El Dorado, czyli co Donald przywiózł z kultowej już dziś wycieczki do Peru?

Najpierw Dziennik, a po nim wszelkie możliwe portale internetowe, w tym – jak najbardziej – onet.pl, poinformowali, że nasza władza wreszcie (wreszcie!) zrobi porządek z nauczycielami. Ja oczywiście świetnie rozumiem to podniecenie. W końcu, jak już tu parę razy pisałem, kompleks szkolny człowieka nie opuszcza do końca życia, a biorąc pod uwagę, że relacja między życiem szkolnym przeciętnego obywatela, a jego dorosłą karierą jest wprost proporcjonalna – a więc, im człowiek był większym idiotą w szkole, tym bardziej jego przyszłe życie determinowane jest przez nienawiść do nauczycieli jako ludzi i jako grupy zawodowej – nie ma się co dziwić, że statystycznie, bardzo duża część obywateli, jak tylko słyszy słowo ‘nauczyciel’, zaczyna pogardliwie rechotać.
Mówiąc „idioci”, wbrew pozorom nie mam na myśli uczniów złych, krnąbrnych i migających się od nauki. Każdy nauczyciel, który jeszcze nie zwariował od tego wysiłku, i w miarę możliwości kontroluje sytuację, doskonale wie, że prawdziwych szkolnych idiotów o z większym skutkiem znajduje się po przeciwnej stronie tej barykady. Sami uczniowie zresztą też doskonale się orientują, jak to się te relacje w każdej klasie układają. A zatem, i w miarę przytomni już uczniowie i wciąż jeszcze przytomni nauczyciele wiedzą też dobrze, że nie ma nic bardziej niszczącego dla przeciętnego szkolnego idioty, jak jego przyszła kariera. A niestety, tak to się często dzieje, że to właśnie ci najgłupsi jakimś cudem – możliwe, że przez tę szkolna traumę – wybijają się i zostają ministrami, premierami, ważnymi dziennikarzami i Bóg wie, kim jeszcze. I wtedy dopiero się odgrywają.
Skąd się ten kompleks bierze, nie wiem. Mogę się tego zaledwie domyślać i coś tam sobie spekulować, ale ponieważ nie mam żadnych mocnych teorii, nie będę się tu mądrzył. Fakt jednak jest taki, że przez znaczną część społeczeństwa, w tym może najbardziej aktywni są tu ci, którzy w ogóle mają najwięcej do powiedzenia, nauczyciele są nieustannie poddawani tak mocnej moralnej presji, że w pewnym momencie jedynym dla nich rozwiązaniem jest zmienić nazwisko, miejsce zamieszkania i wreszcie zawód. Jak wygląda ta presja? Przede wszystkim polega ona na tym, że powtarza się wciąż nauczycielom, że nic nie robią i za to nicnierobienie dostają kupę pieniędzy i że gdyby nie te pieniądze wydawane przez biedne państwo na utrzymanie tych nierobów, Polska by była bogatsza, a innym – o wiele bardziej zasłużonym – grupom zawodowym żyłoby się dostatniej. Niestety, nauczyciele są bardzo agresywni, świetnie zorganizowani, i w dodatku wciąż straszą porządnych ludzi, że jak nie da im się więcej pieniędzy, to przestaną przychodzić do pracy, a tego przecież polskie państwo by nie zniosło. No i jest jak jest. Nędza, przestępczość i ogólny syf.
