piątek, 4 marca 2011

Postkomunizm ze śmiercią na twarzy

Pisałem o tym już parę razy, jak zawsze z nadzieją, że wszystko co oczywiste w ten czy inny sposób w końcu zostanie przyjęte na tyle, by przynajmniej nie trzeba było się powtarzać. Niestety, nie po raz pierwszy zresztą, przekonuje się, że najprostsze prawdy mają to do siebie, że nigdy ich za wiele. No i znów dziś, kiedy najpierw docierają do nas strzępy jakichś gabinetowych dylematów, co zrobić z Wojciechem Jaruzelskim, a po nich już bardzo poważna debata na temat zbrodni, kary, zasług i pamięci, czuję, że powinienem coś na ten temat powiedzieć. Coś, co już mówiłem, i to nie raz, ale co się aż prosi o powtórzenie. Otóż muszę wyznać z podniesioną głową, że kiedy dumam nad biednym losem naszej Polski, od wielu już lat nie lubię zaprzątać sobie głowy ani Urbanem, ani Jaruzelskim a nawet Adamem Michnikiem. Kiedyś – owszem, bardzo z ich powodu cierpiałem i pamiętałem im każde ich słowo i każdy podły gest, jednak dziś już oni akurat najczęściej są dla mnie jak zeszłoroczny deszcz, lub jeszcze wcześniejszy śnieg. Kiedy się zastanawiam nad dniem, gdy moja świadomość tak okropnie się przeformatowała, wydaje mi się, że największy na to wpływ miało obalenie rządu Jana Olszewskiego, i ta straszna świadomość, że za tym ruchem nie stał ani Jaruzelski, ani Urban, ani nawet Michnik, lecz choćby osoba tak dzielna i zasłużona, jak niegdysiejszy Adam Słomka.
Popatrzmy na takiego Jaruzelskiego wtedy i dziś. Szczerze powiem, że ja nie mam nawet pewności, czy on przed 15 laty był kimś bardziej znaczącym dla kierunku, w jakim nasza Polska się już wtedy nieuchronnie przesuwała, czy może jest nim bardziej dzisiaj. Natomiast wiem, że i wtedy i dziś, kimś na kogo, jeśli już mam się bać kogokolwiek, powinienem mieć oko, jest Donald Tusk, czy Jan Krzysztof Bielecki, czy nawet ktoś tak byle jaki, jak Aleksander Hall i jego, jak mówią niektórzy, żona. A tu pojawia się nagle dylemat, czy do Rzymu na beatyfikację Jana Pawła II należy Jaruzelskiego zabrać, czy nie. I to jest dla mnie sytuacja wręcz surrealistyczna. Widzę już dziś ten samolot, w dużej części wypełniony ludźmi najbardziej podłymi i występnymi, i jednocześnie nie mogę nie zauważyć tych ich nerwowych zabiegów, żeby się skryć za plecami kogoś takiego jak Jaruzelskie. I nagle słyszę, jak w tym wszystkim ktoś mi tłumaczy, że nie jest problemem, czy nie jest coś nieprzyzwoitego w tym, że tam ma polecieć wspomniany Bielecki, lub nie wspomniany Sławomir Nowak. Nie mówiąc już o kimś takim jak sam prezydent Komorowski i jego czarna świta. Problemem jest Jaruzelski. Co za ślepota! Z mojego punktu widzenia, skoro leci Komorowski, to naprawdę nie ma już znaczenia, kto tam się zabierze razem z nim. Tusk nie Tusk, Buzek nie Buzek. Niech leci nawet Urban. Jakie to będzie miało znaczenie dla mojego poczucia etycznego i estetycznego komfortu?
Z tak zwaną komuną dałem więc sobie po raz pierwszy spokój jeszcze na początku lat 90. Drugi raz odświeżyłem w sobie tę obietnicę traktowania komunistów jak powietrze w zeszłym roku, po smoleńskim nieszczęściu. I nie będę ukrywał, że kiedy Jarosław Kaczyński kilka razy podczas kampanii wyborczej wspomniał o swoim braku zainteresowania jakimś Oleksym, czy Gierkiem, zrozumiałem go świetnie i poczułem komfort zupełnie niezwykły. A kiedy, w następstwie owej serii deklaracji, na Kaczyńskiego posypały się gromy ze wszystkich możliwych stron, stałem za nim niewzruszenie i za nim powtarzałem każde jego słowo. Bo tak to właśnie jest. Oleksy to polityk lewicowy średniego pokolenia, a Jaruzelski to stojący nad grobem staruszek bez przyszłości, a co najgorsze, dziś już nawet bez historii. Gdyby on w pewnym momencie został jak należy rozstrzelany, lub lepiej jeszcze – powieszony, albo by miał okazję i odwagę strzelić sobie w łeb, jak niektórzy przed nim, to by go może przynajmniej po latach dawni i nowi komuniści odpowiednio wspominali.. A tak? O czym tu gadać? O tym smutnym plastrze na pożółkłym policzku?
