czwartek, 2 grudnia 2010

Don Paddington: Co nam pokazuje Bóg

Okazja do poniższego wpisu jest dość szczególna. Otóż oryginalnie, ksiądz Rafał zamieścił te słowa w kwietniu tego roku w Salonie24, jako komentarz do mojej notki zatytułowanej „Gdy zło się otrząsnęło”. Dziś ostatecznie i z sukcesem wszystkie wpisy z Salonu zostały przeniesione tu, a ja – wiedząc, że w związku z tym nie ma już żadnego powodu, żeby wciąż utrzymywać tamten blog – pomyślałem sobie, że to czego mi najbardziej z tamtych lat będzie żal, to tamtych komentarzy. Tylu tych cudownych, tak bardzo mądrych i bogatych komentarzy, w tym na pierwszym miejscu komentarzy Don Paddingtona. A więc postanowiłem jakoś uczcić ten dzień. Dla mnie nie byle jaki.
Ktoś się jednak zapyta, dlaczego akurat ten tekst, z pozoru tak bardzo już nieaktualny, a faktycznie tak dziwnie obco brzmiący wśród tylu różnych zdarzeń, w świecie, gdzie wszystko się zmienia. I to jest właśnie ów powód. To że tamte słowa Księdza dziś nagle wydają się takie stare i nikomu już niepotrzebne. Pamiętam tamte dni, pamiętam je tym lepiej że mogę sobie zawsze zajrzeć do moich starych kwietniowych jeszcze notek i zobaczyć tak wyraźnie, jacy byliśmy wszyscy wtedy mocni – jaki ja byłem wtedy mocny – i wbrew pozorom pełni nadziei.
Ale też dziś słyszę, ze Jarosław Kaczyński planuje już w tych dniach dokonać ponownego otwarcia, w postaci swego rodzaju reaktywacji tamtego Ruchu, który tak jakoś dziwnie i smutno w pewnym momencie zamilkł. Nie wiem, jak to będzie wyglądać i czy to jest w ogóle prawda, ale jestem przekonany, że jeśli to prawda i jeśli rzeczywiście uda nam się odzyskać jeszcze tamtą moc, to ten własnie wpis księdza Rafała, naszego cudownego kapelana, będzie tu nam wielką pomocą. I to jest właśnie przyczyna. Oto ona. Czytajmy.



