś mi zaraz powie, że dla chcącego nie ma nic trudnego i że jeśli dobrze poszukać, to znaleźć można wszystko, jednak przede wszystkim owo szukanie zwykle zabiera więcej czasu, niż go na co dzień mamy, a po drugie, wcale nie wiadomo, czy podczas tego szukania nie trafimy na coś, co jest znacznie jeszcze gorsze od programu zatytułowanego „TVN24 – The Best Of”. A nie o to chyba nam chodziło, prawda?
No ale nie o tym chce pisać. Rzecz bowiem w tym, że przy okazji sprawy księdza Lemańskiego i jego, tak bardzo ostatnio nagłaśnianych, 15 minut sławy, znów – nie mówię, że jakoś dramatycznie często – ale, owszem, zacząłem zaglądać do telewizji TVN24. No i wczoraj jak grom z jasnego nieba spadł na mnie sam ksiądz Isakowicz-Zaleski u samej Moniki Olejnik. W pierwszej chwili pomyślałem sobie, że no tak, historia wraca do nas w formie swojej własnej parodii, ale spojrzałem na twarz Księdza, coś mnie tknęło, i najpierw sobie tę rozmowę nagrałem, a następnie odtworzyłem.
Powiem szczerze, że od czasu, jak ksiądz Iskowicz-Zaleski został gwiazdą, moje zaufanie do niego – i to mimo jego wspaniałej wręcz, tak niezwykle bohaterskiej historii – powoli zaczęło gasnąć. Ani nie chcę, ani też za bardzo – głównie przez, z jednej strony, upływ czasu, a z drugiej, moją bardzo skromną pamiętliwość – nie jestem w stanie wspominać wszystkiego tego, co sprawiło, że dla mnie bardzo stopniowo ksiądz Zaleski stawał się już tylko legendą, natomiast bardzo chętnie, i z prawdziwa radością muszę przyznać, że to, co on wczoraj zaprezentował u Olejnik było popisem tak niezwykłej mocy wiary, nadziei i miłości, a jednocześnie niewyobrażalnej wręcz inteligencji, że ja nie pamiętam, kiedy ostatnio miałem okazję czegoś podobnego być świadkiem.
Żyjemy w czasach, gdzie większość z nas nie jest wręcz w stanie wyrwać się spod presji, jaką na nas wywierają nasze emocje i zewnętrzna propaganda; gdzie, ile razy zostaniemy poproszeni o wypowiedzenie zdania na jakikolwiek społecznie istotny temat, jesteśmy do tego stopnia wypełnieni potrzebą powiedzenia wszystkiego i to w sposób taki, by oklaski były długie i możliwe głośne, że w efekcie nie mówimy nic. To, co wczoraj w programie Moniki Olejnik zrobił ksiądz Isakowicz-Zaleski, stanowiło popis tak intensywnej głębi myśli i wiary, że – wiem, że w to trudno uwierzyć – ale nawet sama Monika Olejnik zdębiała. Słuchając księdza Zaleskiego, ona była tak bezradna, że jedyne co mogła robić, to kiwać głową i zgadzać się z każdym jego słowem.
Rozmowa dotyczyła przede wszystkim sprawy księdza Lemańskiego i jego najświeższych wybryków, i powiem zupełnie szczerze, że po wystąpieniu księdza Isakowicza-Zaleskiego, ksiądz Lemański i wszystko, co on zamierza w przyszłości zrobić, czy powiedzieć, staje się bez znaczenia. A w ten sposób, z prawdziwą satysfakcją muszę zauważyć, że Kościół jest wciąż jak skała, której moce piekielne nie pokonają. Również dzięki księżom tak fantastycznym, jak ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski. I tekst dzisiejszy jest przede wszystkim po to, by to powiedzieć publicznie.

http://www.tvn24.pl/kropka-nad-i,3,m/lemanski-i-hoser-jak-dwa-tir-y-musialo-dojsc-do-konfliktu,338610.html

Gdy Toyah się przeniósł do Elona na X

 Nie wiem, ile tu osób wciąż czeka na kolejny wpis, ale domyślam się, że jest Was niewiele. Ja już jakiś czas temu zorientowałem się, że o i...