Informacja na temat porządków, jakie rząd zamierza wprowadzić w polskich szkołach została przekazana przy pomocy jednego i wszędzie tego samego tytułu: „Koniec nauczycielskiego eldorado”. Odpowiednia atmosfera była oczywiście już nadmuchiwana znacznie wcześnie, choćby przez ciągłe powtarzanie, że oto właśnie nauczyciele otrzymali kolejną podwyżkę, i w tej chwili najgłupszy z nich, za te nędzne 9 miesięcy pracy w roku, po 18 godzin tygodniowo, spędzanych głównie na plotkach w pokoju nauczycielskim, dostaje już niemal 4,5 tys. złotych polskich miesięcznie, a ponieważ rząd znajduje się pod nieustanną presją, niedługo będzie trzeba dać jeszcze więcej. No i dziś, kiedy wszędzie pojawia się ta zapowiedź o „końcu eldorado”, wielu już się tylko ustawia w kolejce, żeby być jak najbliżej tego widowiska, które już niedługo się rozpocznie. To dopiero będzie frajda patrzeć, jak ta banda leni zacznie się przesiadać z tych swoich wypasionych samochodzików do autobusów i tramwajów. To się pośmiejemy, widząc, jak zaczną sprzedawać te swoje wypasione wille i wynajmować tanie klitki, najlepiej po awansujących za swą ciężką pracę dziennikarzach. I zasmakują trochę życia bez corocznych wakacji na Karaibach. No a przede wszystkim, to dopiero poczujemy dreszcz sprawiedliwości, jak oni wreszcie zaczną normalnie pracować. Osiem godzin dziennie przy tablicy, panie! Z odliczeniem przerw co 45 minut, jasna cholera!!! 11 miesięcy w roku. Eldorado im się zachciało. A uczniom też się to przyda. Niech zapieprzają w wakacje. Myśmy w końcu też nie mieli łatwo.
Z zawodu jestem nauczycielem, ale z powodów, w które nie chcę tu po raz kolejny wchodzić, rodzinę utrzymuję głównie z tego pisania. Pracowałem jednak w szkole i to raz nawet – prawdopodobnie z naruszeniem prawa – 35 godzin w tygodniu z wychowawstwem da dokładkę. Również moja żona jest nauczycielką, a zatem w tej całej branży orientuje się świetnie, jak to jest pracować w szkole i jak to jest pracować ciężko. I powiem od razu, że z mojego punktu widzenia jest to najlepsza z możliwych praca. Wbrew jednak temu co się wydaje wspomnianym na początku idiotom, wcale nie ze względu na to, że tam świetnie płacą za żadną pracę, i że człowiek ma dla siebie całe wakacje. Nawet nie dlatego, że to jest idealne miejsce, żeby zostać gwiazdą świecącą nad bandą zastraszonych dzieci. Nie jest też szkoła wspaniałym miejscem pracy, bo się ma za kolegów innych nauczycieli, kotrzy – jak wiemy – są wspaniałymi ludźmi. Jest to miejsce dla mnie wymarzone, bo nie wyobrażam sobie, gdzie jeszcze można czuć sens tego co się robi w równie jednoznaczny i bezpośredni sposób.
Jednak, przy tym wszystkim, świetnie wiem, że trudno znaleźć inne miejsce poza szkołą, która angażuje człowieka psychicznie w tak strasznie dewastujący sposób. Nie wiem, jak jest z tymi, którzy ten mój dzisiejszy tekst czytają, ale ja znam co najmniej kilku nauczycieli, którzy na stare lata zwyczajnie zwariowali. Znam takich nauczycieli, którzy – moim zdaniem przez to właśnie, że całe swoje życie byli nauczycielami – dziś są obłąkani do tego stopnia, że kiedy idą ulicą, to to ich szaleństwo po nich widać. Nie wiem, jak to jest z lekarzami, czy policjantami. Nie wiem, czy praca w biurze też tak okropnie potrafi człowieka zniszczyć. Natomiast to jedno wiem na pewno. Że odsetek nauczycieli przechodzących na emeryturę z poważnym psychicznym defektem jest na tyle duży, że warto by było się choć czasem nad tym zadumać. I w tej zadumie starać się nie kombinować w tę stronę, że oni zwariowali z braku zajęcia i z finansowego rozpaskudzenia.