Najpierw dorzucę swój kamyczek do metafizycznych interpretacji Katastrofy. Jest odwiecznym zwyczajem, że od 5 niedzieli Wielkiego Postu, w naszych świątyniach zakrywa się krzyże, albo wręcz wynosi się je z kościoła. Istnieje wiele interpretacji tego zwyczaju (zasłona jako znak tajemnicy, którą jest Boża miłość do człowieka; „post dla oczu”; znak uniżenia się Syna Bożego), ale mnie osobiście zawsze odpowiadała ta, której sensem było pytanie: „Wyobraź sobie, co by się stało ze światem, z ludźmi, z Tobą, gdyby nie było tego wszystkiego, co krzyż sobą wyraża?”
Ta myśl o braku obecności krzyża i wynikających z tego konsekwencjach, przyszła mi do głowy w sobotę, 10 kwietnia, gdy w telewizyjnych relacjach opisujących mordercze cechy smoleńskiej mgły, pokazywano katyński krzyż, jego cień i te puste krzesła, na których nikt już nie usiadł… Przyszła mi ta myśl do głowy, bo ktoś powiedział, że w prezydenckim samolocie była cała Polska. Była tam cała Polska (taka, jaką Ona w swej różnorodności jest, w wymarzonych przez śp. Prezydenta ideowych proporcjach, oraz z tym, co z owych proporcji może wynikać), ponieważ Lechowi Kaczyńskiemu – i pewnie Bożej Opatrzności – zależało, by cała Polska (właśnie taka!) pokłoniła się Ofiarom Katynia i by cały świat to zobaczył. No i zobaczył…
I ta Polska została zasłonięta, zabrana. Pozostała pusta przestrzeń (albo jak chce Lech Wałęsa: Polska z obciętą głową i wyrwanym sercem, tzn. trup), w którą żałobnie się wpatrujemy, mając okazję by zastanowić się, co się stanie ze światem, z Polakami, jeśli Polski (z wiadomymi ideowymi proporcjami i różnorodnością) nie będzie i nie będzie tego wszystkiego, co taka Polska sobą stanowi.
I Pan Bóg w dobroci swojej pokazuje nam co się stanie.
Pokazuje, że Polska bez głowy i serca (tzn. trup), jest wreszcie państwem, które tak dobry człowiek jak premier Putin, traktuje z należytą atencją. Może to już czynić, ponieważ – jak to wczoraj ocenił moskiewski dziennik "Kommiersant" – po tragedii w Smoleńsku powstała sytuacja, w której możliwy jest prawdziwy przełom w stosunkach między Rosją i Polską, a – cytuję: "ci politycy w Polsce, którzy opowiadają się za pojednaniem z Rosją, otrzymali taką swobodę manewru, o jakiej tydzień temu mogli tylko marzyć".
Prawda, że to jest piękne?
Bóg pokazuje, że Polska bez głowy i serca (tzn. trup) może być zarządzana bez głowy i serca, co unaocznia nam wszystkim biedny i jakoś taki zdziwiony premier Tusk (dlaczego zdziwiony? Przecież jako dobry chrześcijanin, głęboko przeżywający w niedawnym Wielkim Tygodniu tajemnice Męki Pańskiej, powinien był wiedzieć, że gdy dzieje się jakieś zło, to działa wtedy ręka szatana, posługująca się niekiedy ręką całkowicie materialną, oraz Ręka Bożej Opatrzności, która – z szacunku dla ludzkiej wolności – zło dopuszczając, z tego zła dobro wyprowadza. Czyżby Pan Premier poczuł się zaskoczony obecnością ręki, pisanej z małej litery?). Oczywiście, premier Tusk osobiście bardzo się stara i na pewno bardzo dba o zachowanie Majestatu Rzeczypospolitej. Stąd też tylko i wyłącznie głupocie jego niefrasobliwych, pozbawionych wyobraźni doradców można przypisać fakt, że wszystkie asy dzierży w swych dobrych dłoniach premier Putin.
Skoro jednak ambasador Polski w Moskwie, razem ze wszystkimi swoimi ludźmi nie rozpoczął „okupacji” smoleńskiego lotniska, skoro nie podjęto próby (być może naiwnej), by jak najszybciej polskimi siłami to lotnisko zabezpieczyć, skoro nikt z rządu Pana Tuska nie zwrócił się z prośbą o powołanie międzynarodowej komisji (choćby NATO-wskiej) d.s. zbadania okoliczności śmierci Zwierzchnika Sił Zbrojnych RP i najwyższych polskich dowódców wojskowych, no to co tak prostolinijny i szczery człowiek jak premier Putin miał zrobić? Pozwolić, by we wraku zderzonego ze smoleńską mgłą prezydenckiego samolotu, grasowały jakieś cmentarne hieny? Oczywiście, że nie mógł na coś takiego pozwolić. A to, że przy okazji wpadła mu w ręce możliwość by sprawić (np. sugestią, iż w smoleńskiej katastrofie, miały swój „ręczny” udział polskie służby specjalne), aby premier polskiego rządu przytulał się do niego skwapliwie, ufnie i na zawołanie, świadczy tylko o tym, że Premier Rosji wie doskonale, iż polityka to m.in. sztuka wykorzystywania możliwości.
