niedziela, 2 stycznia 2011

O wolności, która jest, której nie ma i której nigdy nie było

Sprawa Białorusi i pełna obłudy reakcja na sytuację w tym kraju ze strony Polski i Europy, kazała mi się ponownie zastanowić nad tym, czym jest dla nas wolność i demokracja. Czym jest jedno i drugie dla nas, i czym w ogóle są demokracja i wolność, jeśli spojrzymy już na całą sprawę bardziej uniwersalnie. Jakkolwiek byśmy do białoruskich wydarzeń i wszystkiego co one wywołały nie podchodzili, co do jednego powinniśmy się wszyscy zgodzić. Wolność jest dobra, demokracja nienajgorsza, a sytuacja, kiedy jednego i drugiego jesteśmy pozbawieni, godna pożałowania. Na tym jednak porozumienie się kończy, Choćby dlatego, że jeśli idzie o wolność, mamy na jej temat bardzo różne wyobrażenia, a z kolei demokracją jest tak, że jej definicja przez lata tak fantastycznie ewoluowała, że dziś już naprawdę nie sposób się zorientować, czy to co uważamy za demokrację, wciąż nią jest, i czy dla ustalenia czegokolwiek nie należy się najpierw zwrócić do ekspertów.
Weźmy Polskę sprzed 5 lat. Po w pełni, jak by się mogło wydawać, demokratycznych wyborach, prezydentem został wybrany Lech Kaczyński, a parlamentarną większość uzyskało Prawo i Sprawiedliwość. I od pierwszego dnia po tym rozstrzygnięciu, demokratyczna prawomocność tych wyborów zaczęła być bardzo gruntownie kwestionowana, i to nie przez jakichś monarchistów, anarchistów, czy komunistów, ale przez pełną gębą demokratów. Stopniowo doszło do tego, że demokracja i związane z nią hasła zostały całkowicie wyparte przez jeden wielki zgiełk domagający się… no właściwie, nie wiadomo czego. Obojętnie, byleby tylko cofnąć czas i dać owej demokracji jeszcze jedną szansę.
Popatrzmy na dzisiejsze Węgry. Wybory – podobno demokratyczne – jak wiemy, wygrała tam bezwzględną większością partia konserwatywna i okazuje się, że od samego niemal początku ten wybór jest kwestionowany przez – nie, nie monarchistów, nie anarchistów, nie komunistów – lecz przez jak najbardziej gorliwych i jednoznacznie zdeklarowanych demokratów, którzy dla tej demokracji daliby się pokroić, i którzy twierdzą, że demokracja i wolność są oczywiście cywilizacyjnie gwarantowane, o ile tylko ich ofiarą nie padną interesy tych, którzy w tym boju zostali zwyczajnie odsunięci. W tym oczywiście ich samych.
No i wreszcie wróćmy na chwilę do Białorusi. Tu akurat jest nam szczególnie trudno powiedzieć cokolwiek mądrego, głównie ze względu na fakt, że wszystko co do nas dochodzi z tamtej strony jest już odpowiednio przycięte pod kątem zainteresowań tych, którzy je w odniesieniu do Białorusi deklarują. Dotychczas powszechna wiedza była taka, ze białoruskie społeczeństwo jest do tego stopnia zsowietyzowane i otumanione przez biedę i brak informacji, że przez wiele następnych lat nie ma żadnych szans, by tam jakiekolwiek wpływy osiągnęły idee niepodległościowe. Walka głównie toczyła się o to, żeby dać szanse politycznej opozycji i tak zwanemu społeczeństwu obywatelskiemu, żeby w ewentualnej przyszłości Białoruś mogła stać się państwem bardziej europejskim niż post-sowieckim. Proszę zwrócić uwagę, dotychczas nikt nie kwestionował, że kolejne wyniki wyborów na Białorusi były uczciwe. Zgadzano się co do tego, że opozycja jest źle traktowana, że Łukaszenka jest dyktatorem, ale to, że z punktu widzenia większości białoruskiego społeczeństwa, tak jak jest, jest dobrze, było przyjmowane za smutną oczywistość.
Dziś się nagle wszystko zmieniło. Okazuje się, że wedle ocen Zachodu, w ostatnich wyborach Łukaszenka nie wygrał, natomiast wybory zostały dramatycznie sfałszowane. A z tego, możemy się domyślać, wynika, że w białoruskim społeczeństwie doszło do jednoznacznego zwrotu i Białorusini mają już dość tego satrapy i chcą do Europy. A zatem, Białoruś poczuła powiew cywilizacji i postanowiła machnąć ręką na tę swoją nędzę, ten sowiecki syf, na to wszystko co ich dotychczas tak ograniczało, i ruszyć na Zachód.
