środa, 15 stycznia 2020

Wolność i swoboda i dziewczyna młoda, czyli power to the pipul


            Kiedy już opublikowałem wczorajsze refleksje na temat sytuacji na naszych uniwersytetach, pomyślałem sobie, że chyba niepotrzebnie wpadłem w aż tak ponury nastrój, bo przecież to co dziś zmuszeni jesteśmy znosić, to zaledwie moda, i nawet jeśli być może jeszcze bardziej odporna na upływ czasu niż choćby omawiane tu kiedyś tatuaże, to jednak wciąż tylko moda, która prędzej czy później musi przeminąć. Tymczasem z owych paru komentarzy, jakie się tu pojawiły, wynika, że mój tekst był przecież całkiem jeszcze optymistyczny. W tej sytuacji pomyślałem sobie, że uzupełnię tamtą notkę paroma informacjami dotyczącymi fali, po której – mimo, że swego czasu była bezdyskusyjnie najpotężniejsza jak możemy sobie tylko wyobrazić – pozostało nam dziś już może tylko tych parę piosenek Janis Joplin i ewentualnie grób Jima Morrisona na paryskim Père Lachaise.
          Mam na myśli serię strajków na amerykańskich uniwersytetach pod koniec lat 60-tych, podczas których takie organizacje jak Black Students Union, Latin American Students Organization, Pilipino American Collegiate Endeavor, Filipino-American Students Organization, Asian American Political Alliance, czy zrzeszająca Amerykanów pochodzenia meksykańskiego grupa o nazwie El Renacimiento, zrzeszone w koalicji o nadzwyczaj spektakularnej nazwie Frontu Wyzwolenia Trzeciego Świata, przeprowadziły strajk do dziś uważany za najdłuższy studencki protest w całej historii Stanów Zjednoczonych. I nie trzeba nam nawet tego co się tam wyprawiało śledzić bardziej uważnie; wystarczy przejrzeć kalendarium tamtych wydarzeń, oraz być może jeszcze owe 10 plus 5 żądań  z jakimi strajkujący występowali, by choć na chwilę się uśmiechnąć i uwierzyć, że, jak w tym ruskim dowcipie, lepiej już było, a i tak po tych kilku latach te wszystkie ideały jasna cholera wzięła.
        A jeśli komuś wciąż mało, pragnę przytoczyć fragment z autora, o którym tu już parokrotnie była mowa, amerykańskiego dziennikarza Boba Greene’a, który swego czasu opisał swoje spotkanie z pewną studentką, redaktorem studenckiej gazetki, która chciała się od niego dowiedzieć, jak mianowicie wyglądało naprawdę życie uniwersyteckie w czasach, gdy Greene miał okazję być jego aktywnym świadkiem i uczestnikiem. I oto, jak on tej dziewczynie odpowiedział, dzieląc swoją wypowiedź na osobne zakresy tematyczne:
Campus – nie było klasycznych, męskich czy żeńskich akademików. Zamiast tego w momencie rejstracji świeżo upieczony student był przypisywany do swojej komuny, gdzie pokoje nosiły specjalne nazwy takie jak ‘Farma Pokoju’, czy ‘Niebo Hanoi’. Zwykłe posiłki były zakazane, a nasza dieta składała się głównie z granoli oraz orzechów. Pieniądze były zakazane; wszyscy żyliśmy z uprawy warzyw, a wszelkie dobra materialne przekazywaliśmy Ludowi. Przez pełne cztery lata spaliśmy na podłodze, ponieważ uważaliśmy, że tak jest bardziej naturalnie, a poza tym będzie to stanowiło symbol solidarności z naszymi braćmi i siostrami w Trzecim Świecie. Bardzo często w jednym pokoju mieszkało nawet 15 osób. W drzwiach nie było zamków, ponieważ  wszyscy byliśmy piękni i ufaliśmy sobie wzajemnie.
Seks – Wszyscy studenci uprawiali seks publicznie nawet kilka razy dziennie, często na zewnątrz, w błocie. Nierzadko, student kończąc studia mógł się pochwalić nawet tysiącem partnerów. Tabletki antykoncepcyjne były dostarczane za darmo z wielkich pojemników rozmieszczonych w strategicznych punktach campusu. W lecie, gdy było bardzo ciepło, studenci na ogół chodzili nago, nawet na zajęcia.
Rodzice – Rodzice z naszego punktu widzenia równie dobrze mogli nie żyć.
Ubiór – sklepy z odzieżą, takie jak je znamy dziś, nie istniały. Głównie chodziło się w mundurach wojskowych, które można było bardzo łatwo zdobyć w różnych punktach na campusie. Studenci często malowali swoje twarze w barwy wojenne. Buty oczywiście były zakazane. Chodziło się wyłącznie boso.
Rasa – Społecznie było rzeczą o wiele bardziej akceptowalną być osobą czarną. W związku z tym, podczas roku akademickiego wielu studentów było czarnych, by stać się z powrotem białymi w czasie pobytu w domu na Święta Bożego Narodzenia oraz podczas wakacji. Ja na przykład byłem czarny od samego początku aż do czasu gdy otrzymałem dyplom i zacząłem szukać pracy.
Narkotyki – Wszyscy chodziliśmy wiecznie zaćpani. LSD było dostępne z kranów z wodą, a w drodze na zajęcia asystenci rozdawali nam marihuanę. Znajdujące się na campusie automaty oferowały meskalinę, barbiturany, oraz amfetaminę. Były również specjalne miejsca, gdzie można było nalać sobie szklankę wina, by spłukać tabletki. Piwo było zakazane. Student przyłapany na piciu piwa był automatycznie wyrzucany.
Polityka – Wszyscy oczywiście byliśmy komunistami.
Muzyka – Zewsząd, 24 godziny na dobę, grała głośna rockowa muzyka, również podczas zajęć.
Studia Zajęć jako takich nie było. Zamiast tego, każdego dnia gromadziliśmy się na zewnątrz, by wykrzykiwać obraźliwe słowa na temat prezydenta Lyndona Johnsona, podczas gdy nasi profesorowie gratulowali nam, że jesteśmy tacy  młodzi i cudowni. Wszyscy oczywiście otrzymywaliśmy najwyższe oceny tylko za to, że przyszło nam żyć w tak ekscytującym i pełnym ciekawych wydarzeń czasie”.
      Bardzo zabawne jest samo zakończenie felietonu Greene’a. Otóż pisze on tak:
 Strasznie to było dawno. Kiedy opowiadałem o tamtych czasach owej studentce, poczułem nostalgię. Ja mówiłem, ona notowała, by wreszcie powiedzieć, że musi wracać na campus.
 - Do widzenia - powiedziała.
 - Peace - odpowiedziałem”.
       Przepraszam bardzo, ale nawet jeśli przyjąć, że Greene trochę się tu wygłupia, to ja już naprawdę zniosę nawet to nasze śmieszne LGBT, nawet jeśli ono będzie niesione na sztandarach Ruchu Wyzwolenia Krów.