Bóg pokazuje, że Polska bez głowy i serca (tzn. trup), jest już gotowa na to, by usłyszeć rosyjskie „przepraszamy za Katyń”. Co prawda, do niedawna oficjalne stanowisko Kremla (równoległe do klękania premiera Putina w Katyniu) wyrażone przed sądem w Strasburgu było następujące: „Nie udało się potwierdzić okoliczności schwytania polskich oficerów, charakteru postawionych im zarzutów i tego, czy je udowodniono, ani też tego, czy Polaków w ogóle rozstrzelano” – ale cóż, sytuacja rozwija się w sposób dynamiczny.
Gdy w minioną sobotę, o godz. 8:56 pojawiła się owa wspominana już, a wymarzona swoboda manewru, nic nie stoi na przeszkodzie (nawet zagrożenie dla bezpieczeństwa Rosji, ze strony bezczelnych i chciwych potomków katyńskich ofiar, chcących swymi roszczeniami oskubać biedne rosyjskie państwo na sumę przynajmniej 22 miliardów dolarów), by prezydent Miedwiediew mógł powiedzieć, że katyński mord został dokonany z polecenia najwyższych władz radzieckich, w tym Józefa Stalina. Możemy tylko domniemywać, dlaczego sobotnia katastrofa w sposób tak nagły zwiększyła bezpieczeństwo naszych rosyjskich przyjaciół, ale tak czy inaczej czują się bezpieczniejsi i już.
Bóg pokazuje także i to, że Polska bez głowy i serca, jest znakomitym, pragmatycznym i elastycznym partnerem gospodarczym. Wymarzona swoboda manewru, która jakże niespodzianie (żeby nie powiedzieć: szczęśliwie) pojawiła się w minioną sobotę, daje możliwość chociażby sfinalizowania polsko-rosyjskiej umowy o dostawy gazu ziemnego do Polski. Dzięki temu obecny i następne polskie rządy, nie będą sobie musiały zaprzątać głowy dywersyfikacją dostaw (te wszystkie kosztowne, nie mające ekonomicznego uzasadnienia gazoporty, azerbejdżańskie rury, czy mityczne łupkowe gazy), bo i faktycznie, sama myśl o innych źródłach paliw niż rosyjskie, jest nadużyciem zaufania i wielką krzywdą wobec tych, którzy okazują nam tak wielkie zrozumienie i solidarność.
Na tę nową, ekonomiczną jakość Polski, rynki finansowe zareagowały pozytywnie, czego znakiem było to, iż w miniony poniedziałek, na warszawskiej giełdzie „WIG20 po spokojnej sesji wzrósł o prawie 1 proc., czym ustanowił nowy rekord zwyżki i pokazał swoją siłę”. I trzeba się z tego cieszyć, bo jak mówi jeden z finansowych analityków (Piotr Kuczyński), po sobotnich wydarzeniach „rządząca koalicja (przez rynki odbierana jako dla nich korzystna) umocniła się. Pamiętać też trzeba, że wybór nowego szefa NBP zapewni jednolitość opinii na linii RPP – NBP – rząd. Znikną swary. Dlatego też, brutalnie mówiąc, inwestorzy zagraniczni mogą niedługo jeszcze lepiej oceniać sytuację w Polsce”.
Coś pięknego!
No i na koniec, a propos – jak to taxer nieco wyżej ładnie ujął: „obrzydliwej w treści, a ślicznej w formie” notki toyaha, Bóg pokazuje nam, że Polska bez głowy i serca, będzie Polską ruskich buców (powodowany ostrożnością procesową wyjaśniam, że określenie „ruski buc”, jest na blogu toyaha terminem technicznym, opisującym coś co jest bardzo osobiste, intymne, wręcz ontologiczne - a skutkujące mentalnością charakteryzującą się wewnętrzną pustką, kulturowym wykorzenieniem, pobłażliwym stosunkiem do fałszu i lekceważeniem dla prawdy, swego rodzaju bezwzględnością i innymi tym podobnymi przymiotami).
Oczywiście, biorąc pod uwagę to, co napisałem wyżej, należy zauważyć, że te nasze swojskie, ruskie buce, to jednak druga liga, w porównaniu ze wschodnimi mistrzami. Tym niemniej pomysł, propagowany przez tak wiele znakomitych autorytetów, by nienawiść i szaleństwo w imię jedności społeczeństwa podnieść do rangi normy powszechnej, ze wszech miar zasługuje na uznanie.
Czy to już wszystko, co dobry Bóg nam pokazuje? Oczywiście, że nie. Bóg pokazuje także i to, że nadszedł czas, by się na coś zdecydować: albo na żywą (w wiadomych ideowych proporcjach i różnorodności) Polskę Kaczyńskiego, (i tu trzeba się liczyć chociażby: z zimnym wiatrem i mgłą z Rosji, niezadowoleniem inwestorów zagranicznych, rechotem i fuckami ruskich buców), albo na święty spokój Polski martwej, nie mającej wpływu na bieg spraw politycznych, gospodarczych czy społecznych.
Nie wiem dlaczego właśnie teraz nadszedł czas wyboru. Ale wiem, że Bóg pokazując nam to wszystko pragnie, byśmy wybrali dobrze. Już wkrótce zasłona będzie zdjęta. Czas namysłu minie. Polska nie jest jeszcze trupem. Na razie śmierć dotknęła Jej symbole. To jest bolesne, ale Polska jest, żyje. Patrząc na tłumy chcące pokłonić się Prezydenckiej Parze, jestem optymistą. Tych ludzi żadne wulkaniczne pyły nie przykryją.
No i jest Pan Jarosław, który owych ludzi – daj Boże! – poprowadzi.

