sobota, 10 lutego 2018

O tym jak policja myśli zrujnowała Cezarego Gmyza

           Piszę dziś ten tekst z pewnym niepokojem, jako że mam bardzo silne podejrzenie, że już za chwilę sprawą się zajmie Coryllus i, jako osoba zdecydowanie bardziej ode mnie kompetentna w prognozowaniu ciężkiego i szybkiego upadku owego projektu, za którym kiedyś wszyscy staliśmy murem i któremu tak dobrze życzyliśmy, zrobi to wszystko znacznie lepiej ode mnie. Mimo to jednak, nie mogę się powstrzymać i swoje trzy grosze do tego co się stało, muszę dorzucić. Otóż, jak podał, skądinąd wrogi nam, portal wirtualnapolska.pl, nie tylko aktorzy, piosenkarze, oraz byli dyplomaci, zajęli się ostatnio pisaniem listów otwartych, ale do tego zacnego grona dołączyły również gwiazdy niepokornej i wyklętej pulicystyki – w kolejności alfabetycznej – Witold Bagieński, Sławomir Cenckiewicz, Wojciech Dudziński, Cezary Gmyz,  Maciej Marosz, Piotr Nisztor, oraz Piotr Woyciechowski, i opublikowały pismo, w którym Piotrowi Jeglińskiemu, szefowi kultowego patriotyczno-niepodległościowego wydawnictwa Editions Spotkania, zarzucają wieloletnią współpracę ze Służbami. Ktoś odpowiednio uważny być może zada w tym momencie pytanie, co się takiego stało, że ktoś tak kompetentny, a jednoczesnie pracowity, jak Sławomir Cenckiewicz badacz, nagle po latach grzebania w papierach odkrył tajne powiązania swojego wydawcy, Jeglińskiego. Odpowiedź robi wrażenie nadzwyczaj prostej. Otóż wszystko wyszło na jaw po tym jak Jegliński wydał serię patriotycznych książek wspomnianych autorów, a mianowicie  Sławomira Cenckiewicza i Piotra Woyciechowskiego „Konfidenci - Archiwa ujawniają prawdę” o kapusiach, Piotra Nisztora i Wojciecha Dudzińskiego  „Nietykalni” o wyprzedaży polskiego majątku, Macieja Marosza „Resortowe togi” o skorumpowanych sędziach i wreszcie książkę kucharską samego Cezarego Gmyza „Co nam Gmyz zgotował? Przepisy ze szczyptą...”, a dziś, jak się okazuje, ów stary ubek, zamiast te książki sprzedawać, nie dość że ich sprzedawać nawet nie zaczął, to jeszcze autorom nie zapłacił, twierdząc, że skoro nie sprzedał, to nie ma z czego płacić. A wszystko to zrobił według niezwykle perfidnego planu, który, wedle Wirtualnej Polski – proszeni przez Wirtualną Polskę o komentarz, Cenckiewicz i Gmyz mieli się podobno obrazić i swojej wersji zdarzeń nie przedstawili – wyglądał tak:
       „Szef znanego wydawnictwa, ikona solidarnościowego podziemia, ulega podszeptom pracowników aparatu bezpieczeństwa PRL i po 20 latach przeprowadza tajną operację. Kupuje najmocniejsze, najbardziej demaskatorskie książki prawicowych autorów. Wydaje je, lecz być może celowo sabotuje sprzedaż potencjalnych hitów. Następnie nie wypłaca autorom honorariów. Może to być kara za ich dotychczasową działalność”.
       Widząc, jak ta relacja jest zrobiona, więc jak przystało na osobę w najwyższym stopniu nieufną wobec wszelkiego rodzaju mentów, założyłem, że Wirtualna Polska, jak to ma w zwyczaju, manipuluje, i aby sprawdzić stan rzeczy zajrzałem do oryginalnego listu i pierwsze na co zwróciłem uwagę, to to, że on jest niemal wyłącznie poświęcony ujawnianiu współpracy Jeglińskiego, natomiast na temat honorariów tam jest zaledwie jedno zdanie, w dodatku z zastrzeżeniem, że to jest akurat mniejszy problem. Jest tam natomiast jedno zdanie, które nas przekonuje, że tu mamy do czynienia z jakimś kompletnie absurdalnym mordobiciem, oczywiście ze Służbami i forsą w tle, niemniej jednak zaledwie mordobiciem. Oto piszą nasi autorzy do Jeglińskiego tak:
      „Relacje gospodarcze z ludźmi dawnej bezpieki w ramach spółki „HIT-MARKET” rozpoczął Pan i następnie kontynuował podczas prac wydawniczych nad książkami „Konfidenci są wśród nas” Michała Grockiego (Tomasza Tywonka) oraz „Lewy czerwcowy” Piotra Semki i Jacka Kurskiego. Obie pozycje książkowe ukazały się w 1993 r. i od samego początku stanowiły punkt odniesienia dla obozu niepodległościowego, domagającego się dekomunizacji, lustracji i budowy „Nowego Państwa”. To właśnie m. in. za opinie wyrażane na kartach wydanych przez Pana książek, liderzy prawicowych ugrupowań poddani zostali jawnym i konfidencjonalnym represjom ze strony prokuratury i tajnych służb (zwłaszcza Zespołu Inspekcyjno-Operacyjnego MSW kierowanego przez płk. Jana Lesiaka).
      Rozumiemy, prawda? Jegliński wydał Semce i Kurskiemu książkę o zamachu na rząd Jana Olszewskiego, po to by oni tam napisali, co sądzą o III RP i żeby w ten sposób Służby miały na nich haka i mogły ich prześladować, a my już teraz możemy się łatwo domyślić, że najpewniej tak naprawdę cały ów ruch patriotyczno-narodowy został założony przez Służby po to tylko, by ci odważni ludzie mieli gdzie artykułować swoje poglądy i w ten sposób System miał argumenty, by ich nastepnie prześladować, a na koniec jeszcze – to już przez czystą złośliwość – nie wypłacić im honorarium za robotę, którą na rzecz Systemu porządnie przecież wykonali.  Tak to najwyraźniej widzą profesor Cenckiewicz z redaktorem Gmyzem.
       Chciałbym jakoś skomentować to, co starałem się wyżej opowiedzieć, ale nie potrafię. To jest bowiem coś tak głupiego, że mi drętwieją nie tylko już palce, ale i sam mózg. Widzę bowiem już wyłącznie tego Gmyza, któremu Jegliński wydał książkę kucharską i pierwsze co zrobił, to skierował ją na przemiał, by, broń Boże, na żądanie polskich patriotów, nie trzeba było robić dodruku… No i od razu sobie myślę, że to też nie bardzo ma sens. No bo logika nakazywałaby, żeby Gmyzowi Jegliński wydawał tych książek jak najwięcej, tak by policja myśli dawnego PRL-u miała jeszcze pełniejszy dostęp do tego, co on ma w głowie i mogła go nadal prześladować, tym razem już na placówce w Berlinie. Dziwne. Czyżby oni uznali, że od czasu jak on został tym korespondentem, wszelkie koszta pokryje przeciwnik?
       My tu tak sobie trochę żartujemy, a tymczasem po raz kolejny dowiadujemy się czegoś, co i podejrzewalismy od dawna i też tak naprawdę zwyczajnie wiedzieliśmy: ten cały rynek wydawniczy to zwyczajny fejk. No ale o tym już na pewno najlepiej nam opowie Coryllus. Ja tylko przypomnę, że od wczoraj aż do wyczerpania nakładu moją książkę pod tytułem „Marki, dolary, banany i biustonosz marki Triumph” można zamawiać bezpośrednio u mnie. Proszę o kontakt na toyah@toyah.pl, a dedykacja oczywiście będzie włączona w cenę. Proszę się śpieszyć, bo to leci nad podziw szybko.

