sobota, 4 sierpnia 2018

O godności ze sznurem na szyi i bez


        Papież Franciszek, mocą daną mu przez Kościół, zdecydował o wprowadzeniu do Katechizmu poprawki zarządzającej bezwzględny zakaz egzekwowania kary śmierci, i tak jak się należało spodziewać, wsród tak zwanych „prawdziwych katolików” podniósł się kolejny już w czasie tego pontyfikatu rwetes. Gdyby ktoś nie wiedział w czym rzecz, chodzi o to, że dotychczasowe zalecenia Kościoła, choć zdecydowanie zachęcały do stopniowej rezygnacji ze stosowania kary głównej, pozostawiały pewną furtkę w postaci tak zwanej „obrony koniecznej”, której społeczeństwa nie mogą zostać pozbawione. I to jest to, czego ci z nas, którzy czują się szczerze związani z nauką Kościoła, a jednocześnie pozostający zwolennikami kary śmierci, trzymali się zdecydowanie i stanowczo. I tak też, nawet kiedy święty papież Jan Paweł II ogłosił oficjalnie, że w jego opinii kara śmierci w obecnych warunkach nie ma racji bytu i powinna zostać usunięta ze wszystkich kodeksów świata, zwolennicy utrzymania tej jedynej gwarancji pełnej ziemskiej sprawiedliwości niezmiennie głosili, że choć Papież faktycznie coś tam powiedział, Katechizm pozostaje pierwszym i jedynym autorytetem, a więc jest po co żyć… i po co, nomen omen, umierać.
         Przyznaję, że i ja jestem w grupie tych, którzy uważali – i w pewnym sensie uważają do dziś – że są sytuacje, kiedy od kary śmierci każde rozwiązanie jest gorsze. Ja wciąż mam szczere poczucie, że jest pewien rodzaj zła, oraz pewien poziom zwykłej ludzkiej krzywdy, której zadośćuczynić może już tylko symboliczny stryczek. No i w tym momencie papież Franciszek, jak mówię, mocą swojego, nadanego mu przez Jezusa autorytetu, postanowił ostatecznie tę sprawę załatwić i zmienił ów fragment Katechizmu w taki sposób, by nikt z nas nie mógł się już dalej tłumaczyć, mówiąc, że papież Wojtyła na starość zwyczajnie zbzikował.
          A zatem, powtarzam, ja wciąż uważam, że są sytuacje gdzie poza świadomością, że oto stoimy wobec zła, które nie zasługuje na nic więcej jak śmierć, nie ma już miejsca ni nic więcej, a mimo to przyjmuję do wiadomości to, że mój Kościół uważa inaczej i każe mi od dziś bardzo się starać, by to właśnie stanowisko zrozumieć i zaakaceptować. Zwłaszcza że jest ono podzielane przez trzech ostatnich papieży, w tym – o grozo! – również Benedykta XVI, który jak najbardziej powiedział, że „kara śmierci to nie tylko zamach na życie, ale również obraza godności człowieka”.
           Jak już zaznaczyłem na początku, decyzja Papieża spotkała się z protestami ze strony najbardziej radykalnych obrońców Doktryny, którzy jako osoby nadzwyczaj dobrze wykształcone i oczytane, zauważyli, że pojęcie godności stanowi jeden ze współczesnych mitów i w tradycyjnej nauce Kościoła wcześniej nie występowało. Ja z kolei, jako klasyczny dyletant, a miejscami nawet i wiejski głupek, przyjmuję tę informacje do wiadomości i zaczynam dumać nad ową godnością. A w tym momencie  przypominam sobie swój stary dość tekst, w którym opisałem być może najbardziej pilnie strzeżone więzienie na świecie pod nazwą ADX Florence. Proszę mi pozwolić przytoczyć dziś ten fragment:
           Gdyby jednak komuś było tego mało i wciąż twierdził, że bez kary śmierci sprawiedliwości nie ma, może zawsze sobie pomyśleć o owym absolutnie niezwykłym amerykańskim więzieniu znanym pod nazwą ADX Florence, w którym dziś przebywają tak zasłużeni dla Świata Ciemności postacie, jak Larry Hoover z Gangster Disciples, Barry Mills i Tyler Bingham z Aryan Brotherhood, Zacarias Moussaoui, jedyny skazany przed sądem cywilnym organizator ataków z 11 września, Faisal Shahzad, autor próby zamachu na Times Square w roku 2010, Ramzi Yousef, główny animator ataku na World Trade Center w roku 1993, ale również tak znani osobnicy jak Ted Kaczyński, czyli słynny Unabomber, Dzokhar Tsarnaev, autor niesławnego ataku na uczestników maratonu w Bostonie, szef mafijnej rodziny Bonanno, Vincent Basciano, ale też Terry