32 komentarze:

  1. Tekst aktualny jak wtedy, gdy powstał. Nawet chwilami jeszcze bardziej.

    Ruch, który ma się narodzić 10 grudnia, powinien zrodzić się już dawno.

    Ale czas wciąż jest odpowiedni.
    Uświadamiamy to sobie podczas lektury tekstu Księdza. Emocje i uczucia nie opadły. Bardzo potrzebny jest Ruch łączący ludzi.

    "No i jest Pan Jarosław, który owych ludzi – daj Boże! – poprowadzi".

    OdpowiedzUsuń
  2. @kazef
    Tekst z całą pewnością tak. Gorzej z nami. Ale Twój komentarz podniósł mnie na duchu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Toyah
    Don Paddington
    Kazef
    Wczoraj przeczytałam o tym, co państwo Izrael zrobiło żydowskim dzieciom z Jemenu i rozkleiłam się okropnie. Dziś cały dzień to mi towarzyszyło i jakby tego było mało, mnie coś naszło,żeby słuchać gruzińskiej pieśni i filmu ku czci Prezydenta, a potem obejrzeć filmy z pogrzebu. Przychodzę tu, i co widzę?
    Jesteśmy jak ci Sefardyjczycy, okaleczeni i odarci z czlowieczeństwa przez "swoich", my też nigdy nie przestaniemy żądać prawdy.
    Dziękuję za dobrą wiadomość o Jarosławie.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Toyah & All

    A ja ciągle widzę przed oczami ten wielobarwny tłum, który się zebrał u stóp Lincolna w Waszyngtonie w ten słoneczny dzień 28 sierpnia tego roku.
    Zdaje się, że już o tym wspominałem, ale zebrało się nas około 500 tys.(niektóre źródła podają, że było nas prawie milion) a hasłem łączącym było "Restoring Honor to America" Myślę, ze to się przełożyło na wynik ostatnich wyborów do Kongresu.

    I tak sobie myślę, że byłoby dobrze, gdyby na pierwszą rocznicę tej tak straszliwej tragedi smoleńskiej w Warszawie pojawiło się przynajmniej ze 100 tys. ludzi dla których słowo Ojczyzna coś znaczy.

    Glenn Beck potrzebował pół roku aby to spotkanie zorganizować więc cieszy mnie ta wiadomość Toyahu, że pan Jarosław ma jakieś nowe pomysły

    Pozwolę sobie wrzucić link do tego historycznego juz spotkania. Na jednym ze zdjęc jest krzyż...

    http://www.glennbeck.com/content/articles/article/198/44950/

    Pozdrawiam wszystkich.

