niedziela, 15 września 2019

O komunikacyjnym wykluczeniu i Dobrej Zmianie


Na ten piękny niedzielny poranek proponuję swój najnowszy felieton z „Warszawskiej Gazety” z nadzieją, że przynajmniej ci, którzy do tego znakomitego tygodnika nie mają dostępu, uznają, że ten dzień zaczął się im bardzo dobrze.     

      Gdyby ktoś mnie poprosił o wyjaśnienie, co sprawia, że ja z uporem godnym lepszej sprawy wierzę, że polityczna oferta Prawa i Sprawiedliwości jest ofertą poważną, a przede wszystkim wiarygodną, mógłbym oczywiście odpowiedzieć, że owych powodów jest zbyt dużo, by je tu opisywać. Ponieważ jednak tego pytania nie można pozostawić bez odpowiedzi, powiem tylko, że z mojego punktu widzenia, nawet gdyby z owych licznych argumentów obronił się tylko jeden, to on mi wystarczy, by wierzyć w ten projekt zachowując przekonanie, że moja wiara jest jak najbardziej usprawiedliwiona. A mam tu na myśli tak zwane „wykluczenie komunikacyjne”.
       W czym rzecz? Otóż wbrew dość często wyrażanej opinii, że ów problem jest tak powszechny, że w pewnym momencie przestał być zwyczajnie zauważany, mam tu zdanie odmienne. Otóż z tego co wiem, on faktycznie przestał być zauważany, tyle że stało się to dzięki temu, że owo komunikacyjne wykluczenie dotyczy tak małej liczby osób, że dla powszechnej świadomości praktycznie bez jakiegokolwiek znaczenia. Moje co do tego przekonanie bierze się stąd, że ja tę sytuację miałem okazję zaobserwować na przykładzie mojej rodzinnej wsi Sławatycze nad Bugiem, wsi samej w sobie od lat wykluczonej, coraz bardziej wyludnionej, biednej i samotnej. Jeśli chcemy dojechać do Sławatycz, lub ze Sławatycz wyjechać, mamy dwie proste możliwości – Włodawę na południe oraz Białą Podlaską na północny-zachód i dziś jedynym dostępnym tu środkiem transportu jest prywatny samochód. Rzecz w tym, że mimo wspomnianej pauperyzacji wsi i jej mieszkańców, należy przyznać, że tam praktycznie wszyscy mają jeden, a niekiedy i dwa samochody, a więc im ów zlikwidowany PKS, czy jeszcze parę lat temu obsługujący trasę Biała Podlaska - Sławatycze bus, nie zaprzątają w żaden sposób umysłu. Rzecz natomiast w tym, że jeśli tam, wśród tego tysiąca z małym hakiem mieszkańców znajdzie się choćby jedna osoba, która nie ma żadnej możliwości, by się stamtąd ruszyć, to z pewnego, wręcz metafizycznego punktu widzenia, mamy problem tak głęboki, że tylko nadzwyczaj wrażliwe oko jest w stanie go dojrzeć i się nim przejąć.
      Powtarzam. Gmina Sławatycze to na naszej polskiej mapie miejsce wyjątkowo zabiedzone, nie zmienia to jednak faktu, że co by o jego mieszkańcach nie mówić, o żadnym komunikacyjnym wykluczeniu nie może być mowy. Czemu to z takim naciskiem podkreślam? Otóż prawdopodobnie w większości polskich gmin, owa wykluczeniowa sytuacja jest jeszcze bardziej fikcyjna. Ale jednocześnie nie mam wątpliwości, że w większości z nich żyje przynajmniej jedna osoba, która czuje się tam jak w więzieniu. I to, że Dobra Zmiana – niechby nawet parę tysięcy – tych ludzi zauważyła i wyszła im na przeciw, to z pewnością nie w wyniku politycznych kalkulacji.
       I to jest to co ja u nich szanuję. I to jest to, co sprawia, że z czystym sumieniem będę na nich głosować.



Powiem szczerze, że bardzo liczyłem na to, że zeszłoroczny wrzesień się już nie powtórzy, jednak wygląda na to, że jeszcze i tym razem muszę prosić tych, którym moje dwie ostatnie notki umiliły ten piękny weekend, o jednorazowe wsparcie. Gdyby ktoś nie pamiętał, podaję namiary: Krzysztof Osiejuk 50 1050 1214 1000 0092 2516 8591, ewentualnie, jeśli ktoś wciąż jeszcze nie wrócił do kraju, to można przelewać pieniądze na mój paypalowy adres k.osiejuk@gmail.com. A  ja ze swej strony obiecuję, że będę Państwa zabawiał dopóki mi sił starczy. Korzystając z okazji, chciałbym z całego serca podziękować dwóm czytelnikom, którzy od dłuższego czasu regularnie co miesiąc wysyłają mi to co wysyłać uznali za stosowne. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.