O tym jak rodzice dzieci niepełnosprawnych zatęsknili za Donaldem Tuskiem


Dziś, tym razem z kolei nieco wczesniej niż zazwyczaj, zachęcam do kupowania „Warszawskiej Gazety”, a w niej mojego cotygodniowego felietonu. Dziś sprawy jak najbardziej bieżące, stanpowiące niejaki suplement do tego, o czym rozmawialiśmy wczoraj.     

      Miniony tydzień upłynął pod znakiem najróżniejszych wydarzeń, jednak ja mam w głowie awanturę, zgotowaną nam w Sejmie przez matki osób już dorosłych, jednak wciąż pozostających w stanie – tak to się chyba elegancko określa – neurologicznie dysfunkcyjnym. Oczywiście, podobnie jak chyba każdy z nas, pomijając zidiociałych liberałów, twierdzących, że każdy sobie rzepkę skrobie, uważam, że zaniedbania, jakie Polska poczyniła wobec osób niepełnosprawnych, wołają o pomstę do nieba i jestem całym sercem za tym, by im jak najszybciej pomóc. Nie mogę jednak milczeć, kiedy widzę, jak wokół owego powszechnego wręcz nieszczęścia toczy się wyjątkowo parszywa gra. Pozwolę sobie przedstawić swoje wątpliwości.
      Otóż, jak może niektórzy z nas wiedzą, te mamy nie przyprowadziły do Sejmu swoich dzieci, z których większość nawet się nie orientuje, co się wokół nich dzieje, dlatego, że spotkały się na spacerze i podczas rozmowy ów plan im się w głowach wykluł. O nie! One tam zostały przyprowadzone przez posłankę Nowoczesnej, Joannę Scheuring Wielgus, i przez ową Wielgus zostały od początku objęte pełną kontrolą. Przyznaję, że nie mam pojęcia, ile ich tam w sumie jest, ale z telewizyjnej transmisji wiem, że na pierwszym planie widzimy nieprzerwanie dwie wyjątkowo wymowne kobiety plus ich dwóch synów, z których jeden robi wrażenie, a drugi od czasu do czasu coś powie. Reszta jest skutecznie ukryta poza kadrem i diabli wiedzą, co one sobie tam myślą. Co więcej, jedna z tych mam, co są na pierwszym planie, ostatnio zrobiła się tak aktywna, że w liczbie występów w różnego rodzaju telewizjach niedługo przegoni samego Kazimierza Marcinkiewicza
     Druga rzecz, która na mnie zrobiła bardzo niepokojące wrażenie, to ta, w jaki sposób ów protest się rozwija. Otóż, o ile pamiętam, kiedy po raz pierwszy poproszono owe panie, by wraz ze swoimi dziećmi opuściły pomieszczenia Sejmu, one zadeklarowały, że one, owszem, wyjdą, ale dopiero wtedy, gdy „na strajk” przyjadą prezydent Duda i premier Morawiecki. I oto, gdy Prezydent ze swoją najbliższą świta się tam zjawił, a premier Morawiecki nie dość, że przybiegł jak na rozkaz, to jeszcze przyprowadził ze sobą minister Rachwalską i wszyscy oni pod przysięgą i na piśmie obiecali protestującym, że dostaną wszystko co chcą i to już w najbliższym czasie, obie mamy plus syn jednej z nich oświadczyli, że ani im w głowie się stamtąd ruszać, bo oni są oburzeni, że rząd nie chce im pomóc, a wspomniany syn przypomnial sobie, że premier Tusk od razu dał im to, o co prosili, a ten rząd, zamiast działać, coś knuje.
      No i trzecia rzecz. Otóż kiedy już stamtąd znikną i przedstawiciele władz i dziennikarze, na miejsce zawsze przychodzi Scheuring-Wielgus i tam ich odpowiednio ustawia. Dopóki więc oni jej nie powiedzą, żeby się od nich odchrzaniła, to ja im po prostu nie wierzę.

Zapraszam również do odwiedzania księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl.
     

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?