    OdpowiedzUsuń
  5. Można się zastanowić po komentarzu naszego drogiego Don Paddingtona, czy Bóg uczynił dobrze dając nam tyle wolnej woli i tak mało rozumu.
    Będąc od dawna wyznawcą filozofii św. Tomasza określam zawsze zło, jako brak dobra.
    I tutaj mam kłopoty. Jak w tym wszystkim ulokować głupotę, cynizm i perfidię.
    Bo jak spojrzeć na to z drugiej, tej ruskiej strony, to pan Putin robi to co najlepsze dla swojego kraju. Fakt, na swój wschodni, krwawy i bezwzględny sposób, lecz niewątpliwie, jakoś w jego mentalności kieruje nim dążenie do dobra. Nie do dobra absolutnego, ale do dobra tego, co sobie zakreślił.

    Jak z takiej perspektywy wyglądają działania pana Tuska? Czy to tylko czysta głupota, nad którą należy się pochylić ze współczuciem i zrozumieniem? Jakie dobro mógł mieć na myśli pan Tusk, czyniąc to co uczynił.

    Trudne to jest niezmiernie, gdy chce się znaleźć wspaniałomyślne, chrześcijańskie wytłumaczenie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja powiem tak: jedną z pierwszych iskierek nadziei - jaśnieszych myśli, które przeszły przez moją biedną skołataną głowę (i serce) tamtego pamiętnego dnia 10-go było: żyje, On żyje. Jarosław. Przynajmniej On. Nie wszedł na pokład. Ufff, chwała Panu...

    I zaraz: trzeba coś robić. Ale co? Przecież tak niewiele mogę. No, modlić się przynajmniej lubię i umiem. - To biorę Jego, p. Jarosława w taką szczególną opiekę duchową, ochronę. Bo zło (niby już to wiedziałam wcześniej, a jednak znów zaskoczyło i to tak boleśnie) jest naprawdę złe. Prawdziwie złe. Nie sympatyczny pluszak z różkami i ogonkiem, jakby chcieli niektórzy. Jest to zresztą jego wielkim sukcesem - że w niego nie wierzą. Bo to jest walka duchowa, więc potrzeba duchowych sposobów.

    Panuje zgoda, myślę, że trzeba coś robić. I jak trafnie napisał Kazef niedawno niech każdy robi to co potrafi najlepiej (Toyah np. pisać, choć nie tylko oczywiście). To ja akurat modlić. Więc tak "zaadoptowałam" wtedy Jarosława moimi dobrami duchowymi. I tak do dziś.

    @Marylka
    ,,Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni". I to tak pocieszeni, że ,,ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało, co Bóg przygotował dla tych, którzy Go miłują". Nie wiem czy Cię to pocieszy. Mnie czasem tak.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Wszyscy

    A jednak Czuwają…
    Przez jakiś czas byłem mocno rozczarowany tym niezagospodarowaniem tego wspaniałego Ruchu Solidarni 2010 przy czym nazwa jest tutaj umowna, a owo zagospodarowanie miałby polegać na autentycznej powszechności ruchu. Ruchu Idei i Wartości a niekoniecznie przekonań choćby politycznych.
    I teraz widzę jakby to było - jakby to się potoczyło - gdyby nasz Kojak Kamiński i Poncjusz Paweł (swoją drogą jak to ciekawie się układa choćby nawet w doborze słów i skojarzeń) zabrali się za tą całą organizację i próbowali na niej budować swoje ja i swoje być.
    A więc jednak On czuwa i nasi Wszyscy Święci. Pewna inercja jest wskazana, zwłaszcza po Takiej Tragedii, takim doświadczeniu. Droga Jarosława wydaje się do bólu logiczna i zrozumiała. Oto z jednej strony mamy dziecko postmodernizmu, anty ideę, anty politykę, chociaż to anty to jest złe słowo bo jako pewien antagonizm też coś wyraża więc tu chodzi o wymazanie czegoś właściwie czegokolwiek. Jakże prorocze i modelowe są słowa kandydata Kononowicza, który w swoim spocie idealnie spuentował tą całą postpolitykę. „…nie będzie już niczego”. Co pozostaje Jarosławowi jako realnej opozycji w stosunku do tego tworu Sytemu który akurat dziś działa pod szyldem uśmiechu na obrysie Naszych granic. Swoją drogą sama symbolika logotypów wiele nam mówi o właścicielach. Jedyna droga Jarosława to droga ideowa do granic możliwości, droga Wartości.
    Rymkiewicz jako Nasz Wieszcz zawierzył, Legutko jako Filozof trwa dzielnie. Więc i czas na nas …
    Choćby znaczek przy klapie A.D.2010.04.10 I jadąc w tramwaju dostrzegam i kłaniam się i pozdrawiam i to wystarczy na początek