     


5 komentarzy:

  1. Ładnie pokolorowane. Flower Power. Dzisiaj nie ma tej wyobraźni. Zostaje 'pokoloruj drwala' jako ostatnia wersja testu z matematyki.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Pavel
    Bardzo celne spostrzeżenie. Dziś nie ma tej wyobraźni. Swoją drogą, bardzo to pocieszające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy jak to będzie. Tamto miało przynajmniej jakiś 'styl', głupi bo głupi ale miało. Dzisiaj zalewa nas magma, żeby nie powiedzieć więcej. Ale bądźmy dobrej myśli.

      Usuń
  3. Z tą modą to czas pokaże (jest na tatuaże, brody i wąskie nogawki), obawiam się jednak, że obserwujemy teraz głębszą i trwalszą zmianę, która zresztą jeden z poprzednich etapów miała właśnie pod koniec latach 60-tych, w czasach "rewolucji seksualnej". Tamto niby przeminęło, ale na zawsze zmieniło społeczeństwa zachodnie. Teraz zapukali i do nas.

    Do ciekawszej refleksji natchnął mnie tytuł notki. Jest pewna różnica bowiem, pomiędzy chłopakiem z polskiej wsi, śpiewającym 20 lat temu te piosenki, a tymi co dzisiaj krzyczą o wolności. On bowiem śpiewał ją w sobotę wieczorem na dyskotece, a cały tydzień zapierniczał jak Pan Bóg przykazał. Dzisiaj przeciętny "facet" w mieście nie potrafi wbić gwoździa.

    OdpowiedzUsuń
  4. @marcin d.
    Przecież wiem. Ale dobrze że na to zwróciłeś uwagę.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.