Oczywiście, umiem patrzeć też poza swoje podwórko i wiem, że nie trzeba być nauczycielem, żeby świadomość tego, czym się jest i co się robi, do tego stopnia determinowała ludzkie życie, że człowiek przestaje być człowiekiem, a staje się już tylko lekarzem, sędzią, policjantem, czy księgowym. Wiem też, że z jakiegoś powodu wielu dziennikarzy czy lekarzy na przykład kończy jako zapici na śmierć menele, ale też wiem, że chyba w żadnym innym zawodzie, tak jak wśród nauczycieli, człowiek nie żyje pracą 24 godziny bez przerwy na okrągło. I nawet kiedy śpi, śni mu się klasa, kreda, gąbka, a kiedy się budzi, to często dlatego, że go budzi przenikliwy dźwięk dzwonka. I zapewniam wszystkich ewentualnych mądrali, że tak mają również ci, którzy pracują w szkole choćby na 2/3 etatu, byle tę fuchę mieli przez nieco dłuższy czas, niż rok czy dwa. Powiedzmy, trzy lata wystarczą. To jest czas jak najbardziej odpowiedni. I z jakiegoś powodu wiem na pewno, że to ostatnie zdanie kieruję przede wszystkim nie do tych, którzy w szkole zbijali bąki i chuliganili, ale do prymusów i laureatów olimpiad. Bo tamci wiedzą to i bez moich mądrości.
Tymczasem w sytuacji kiedy mamy przed sobą kogoś, komu na najważniejsze 10, czy czasem nawet więcej lat naszego życia powierzamy do niemal wyłącznej dyspozycji nasze dzieci, i chcielibyśmy, żeby ten ktoś miał zapewnione wszystko co mu jest potrzebne, żeby tych naszych dzieci nie zniszczyć, lecz pomóc nam wyprowadzić je na ludzi, pojawia się pomysł, by nauczyciela traktować jak piąte koło u wozu – parszywego głupca i lenia – który dopiero zrozumie, co do niego należy, jak się mu każe pracować nie 18 godzin na tydzień, ale 118. Z zaleceniem takim oto, że jak nie będzie dawał rady, to niech po prostu krócej śpi. A jak będzie miał jakieś wypracowania do sprawdzenia, niech sprawdza w czasie przerw i okienek. I z taką oto obietnicą, że jak się będzie dobrze i wytrwale starał, to mu samorząd ewentualnie podwyższy pensję. Po co to wszystko? Oczywiście pierwszy powód jest zawsze ten sam – chodzi o zawiść i głupotę. Natomiast w tym akurat wypadku, mamy jeszcze do czynienia z tak zwanym rządzeniem. To jest właśnie to coś co się nazywa Hall i Platforma Obywatelska. Ponieważ w kasie zabrakło gotówki, trzeba brać gdzie się da. Byle nie od urzędników. Bo jak tych się ruszy, to trzeba będzie iść za ciosem. Więc kuratoria, jakiejś WOM-y, jakieś wydziały edukacji zostaną. Poleci pierwsza linia.
