poniedziałek, 5 września 2016

O Wołyniu, pamięci i zapominaniu raz jeszcze

      Dawno, dawno temu, bo jeszcze 14 lipca 2008 roku, zamieściłem na tym blogu tekst pod tytułem „Jeszcze raz o Wołyniu, jeszcze raz o pamięci, jeszcze raz o zapominaniu”, który zaczynał się od słów następujących:
      „Myślałem, że po tych kilku dniach zupełnie jałowego roztrząsania, z jednej strony ogromu ukraińskich zbrodni popełnionych wobec Polaków ma Wołyniu, a z drugiej rzekomego tchórzostwa, koniunkturalizmu, czy tylko głupoty Prezydenta, kiedy wszystkie już chyba słowa, po wszystkich stronach tej debaty, zostały powiedziane, przyjdzie czas na milczenie. Nic podobnego”.
      Minęło od tego czasu już ponad 8 lat i okazuje się, że tamte „kilka dni” zmieniły się w owe lata, a wszystko pozostało dokładnie w tym samym miejscu. I wcale nie chodzi mi o to, że blog Coryllusa po raz kolejny oblazły antyukraińskie obsesje, ani o to, że, jak się okazuje, wewnątrz IPN-u trwa dyskretna debata o tym, czy Anna Walentynowicz była Ukrainką, czy nie, i co zrobić, by „Wyborcza” się o tym nie dowiedziała, ani nawet o to, że reżyser filmu „Drogówka” Smarzowski kręci film o Wołyniu, który wreszcie nam otworzy oczy na tak zwana prawdę. To są zaledwie odpryski czegoś znacznie większego, a więc owej narracji, którą nam dostarczają od lat „inne szatany”.
      Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że moje słowa w obliczu tej burzy nie mają większego znaczenia, niemniej jednak chciałbym jeszcze raz zaapelować przynajmniej do tych, którzy tu przychodzą, o opamiętanie i na tę okoliczność przypominam ów tekst sprzed lat. Bardzo proszę.  



