czwartek, 23 stycznia 2020

Donna Donna, czyli co się przewozi w bydlęcych wagonach


       W życiu bym nie przypuszczał, że przyjdzie taki moment w życiu tego bloga, że wśród kto wie, czy nie kilkunastu tysięcy etykiet, jakimi oznaczałem te teksty znajdzie się również nazwisko europosłanki Sylwii Sprurek. Mało tego. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że nadejdzie dzień, gdy ja postanowię poświęcić cały tekst obronie Sylwii Spurek przed atakami tak zwanych „naszych”, to w ogóle bym wzruszył ramionami i w jednej chwili o tym czymś zapomniał. Ponieważ jednak z jednej strony uznałem dziś za stosowne wziąć ją w obronę, przy tym jednak sumienie nie pozwala mi, by ją bronić w sposób bezwzględny, to umówmy się, że w pierwszej części tego tekstu wezmę tę wariatkę w obronę, a następnie jej przyłożę tak, że się od tego nie pozbiera.
      O co poszło? Otóż, jak pewnie część z nas już wie, owa Spurek, kobieta dotychczas znana głównie ze swojej działalności na rzecz walki z systemowym gwałceniem krów w tym jednym jedynym celu, by, kiedy one urodzą i wejdą w fazę karmienia, móc je następnie w nieskończoność bezkarnie doić, opublikowała na swoim profilu na Twitterze obraz przedstawiający prowadzone na rzeź krowy w oświęcimskich pasiakach. Wspomniany obraz nie był wprawdzie ani dziełem Spurek, ani nawet jej pomysłem, lecz pracą malarską pewnej australijskiej artystki, która całą swoją twórczość poświęciła walce z mordowaniem zwierząt, stało się jednak tak, że wszystkie możliwe gromy, jakie po owej publikacji się posypały, nie spadły na ową artystkę z Australii – która, zauważmy swoją drogą, że nie tylko ten jeden raz i nie tylko wczoraj, czy przedwczoraj, nawiązała w swojej twórczości do Holocaustu – lecz na Spurek właśnie. Ktoś się zapyta, czy nie było może tak, że ów wpis Spurek zawierał jakieś kontrowersyjne sformułowania w rodzaju sugestii, że Żydzi gazowani w Auschwitz to bydło, czy że picie mleka to nowy Holocaust. Otóż nic podobnego. Ów twit jest całkowicie niewinny i brzmi następująco:
Jo Frederiks daje do myślenia, otwiera oczy na to, jak traktujemy zwierzęta. Ten obraz przypomniała Fundacja_Viva dobrze, bo czas na poważną dyskusję o traktowaniu zwierząt, o warunkach, w jakich żyją, o tym, jak je zabijamy. Czy to jest humanitarne? Czy to nadal rolnictwo?
      Co my tu mamy? Nic takiego, moim zdaniem, co by w ogóle zasługiwało choćby na splunięcie. Tekst – a przy okazji i obrazek – taki jak setki tysięcy, czy miliony, jakie ukazują się w przestrzeni publicznej od lat, i to nie tylko gdy chodzi o środowiska histeryzujące na temat hodowli zwierząt, ale nawet w kwestii używania symboliki Holocaustu do podkreślania wszelkich innych, choćby nawet nieporównywalnych z Holocaustem zjawisk. A czymże innym, jak nie tym właśnie była kultowa wręcz w wielu bardzo postępowych, ale i nie tylko, środowiskach piosenka „Donna Donna”, napisana, co warto podkreślić, przez dwóch utalentowanych autorów o nazwiskach Sholom Secunda i Aaron Zeitlin, a zaśpiewana przez Joan Baez, której leitmowtyw stanowi obraz wagonów wiozących bydło na rzeź. I co się stało, kiedy owa piosenka po raz pierwszy zabrzmiała w publicznej przestrzeni? Ktoś się obraził? Ktoś protestował? Nowojorscy Żydzi może podnieśli wrzask na owo rzekome obrażanie pamięci mitycznych „pięciu milionów”?
       A to się dzieje właśnie dzisiaj. Spurek, za wklejenie tego beznadziejnego obrazka, jest atakowana i to nie tylko przez takie organizacje jak Amerykański Komitet Żydowski, From The Depth znanego nam skądinąd Jonny’ego Danielsa, czy nasze Stowarzyszenie Polskich Rodzin Ofiar Obozów Koncentracyjnych, ale również przez takie instytucje jak kandydat na Prezydenta RP, Krzysztof Bosak, który zarzuca Spurek, że ta „porównuje obozy koncentracyjne do hodowli bydła”, czy – uwaga, uwaga – portal TVP Info tytułujący swój główny materiał na swojej stronie internetowej: „Porównała bydło do ofiar III Rzeszy”. Swoją drogą, mógłby się Pereira dogadać z Bosakiem, kogo Spurek porównała do kogo: bydło do Żydów, czy Żydów do bydła.
