piątek, 9 września 2016

Kto siostrze Chmielewskiej dał trąbkę?

      Jak niektórzy wiedzą, dziś ukazuje się kolejny numer tygodnika „Warszawska Gazeta”, a w niej mój cotygodniowy felieton. Polecam serdecznie:

      Już lata temu pisałem, co sądzę o zawodowym uprawianiu dobroczynności, a tym bardziej o budowaniu na niej przez jej animatorów osobistej pozycji. Głównie oczywiście chodziło mi o postać najbardziej z nich wszystkich ponurą, czyli Jerzego Owsiaka, ale bądźmy szczerzy, jego zasługą jest głównie to, że to on akurat stał się symbolem sukcesu owego biznesu i to o nim przede wszystkim dziś myślimy, kiedy pojawia się słowo „dobroczynność”. Rzecz w tym, że owych „dobroczyńców” mamy prawdziwe legiony, a ich imiona wracają rok w rok, kiedy wypełniamy formularz PIT i decydujemy o przekazaniu procenta z naszych podatków. Większość z nich oczywiście siedzi gdzieś w kącie i skrobie tę rzepkę, licząc na to, że w końcu nastąpi cud, a z nim właściwy sukces, na czele jednak, poza Owsiakiem, pozostają fundacje Janiny Ochojskiej, Anny Dymnej, księdza Stryczka, małżeństwa Walterów, czy wreszcie siostry Małgorzaty Chmielewskiej.
      Jak wszyscy wiemy, sam Jezus nauczał, że „kiedy dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”, i wydawałoby się, że sprawa jest ostatecznie załatwiona. Z tego bowiem punktu widzenia, dobroczynna działalność zarówno Owsiaka, ale również osób prawdziwie pobożnych, jak siostra Chmielewska, czy ksiądz Stryczek, zdaje się być poza dyskusją, a mimo to oni stoją przed nami, patrzą nam prosto w oczy i gadają, gadają, gadają.
      I tu mamy kłopot, bo z jednej strony oczekiwalibyśmy od nich, by skoro już postanowili poświęcić życie na dobra czynienie, robili to nieco ciszej, czy, jak to niezawodnie określił Jezus, „w ukryciu”. No ale tu pojawia się pułapka nie do pokonania, ponieważ gwarancją sukcesu owego przedsięwzięcia – od początku przecież zorientowanego na sukces – jest skuteczna promocja. Bez niej, i Ochojska i Dymna i Stryczek mogliby równie dobrze ograniczyć się do wrzucania dwuzłotówek żebrzącym Cyganom. A więc oni nie mają wyjścia – muszą trąbić.
      W tej sytuacji pojawia się kolejny problem, a mianowicie jak trąbić, by z jednej strony owo trąbienie było skuteczne, a z drugiej strony nie raniło sumień? Jak widzę, z tym akurat nasi dobroczyńcy mają kłopot, a najwyraźniej najbardziej się tu męczy wspomniana siostra Małgorzata Chmielewska. Owa dobra kobieta udzieliła właśnie wywiadu „Gazecie Wyborczej” i na pytanie, czy dawać, czy nie dawać, gdy mamy do czynienia z oczywistą próbą wyłudzenia, odpowiedziała:
      „Jeśli temu romskiemu dzieciakowi z harmonią, który zakłóca wasz spokój w kawiarni, nie dacie 2 złotych, to możecie być pewni, że on wróci do domu i dostanie wpierdol, bo nie przyniósł zarobku. Wy będziecie mieli czyste sumienie?
       Czytam te słowa, patrzę na zdjęcie siostry Chmielewskiej, widzę ową przepełnioną surową dobrocią twarz i z prawdziwym bólem nie mogę przestać myśleć, że ktoś tu chyba nie przepuścił okazji. Nie lekceważmy tej nauki.

Zapraszam niezmiennie do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do kupienia wszystkie moje książki.


4 komentarze:

  1. Przykre jest takie spłycenie przez siostrę tego co może być fascynujące. Módlmy się za nią może nie jest impregnowaną na łaskę.

    OdpowiedzUsuń
  2. @bazyl
    Z tego co słyszę, ona nie jest osobą duchowną.

    OdpowiedzUsuń