O wilkach w wilczej skórze

Korzystajac z owych leniwych dni, jakie nam podarowała mocno w tym roku wydłużona majówka, nie mogłem nie zajrzeć do stacji TVP Info i przy okazji nie zauważyć, że układ sił w owej stacji, do niedawna jeszcze mocno przechylony na stronę połączonych siły „Gazety Polskiej” i „Do Rzeczy”, jakby się lekko przesunął w kierunku tygodnika „Sieci” braci Karnowskich. Nie dość bowiem, że od pewnego czasu nie widać tam ani Doroty Kani, ani Witolda Gadowskiego – swoją drogą chyba jednak ostatecznie wyproszonego przez Karnowskich z towarzystwa – ani Targalskiego, to coraz częściej jako pierwszego eksperta Kurski wynajmuje Michała Karnowskiego. Słuchałem tego Karnowskiego ostatnio parę razy i z zainteresowaniem stwierdzam, że od czasu, gdy w reżimowych telewizjach za przedstawiciela ludu robił Piotr Ikonowicz, nie mieliśmy okazji wysłuchiwać równie płomiennych tyrad, gdzie słowo „Polska” i „zdrada” wypowiadane byłoby tyle razy i w tak poruszających kontekstach.
      Oczywiście, gdybym chciał się tu nad Karnowskim poznęcać, wystarczyłoby, podobnie jak to się miało ledwie wczoraj w przypadku jego kolegi z redakcji, Stanisława Jaceckiego, zajrzeć do Wikipedii, ale ponieważ ja mam tu ambicje znacznie bardziej wygórowane, pozwolę sobie na przypomnienie wydarzenia sprzed ośmiu już niemal lat, a więc z czasów, kiedy to prezydent Kaczyński już nie żył, a przed nami były wybory, w których Jarosław Kaczyński stawał przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu. Otóż, o czym część czytelników tego bloga wie i wciąż być może pamięta, w maju roku 2010 zotałem zaproszony do programu Jana Pospieszalskiego „Warto rozmawiać”, by opowiedzieć o najbardziej perfidnych manipulacjach związanych z planem zohydzenia Polakom osoby Prezydenta. Przyszedłem więc do studia i pierwsze, czego się dowiedziałem, to to, że uczestnikami programu będą, od lewej do prawej, Eryk Mistewicz, Jan Hartman, Ludwik Dorn i Michał Karnowski właśnie. Co mnie uderzyło już na wejściu, a więc jeszcze przed rozpoczęciem programu w telewizyjnej kawiarni, to to, jak Dorn tłumaczy Hartmanowi, że najlepiej byłoby, żeby Kaczyński przegrał z Komorowskim, ale nie za bardzo, a już w trakcie programu, jak Karnowski i Mistewicz, skupieni na niczym innym, jak na promocji swojej książki, tłumaczyli, jaką to bardzo skomplikowaną sprawą jest uprawianie polityki. W pewnym momencie Karnowski wręcz zapewnił, że to co on mówi, nie ma nic wspólnego z jego i Mistewicza książką, ale ponieważ on z tą książka przylazł do studia i cały czas bardzo się starał, by jej okładka znajdowała się jak najczęściej w kadrze, myślę, że nikt w to łgarstwo nie uwierzył. Podobnie zresztą Mistewicz. On też nie był w stanie wypowiedzieć jednego zdania bez frazy: „tak jak napisaliśmy w naszej książce”. Ale dzisiejszy tekst nie jest ani o Dornie, ani o Mistewiczu, ale o Karnowskim, który dziś, jak widzimy, staje się pierwszym pyskaczem reżimowych mediów.
      Otóż kiedy już Pospieszalski przedstawił odpowiedni materiał, a ja jakoś tam opowiedziałem o tym, jak to System nie porzuci najmniejszej okazji, by zatruć ludzkie serca najbardziej obrzydliwym kłamstwem, kłamstwem, którego jedyny sens sprowadza się do tego, by zniszczyć wizerunek Prezydenta, Michał Karnowski, co ciekawe, wówczas występujący jako pracownik gazety „Polska The Times”, wciąż nie zapominając, by telewidzowie pamiętali o tym, że wszystko, co ich może zainteresować, można znaleźć w jego i Mistewicza książce, powiedział, mniej więcej co następuje:
     „Chciałem powiedzieć, że to jest bardziej skomplikowane. To jest tak, że to nie jest tak, że siedzi jakaś siatka ludzi, która manipuluje przekazem w taki sposób, by Prezydenta przedstawić w niewłaściwym świetle. Trochę jest w tym obrazie prezydenta winy ludzi, którzy z nim pracowali, ale musielibyśmy też sięgnąć nieco więcej. Do układu właścicielskiego w mediach, z jakich wartości te media wyrastają, kto realnie tam sprawuje władzę i kto ma tam wpływ. To jest dość skomplikowane i ja bym tak prosto tego nie widział. Ale manipulacje się zdarzają”.
      Przypominam, że mówimy o akcjach, które tak jak słynny „Borubar”, czy numer z odwróconym szalikiem, zrujnowały wizerunek Prezydenta na długie lata, ostatecznie prowadząc do jego śmierci, a Michał Karnowski na ten temat nie ma nic do powiedzenia, jak tylko to, że sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż nam się wydaje, i że aby to pojąć należy kupić książkę jego i Mistewicza. Ten sam Michał Karnowski, który dziś jest gotów przyznać, że bez egzorcyzmów się nie obejdzie.
       Na koniec informacja dla zainteresowanych. Książkę „Anatomia władzy” można wciąż kupić na Allegro za zaledwie 7 zł. Pozostaje pytanie, czy warto było? Ale to już nie nasz problem, ale tych ludzi i ich sumień.
      No i jeszcze coś, bez czego ten tekst tak naprawdę nie ma sensu. Otóż skorzystajmy proszę z linka, który tu wklejam  i proszę się zastanowić nad jedną rzeczą. Oto mamy rok 2010, niespełna dwa miesiące po Katastrofie i widzimy wyraźnie, że oni wszyscy wiedzą, że prezydentem zostanie Komorowski, a co więcej wszyscy są z tym w pełni pogodzeni. Mało tego, pogodzeni. Oni są wręcz w szampańskich nastrojach i traktując to jako swoją wielką szansę, już układają sobie nowe życie. Pomyślmy teraz, co byśmy dostali, gdyby nie Jarosław Kaczyński, który, wbrew wszystkiemu, podniósł się, zwyciężył i doprowadził nas tu, gdzie jesteśmy. Sam. Nie dość że bez niczyjej pomocy, to wbrew temu stadu wilków, które ostatnio z satysfakcją ogłaszają, że ma on problemy z kolanem i że tym razem to może być coś naprawdę poważnego.

Parę dni temu dostałem mail od Czytelnika, który pytał, czy mam może książkę o siedmiokilogramówym liściu, bo on by chciał ją kupić. Ponieważ ona się już nam akurat w całości sprzedała, poradziłem mu, by zobaczył na Allegro, bo tam może ją pewnie znaleźć. No i owszem, znalazł. Sprawdziłem. Ona tam jest jak najbardziej, tyle że kosztuje nieco więcej, niż kosztowała oryginalnie. Mimo to polecam. I proszę pomyślmy, jak się te losy dziwnie plotą. Zapraszam niezmiennie do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl

Komentarze

  1. Po przeczytaniu mnóstwo słów przyszło mi do głowy, ale spasowałam. No bo po co? To wszystko prawda. Taka nieskomplikowana. Prostsza nawet ode mnie.
    psyt.
    Oczywiście, że korzystam z majówki, ale nigdy nie można zapominać o rzeczach ważnych. Dzięki.
    pozdrawiam
    JP

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?