O co mi wówczas – i dziś przecież, może nawet jeszcze bardziej, niż wtedy – chodziło? Stało się mianowicie tak, że w wyniku tego co nas spotkało 10 kwietnia i całej naszej na ten temat wiedzy, musieliśmy wszyscy przewartościować nasze dotychczasowe poglądy, a wraz z nimi priorytety. A na skutek tego przewartościowania, przede wszystkim powinniśmy byli zrozumieć, że zarówno idea IV RP, jak i stare antykomunistyczne resentymenty, podobnie jak cała dyskusja na temat smutnego dziedzictwa PRL-u i wszystkiego tego, w co PRL przekształcił się w roku 1990, nie ma już najmniejszego sensu. Trzeba nam było zdać sobie sprawę z tego, że podsmoleński mord tak bardzo zmienił rozciągający się przed naszymi oczami świat, że dla nas przestaje znaczyć cokolwiek nie tylko Lech Wałęsa z jego ubectwem, zaprzaństwem i szaleństwem, ale również cała ta post-komunistyczna masa drobnych kombinatorów, którzy na tym nieszczęsnym Wałęsie postanowili wjechać do rzekomo nowej Polski i odpowiednio mocno tam się zaczepić.
Bo co my dziś wiemy, kiedy Bronisław Komorowski wyrywa sobie włosy z głowy, zastanawiając się, czy lepiej dla niego będzie Jaruzelskiego do Rzymu zabrać, czy zostawić, żeby tu gnił? Jakie myśli tłuką się nam po głowach, gdy najbardziej poważni komentatorzy prześcigają się w spekulacjach na temat etycznego i estetycznego wymiaru obecności Wojciecha Jaruzelskiego w rządowym samolocie zmierzającym na beatyfikację Ojca Świętego? I oczywiście prawda jest taka, że najprościej byłoby powtórzyć to co mówią wczoraj i dziś – podobno z taką satysfakcją – media i wrodzy nam politycy. A mianowicie to, że post-komunizmu już nie ma. Bo to fakt, którego nie zmieni nawet to, że jest on głoszony nawet przez języki kłamliwe i złe. Ale to jeszcze za mało. To nam jeszcze niczego nie wyjaśnia. Bo to co jest naprawdę szalenie istotne to to, że post-komunizm – nawet jeśli, wbrew moim emocjom, on żyje i podskakuje – wobec tego, co się zdarzyło w tamten kwietniowy poranek, wśród tej kwietniowej ruskiej mgły, to jest już zaledwie głupstwo, bzdura i szary pył. Chodzi o to, że wobec tego co się stało pod Smoleńskiem, nie ma znaczenia już nie tylko Wałęsa, ale też i Czarzasty, Oleksy, Kwaśniewski i cała banda tych peerelowskich fantomów. Dlaczego? Bo to nie oni strącili ten samolot. Oni zrobili dużo złych rzeczy, i wielu dziś z pewnością zdobi swoje gabinety zdjęciami tej tonącej w błocie białoczerwonej szachownicy, ale to jednak nie oni przeprowadzili tamtą akcję. I to nie oni zamordowali nam prezydenta. I jestem pewien, że tak naprawdę wie to nie tylko Jarosław Kaczyński i ja na doczepkę, ale bardzo wielu z nas. Tyle że z jakiegoś powodu boimy się zrobić ten jeden jeszcze tylko krok, i przyznać, że tamten czas już się skończył. Że to nie oni. A ci co się dziś z Kaczyńskiego i jego „psychotropów” śmieją tak bardzo, że na ich czołach zaczął pojawiać się charakterystyczny pot, wiedzą, że on wie.
Ale my wiemy jeszcze coś. Że wprawdzie nie ma już Oleksego i Millera, ale za to jest ktoś inny. Że przed nami przesuwają się twarze zupełnie inne od tych, które nas straszyły przez tyle lat. Często o wiele młodsze od tamtych, o wiele szlachetniejsze, niekiedy znacznie bardziej sympatyczne. Więc, jeśli już musimy, skupiajmy się, proszę, tu już tylko na nich. I proszę mi pozwolić nie wymieniać nazwisk, jakie za nimi stoją. Raz, z tej prostej przyczyny, że jakoś w tym momencie nie mam w sobie wystarczająco dużo wewnętrznego brudu na takie eksperymenty, a dwa, że jakoś straszno. To coś tutaj jest mimo wszystko zdecydowanie bardziej ludzkie.

