czwartek, 26 kwietnia 2018

Alfie, czyli o piwnych oczach Budowniczych Imperium


     Może się oczywiście okazać, że się bez sensu wystawiam, ale gotów jestem dać głowę, że dziś już naprawdę mało kto z nas pamięta sprawę sprzed niespełna roku, kiedy to mały Charlie Gard został zamordowany w londyńskim hospicjum wbrew woli rodziców, wbrew prośbom papieża Franciszka i wbrew ofertom z całego świata, w tym również ze strony prezydenta Trumpa, że są szpitale, które mogą podjąć się darmowego leczenia tego dziecka. Dam głowę nawet i za to, że wówczas prawdopodobnie wielu z nas nawet o sprawie nie słyszało, a jak słyszało, to ona im już na drugi dzień wypadła z pamięci. A naprawdę było o czym wiedzieć i było też o czym pamiętać.
     Pisałem w lipcu zeszłego roku o Charliem Gardzie i proszę sobie wyobrazić, że to był jedyny raz, kiedy liczba komentarzy na toyah.pl przebiła wynik na Szkole Nawigatorów, i to ponad dwukrotnie, a i tak suma tych komentarzy miała się nijak do tego, co się tu pojawia każdego dnia. A, powtarzam, przypadek Charliego Garda różnił się od sprawy, która dziś nas wszystkich tak bardzo pochłania, czyli pragnienia śmierci dla Alfiego Evansa, tylko tym, że Charlie, kiedy został zamordowany, nie miał jeszcze nawet roku, a Alfie to już nie jest niemowle, ale mały chłopczyk… no i tym, że – przepraszam, że to mówię, ale szukam odpowiedzi – imię Alfie zdecydowanie lepiej się sprawdza, że tak to ujmę, pijarowsko, a najlepiej o tym świadczy być może fakt, że nawet Gazownia postanowiła się ująć za Alfiem.
      Jak mówię, staram się dziś przede wszystkim ułożyć jakieś sensowne wytłumacznie owego dysonansu i przychodzą mi do głowy dwie odpowiedzi. Pierwsza to ta, która chyba przydaje pewnej logiki dzisiejszemu zachowaniu strony, która w lipcu 2017 roku jak najbardziej kibicowała owemu Holocaustowi, a więc wspomnianej Gazowni. Otóż dziś mamy szczególną sytuację polityczną, gdzie próbuje się napuścić na rząd Prawa i Sprawiedliwości osoby chore i niepełnosprawne, a tu nie ma być może nic bardziej skutecznego jak połączyć dwie narracje. Pierwsza z nich to ta związana z rozbudzaniem emocji wokół ludzi słabych i bezradnych, a z drugiej, z wytykaniem Dobrej Zmianie, że tak bardzo niby dba o powodzenie Polaków, ale los najsłabszych, w polityce rządu już się nie mieści. Druga natomiast jes tak bardzo widoczna po tak zwanej „prawej” stronie sceny, gdzie również się nakręca nienawiść do rządu, tyle że przez sugestie, że skoro już postanowili oni sprzedać Polskę Amerykanom i Żydom, to cóż im szkodzi już za chwilę, zgodnie z zaleceniami Systemu, mordować już nie Alfiego, ale Stasia, Basię, czy Wojtka. Przesadzam? Proszę więc popatrzeć na wczorajszą notkę blogera Ewarysta Fedorowicza, który ostatnio wysuwa się na czoło tej najbardziej patriotycznie zorientowanej części Internetu.
       Kiedy to podłe towarzystwo przeciąga linę nad losem owych dwojga dzieci, tak strasznie potraktowanych przez Świat właśnie, jest coś, co oba te przypadki – przypomnijmy, że następujące nawet nie rok po roku – łączy jak czarne jak najczarniejsza noc przeklestwo, a mianowicie Londyn. Spójrzmy może w oczy tego kompletnie anonimowego dla nas człowieka, który odmówił zgody na przewiezienie Charliego Garda na leczenie do Stanów Zjednoczonych, tłumacząc swoją decyzję obawą o to, że Charlie może nie zniesć trudów podróży i umrzeć podczas lotu, a więc o wiele szlachetniej będzie go zabić tam na miejscu, w Londynie. Trzeba się zatem wpatrywać w te oczy, a może nas tu zainspirować fragment poematu Jerofiejewa „Moskwa – Pietuszki”:
       I wtedy zdarzyło się coś o wiele straszniejszego niż wszystko, co widziałem we śnie. Naprzeciw mnie szła zaułkiem czwórka. Od razu ich poznałem. Nie będę wam wyjaśniać, kim byli. Zadygotałem jeszcze silniej i stałem się jedną wielką drgawką…
      A tymczasem ci czterej podeszli i otoczyli mnie. Mam wam tłumaczyć, jakie mieli mordy? Nie, wcale nie bandyckie. Raczej wprost przeciwnie, z odcieniem niejakiej klasyczności. Ale oczy całej czwórki… Wiecie co? Czy siedzeliście kiedyś w ubikacji na pietuszkowskim dworcu?  Pamiętacie, jak tam w głębinie, pod okrągłymi otworami chlupie i mieni się brązowa ciecz…? Otóż takie oczy mieli wszyscy czterej.
       Więc tak. To są właśnie te oczy. Oczy poddanych Jej Królewskiej Wysokości, Budowniczych Imperium.

Jeśli tylko komuś z Czytelników zachce się kupić coś porządnego do czytania, może w każdej chwili zajrzeć do księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i tam z pewnością znajdzie coś odpowiedniego. Bardzo gorąco zapraszam.

2 komentarze:

  1. Dobrze, że przypominasz o tamtym dziecku. Dobrze, że przypominasz o tych samych ludziach. I o tamtej etyce.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, mam ostatnio myśli, że to Imperium jest Lewiatanem, ewentualnie w połączeniu z amerykańskimi elitami. Porażająca koincydencja, dzień narodzin 3 dziecka pary książęcej i dzień wyroku na Alfiego, wydanego przez faceta w peruce, o pustych oczach. Czyżby jednak w czasach ostatecznych przyszło nam żyć?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.