      Myślałem, że po tych kilku dniach zupełnie jałowego roztrząsania, z jednej strony ogromu ukraińskich zbrodni popełnionych wobec Polaków ma Wołyniu, a z drugiej rzekomego tchórzostwa, koniunkturalizmu, czy tylko głupoty Prezydenta, kiedy wszystkie już chyba słowa, po wszystkich stronach tej debaty, zostały powiedziane, przyjdzie czas na milczenie.
      Nic podobnego. Dzisiejsza Rzeczpospolita na pierwszej stronie informuje o tym, że kombatanci Wołynia są rozgoryczeni postawą Lecha Kaczyńskiego, na drugiej publikuje komentarz Rafała Ziemkiewicza, też w tonie ciężkiego rozgoryczenia, a wewnątrz numeru, zamieszcza wkładkę z chirurgicznie bardzo precyzyjną analizą ukraińskiego mordu.
      Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że swoje już miałem okazję powiedzieć i prawdopodobnie nic nowego nie wymyślę, ale z drugiej strony jest faktem, że wszyscy już swoje zdążyli powiedzieć, włącznie z red. Ziemkiewiczem, który wcześniej swoje poglądy wyraził w tej samej Rzeczpospolitej w tekście na dodatek bez porównania bardziej obszernym niż dziś, a mimo to wszyscy gadają, jak nakręceni. Więc ja pozwolę sobie raz jeszcze, tym razem – obiecuję – może krócej.
      Wśród osób zajmujących się sprawą barbarzyńskiego mordu, pojawiają się dwa rodzaje emocji. Jeden to ten, gdzie obsesyjnie wręcz powraca się do opisywania męki polskich ofiar okrucieństwa UPA, z jednoczesnym wymuszaniem na Ukrainie uczciwego nazwania tej części swojej historii po imieniu, a następnie potępienia wszystkiego, co za nią stoi.
      Z drugiej strony z kolei, mamy ludzi, którzy nadal, z – dla mnie nie do końca zrozumiałym – upodobaniem wbijają do naszych serc te straszne obrazy, a jednocześnie zapewniają, że przyjaźń z Ukrainą nie powinna być ani podważana, ani zagrożona, bo przecież UPA, to nie wszyscy Ukraińcy.
       Uważam, że w jednym i w drugim sposobie myślenia, obecny jest pewien bardzo ciężki błąd, a boję się, że oprócz błędu, pewna bardzo nieprzyjemna intencja.
       O jakim błędzie myślę? Otóż, w moim najszczerszym mniemaniu – co zresztą bardziej lub mniej otwarcie, przyznają wszyscy uczestnicy debaty – nie ma sensownej możliwości, żeby Ukraina kiedykolwiek zgodziła się odrzucić tę swoją straszliwą historię. Może, jak powtórnie kiedyś wpadnie w łapy Rosji, to dla jakich swoich nieistotnych w tej chwili ciemnych interesów, Rosja każe Ukraińcom oficjalnie potępić zbrodnie UPA. Póki Ukraina jest wolna, nie ma takiego sposobu.
      Ten błąd jest ściśle powiązany z kolejnym. Jeśli Ukraina nie zmierzy się uczciwie ze swoją – choćby i jednorazową – podłością, to właśnie przez fakt, że nawet jeśli UPA to nie cała Ukraina, to jest to wystarczająco duża i wpływowa część Ukrainy, żeby sprawa została uznana za zamkniętą.
      To jest błąd. Natomiast to, co nazywam brzydką intencją, to właśnie to detaliczne rozgrzebywanie tej męki sprzed 65 lat. Bo o co chodzi? Czyżby zamiar był taki, że trzeba ludziom przedstawić prawdę? Przepraszam bardzo, ale ci, których prawda w ogóle interesuje, mieli okazję tę prawdę poznać wielokrotnie. Ja osobiście pamiętam, że już jako małe dziecko – a nie byłem wychowywany w środowisku super patriotycznym – wiedziałem, że Ukrainiec, to ktoś, kto uzbrojony jest najczęściej w widły. Sami komuniści zresztą, przez wiele lat, być może ze względu na pamięć o Świerczewskim, o tym Ukraińcu z widłami nie dawali zapomnieć.
      Sam Rafał Ziemkiewicz pisze w swoim oryginalnym artykule:
      „Tym, co wyróżnia rzezie na Wołyniu spośród wszystkich znanych historii zbrodni etnicznych, jest niewiarygodne bestialstwo zbrodniarzy. Ani stalinowskie NKWD, ani hitlerowskie Einsatzgtruppen nie popisywały się osobistym okrucieństwem. Rezuni OUN-UPA oraz innych nacjonalistycznych formacji wydawali się natomiast znajdować w nim szczególne upodobanie”.
      No i sprawa jest zupełnie jasna. Nikt, nigdy, w takim stopniu nie zaprzeczył temu, czym jest w potocznym rozumieniu człowiek, jak nasi bracia Ukraińcy. Skoro jednak wszyscy o tym wiemy, to po co wyciągać te fotografie i prosić specjalistów od spraw wołyńskich o kolejne relacje, z zastrzeżeniem, że dobrze by było, gdyby może relacje te były jak najbardziej plastycne? To nazywam nieładną intencją.
      Ale oczywiście wciąż możemy pytać dlaczego? Dlaczego? Dlaczego właśnie oni? Dlaczego? Częściowo na to pytanie odpowiada mój kolega z Salonu kontrrewolucjonista:
      „Otóż UPA dokonała tych zbrodni z tak straszliwym bestialstwem (wyłupywanie oczu, palenie, krojenie piłami, obdzieranie ze skóry itd.) jak najbardziej celowo.
      Nie z powodu wrodzonego bestialstwa i zdziczenia ale jak najbardziej celowo i racjonalnie.
      Ponieważ UPA była bardzo zdyscyplinowana i zorganizowana ale nie dość silna żeby wymordować wszystkich Polaków na kresach, więc uznała ze jeśli będzie dokonywać tych mordów z tak straszliwym okrucieństwem to wywoła przerażenie wśród wszystkich Polaków i nawet ci których nie będzie można wymordować sami uciekną za Bug.
      To bestialstwo było częścią dobrze zaplanowanej zbrodni.
      Dlaczego mówię, że jest to wyjaśnienie tylko częściowe? Bo ono odpowiada tylko na moje pytanie od strony technicznej. A ja bym chciał wiedzieć, dlaczego akurat Ukraińcy. Dlaczego nie Serbowie, dlaczego nie Chorwaci, dlaczego nie Wietnamczycy. Dlaczego nasi bracia Ukraińcy? Czyżby tamci byli mniej zdyscyplinowani? Bądźmy poważni.
Ja jednak nie znam odpowiedzi na to pytanie. Jedyne, co mi przychodzi do głowy, to bardzo prymitywne i głupie: bo tak.
      Ale jeżeli „bo tak”, to tym bardziej nie ma już co dłużej na ten temat z Ukrainą rozmawiać. Nie ma też co dłużej o tym z nimi rozmawiać, nawet jeśli ktoś znajdzie na to pytanie odpowiedź bardziej intelektualnie umocowaną. Na przykład, że Ukraińcy mają to coś we krwi, albo, że szatan sobie Ukraińców bardzo upodobał. Bo oni, choćby się świat walił, winy na siebie nie wezmą.
      A jeżeli nie wezmą, to możemy, owszem, nadal publikować zdjęcia rozprutych brzuszków i wyłupionych oczu i połamanych rączek i mówić, że to na część pamięci.
      Jeżeli nie wezmą, możemy też powiedzieć Ukraińcom, idźcie od nas w cholerę, bo jesteście zbyt straszni, żeby wasze imię zakłócało nasz sen.
      I jeśli nie wezmą, prezydent Kaczyński zdecydowanie powinien odwołać z Ukrainy naszego ambasadora, ich ambasadorów poszczuć psami, a na granicy poustawiać zasieki.
      A nie wezmą. Bo pani premier Tymoszenko - owszem - bez najmniejszego wysiłku może spuścić swoje śliczne oczy nad śmiercią Bronisława Geremka i powiedzieć, że jest jej bardzo przykro, ale na tym jej możliwości współczucia się kończą.
      I w tej zupełnie nowej sytuacji, prawdopodobnie większość tych, dla których sprawa Wołynia jest jedynym miernikiem ludzkiego patriotyzmu z jednej strony, a skuteczności polityki międzynarodowej z drugiej, będzie usatysfakcjonowana.
      A pan red. Rafał Ziemkiewicz nie będzie musiał pisać tak ciężkich głupstw, jak to, które mu się przydarzyło w dzisiejszej Rzepie, gdzie w jednym zdaniu, z tylko sobie znanych powodów, popadając w kłamstwo zupełnie niezwykłe, pisze, niemal explicite, że w imię pojednania z Ukrainą Polska jest gotowa “zapomnieć” i przyjąć “ukraińską wersję” historii.
      Piszę, że Ziemkiewicz kłamie. Ale może być też tak, że nie kłamie. Może on faktycznie wierzy, że dopóki prezydent Kaczyński nie posadzi prezydenta Ukrainy, panią premier Ukrainy, oraz przewodniczącego ukraińskiego parlamentu przed sobą, nie pokaże im dodatku do dzisiejszej Rzepy wraz z odpowiednią kolekcją zdjęć i nie każe im trzem złożyć pod każdym z nich swoich podpisów, to tym samym zarówno zapomina, jak i uznaje.
      Ale wówczas nie potrafię uwierzyć, że to ten sam Ziemkiewicz, który w jednym ze swoich gorszych okresów, uznał za stosowne napisać i wydać książkę pod bardzo zabawnym tytułem „Polactwo”.