39 komentarzy:

  1. @do Was
    Przepraszam Was bardzo, ale niekiedy jesteście beznadziejni.

    OdpowiedzUsuń
  2. Toyahu,
    doskonale rozumiem to, o czym piszesz, bo jest tak, że jednak komuniści ci z SLD będąc u władzy po 1989 mieli jakieś skrupuły i musieli się choć trochę liczyć z ludźmi natomiast teraz POszło na całość bez jakichkolwiek zahamowań, mając wszystkie praktycznie media za sobą. To dlatego, że dziś Komuna (szeroko rozumiana) postawiła na nich, a nie na SLD. To jest dla nas groźne...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. @tusia
    Cudownie! Jak się cieszę, że to Ty,
    I jak pięknie. Komuna postawiła na nich. Taka synteza nawet mi do głowy nie przyszło.

    OdpowiedzUsuń
  4. @toyah
    mówiąc szczerze nie tego się spodziewałem na tym blogu gdy w pracy przeczytałem ten tekst. Niestety nie mogłem od razu skomentować. Myślę dam sobie czadu gdy wrócę do domu. Wróciłem przed chwilą a tu kur..a cisza!!!
    No i zgłupiałem, na Ekranie przepychanka a tu - powtórzę - kur..a cisza!!!
    W zasadzie to to co mi się nasuwa jak myślę o tym samolocie lub samolotach lecących na 1 maja, na to najważniejsze wydarzenie od śmierci Prezydenta i 95 towarzyszących Mu osób, od beatyfikacji Ks. Jerzego Popiełuszki, na to wydarzenie będą lecieć i pławić się w tym doniosłym akcie, te kreatury zaproszone przez imć fałszywego hrabiego, łaskawie panującemu PRL-bis p.Rezydenta - to po prostu sobie myślę; że mam nadzieję że ten samolot czy te samoloty dolecą w obie strony szczęśliwie!!!
    Bo mam nadzieję, że większość z tych dostojnych kreatur dożyje tego dnia, w którym staną przed sądem. I mam nadzieję, że ten dzień nie będzie wcale odległy.

    To prawda, że ta stare zramolałe dziadygi w postaci Jaruzelskiego, Kiszczaka są gówno ważne! Ważne tylko są by dać zapłatę, za wszystkich poległych w całym PRL'u i tych, którym złamano życie.
    Ale rzecz teraz nie w tych dziadygach. Teraz się toczy walka o być albo nie być.

    Jeżeli teraz damy odpust tym, którzy rzucają wszystkie siły aby zgnoić Kaczyńskiego i wszystko to co on reprezentuje jak również tych, dla których jest on nadzieją na ustanowienie sprawiedliwości, przywrócenie państwowości Polski, to nie wygrzebiemy się z tego długo...
    Dlatego kur..a nie rozumiem tej ciszy....

    OdpowiedzUsuń
  5. @raven59
    A mnie i tak najbardziej się podoba to co napisała Tusia. Że Jaruzelski postawił na Tuska. I to jak skutecznie!

    OdpowiedzUsuń
  6. @Toyah
    może tak, może nie.
    A może nie na Tuska tylko na Schetynę? A Tuska już skreślili?
    A może z PO wyłoni się partia p.Rezydencka?

    OdpowiedzUsuń
  7. @raven59
    W każdym razie, podstawowa kwestia pozostaje bez zmian. Oni na nich.