Oczywiście, jestem pewien, że oni mają tam te swoje intencje i pewnie nawet coś za tymi intencjami stoi. Że oni na przykład sobie wyobrażają, że tu się pozamyka szkoły, tu się powyrzuca nauczycieli, tu pozostałym każe się pracować dwa razy dłużej i wtedy starczy pieniędzy na to, żeby już nie trzeba było kłamać na temat tych zarobków, tylko by one faktycznie wzrosły. Tyle że efekt będzie taki jak zawsze. To co się da zrobić, to się zrobi, natomiast zaoszczędzone pieniądze, jak zwykle, się przepieprzy lub ukradnie. A co zostanie, to się oczywiście da na podwyżki do kuratoriów. I wszystko będzie jak dotąd, tyle że gorzej.
Powtarzam raz jeszcze. Z mojego punktu widzenia, bycie nauczycielem, to równie fajna robota, jak bycie dziennikarzem, lekarzem, czy taksówkarzem. Nie mówiąc już nawet o tym, że o wiele fajniejsza, niż sprzątanie miejskich parków, czy kopanie rowów. Osobiście nie mam nic przeciwko temu, by umrzeć przy tablicy z kredą w ręku. Natomiast zupełnie nie jestem w stanie zrozumieć owych, moim zdaniem, nie dość że kompletnie obłąkanych, to w sposób oczywisty samobójczych planów, by doprowadzić polskie szkoły do całkowitej ruiny przez wcześniejsze, metodyczne i bezwzględne pozbawienie tych szkół porządnej i świadomej kadry nauczycielskiej. A nie mam najmniejszych wątpliwości, że przede wszystkim, to nieustanne gadanie o tym, że nauczyciele to banda głupich nierobów, zarabiających dwa razy więcej, niż się to dzieje w rzeczywistości, z dalszymi planami zmuszenia ich do jeszcze cięższej i jeszcze dłuższej pracy, doprowadzi wyłącznie do tego, że nauczycielami będą zostawać już tylko, ci którzy wcześniej już w szkole pracowali, później przeszli na emeryturę, a teraz są już tak pieprznięci, że jest im już i tak wszystko jedno. Więc jak się okaże, że gdzieś się pokazały nowe wolne etaty, to oni je będą brali nawet za te głupie 2 patyki.
Stoimy więc wobec końca jakiegoś El Dorado. Jak twierdzą eksperci, owego El Dorado nigdy tak naprawdę nie było. Jeden z owych specjalistów, dr Roman Warszewski twierdzi wręcz, że cale to El Dorado, to był wymysł plemion zamieszkujących amazońską dżunglę, które od zawsze lubiły w siebie wlewać coś co się nazywało ‘ayahuaska’ i stanowiło psychodeliczny wyciąg z jakichś ichniejszych roślin. Otóż podczas picia tej ‘ayahuaski’, pojawiają się podobno bardzo sugestywne wizje złotych miast, lśniących budowli oplecionych iskrzącymi się, złotymi girlandami, i Bóg wie czym jeszcze. No i działo się tak, że kiedy oni się tym czymś zaprawiali, wymyślili sobie to El Dorado. Czy tak było, czy nie – nie wiem. Warszewski twierdzi, ze tak. Że to wszystko stąd. A ja nie mam powodu, żeby mówić, że on kłamie.
Ta teoria wydaje mi się dziś tym bardziej przekonująca, gdy słyszę, jak nasi dziennikarze, politycy i cała ta ekipa doszli do przekonania, że nasze polskie El Dorado znajduje się w polskich szkołach, i że w celu wyrównania szans i sprawiedliwego rozdziału narodowego majątku, trzeba dopieprzyć nauczycielom? Oni musieli się zaćpać. Czym, jak i kiedy – tego nie wiem i mało mnie to interesuje. Może i tą ‘ayahuaską’. Może, jak Tusk trzy lata temu był w Peru, to im przywiózł, i przynajmniej dla jego kumpli starczyło do dziś. Ale myślę, że to się stało właśnie tak. Zaćpali się i zobaczyli te bryki, te wille, te palmy. Mam słodką nadzieję, że któregoś dnia od tego zdechną.