       Skoro już to mamy załatwione, chciałbym wejść, nomen omen, into the depth i poruszyć kwestie, które jakimś cudem poruszane nie są. Otóż przede wszystkim, ja nie mam pretensji do Spurek, że ona tak strasznie przeżywa los zwierząt. Jak już tu wspomniałem, nie ona jedna i nie ona najbardziej. Powiem więcej, ja tę postawę, zakładając, że ona jest szczera, tak jak to jest niewątpliwie w przypadku piosenkarza Morrisseya, w pewnym sensie szanuję. Ten rodzaj wrażliwości, kiedy człowiek patrzy na te wszystkie mordowane świnie, owce, czy cielęta i nagle widzi Auschwitz, robi naprawdę wrażenie. Co więcej, ja wierzę głęboko, że Spurek w istocie rzeczy przejmuje się losem tych krów. Wbrew pozorom, granica między rozsądkiem, a obłąkaniem wcale nie jest taka gruba. Natomiast bardzo mnie tu zastanawiają dwie rzeczy. Pierwsza to ta, że reakcja – pomijając oczywiście TVP Info i Bosaka, którzy Spurek nienawidzą i tylko czyhają na to, by jej się przydarzyła jakaś przykrość – opinii publicznej na to co ona zrobiła, publikując obraz tej Australijki, jest w sposób oczywisty dęta. Jeśli dziś się okazuje, że cała masa Żydów, którym nie dość, że dotychczas nie przeszkadzała ani piosenka „Donna Donna”, ani nawet wegańskie manifestacje owej Frederiks, chce Spurek za to co zrobiła wsadzić za kraty, to znaczy, że coś tu jest bardzo grubo szyte. I podejrzewam, że świetnie wiem, o co chodzi. Dziś jak wiemy, rozpoczyna się niesławny rusko-żydowski event w Jerozolimie, podczas którego, jak można podejrzewać, dojdzie do próby linczu na Polsce i Polakach. Ponieważ Polska, dzięki godnościowej polityce swojego rządu, oraz godnej jak najbardziej postawie samych Polaków, nie jest tu wcale taka bezbronna, a dodatkowo jeszcze już za parę dni dojdzie do bardzo poważnych uroczystości na terenie Auschwitz, gdzie parę słów prawdy świat usłyszy, nie zdziwiłbym się gdyby ktoś tam gdzieś tam postanowił wykorzystać szaleństwo Spurek i użyć ją w swoich wcale już nie tak szaleńczych celach.
       I znów ktoś powie, po co komu kompromitacja Spurek? Komu może zależeć, szczególnie na wyższych poziomach tej sceny, by tę nieszczęsną kobietę wbić w ziemię? Otóż tu wcale nie chodzi o Spurek. Ona sobie świetnie poradzi i nic jej nie będzie. W końcu nawet Jarosław Kaczyński wie, że miłość do zwierząt potrafi człowiekowi zawrócić w głowie. Jest jednak bardzo możliwe, że ona, przy okazji swojej dbałości o los krów, postanowiła upiec dwa sojowe kotlety – a kto wie, czy nie trzy, jeśli przyjąć, że jej za jej twitterowy komentarz zapłacono – na jednym ogniu, i załatwić swoje porachunki z Polską właśnie. A zatem tu moim zdaniem wcale nie o Spurek chodzi, ale o, jak to wciąż słyszymy, polską europarlamentarzystkę. Nikt bowiem na świecie nie zastanawia się dziś, co to za jedna ta Spurek i co ona ma wspólnego z Polską, poza tym, że w owym Europarlamencie reprezentuje Polskę właśnie. I taka zatem dziś płynie wiadomość w świat: Polska porównała zagazowanych w Auschwitz Żydów do bydła.
      I, powiem szczerze, niewiele by mnie to obchodziło, gdyby nie fakt, że to jest również informacja, którą przekazuje portal TVP Info. I nie ma znaczenia, że oni zamiast słowa „Polska” dają nazwisko Spurek. To już akurat obchodzi tylko małą grupkę interesujących się polityką pasjonatów, takich jak my. Reszta wejdzie w to kłamstwo jak te krowy do wagonów.





1 komentarz:

  1. Akcja p. Spurek nasunęła mi takie pytanie: czemuż, ach czemuż obrońcy zwierząt nie poświęcą się dla nich i sami nie podstawią się pod niektóre przynajmniej wybrane, co inteligentniejsze, ofiary tej nieludzkiej rzezi. Nie mówię tu o jakimś samobójstwie, bo to by wstrzymało ubój. Kanibalizm jeszcze nie wszedł do programu ratowania ziemi. Może w przyszłości, ale teraz nic by im nie groziło, a za to byłoby skuteczne. Marycha im trochę zaćmiła jasność osądu?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.