    OdpowiedzUsuń
  8. Toyahu
    Zgadzam się z Tobą, że dzisiaj Jaruzelski, Kiszczak i Michnik stanowią mniejszy problem wobec tego Zła, które nas dotknęło.
    Mnie w tej całej groteskowej sytuacji z samolotem poraża jedno: dlaczego im wszystkim tak zależy, żeby komunista, który przez całe życie deklarował się jako ateista, wziął udział w beatyfikacji? Nagle uwierzył w Świętych Obcowanie?

    Powiedz mi jako człowiek zorientowany w mediach, czy ktoś w ogóle podjął ten problem?

    OdpowiedzUsuń
  9. @ginewra
    tak po prawdzie to Jaruzelski był świadkiem w procesie beatyfikacyjnym JP II.
    A a propos nawrócenia to niezbadane są wyroki niebios - może się nawrócił tylko nikt o tym jeszcze nie wie...
    Może się wyspowiadał Pieronkowi?

    OdpowiedzUsuń
  10. Ech, ta cisza może dlatego, że co tu można dodać? Smutne to wszystko i straszne. Większość z nas daje się rozprowadzać jak dzieci. Przecież nie ma znaczenia, czy Komorowski Jaruzela weźmie ze sobą, czy nie. On sobie może zabrać nawet Środę z Biedroniem i Michnikiem, kogo to w ogóle obchodzi. Jedyne, co pocieszające, to to, że skoro robią tyle tych wrzutek z wydumanymi problemami, po pięć dziennie, a to Lech ułaskawił, a to zięć z gangsterem interesy robi, a to ten nieszczęśnik Jaruzel, a to samolot niewyważony (albo wyważony), generał pilota zjebał (lub niezjebał), znaczy to wszystko według mnie, że dupa im się pali i muszą tak mieszać, bo im słupki lecą, intensywność zaś tych manipulacji oznacza zaś, że one chyba coraz słabiej działają i trzeba eskalować dawkę. Jak onet, albo tvn24 będą głosić, że Kaczyńscy to kryptożydzi nazwiskiem Kalkstein i z krwi dzieci chrześcijańskich robią potajemnie macę (lub coś w tym rodzaju, musi do tego dojść), będzie to oznaczało, że trzeba zakładać buty i iść do Belwederu, czy gdzie tam oni aktualnie będą i ich zwyczajnie wypędzić. Niektórych można będzie wtedy powywieszać głupcom dla przykładu. Już teraz robią bokami i boją się strasznie. Niedługo będzie starczyło tupnąć.

    OdpowiedzUsuń
  11. A Jak już ich wypędzimy, a nawet wcześniej, największym problemem będzie, żeby nie dopuścić do powtórzenia numeru sprzed 20 lat, czyli przejęcia inicjatywy przez agenturę i prowokatorów w stylu Gazety Polskiej.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Ginewra
    Oczywiście, że nikt tego nie podjął. I to nawet nie dlatego, że to jest dla nich temat nieciekawy. To jest temat nieistniejący. Z mojego punktu widzenia jednak, mamy tu do czynienia z czymś naprawdę okropnym. Otóż chodzi o to, że mamy koniec idei. Wszyscy jesteśmy kumplami. Popatrz, co oni zrobili z pamięcią po Irenie Kwiatkowskiej. Jakby nic się nie liczyło.

    OdpowiedzUsuń
  13. @raven59
    No nie! Jaruzelski w spowiedzi u Pieronka. To jest zbyt dużo nawet jak na mnie. Z Ciebie prawdziwy poeta.

    OdpowiedzUsuń
  14. @redpill
    Nawet nie wiesz, jak mi miło, że mnie solidarnie zrozumiałeś.

    OdpowiedzUsuń
  15. @toyah
    no dobra - cofam to o Pieronku, przecież bliżej ma do Kowalczyka lub Nycza...
    no ewentualnie w ostateczności Glemp - on na pewno ma wiele wyrozumiałości do Jaruzelskiego

