Gdy wydawało się, że po skierowaniu przez Andrzeja
Dudę do Sejmu projektu ustawy o wyłączeniu z prawnego zakazu aborcji tak
zwanych „przypadków letalnych”, przynajmniej części protestujących uda się
wytrącić z rąk te czarne tabliczki, ruszyła kolejna akcja, informująca Polaków
o tym, na jaką udrękę skazuje się rodziców zmuszonych do opieki nad tymi
dziećmi, które przeżyją. Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo
bezcelowe jest tłumaczenie czegokolwiek ludziom prawdziwie zakochanym w
śmierci, mimo to pomyślałem sobie, że choćby w ramach zwykłego dawania
świadectwa, dobrze będzie jak przypomnę tu tekst amerykańskiego dziennikarza
Boba Greene’a, który przetłumaczyłem i opublikowałem na tym blogu już ponad 10
lat temu, a dziś on robi wrażenie takie jak wtedy, a kto wie, czy nie większe.
Bardzo proszę – Bob Greene „Ira”:
Ira ma 29 lat i mieszka z rodzicami.
Nigdy nie odezwał się słowem.
Kiedy urodził się 21 września 1953 roku,
wyglądał na zwykłe dziecko, jednak po paru miesiącach matka i ojciec zaczęli
się niepokoić. Wydawało się, że Ira nie jest w stanie unieść prawidłowo głowy.
Rodzice kierowali Irę do przeróżnych lekarzy, jednak kiedy dziecko skończyło 18
miesięcy, diagnoza stała się jasna. Ira cierpiał z powodu ciężkiego uszkodzenia
mózgu i lekarze stwierdzili, że chłopiec prawdopodobnie nigdy już nie będzie w
stanie funkcjonować inaczej jak niemowlę.
Rodzice Iry to skromna żydowska rodzina,
z północnej części Chicago. Decyzję podjęli natychmiast. Nie oddadzą Iry do
hospicjum. Będzie mieszkał z nimi. Jeśli ma być do końca życia dzieckiem, niech
tak będzie. Był ich.
Obecnie ma 29 lat. Gdy znajomi dzwonią do
jego rodziców, w tle mogą usłyszeć niemal nieprzerwany, niski, dudniący odgłos.
To Ira. Z powodu swojej choroby, nie jest w stanie zachować ciszy. Dudnienie
wypełnia dom przez cały dzień, codziennie.
Ira wymaga nieustannej uwagi. Istnieje ciągłe
niebezpieczeństwo, że może uderzyć się pięścią w głowę i zrobić sobie krzywdę. Matka, kobieta 52-letnia, kąpie
go i pomaga mu w ubikacji. Ojciec go goli.
Ira rzadko wychodzi z domu. Oprócz uszkodzenia
mózgu, w wieku kilkunastu lat Ira doznał ciężkiego zwyrodnienia kręgosłupa i z
tego właśnie powodu, jest bardzo zgarbiony. Kiedy chodzi, odczuwa ból. Czasem
matka wyjdzie z nim do ogrodu, ale to w zasadzie wszystko.
Nigdy nie był u fryzjera, nigdy nie był u
dentysty. Znajomi rodziców, pracujący w tych zawodach, przychodzą do domu. Inni
dawni znajomi już jednak nie pojawiają się tak często jak kiedyś. Gdy Ira był
małym chłopcem, lepiej sobie radzili z jego kalectwem niż dziś.
„Trudno
mieć do nich pretensje” – mówi matka Iry. „Kiedy sami mieli małe dzieci, ponieważ Ira był dzieckiem tak jak ich
synowie i córki, potrafili się jakoś utożsamić z tym, co nas spotykało z Irą.
Ale ich dzieci poszły do szkoły, następnie na studia, i w końcu sami założyli
rodziny. Ira pozostał dzieckiem. Więc nie mają pomysłu jak się wobec tego
zachować”.
