niedziela, 5 sierpnia 2018

Jak spalić czarownicę w czasach Internetu


       Przyznaję bez bicia, że o tekście, jaki parę dni temu na swoim blogu opublikował Coryllus, a zatytułowany z charaktersytycznym wdziękiem „Czy Marta Kaczyńska spłonie na stosie?” wiedziałem już dzień przed jego publikacją, a to z tej przyczyny, że gadaliśmy sobie przez telefon i Coryllus poinformował mnie o tym, że Marta, wciąż jeszcze Kaczyńska, wyszła za mąż za jakiegoś kolejnego typa spod ciemnej gwiazdy i zachęcił mnie, bym mu się przyjrzał na publikowanych w Sieci zdjęciach ze ślubu. O Marcie w naszej rozmowie nawet nie wspomnieliśmy w ogóle, cała nasza gadka zeszła na refleksje na temat tego jakiegoś Zielińskiego i jego nadzwyczajnego emploi, no i wreszcie na koniec Coryllus zapowiedział swój tekst, zdradzając mi nawet jego tytuł.
       I powiem uczciwie, że choć solidarnie wspierałem Coryllusa w jego przedsięwzięciu, byłem pewien, że z niego nic nie wyjdzie, a to z tego mianowicie względu, że, jak znam życie, komentatorzy jego myśl dokumentnie zniszczą, jak zwykle nie odnosząc się do problemu, lecz popisując się tym co wiedzieli już i tak dużo dużo wcześniej, a więc że Kaczyńska to pustak gorszy jeszcze od Moniki Jaruzelskiej, i w ten sposób uruchamiając hejt w żaden sposób nie skierowany przeciwko tym, którzy ją osaczyli, ale przeciw niej samej. I, jak się okazało, miałem rację, a jeśli coś mnie w tym wszystkim zaskoczyło, to być może tylko to, że w pewnym momencie owo szaleństwo osiągnęło poziom, gdzie pewna wybitna polska patriotka i katoliczka zadeklarowała swój podziw dla nauk popularnego w kręgach związanych z koncernem „Agora” ateisty Zbigniewa Mikołejki, autora niesławnego bon motu „sekta smoleńska”, zapewniając go, że właśnie dzieki jego mądrości udało się jej wyrwać z niewoli błędu.
        Próbowałem przez pewien czas wyjaśnić tym dziwnym ludziom sens problemu, wobec którego postawił nas Coryllus, jednak bezskutecznie. O ile się nie mylę, nikt, choćby jednym słowem, nie wspomniał o tym całym Zielińskim, czy choćby o jego tajemniczych animatorach; cała dyskusja skupiła się wyłącznie na hejtowaniu Marty Kaczyńskiej, ewentualnie jej stryja, który nawet nie potrafił jej dać w tyłek i nauczyć odpowiedzialności za rodzinę i państwo.
        29 czerwca minęło 26 lat od dnia, gdy Służby zniszczyły rodzinne życie, a tak naprawdę i samo życie, marszałka Andrzeja Kerna, uprowadzając jego 16-letnią córkę. Nie będę tu przypominał szczegółów sprawy. Kto nie wie, o co chodzi, a jest zainteresowany, niech sobie wygugla. Kto natomiast sprawę pamięta i przeżył ją tak jak ja, zapamiętał też na całe życie, jak ów System działa, i wie też, dlaczego dziś, przy okazji walącego się w gruzach życia Marty Kaczyńskiej, wspominam tamten czas. Gdy chodzi o tych, co sprawę pamiętają, jednak uważają ją zaledwie za jakiś żart bez znaczenia, to niech – przepraszam bardzo – zdychają w słodkiej nieświadomości. To bowiem, co mam do powiedzenia teraz, nie jest skierowane do nich, ale do tej części z nas, która nie dała sobie w tych, przyznaję, że niełatwych czasach, odebrać resztek zwykłej ludzkiej wrażliwości. Otóż obawiam się, że pytanie zadane przez Coryllusa w tytule jego bardzo mądrego felietonu, „Czy Marta Kaczyńska spłonie na stosie?”, jest już dziś nieaktualne. Jest bardzo duża szansa, że ona nie doczeka pogrzebu swojego stryja i żadnego stosu nie trzeba będzie dla niej budować. Wszystko załatwią internauci.

Przypominam, że moje książki, poza zwykłymi adresami, można zamawiac bezpośrednio u mnie pisząc do mnie maila na adres k.osiejuk@gmail.com.
        
      

9 komentarzy:

  1. Ma Pan oczywiscie sporo racji.
    Jeden tylko szkopul: Marta Kaczynska to nie jest nastolatka (jak to bylo w przypadku Moniki Kern) - to 36-letnia, wyksztalcona kobieta

    OdpowiedzUsuń
  2. @Tereska
    Przepraszam bardzo, ale są sytaucja gdy różnica wieku nie ma znaczenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie to, ze chce sie klocic ale twierdze, ze wiek i wyksztalcenie, w dodatku wyksztalcenie prawnicze (przeciez w trakcie studiow przyszli prawnicy dowiaduja sie choc troche jak sie 'rozne' sprawy kreca) ma znaczenie

      Usuń
    2. @Tereska
      Ależ ja znam Twoje zdanie. Dlatego Ci napisałem, że ani wiek, ani wykształcenie nie maja tu nic do rzeczy, jeśli na przeciwko stanie odpowiednio przeszkolony cwaniak.

      Usuń
  3. @Krzysiek

    Rozumiem Twoje racje wyrażone w tekście i w dyskusji na SN, ale sprawa Marty Kaczyńskiej jest nie do obrony.
    Nie chodzi tu o to, że wszyscy internauci mają jakąś szczególną satysfakcję w wyżywaniu się na tej pogubionej kobiecie. Ona jest po prostu dla wielu z nas ogromnym rozczarowaniem.
    Trudno się pogodzić z faktem, że osoba wywodząca się z TEJ rodziny nie ma za grosz kręgosłupa moralnego. Rodzice tolerowali jej wybryki, bo cóż mogli zrobić. Po ich śmierci, która na pewno wstrząsnęła Martą dogłębnie, ale nami też, chcielibyśmy, by ona zachowywała się godnie, właśnie ze względu na pamięć po rodzicach.
    Nie przyjmuję argumentów, że kobieta obojętnie czy jest nastolatką, czy dojrzałą matką dwóch dorastających córek może tak samo zbzikować na punkcie podstawionego faceta i robić sobie sesje ślubne w zaawansowanej ciąży.
    Bardzo mnie boli to jej zachowanie, szczególnie kontrastujące z ogromną klasą jej matki.
    Nawet jeżeli siły zła wzięły ją w obroty, to miały wyjątkowo ułatwione zadanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ginewra
      Oczywiście, że każda z nich może zbzikowac na punkcie podstawionego faceta. Wystarczy by się czuła wystarczająco samotna. I to obojętne czy w wieku 16, czy 70 lat. Obojętne, czy to bufetowa na ruukim dworcu, czy profesor prawa na Uniwersytecie Jagielońskim.

      Usuń
  4. To się nazywa ofiara zastępcza czy jakoś tak.
    Marta Kaczyńska jest córką Kaczyńskiego, TEGO Kaczyńskiego i dlatego nie zazna spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  5. Panie Krzysztofie, nie wszyscy komentujący pisali to co Pan przewidział. Przynajmniej na blogu Coryllusa.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.