poniedziałek, 23 lipca 2018

Joseph Kabila następnym prezydentem Stanów Zjednoczonych


Tematów jest tyle, ze i tym razem jesteśmy nieco spóźnieni, niemniej równie serdecznie zapraszam do kupowania „Warszawskiej Gazety”, a w niej moich felietonów. Dziś najnowszy z nich. Polecam serdecznie.
     
      O ile się nie mylę nasze, ale pewnie też większość światowych mediów tej informacji nie podała, ale przy okazji Dnia Niepodległości pod Statuą Wolności lewacka grupa o nazwie „Rise and Resist” zorganizowała protest przeciwko agencji działającej od lat w USA pod nazwą Immigration and Customs Enforcement, której celem jest deportacja osób, które pogwałciły prawo imigracyjne. Agencja, jak mówię działa od zawsze, jednak dopiero za rządów Trumpa stała się powszechnie rozpoznawalna. W ramach wspomnianego protestu, jedna z jego uczestniczek, niejaka Therese Okoumou, przybyła do Stanów Zjednoczonych z objętego wojną domową i przerażającą nędzą Konga, ubrana w koszulkę z napisem „Polityka Trumpa sprawia, że chce się nam rzygać”, wdrapała się na Statuę Wolności i się tam przyczaiła. W tej sytuacji policja zmuszona była oczyścić teren z 4,5 tysiąca zwiedzających i podjąć działania ratujące tę kobietę, tak nieszczęśliwą z tego powodu, że ona zamiast żyć sobie spokojnie w Kongo, zmuszona jest cierpieć pod batem prezydenta Trumpa.  Kobieta została bezpiecznie sprowadzona na dół, a przy okazji aresztowano siedmiu działaczy wspomnianej wcześniej organizacji, którzy, swoją drogą, oświadczyli, że oni akurat ową Okoumou pierwszy raz widzą na oczy. Nie zmieniło to faktu, że sama policja, owszem, o niej wcześniej słyszała, choćby wtedy, gdy w zeszłym roku aresztowała ją za napaść na policjanta podczas jednego z jej cotygodniowych protestów przeciwko prezydenturze Trumpa.
      Ktoś powie, że to jest rzecz nie warta naszej uwagi, bo ani to Polska, ani, nawet jeśli będziemy się trzymać wyłącznie Ameryki, problem zasługujący chocby na splunięcie. Otóż to jest nieprawda. Gdy chodzi o nas, to przede wszystkim to co się dzieje w Ameryce jest dla nas ważne, bo tym bardziej musimy mieć świadomość, że zostalismy bardzo szczodrze dotknięci palcem Bożej Opatrzności. I nawet jeśli będziemy od czasu do czasu narażeni na wystepy takich ludzi jak Magdalena Środa, czy Jacek Żakowski, to powinniśmy mieć tę świadomość, że jesteśmy wciąż bardzo, ale to bardzo daleko od piekła.
      Jeśli natomiast idzie o Amerykę, to nasze refleksje mają wymiar jak najbardziej uniwersalny. Wspomniałem tu o tym przelotnie wcześniej, ale proszę zwrócic uwagę na to, co się dzieje. Nie wiem, w jaki sposób owa Therese Okoumou to osiągnęła, ale pewnego dnia przybyła z Afryki do Ameryki, została tam przyjęta, jak słyszę, znalazła dom i bardzo dobrą pracę tak zwanego „personal trainer”, i nagle dostaje takiej cholery na póki co zaledwie jedną kadencję jednego prezydenta, że dla swoich emocji gotowa jest poświęcić to swoje niewątpliwe szczęście i wrócić do swojej rodziny w Kongo.
      Ja oczywiście nie wiem, czy ona ostatecznie będzie deportowana, czy nie, choć oczywiście liczę, że tak. W tej chwili jednak interesuje mnie to, jak bardzo – mimo oczywistych różnic między różnymi punktami na świecie – ten obłęd jest tak naprawdę zawsze taki sam.

Książki są tam gdzie zawsze, a więc w księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, w sklepie Foto-Mag w Warszawie, no i u mnie tu na miejscu pod adresem k.osiejuk@gmail.com. Bardzo zachęcam.



1 komentarz:

  1. Deklaracje pani Okoumou są bezbrzeżnie groteskowe. Co innego pryncypialna polityka antyimigracyjna gabinetu gdzie najważniejszy ma korzenie niemiecko-szkocko-szwedzkie, drugi irlandzkie, kolejny włoskie... szukam, szukam, widzę tam Kubańczyka, Libańczyka, Chinkę z Tajwanu, potomkinię Holendrów... jak to, ani jednego rdzennego Amerykanina? Ależ to niespotykanie wręcz nieśmieszne!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.