Rodzice Iry nie wiedzą, na ile ich syn
zdaje sobie sprawę z tego że oni istnieją. Jest jednak ich dzieckiem, więc
starają się uczynić jego życie jak najlepszym. Puszczają mu muzykę – dzieła
klasyczne i opery. Maja wrażenie, że muzyka Irę uspokaja. Klęczy przy
gramofonie i robi wrażenie zadowolonego.
Śpi bardzo niespokojnie. Od czasu gdy się
urodził, matka nie przespała ani jednej nocy. Słyszy go z drugiego pokoju,
idzie do niego, przewraca go na drugi bok, okrywa kołdrą i zostaje z nim tak
długo aż ten ponownie zaśnie.
Nigdy nie myśli o tym, jak mogłoby
wyglądać jej życie bez Iry. „Decyzję
podjęłam bardzo dawno temu” – mówi. „Jest
z nami i tak już zostanie. Oczywiście, nasze życie nie jest takie jak innych
ludzi. Nie wychodzimy za często z domu, a zapraszać gości też jest jakoś
niezręcznie.
Ale
nie jest źle. Ira sprawił, że moje życie nabrało sensu. Nauczył mnie miłości. To
że staram się zapewnić mu dobre życie, to też dobry powód, żeby mieć swoje
miejsce na Ziemi. Kiedy się nad tym zastanowić, cóż tracę? Nie chodzę do kina i
nie spotykam się z ludźmi tyle ile bym mogła. Tyle że czy to naprawdę wiele,
jeśli porównać to z tym, że mogę opiekować się swoim synem?” Raz do roku, w
żydowskie święto, rodzice Iry zabierają go do synagogi. Ponieważ w tym dniu
dużo się śpiewa, nie muszą się martwić, że Ira będzie przeszkadzał innym
wiernym. Mama i tata siedzą po obu stronach Iry i każde z nich trzyma go za rękę, pilnując ich syn by nie zrobił
sobie krzywdy.
Poza tym jednak, spędzają czas razem w
domu. Od czasu do czasu, matka Iry pomyśli sobie, że ciekawe, czy Ira w ogóle wie,
kim ona jest. Minęło 29 lat bez jednego jednoznacznego znaku. „Bardzo wierzę, że on wie iż jest kochany”
- mówi. „Ale na nic więcej nie liczę. On
nie reaguje w żaden konkretny sposób. A ja po prostu czuję, że on wie.
„Czasem
tylko spojrzy tak na mnie, prosto w oczy. I wtedy mam nadzieję, że to dowód, że
mnie rozpoznał. Ale może tylko tak sobie wmawiam”.
Jest jedna rzecz, której się lęka. Przez wszystkie
te lata mieszkała z nim w jednym domu. I zastanawia się, co się stanie, jeśli
ona i jej mąż umrą zanim umrze Ira.
„Mam
wielką nadzieję, że jego rodzice będą mogli żyć przez całe jego życie, by się
nim opiekować” - mówi. „Nie wiem co
mi innego pozostaje jak mieć nadzieję. Bo kiedy myślę o tym zbyt długo, to robi
mi się niedobrze”. Oddała się życiu, które sama wybrała. Jej dni zaczynają
się i kończą z Irą. Nauczyła się ograniczać swoje pragnienia.
Ale jedno marzenie jej nie opuszcza.
„Wiem,
że to się nie zdarzy” - mówi. „Ale
oddałabym niemal wszystko, żeby zanim umrę, usłyszeć jak mówi. Nie zdanie, ani nic takiego. Wiem że to się
nie zdarzy. Ale gdyby któregoś dnia… zechciał powiedzieć choć jedno słowo…
Zdaję sobie sprawę, że to brzmi bardzo egoistycznie. Ale myślę sobie, jak by to
było, gdybym któregoś dnia siedziała tak z nim, a on by na mnie spojrzał i
powiedział: ‘Mamo’”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.