    OdpowiedzUsuń
  16. Toyahu
    Mnie najbardziej przeraża to, że oni z wydarzenia wyłącznie religijnego robią jakiś zlot celebrytów. Wiadomo, że chcą się jeszcze raz ogrzać w blasku papieża-Polaka i zupełnie im nie przeszkadza wymiar duchowy tej uroczystości.
    Moja surrealistyczna wyobraźnia nasunęła mi właśnie obraz Jaruzela na mszy św. w czasie Przeistoczenia: wszyscy klęczą, bo wiedzą, że tak wypada, a Jaruzel pokazuje swoją komunistyczną bezkompromisowość i stoi jakby kij połknął, a może siedzi i rozgląda się po bokach.
    A w TVN24 wszystko nam zreferuje ksiądz Sowa, który będzie się zachwycał pRezydentem i jego świtą.
    A gdzieś tam w małej izdebce przy cmentarnym kościółku uklęknie z różańcem ksiądz Małkowski i cieszyć się możemy z tego, że to właśnie przy nim będą wtedy dwaj wielcy błogosławieni.

    OdpowiedzUsuń
  17. @ginewra
    na pewno będą przy ks. Małkowskim i na Krakowskim Przedmieściu...

    OdpowiedzUsuń
  18. @ginewra

    Oni inaczej nie potrafią. Z pogrzebu Prezydenta również taki zlot chcieli zrobić i Bogu dziękować, nie udało się. Pan Tusk jedzie na poważne niby rozmowy do Norwegii i spędza czas oglądając Małysza i Justynę Kowalczyk, zaś Komorowski uściśnięcie kilku rąk uważa za ukoronowanie swojej prezydentury. Tymi ludźmi rządzi diabelska pycha.

    OdpowiedzUsuń
  19. @redpill

    A mnie z pogrzebu Prezydenta najbardziej utkwił obraz kard. Dziwisza, który kroczył przez Kościół Mariacki niczym król i kłaniał się dookoła wszystkim zgromadzonym.
    Takiego obrazu Kościoła naprawdę nie lubię i boję się, że beatyfikacja Papieża zostanie przerobiona w szopkę dla celebrytów z Jaruzelem i Wałęsą w tle.

    OdpowiedzUsuń
  20. Czego tam lecą? Przecież oni się na tym zanudzą. Bredzisław Kompromitowski to pewnie większość prześpi.

    OdpowiedzUsuń
  21. To jest jeden z tych tekstów, dla których tu jestem. Mimo tego, że jest gorzki i wieje z niego swego rodzaju rezygnacją.

    W życiu zbiorowym zdarzają się takie momenty, które ustanawiają cezury naszej pamięci, np. przed i po 13 grudnia. Te jednak momenty nie wprowadzają swego rodzaju dyskontynuacji ludzkich potrzeb pamiętania. One pamięć organizują na podobieństwo słupów milowych (albo kapliczek) przy drodze.

    Toyahowi chodzi jednak o takie zdarzenia, które wcześniejszy porządek drogi wywracają i w jakimś sensie unieważniają drogę wcześniej przebytą. Takie „nowe początki”. Unieważnieniu nie podlegają szczęśliwe popasy, piękne widoki, ale te trudem pokonane wzniesienia, brody, złapane gumy, itd. Podobnie musi się czuć podróżnik na statku, gdy ląd skrył się za horyzontem, albo, jeszcze lepiej, gdy wystartował jego samolot. Od teraz, liczy się przede wszystkim droga od nowego początku dalej.

    Podobnie wrzesień 1939r. uczynił historycznie drugorzędnym całe napięcie między piłsudczykami a endecją mimo, że ich spór był jeszcze używany do różnych porachunków, lecz koniec wojny nawet i te unieważnił. Choćby dawne napięcie miało znaczenie dla pojmowania genezy następujących nieszczęść (może nawet łącznie z dzisiejszymi), to na zasadzie okresu zamkniętego. Wtedy, rzeczywiście „rozlicza już tylko historia”.

    I teraz myślę o tym wielokrotnie wyrażanym pragnieniu esbecko komuszym, żeby ich wcześniejsze czyny odesłać do oceny przez historię, jakby . I wreszcie chyba to mają. Katyń II ich unieważnia.

    Jakim gorzkim kosztem? Czy po to był potrzebny?

    Myślę także o prymitywnej głupocie nowych zbrodniarzy nie rozumiejących, że samymi sobą, przez swoją zbrodnię, utworzyli parawan dla swoich niegodnych poprzedników. Jakiej zbrodni sami będą potrzebować, żeby sami też „skryć się w historii”?

    OdpowiedzUsuń
  22. @ginewra

    Z kamerdynera pasterz nie wyrośnie.