Komentarze

  1. Ciut nie na temat ale tylko ciut. Obszedłem dziś sklepy spożywcze za cukrem. Najtaniej znalazłem po 4,30zł a mieszkam w małej mieścinie na wschodzie Polski. Standardowa cena to około 4,50zł. Sprzedawca ze sklepu Biedronka powiedział mi, że cena cukru może dojść do 7zł! "Taki rząd wybraliście!" - skwitował. Oczywiście pomyślałemsobie, że panikarz ale jakby mi ktoś powiedział 5 lat temu, że cukier będzie po "cztery pięćdziesiąt" to też bym popukał w czoło. Do 5zł to raczej leciutko dojdzie. Noooo, polikwidowali nasze cukrownie i inne "fabryki opiłków", ale pewnie zaraz wielcy znafcy (celowa pisownia) i eksperci ekonomiści wytłumaczą mi, że to nie dlatego, że to nie wina rządów.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Obliveon
    Masz sto procent racji. To jest tylko ciut nie na temat.

    OdpowiedzUsuń
  3. Toyah, to jest przedni, najprzedniejszy tekst i po ciężkim dniu pracy - po sześciu godzinach ciężkiej pracy przeczytałam go z pełną satysfakcją.

    Jestem zmęczona - po tych sześciu godzinach - i nie stać mnie na żaden konstruktywny komentarz. Bo kiedy wracam po takim nauczycielskim dniu do domu, a nastepnego dnia czeka mnie kolejny dzień nauczycielski, to piję tylko ciepłe płyny na podrażnione gardło, czytam Ciebie, Rolexa i Coryllusa, a za chwilę zacznę przygotowywać się jeszcze na ten nastepny dzień. Nauczycielski.

    A jak czytam o tym, że nauczyciele najpewniej wariują z finansowego rozpasania i z braku zajęcia, i jeszcze jak czytam o złotych budowlach oplecionych girlandami albo czymś podobnym, to śmieję się w głos i jestem Ci głęboko wdzięczna: przepadam za takimi wpisami. Pamiętasz "Ze power to ze people"? Uwielbiam ten tekst i ten typ dowcipu.

    Nic mądrego tu dziś nie wymyślę - po prostu chciałam Ci podziękować.

    OdpowiedzUsuń
  4. @latinitas
    6 godzin? No wiesz? Jak możesz?

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja się pytam komu potrzebni są nauczyciele?
    Toż do wykształcenia wzorcowego obywatela III RP wcale nie trzeba uczonych ludzi.
    Ponieważ rola obywateli kraju priwislanskiego zostanie sprowadzona do nurka śmietnikowego - inaczej zwanego akwalungiem - to i nie ma specjalnie co go kształcić.
    Z tego względu też należy wybić z głowy ewentualnym kandydatom do zawodu nauczyciela wybór takiej kariery zawodowej.
    Płacę ograniczy się do minimum krajowego aby nauczycielom w głowie się nie przewracało - ma starczać na chleb, masmix i ziemniaki. W ten sposób do zawodu nauczyciela będą trafiały tylko trochę bardziej inteligentne nurki tak aby mogły uczyć nurkowania.
    I tak koło się zamknie. Nikomu już nie będzie w głowie takie idiotyczne hasła jak: Bóg, Honor, Ojczyzna ponieważ przeciętny nurek ma wszystko w dupie.
    A tymi co mają wszystko w dupie łatwiej się rządzi - nieprawdaż?

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah

    No więc właśnie. Tego nawet konwencja genewska nie wytłumaczy, nie.

    OdpowiedzUsuń
  7. @raven
    Cieszę się bardzo, że mogę zrozumiałeś.

    OdpowiedzUsuń
  8. @latinitas
    Bardzo dobrze Cię tu mieć.

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah
    "mogę" ?
    ale teraz nie zrozumiałem...

    OdpowiedzUsuń
  10. @Toyah

    Ja myślę, że w następnym kroku MEN wymyśli, aby w okresie wakacji były ogłaszane przetargi, na podstawie których samorząd będzie zatrudniać nauczyciel na kolejne 10 miesięcy. Jedynym kryterium wyboru będzie cena za 45 min. Niech rządzi wolny rynek.

    Pole inwencji MEN i samorządów jest bardzo duże. Na przykład, będąc w Szwecji, w czerwcu zeszłego roku, dowiedziałem się od osób bezpośrednio zainteresowanych, że szwedzkie samorządy (tzn. komuny) zatrudniają nauczycieli tylko na okres 10 miesięcy, od sierpnia do czerwca. A przez 2 miesiące letnich wakacji większość z nich jest zarejestrowana jako bezrobotni i bierze zasiłek z A-kassa.

    Dobrym przykładem jest poniższa informacja, jak skutecznie wolny rynek przyczynia się do wyboru najlepszych projektantów. Przy udzielaniu zamówień na prace projektowe decyduje kryterium najniższej ceny za projekt. Ostatnio, gdy zamawiający przewiduje, że robota jest warta powiedzmy 100 zł, wygrywa nie ten, który zadeklaruje, że wykona projekt za 80 lub 50 zł, ale ten który rzuca na stół ofertę z cena 30, a nawet 25 zł.