    OdpowiedzUsuń
  8. @Cmentarny Dech

    Ten znaczek przy klapie. Tak, ja długo po tamtym nosiłam biało-czerwoną wstążeczkę.

    OdpowiedzUsuń
  9. To jest piękny komentarz. Czytałem go wtedy w kwietniu i do dzisiaj noszę go w sercu. To jest z tych rzeczy - tekstów, myśli, słów, które się zapamiętuje, już są w tobie.Perzynajmniej do mnie tak dotarł.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Marylka
    A ja wciąż myślę o tym, że te obrazy, ta gruzińska pieśń, ten pogrzeb, te tłumy, to już taka zamierzchła historia, że chcę się tylko ryczeć.
    Mam nadzieję, że to tylko złudzenie.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Sagittarius
    W Polsce obawiam się te 100 tys są nie do uzyskania. Nawet 20 tys. Tu nigdy tak nie było. A brak niezaleznej opinii publicznej jest tylko jedną z tego przyczyn.

    OdpowiedzUsuń
  12. @jazgdyni
    Ciekawa refleksja z tym Putinem- patriotą. Że też mi to wcześniej nie przyszło do głowy.
    Okropne. Nawet on stoi wyżej od Komorowskiego.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Gemma
    Wygląda na to, że tylko pisać. No może jeszcze uczyć, tyle że tu mi akurat nie pozwalają.
    Więc będę pisał.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Cmentarny Dech
    Są takie znaczki? Ma ktoś? Bo ja bym reflektował.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Gemma
    Zawsze znajdziesz coś dobrego! To dobre pocieszenie. Oby za naszego życia.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Toyah
    Tez mi sie wydało, że to było tak dawno... a może z innej rzeczywistości, która uciekła bezpowrotnie.
    Poza tym mam wciąż uczucie, że jestem cudzoziemką w jakimś obcym kraju. A Wy moimi ostatnimi rodakami na tej ziemi. Oprócz rodziny i paru znajomych.
    Choćby dlatego znaczki by się przydały.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Jazgdyni
    Zapewniam Cię, że Putin jest wyłącznie patriotą własnej kieszeni. Nie pamiętasz, ilu rodaków kazał wysadzić w powietrze, żeby dojść do władzy i potem, żeby uzyskać poparcie świata dla swojej wojny? Może on i czci Rosję, ale jako dojną krowę. Podobno to najbogatszy człowiek na świecie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Co do znaczków, to znalazłam coś takiego w sieci. Ale osobiście jeszcze nie zamawiałam.

    http://niepoprawni.pl/blog/394/krzyzyki-smolenskie

    OdpowiedzUsuń
  19. @Marylka
    Pewnie że aż się przydały. Podobnie jak w ogóle przydałoby się trochę wyjść do ludzi. A z tym jest fatalnie. Czy ty wiesz, że przed wyborami lokalnymi PiS zrobił serię cudownie poruszających spotów pt. Myśl samodzielnie? Zrobił te spoty i tyle. To że się o nich w ogóle dowiedziałem, to czysty przypadek.
    Napiszę o tym osobno później w ciągu dnia.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Marylka

    A Ty zawsze coś mądrego. Też bardzo potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  21. @Toyah
    To znaczy, że kontrrazwiedka nie całkiem wyszła jeszcze z PiS-u?
    No dobrze, czekam na tekst! Wolę być wściekła niż rozklejona.