    OdpowiedzUsuń
  23. @raven59

    Świadkami Męki Pańskiej było dwóch łotrów. Nie tylko ten nawrócony.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Toyah
    Napisze troszkę a propos Twojego rozczarowania, wyrażonego na początku komentarzy.
    Cierpliwość jest cnotą. Lepiej poczekać na trafne komentarze tutaj, niż czytać "pyskówke" na NE.
    Ad rem - że też oni nie widzą swojej śmieszności; teraz "celebryci" polecą do Rzymu, a 22 lipca będą otwierać Stadion Narodowy. Wszystko traktują jak igrzyska. Pytanie jak długo 'ciemny lud' to będzie kupował.

    OdpowiedzUsuń
  25. @orjan
    masz świętą rację z tym "unieważnieniem",
    a co może unieważnić tę zbrodnię aż boję się o tym myśleć...

    z dwóch łotrów świadków Męki Pańskiej tylko jeden się nawrócił, tu nie specjalnie liczyłbym na nawrócenie. Ktoś gdzieś napisał, że dla Jaruzelskiego chyba jedyną forma nawrócenia było by gdyby sobie palnął w łeb, wcześniej publicznie oświadczając "tak byłem zdrajcą Narodu Polskiego, żałuje za moje całe życie, itd...'

    OdpowiedzUsuń
  26. Zawsze tak było, że powszechnie znani, a nawet lubiani i uznawani możnowładcy sponsorowali i zlecali organizację igrzysk. Zwykle chętnie osobiście uczestniczyli w nich i zajmowali najlepsze miejsca tzw. loże i byli dodatkową atrakcją, dla pozostałych.
    A dzisiaj wielu z nas nie tylko nurtuje pytanie - kto naprawdę sponsoruje i zleca, czy organizuje i reżyseruje współczesne igrzyska?....
    Ponadto intryguje, a nawet gorszy również to - kim naprawdę są ci, co zapraszają i zapewniają najlepsze miejsca wybranym ?......, którzy przecież nie zawsze są osobami wielkimi, ważnymi, prawymi, o dużym autorytecie, prestiżu, ani nie zasługują na specjalne honory, zaszczyty i przywileje.
    @Gracjan
    Lud "będzie kupował", tolerował, akceptował to wszystko dopóki nie zechce albo nie będzie musiał zmienić świadomości, a nawet mentalności.

    OdpowiedzUsuń
  27. @raven59
    Ależ mi Pieronek pasuje jak najbardziej. Po prostu spodobał mi się ten widok.

    OdpowiedzUsuń
  28. @Ginewra
    To ja znów przeproszę, ale wolę oglądać stojącego, wyprężonego jakby zjadł kij Jaruzelskiego, niż klęczącego Komorowskiego z Dziadzią.
    Tak już mam i nic tego nie zmieni.

    OdpowiedzUsuń
  29. @Ginewra
    Ten kroczący Dziwisz tez mi sterczy przed oczyma. Nie da się jednak ukryć, że chyba żaden z nich nie dokonał w swoim życiu takiego jak on awansu. Nawet Ojciec Święty. Nawet Lech Kaczyński. Trzeba to brać pod uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  30. @Obliveon
    Oczywiście że prześpi. Może właśnie dlatego już się nie może doczekać. Wreszcie znajdzie trochę czasu w ciągu dnia na kimono.

    OdpowiedzUsuń
  31. @orjan
    Otóż im już się ukryć nie uda za nikim. I o tym też chciałem napisać.

    OdpowiedzUsuń
  32. @Gracjan
    Możliwe. Niemniej drobny szturchaniec się przydaje. Zwłaszcza w towarzystwie dobrych przyjaciół.

