czwartek, 1 lutego 2018

Dla mojego serdecznego kumpla, magazyniera Wacka, z wesołym Szalom

      Antypolska histeria – a słowa “histeria” używam tu wyłącznie z wrodzonej dobroci serca, by nie węszyć zwykłej, cynicznej prowokacji – trwa już kilka dobrych dni i to co mnie przez ten czas zadziwiało niemal najbardziej, to to, że z niezrozumiałych dla mnie powodów milczą tak zwane „autorytety”. Każdy kto choćby pobieżnie śledzi naszą scenę publiczną, zdążył z pewnością zaobserwować, że każdemu tego rodzaju wybuchowi towarzyszy nieodmiennie reakcja w postaci listu otwartego podpisanego przez osoby o powszechnie znanych nazwiskach – pisarzy, aktorów, piosenkarzy, dziennikarzy, profesorów uniwersytetów. Nastawiałem więc przez jakiś czas ucha, w pewnym momencie nawet już traciłem nadzieję, że tradycji stanie się zadość, jednak w końcu się doczekałem. Oto media opublikowały otwarty apel do polskich władz o „uciszenie emocji” i „wycofanie się” z zapisów nowelizacji ustawy o IPN-ie. „Nie tędy droga do odzyskania zbiorowej godności”, czytamy w apelu. „I nie wszystko stracone. Ustawodawca może jeszcze się cofnąć, o co gorąco apelujemy”.
       I tu muszę przyznać się do pewnej nieuczciwości. Poza tymi paroma zdaniami i jeszcze jednym fragmentem, o którym za chwilę, ja owego apelu nie czytałem, z tego wstydliwego powodu, że mi się nie chciało. Nie znam nawet pełnej listy osób, które się pod tym podpisały, wiem natomiast, że, wśród wielu innych, są tam, w kolejności alfabetycznej: Anne Applebaum, Barbara Engelking, Jan Tomasz Gross, Jan Hartman, Agnieszka Holland, Krystyna Janda, Aleksander Kwaśniewski, Andrzej Rzepliński, Radosław Sikorski, Aleksander Smolar, Kazimiera Szczuka, Paweł Śpiewak, Róża Thun, Olga Tokarczuk, Grzegorz Turnau, oraz – last but not least – Jacek Żakowski (to ten od „W pustyni i w puszczy”).
      I oto, proszę sobie wyobrazić, owa wesoła gromadka w swoim apelu napisała coś takiego:
      „Dlaczego dyskusja o faktach historycznych ma toczyć się w asyście prokuratury i sądu? Dlaczego ofiary i świadkowie Zagłady mają ważyć słowa, by nie podpaść organom ścigania i czy będzie odtąd czynem karalnym świadectwo ocalałego Żyda, który 'bał się Polaków?' Dlaczego mamy spierać się nie na argumenty, lecz na paragrafy? Czy byłby to, zważmy, zakaz symetryczny do zakazu kłamstwa oświęcimskiego? I skąd taryfa ulgowa dla wybranych zawodów - dlaczego za 'antypolskie' opinie nie będą ścigani jedynie uczeni i artyści? A dziennikarze? A nauczyciele? Gdzie ma leżeć granica między tolerowaną nauką i sztuką a karalną publicystyką i kto ustalałby 'fakty', którym nie wolno się sprzeciwić?"
      Otóż pragnę oświadczyć, że tu akurat w całości popieram stanowisko naszych autorytetów. Podobnie jak oni, uważam, że w tym akurat fragmencie ów rządowy projekt jest wyjątkowo nieudany i że rażącą niesprawiedliwością jest to, by, wedle zapisów znowelizowanej ustawy, ktokolwiek był traktowany w sposób szczególny, a zwłaszcza artyści i naukowcy. Oni również, jeśli tylko im przyjdzie do głowy oskarżać Polskę, czy Polski Naród o współudział w Zagładzie, czy to w formie kolorowego obrazka, wierszyka, teatrzyku, czy naukowej pogadanki, powinni w jednej chwili zostać wzięci za mordę i postawieni przed sądem. Podobnie jak dziennikarze, nauczyciele, politycy i każda inna osoba, włącznie z jakimś zaprutym menelem na Dworcu Centralnym w Warszawie.  
       A zatem przyłączam się do powyższego apelu i sugeruję, by jak najszybciej wprowadzić odpowiednie zmiany do procedowanej właśnie nowelizacji i wycofać z niego w całości paragraf 3 artykułu 55a, w taki sposób, by w momencie, gdy Aleksander Kwaśniewski, wygłaszając swoje opinie w telewizji TVN24, Agnieszka Holland, realizując swój kolejny film, Róża Thun, udzielając wywiadu którejś z niemiecki stacji telewizyjnych, Grzegorz Turnau, pisząc swoją nową piosenkę, czy Olga Tokarczuk, pracując nad swoją najnowszą powieścią, a Paweł Śpiewak, prowadząc swoje naukowe badania na temat polskiego antysemityzmu, bardzo uważali na to, co piszą, bo nie znają dnia ani godziny. A jeśli im tak bardzo zależy, by pozostać intelektualistami reprezentującymi niezależną, i, jak najbardziej, bezkompromisową myśl, skupili się nad rozwiązaniem kwestii, która od wieków dręczy już naprawdę cały świat, a mianowicie, jak to jest, że gdziekolwiek pojawi się jakiś Żyd, wszyscy dookoła zaczynają robić znaczące miny. I czy przypadkiem nie jest tak, że to, iż Żydzi musieli w pewnym momencie przejśc przez piekło Holocaustu nie jest przypadkiem ich osobistą zasługą.

Powyższy tekst został napisany na zamówienie i z inspiracji mojego kolegi Wacka Grzybowskiego z Opola. Nie zmienia to jednak faktu, że tak jak dotychczas zachęcam do kupowania moich książek. Gdyby ktoś jeszcze nie wiedział, są one do kupienia w ksiegarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl. Polecam serdecznie. 



6 komentarzy:

  1. Blisko tematu (po oswiadczeniu Departmentu Stanu): "it may be dangerous to be America's enemy, but to be America's friend is fatal" (Henry Kissinger)

    OdpowiedzUsuń
  2. @wars
    No tak. Kissinger to osoba najlepiej poinformowana. Inna sprawa że moim zdaniem on słowa "Ameryka" użył w sensie umownym.

    OdpowiedzUsuń
  3. dzisiaj w busie jedna pasażerka drugiej pasażerce w podróży długości 5 kilometrów tłumaczyła, jak zginęła pani Ulm i była oburzona. Wydaje się, że niektórzy chcieliby wstrzymać takie oburzenie, a Żydzi, którzy pokazali już dość ignorancji dla swoich zagładzonych braci, raczej patrzą na współczesne deale.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak to jest,że Pan zawsze,no może w 99% w punkt.Ten jeden procent to tak na wszelki wypadek,żeby woda sodowa... itd.

    OdpowiedzUsuń
  5. Oni nami tak gardza. teraz to wyszlo i jest widoczne, przez ich oburzenie, ze mielismy czelnosc sie odezwac o swoje. Pieniadze i te cale odszkodowania sa gdzies tam w tle ale ta pogarda jest najwazniejsza. Nie wolno nam sie wycofac.

    OdpowiedzUsuń
  6. @wars
    Ja znam Twój pogląd i się z nim zasadniczo nie zgadzam. Liczą się wyłącznie pieniądze i wcale nie koniecznie polskie.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.