Oczywiście księgarnia pod adresem www.basnjaknniedzwiedz.pl działa jak zawsze, więc tam również zapraszam.


2 komentarze:

  1. Drogi Toyahu !
    "Edition Spotkania" założyli około 1976 Jedliński, Kurski i Borusewicz pod kuratelą Zdzisława Szpakowskiego gdy razem studiowali na KUL-u.
    Co stało się z Borusewiczem i kiedy to się stało mniej więcej wiemy, choć sam nie wiem do końca dlaczego. Mam pewne domysły bo sam wywodzę się ze środowiska gdańskiego.
    Otóz około 1983 - 1985 sytuacja wokół Borusewicza stała się nie do zniesienia.
    Znam historię i dokonania Jedlińskiego. Dzielny człowiek. Jednak faktem jest, że po jego powrocie do Polski w jego otoczeniu pojawili się dziwni ludzie. I wcale nie chodzi mi o Pana Wrońskiego.
    Cenckiewicz, Marosz, Woyciechowski to absolutnie wiarygodni ludzie. Z pewnością mają więcj informacji niż ujawniają. Gmyz to tytan intelektu o pamięci porównywalnej do Twojej.
    Nie trywializował bym ich motywów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      Przede wszystkim, nie wiem, kim jesteś, więc już to utrudnia rozmowę. Mimo to byłbym ciekawy dowiedzieć się ich prawdziwych motywów.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.