    OdpowiedzUsuń
  11. @raven59
    Miało być 'mnie'. To wszystko przez edytor w telefonie.

    OdpowiedzUsuń
  12. @toyah
    czasem mnie się udaje Ciebie zrozumieć...

    OdpowiedzUsuń
  13. @Toyah
    Za komuny mówiliśmy, że "oni" zdewastowali polski system edukacji, żeby wychować ciemniaków i niewolników. Teraz widać dopiero, co to znaczy prawdziwa dewastacja. W wykonaniu "prawicowego" (to a propos Twojego poprzedniego tekstu) chłopobabsztyla zwanego Hal.Czy tam Hall. Dewastacja toczy się kolejnymi coraz bardziej szokującymi reformami, a teraz to już ostateczna ruina. Czy to w ogóle da się odkręcić? Ja byłabym za tym, żeby spalić cały ten system jak stary szpital i zacząć wszystko od nowa.

    OdpowiedzUsuń
  14. @toyah

    "nie ma nic bardziej niszczącego dla przeciętnego szkolnego idioty, jak jego przyszła kariera"

    Ja bym dla kompletu zaryzykował analizę biegnącą wstecz i możliwą do weryfikacji na przykład na Naszej-Klasie.

    Chodzi mi o następujący eksperyment: bierzemy np. youtube, czy inny telewizor z występującą ministerką Hall, dla wyostrzenia recepcji wyłączamy dźwięk i zaczynamy spekulować, jak wyglądało jej życie w szkole, pozycja w klasie, itd.

    TO MOŻE BYĆ rozciągnięte na cały rząd według roboczej hipotezy, że odgrywa się.

    Ostatnio pojawiło się kilka nowych uprawnień do takich eksperymentów. Wśród nich, na pierwszy plan wybija się pewien ałtorytet oferujący dowód, że Kaczyńskich bijano w piaskownicy.

    Dlatego proponowane wyżej rozgrzebanie piasku jest jak najbardziej godne i uprawnione.

    A gdyby tak włączyła się Nasza-Klasa...

    Ja, stary wielbiciel Lombroso, byłbym strasznie ciekaw efektów.

    OdpowiedzUsuń
  15. @raven59

    Czujnie obserwujesz, ale od razu zdradzasz, o ile jesteś młodszy (czego zazdroszczę).

    Ja, absolwent nieco starszych, mniej ocenzurowanych szkół, kojarzę zupełnie inaczej. Nie tylko bieżące fakty (jak ty), ale także ich genetykę.

    Mnie bowiem, na lekcjach historii, jeszcze nauczano szczegółowej treści programu edukacyjnego dla polskiej młodzieży zadekretowanego przez Hansa Franka.

    A jak dawniej powiadają: chociaż zawisło, wcale nie utonęło.

    Tym razem może osinowy kołek?

    PS. Przełożony postawił Hansowi następujące wytyczne:

    "Uniwersytety i inne szkoły wyższe, szkoły zawodowe, jak i szkoły średnie były zawsze ośrodkiem polskiego szowinistycznego wychowania i dlatego powinny być w ogóle zamknięte.
    Należy zezwolić jedynie na szkoły podstawowe, które powinny nauczać jedynie najbardziej prymitywnych rzeczy: rachunków, czytania i pisania.
    Nauka w ważnych narodowo dziedzinach, jak geografia, historia, historia literatury oraz gimnastyka, musi być zakazana"

    OdpowiedzUsuń
  16. @Marylka
    Paweł (ten ze sztabu) mówi o resecie. Nie palić. Zresetować.

    OdpowiedzUsuń
  17. @orjan
    Myślisz, że ona ma kompleks szkolny?
    Tak na nią patrzę i myślę, że to jest niewykluczone. Podli nauczyciele mówili do niej "dziewczynko" i ona teraz się odgrywa?