    OdpowiedzUsuń
  33. @Toyah
    Owocem Twojej m.in. sumienności, rzetelności i pracowitości jest zwykle obszerny i refleksyjny tekst, a nieraz chyba również szczególny stan emocjonalny u czytających. Ponadto Twoja wrażliwość na brak zrozumienia myśli przewodniej zachęca, a nawet obliguje osoby komentujące, do wyjątkowo uważnego czytania i pogłębionych refleksji.
    A z tym bywa różnie, dlatego nieraz chyba lepiej jest uwolnić się, od nadmiaru emocji i nie śpieszyć się z komentarzem. Jednocześnie warto dobrze przemyśleć i zastanowić się, czy nawet dłużej delektować prezentowaną myślą, czy ofiarowaną nam treścią.
    Ps. Pozdrawiam Ciebie serdecznie i życzę dalszych sukcesów w powszechnej przemianie ludzkich serc i koniecznej zmianie świadomości, bądź mentalności "ludu" - Zbigniew

    OdpowiedzUsuń
  34. @Zibik
    Ja wszystko rozumiem. Tyle że tu sytuacja jest prosta. Mnie też nie wszystkie Wasze komentarze inspirują do mądrej odpowiedzi, niemniej zawsze się staram odpowiedzieć choć jednym zdaniem. Żebyście wiedzieli, że czytam i jestem.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ha, Jaruzel! Rozmawialem z nim kiedys. Oczywiscie krotka chwile, i na poziomie elementarnego small talku. Bylo to z 10 lat temu, a juz wtedy mialem wrazenie jakbym rozmawial z robotem w ktorym wyczerpaly sie baterie.
    A potem wywozili go ta limuzyna ktora III RP tak ochoczo mu przydzielila; zauwazyl mnie przez okno, jakos tak sie ozywil i zaczal mi machac.
    Przyznaje ze lubie to wspomnienie; "Nice, surreal, but nice" jak powiedzial Hugh Grant do Julii Roberts w Notting Hill: oto dyktator specjalnie dla mnie (nikogo w okolicy nie bylo) wykonuje ten wystudiowany gest machania do publicznosci, ktory do tej pory znalem tylko z kronik filmowych.

    To byla impresja nr 1.

    Impresja nr 2 jest taka, ze mamy w kinach ten film Krwawy czwartek. Na filmie nie bylem, bo z czasem u mnie staly klopot, ale widzi mi sie ze to moze byc zacny film. Natomiast ogromnie mi sie podoba podtytulowa piosenka "Janek Wisniewski padl" w aranzacji Kazika. Piekna ta aranzacja, i tylko on, ten jedyny kandydat na Dylana naszego kraju i naszych czasow mogl to tak zaspiewac.
    Ja tu juz kiedys pisalem ze kazda piosenka to dla mnie poezja spiewana, wsluchuje sie w slowa. W tym wypadku zapamietalem glownie
    "Krwawy kociołek - to centrum miasta
    Przez niego giną dzieci, niewiasty
    Poczekaj draniu, my cię dostaniem"

    No wiec nie dostalismy drania. Kociolek zyje i ma sie dobrze. Jaruzel, jego kumpel z lawy oskarzonych - podobnie.
    I rzeczywiscie - czas na sprawiedliwosc byl, i zdaje sie minal.

    Jeszcze na koniec: lancuch przyczyn. To znaczy: to co mamy teraz niewatpliwie wyroslo na podsciolce nierozliczenia komunizmu. Mieszanie pojec zaczelo sie gdy zdrajcow dosadzono do patriotow. Kolejnym krokiem bylo uznanie patriotow za zdrajcow. W naszym tu i teraz Jaruzel jest rzeczywiscie bez znaczenia. Ale jego miejsce jest w tym samolocie, jako ojca zalozyciela lecacej nim ekipy.

    Serdecznosci (i szczere przeprosiny za te beznadziejnosc!)

    OdpowiedzUsuń
  36. @LEMMING

    Jaruzelski jedzie do Rzymu odbyć triumf w otoczeniu swoich pretorian Bronek jest tylko woźnicą.

    Beatyfikacja ich nic nie obchodzi. To ichni powrotny ingres tu, w Polszy.

    Ogłoszenie zwycięstwa.

    Na zawsze? Czy tylko do jesieni?

    OdpowiedzUsuń
  37. @LEMMING
    Przeprosiny przyjęte. Szczególnie po TAKIM komentarzu.

    OdpowiedzUsuń
  38. @orjan
    E tam! Jakie tam na zawsze?

    OdpowiedzUsuń
  39. Drogi Tojahu, piszesz "A mnie i tak najbardziej się podoba (...)"

    Na miły bóg: MI się podoba, nie MNIE. Mnie mogą pocałować, mi to się spodoba. Tojahu, Działdowo może się zalęgnąć w każdym. Czasem w cieciu Komorowskim, czasem w blogerze roku 2009...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.