Już za parę tygodni Klinika Języka wyda moją kolejną, ósmą już, książkę, tymczasem jednak zapraszam do księgarni pod adresem www.coryllus.pl, gdzie są do wciąż do kupienia ostatnie już egzemplarze, „Elementarza”, „Biustonosza”, no i podobno jeszcze jakieś pojedyncze „Listonosze”.

4 komentarze:

  1. Coś się jednak zmieniło w Odessie gubernatorem jest były prezydent Gruzji. Balcerowicz reprezentuje w rządzie prezydenta Poroszenkę.
    Ukrainę czeka taka kuracja przeczyszczająca że tylko można im współczuć, jacy patroni niepodległości taki kraj.

    OdpowiedzUsuń
  2. @bazyl
    Rzecz w tym, że Ukraina jest skazana na wieczną kolonizację. To jest plemię, a nie naród.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczekiwanie od władz Ukrainy właściwego stosunku do zbrodni UPA nie zmienia sytuacji geopolitycznej. Istnienie Ukrainy, zwłaszcza skonfliktowanej z Rosją, jest korzystne dla Polski.
    Trzeba więc mówić o Wołyniu, polskie ofiary nie mogą zostać zapomniane, jednak niezależnie od skutków polskiej presji warto wspierać rząd ukraiński.
    Podobnie jak pomimo polityki rządu niemieckiego przerzucania winy za holocaust na inne narody, będziemy z tym walczyć propagandowo i współpracować w wielu dziedzinach z Niemcami.
    Traktowanie problemu w kategorii alternatywy : albo zapomnieć ofiary albo zmusić Ukrainę do przyjęcia winy, jest nieco podobne do tez zwolenników komisji Laska : przyjmujemy raport MAK i Millera bo przecież nie wypowiemy wojny Rosji.
    Swoją drogą może łatwiej byłoby eksponować ofiary ukraińskie - tych Ukraińców, którzy zginęli za ukrywanie Polaków lub odmowę mordowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Paweł czyli jeżeli dobrze zrozumiałem proponujesz wspieranie Leszka Balcerowicza? Pawle dla mnie Ukraina to kraj nad którym wisi złowrogie fatum jego najbardziej okropnym przejawem było ludożerstwo gdy władza radziecka odkułaczała ten region ZSRR. Dziś główną atrakcją turystyczną po tamtych czasach pozostał równie urokliwy Czarnobyl.

    OdpowiedzUsuń