    OdpowiedzUsuń
  18. @toyah

    Na to mi wygląda, choć strasznie się wstydzę takich skojarzeń.

    W każdym razie, wielu obecnie rządzących sprawia na mnie wrażenie poszukujących rekompensaty za ichnie piaskownice.

    Co do Lombrose'a to kiedyś już dałem się przekonać, że jego teoria jest bzdurna. Ale zaraz potem przeczytałem o niejakim Dorianie Gray'u, skutkiem czego popadłem w zadumę i przeprosiłem się z Lombroso.
    On jak on, ale nie mógł się grubo mylić ktoś tak dogłębnie czujący subtelności jak sam Wilde.

    Tylko gdzie są skitrane te portrety pani ministerki i reszty?

    PS. Za moich czasów, w piaskownicy mawiano:

    Te, twoja mina teorię Lombroso przypomina

    Stąd moja nostalgiczna tęsknota za Lombroso - odnawiana, ilekroć widzę relację z ważnych wydarzeń państwowych.

    OdpowiedzUsuń
  19. @toyah

    A tak a propos konia, to zdaje się w telewizorni przedwczoraj podawano, że gdzieś koło Warszawy widziano jakiegoś gada,

    chyba warana z Komodo

    http://www.bali-pictures.com/details.php?image_id=686

    Czy to mogło być koło Ministerstwa Zdrowia?

    OdpowiedzUsuń
  20. @orjan
    U nas się tak nie mówiło, bo to była szkoła byle jaka, i myśmy nie byli tacy oczytani.
    Ale oczywiście każdy z nas jak najbardziej wiedział, o co chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  21. @orjan
    Ależ oczywiście. To musiało być tam.

    OdpowiedzUsuń
  22. @toyah

    Wszystko schodzi na psy. Stąd wychodzą te kompleksy popiaskownicowe, zwłaszcza u płci zaliczanej do piękniejszej.

    Do niedawna jej dowartościowanie śpiewnie definiowano: Brunetki, blondynki, ja wszystkie was dziewczynki, całować chcę.

    A teraz: Promowanie równego udziału kobiet i mężczyzn w podejmowaniu decyzji jest jednym z najważniejszych zadań Komisji Europejskiej.

    Brzmi to jak uderzenie szpadla o glebę.

    Nic, tylko sobie w niedocałowany łeb strzelić.

    Tzn., w oba łby, po obu stronach zagadnienia równouprawnienia.

    OdpowiedzUsuń
  23. @toyah

    Z tą odzywką z piaskownicy, to jej sens polegał na tym, że na podwórku kopało się piłkę (jak w pewnym rządzie) i w zamieszaniu boiskowym nikt za bardzo nie wiedział, o co chodzi z tym Lombroso.

    Ale odzywka była wystarczająco dźwięczna i konfudująca właśnie przez to, że nikt nie wiedział, jakie okropieństwo kryć może. Stąd jej kariera wyzwiskowa i niejeden dziób rozbity.

    Możliwe, że przy podwórku mieszkał ktoś wykształcony, szybę mu piłką zbili, czy cóś ... i tak Lombroso poszedł między lokalne strzechy.

    No, ale kiedyś, lata później, wyzwisko przypomniało mi się w pobliżu encyklopedii (stąd to quasioczytanie :) i dopiero po latach miałem ubaw.

    A tamtego podwórka już nie ma. Oby chociaż Polska ocalała. Bowiem: Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie

    A tu się coraz bardziej kiepści.

    OdpowiedzUsuń
  24. @orjan
    mam wrażenie, że w takim razie, w tej chwili, w szkołach jest realizowana wersja programu edukacyjnego Hansa Franka. Oczywiście dostosowanego do obecnych realiów - no trochę więcej gimnastyki, bo przecież do czegoś maja służyć 'Orliki" (chociaż to nie problem ponieważ zawsze można je skomercjalizować).
    Można stwierdzić, że za PRL'u więcej można się było nauczyć o historii, świecie, patriotyzmie - oczy wiście bacząc na proporcje i to, że było to okraszone różnym "podejściem" w skrócie "bierutowskim", "gomułkowskim", czy "gierkowskim".
    Nie jestem specjalistą w tym zakresie - znam to tylko z autopsji i to tylko jeden z tych okresów.