    OdpowiedzUsuń
  22. A naszej wczorajszej rozmowy o ks. płk Sławomirze Żarskim jest szybki ciąg dalszy.

    http://fakty.interia.pl/religia/news/biskup-polowy-z-krakowa,1566457,2943

    OdpowiedzUsuń
  23. Marylko

    Dzisiaj kolejne wyjście dwóch posłów ze Śląska. Obawiam się, że to jeszcze nie koniec rozwalania PiS-u w sejmie.
    Bardzo potrzebny jest jakiś ruch oddolny, żeby odświeżyć kadry i przezwyciężyć wszechogarniający marazm. A to, co się dzieje za oknem, sprzyja marazmowi.
    Dlatego wydaje mi się, że nowa inicjatywa (ruch społeczny) ma większe szanse na wiosnę.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Toyah

    Ten znaczek to tak na poczekaniu.
    Powinien być to symbol maksymalnie uniwersalny. Jeżeli powstanie ruch społeczny to powinien i znak graficzny tegoż ruchu, sprzedawany, rozdawany w formie cegiełki, np po podpisaniu Aktu Woli.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak już trolluję to jeszcze to jedno: (tak nas robią w bambuko)

    Czy liczba miliona 700 tysięcy głosów może zmienić wynik wyborów? Oczywiście. Może zdecydować o zwycięstwie w wyborach do parlamentu oraz elekcji prezydenckiej. Tymczasem właśnie tak wielka liczba głosów nieważnych została zarejestrowana w skali całego kraju podczas tegorocznych wyborów samorządowych do sejmików wojewódzkich. W związku z tym Prawo i Sprawiedliwość postuluje, by zebrać wszystkie informacje o nieprawidłowościach lub bardzo zaskakujących wynikach ostatniego głosowania, szczególnie tam, gdzie liczba głosów nieważnych przekracza średnią krajową, i formalnie zwrócić się do marszałka Sejmu o przeprowadzenie kontroli systemu wyborczego.

    http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20101202&typ=po&id=po06.txt

    OdpowiedzUsuń
  26. @Gemma
    Dziekuję! Chciałabym, żeby to było coś mądrego.

    OdpowiedzUsuń
  27. @Ginewra
    To szczury! Ale okręt nie zatonie, byleśmy nie zwracali jednak uwagi na pogodę. Zresztą jest pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  28. @Gemma
    Ktoś pisał na s24 o tych 12 mln głosów nieważnych, głównie z terenów popierających zawsze PiS, z małych gmin - że to niemożliwe, nigdy takiej ilości nieważnych głosów nie było. Tym warto się zająć. Rozmawiałam przypadkowo z działaczem z jakiejś gminy, nie wiem, z jakiego ugrupowania, i on powiedział, że dla komisji z lokalnego układu uznać dowolną ilość głosów za nieważne to nie problem.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Gemma
    Tak mówi Gazeta Wyborcza? To jeszcze chyba musimy chwilę poczekać.
    Co naturalnie nie zmienia dramatyzmu sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Ginewra
    Pomyśl tylko, ile tam jeszcze jest takich? Może faktycznie się okazać, że to co powiedział Rymkiewicz, że on by się cieszył nawet z 5%, nam się pięknie zrealizuje. Tyle że na tak zwanym poziomie centralnym. I to by mi jak najbardziej pasowało.

    OdpowiedzUsuń
  31. @Cmentarny Dech
    Jak mówią Anglicy, whatever.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Gemma
    Proponuję Rymkiewicza. On w takich chwilach jest jedyny.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.