Nichols, odsiadujący 161 wyroków dożywocia współorganizator ataku w Oklahoma City z roku 1995. Sam Timothy McVeigh, główny sprawca ataku, też by tam dziś przebywał, gdyby nie fakt, że w międzyczasie został skazany na karę śmierci i w związku z tym został przeniesiony w miejsce, gdzie czekały na niego już inne przykrości. Ale znajdziemy w ADX również osoby tak szczególne, jak Richard McNair, który wprawdzie zamordował zaledwie dwie osoby, ale pewnie skończyłby w miejscu znacznie mniej spektakularnym niż ADX, gdyby nie fakt, że wcześniej udało mu się aż trzykrotnie uciec z różnych, wcale nie lekkich, ośrodków odosobnienia, czy Robert Hanssen, były agent FBI, który za wydanie Rosjanom kilku amerykańskich szpiegów, otrzymał 15 kolejnych wyroków dożywocia.
         Cóż jest takiego szczególnego w owym więzieniu, poza tym, że jest to miejsce o maksymalnie zaostrzonym rygorze? Otóż, wbrew mylnym, choć zrozumiałym pogłoskom, jakoby oni wszyscy byli tam trzymani pod ziemią, więzienie w znacznej swojej części znajduje się ponad powierzchnią ziemi, natomiast niżej, owszem, znajduje się korytarz łączący budynki z głównym wejściem do więzienia. 23 godziny na dobę więźniowie spędzają samotnie w celi i jedynie przez pięć godzin w tygodniu, w towarzystwie minimum trzech strażników, mogą pozwolić sobie na chwilę relaksu. W każdej sali znajdują się wykonane niemal wyłącznie z betonu biurko, stołek oraz łóżko, jak również unieruchamiana w przypadku zatkania toaleta, automatycznie kontrolowany na wypadek zalania prysznic, oraz umywalka bez stanowiącego potencjalne zagrożenie kurka. W niektórych celach mogą znajdować się wykonane z wypolerowanej stali, wtopione w ścianę, lustra. Elektryczne światło włączane i wyłączane jest z zewnątrz. Radio, oraz, w wyjątkowych sytuacjach, czarno-biały telewizor nadają wyłącznie programy o charakterze relaksacyjnym, edukacyjnym i religijnym. Wszystkie cele, dla uniemożliwienia więźniom kontaktu za pomocą alfabetu Morse’a, są idealnie dźwiękoszczelne. Okna o rozmiarach 10 x 120 cm zaprojektowane są w taki sposób, by więźniowie nie byli w stanie określić swojego położenia, a więc jedyny widok, jaki z nich można uzyskać, to niebo, ewentualnie sąsiedni dach. Gimnastykę więźniowie mogą uprawiać w betonowym basenie, również zaprojektowanym tak, by uniemożliwić im rozpoznanie miejsca, w którym się znajdują. Znajdujący się w basenie więzień może zrobić maksymalnie dziesięć kroków w linii prostej i trzydzieści kroków po kwadracie. Więźniowie pozbawieni są kontaktu ze światem zewnętrznym, a jedzenie dostarczane jest im osobiście przez strażnika. Oczywiście, całe więzienie wyposażone jest w system setek kamer i detektorów ruchu, oraz 1400 zdalnie sterowanych stalowych drzwi. Każdy ruch więźnia monitorowany jest 24 godziny na dobę, całość otoczona jest czterometrowym, zakończonym drutem kolczastym murem, oraz patrolowana przez uzbrojonych strażników z psami. W wyjątkowych przypadkach złamania regulaminu, więzień kierowany zostaje do tak zwanego „Punktu Z”, gdzie w całkowicie pozbawionych światła i dźwiękoszczelnych betonowych celach może się zmieścić do 148 więźniów. Obecnie w ADX Florence przebywa 410 osób”.
         I w tym momencie – z oczywistym zastrzeżeniem, że ja naprawdę bardzo się staram – mam do swojego Kościoła jedno pytanie: Jak to jest z tą godnością w przypadku ADX Florence, gdzie umiłowany bezgranicznie przez Pana Boga człowiek, choćby nawet zaczął się najszczerzej na świecie modlił się o to by muu to dozywocie zamieniono na karę śmierci, nie ma na to szans i jedyne co mu zpozostaje to w owej modlitwie pokutować za swoje grzechy? No i jeszcze coś: Czy jemu łatwiej jest odnaleźć Boga tu, czy może w tej ostatniej chwili, gdy poczuje ów sznur na swojej szyi, lub chłód strzykawki na skórze?

Przypominam uprzejmie, że moje książki, w tym trzy ostatnie egzemplarze „TegoKtóryNiePrzepuszczaŻadnejOkazji” są dostepne pod adresem mailowym k.osiejuk@gmail.com.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.