    Co do mojego wieku - to zawsze czułem się młodo i tak jest teraz - cyferki w nick'u można odczytywać na wiele sposobów ale najczęściej zdradzają rok urodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  25. @orjan, @toyah
    jeżeli chodzi o Panią Minister Edukacji to ona po prostu realizuje założony program wykształcenia "świadomego obywatela unii europejskiej" - tylko tyle.
    Obserwując ją bez dźwięku mam wrażenie, że jest niezaspokojona seksualnie ale doprawdy nie wiem z czego to może wynikać, że mam takie wrażenie...
    A mąż? Kawaler Orderu Orła Białego od 10 listopada 2010 a od 25 lutego 2011 członek kapituły tego orderu...

    OdpowiedzUsuń
  26. @raven59

    No, tym wiekiem, to była taka moja prowokacyjna fraza retoryczna pod adresem młodzieży i w ogóle. Nic personalnego.

    PRL zalet nie miał zgoła żadnych, ale po prostu, "w przyrodzie" pewne wady jeszcze wtedy nie były znane. O tyle teraz przeżywamy postęp i jego skutki.

    Co więcej, wtedy żyli jeszcze ludzie, że tak powiem: "poprzednio ukształtowani". Ja w swojej drodze szkolnej paru takich jeszcze spotkałem. Już odeszli.

    Widzę treść dzisiejszych podręczników gimnazjalnych i licealnych: Non omnis mortuus, Hans!

    OdpowiedzUsuń
  27. @orjan
    i broń Boże nie potraktowałem tego personalnie - czasem mówię i piszę "młodzieżowo" ale chyba muszę przestać, po tym jak mi ok. 20 letnia siksa powiedziała, że chyba przeżywam "kryzys wieku średniego"...

    mach rację - wtedy żyli jeszcze nauczyciele, którzy byli jeszcze "poprzednio ukształtowani".
    Ja bym jeszcze dodał, że mimo całej tej nędzy PRL'u to człowiek, który chciał się dobrze wykształcić to mógł to zrobić, nawet gdy poglądy miał "nieprawomyślne".
    Proszę tylko mi zaraz nie wmawiać gloryfikacji PRL'u.
    Teraz jeżeli ktoś chciałby dojść do odpowiedniego poziomu to musi być wybitnie zdolny albo dobrze sytuowany. A najlepiej być i wybitny i sytuowany...

    OdpowiedzUsuń
  28. @raven

    Mimo tej całej nędzy PRL-u człowiek także mógł się wykształcić, choćby z nie wiem jakiej biedy wyszedł.

    Dzisiaj nie ma żadnego wyjścia. Ani nauką, ani pracą.

    Już tylko za to dzisiejsza wizja wykonywania władzy nadaje się do kasacji. Razem z jej wizjonerami i ministerkami z usterkami.

    OdpowiedzUsuń
  29. @orjan
    no i w ten sposób zostaliśmy "narodowymi socjalistami" o odchyleniu "prawicowo- nacjonalistycznym"

    OdpowiedzUsuń
  30. @raven59

    Ci nad sobą stawiali chociaż "naród", choćby tylko jeden, tylko deklaratywnie i tylko na niby.

    A co stawiają za sobą dzisiejsi socjaliści w odchyleniu tułowiem do poziomu?

    OdpowiedzUsuń
  31. @orjan
    myślę, że oni stawiają nad sobą złego - szatana...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Czy Rafał Trzaskowski zaprosi Miley Cyrus na uroczyste otwarcie nowej oczyszczalni ścieków?

"Für Deutschland", czyli o metodzie skutecznego uprawiania polityki

A więc Trump, czyli białe Święta?