Mam jednak poważne podejrzenia, że to jest nieprawda. Że Łukaszenka trzyma wszystko silną ręką, a to co słyszymy w telewizji i czytamy w gazetach, to wyłącznie propaganda tworzona przez tych wszystkich, którzy uważają, że nie ma dla Białorusi lepszej przyszłości, niż Unia Europejska. Dlaczego tak myślę? Z bardzo prostego powodu. Ja przez minione lata nie otrzymałem jednej, choćby minimalnie wyczerpującej informacji na temat tego, jak wygląda życie na Białorusi. Czy oni mają sklepy tak jak my? Czy oni mają, podobnie jak my dziesiątki kanałów telewizyjnych? Czy oni maja puby z piwem i muzyką? Czy u nich można kupić Heinekena i paczkę Marlboro. Czy u nich, w odróżnieniu od Polski lat 80., można w sklepie kupić płytę z muzyką Led Zeppelin? I czy przeciętnego człowieka na to stać? I wreszcie, czy ludzie na Białorusi czekają ze strachem końca miesiąca, czy może, tak jak u nas, u nich też pojawiła się nowa instytucja o nazwie Biuro Windykacji. I czy oni już doszli do tego, że i u nich powstał tak zwany Krajowy Rejestr Dłużników. Tego nie wiem. Na ten temat nie mam jednej normalnej informacji. Jedyne co słyszę, to, że jakiś działacz mniejszości polskiej został spałowany przez milicję, albo że kolejne wybory zostały sfałszowane.
Do czego mi te informacje są potrzebne? Otóż do tego, bym wiedział, czy Białorusini trzymają się mocno, czy zaczynają pękać. I wreszcie, czy jeśli trzymają się mocno, to z głupoty, czy może z głupoty zaczynają pękać. A może to wszystko nieprawda, a oni są wciąż jeszcze zwykłymi, dbającymi o swoje ludźmi.
Jedno wiadomo z całą pewnością. Europa ma na Białoruś chrapkę. Wiadomo też, że ta chrapka połączyła doraźnie wszystkie, nawet najbardziej odległe od siebie środowiska, od Gazety Wyborczej, przez komunistów, aż po Gazetę Polską. No i że ta chrapka coś bardzo cuchnie. Czym? Mianowicie tym ciągłym gadaniem o wolności. W reakcji na mój poprzedni tekst pojawiło się kilka komentarzy sugerujących, że współczesny świat, w swoich najbardziej rzekomo cywilizowanych zakątkach, doprowadził do całkowitego zniewolenia człowieka. Że dziś człowiek stoi wobec dwóch tylko wyzwań: musi z jednej strony więcej pracować, a z drugiej znajdować więcej sposobów na skuteczne wynajdowanie przyjemności, które pozwolą mu nabrać sił do dalszej pracy. Że w dzisiejszym świecie System traktuje człowieka jak inwentarz, o który dba tak jak rolnik dba o swoje bydło i kury, tyle że zamiast siana i ziarna, jest sklep, telewizja i możliwość wyjazdu na wakacje do jakiegoś ciepłego kraju. I że w tym spisku – bo jest to oczywisty spisek – przeciwko człowiekowi wystąpiły połączone siły Państwa i Kościoła. I że jeśli Białoruś chce zachować wolność, musi nie dać się zwieść współczesnemu światu, który, czy to oferując dobrą płacę za dobrą pracę, czy przyszłą nagrodę za posłuszeństwo, zniewala i wykorzystuje człowieka dla swoich podłych interesów.
I wszystko to, moim zdaniem, jest głęboko i mądrze prawdziwe. Z jednym wyjątkiem. Otóż wciąż nie ustaliliśmy, czym jest ta wolność, którą tak kochamy. Wszelkie jej zewnętrzne manifestacje, a więc wolność do robienia tego, na co człowiek ma ochotę, albo wolność do opieki medycznej, czy wolność do nauki, czy bogacenia się, nie rozwiązują problemu. To wszystko mają ludzie mądrzejsi i lepsi od nas, a i tak wielu z nich albo właśnie strzela sobie w łeb, albo już to zrobiło. Jeśli walczymy o wolność, jakie marzenia mamy przed sobą? Co jeśli nie Europa? Poczucie szczęścia? Życie bez strachu? A czym jest szczęście, i co nas przeraża?
Moja córka, która, jak niektórzy wiedzą studiuje biotechnologię i jest w związku z tym szalenie mądra, przyszła do mnie z pewną bardzo intrygującą informacją. Otóż, jak się okazuje, naukowcy jakiś czas temu wykryli, że istnieje coś takiego jak witamina B17, a największe jej stężenie występuje w fasoli, orzeszkach, jagodach, nasionach, trawach, ziarnach, pestkach lub nasionach owoców. Chodzi teraz o to, że witamina ta podobno produkuje w organizmie człowieka niewielkie ilości cyjanku potasu, który skutecznie niszczy komórki rakowe. Kiedy wyniki badań zostały ogłoszone, zostały natychmiast zaatakowane przez coś co się nazywa American Medical Association i przeróżne kompanie farmaceutyczne, które wydały kupę pieniędzy na to, żeby dowieść, że owa witamina jest śmiertelnie niebezpieczna dla zdrowia, i wymusiły na rządach wprowadzenie surowych kontroli, w wyniku których dokonano rewolucji genetycznej na takim poziomie, że dziś efekt jest taki, że podczas gdy kiedyś ludzie przyjmowali od 250 do 1500 mg witaminy B17 dziennie, dziś przyjmują jej zaledwie 2 mg. Czemu owe kompanie tak zrobiły? Mówią nam, że dla pieniędzy. Że jeśli z dnia na dzień, umrze z powodu raka jedna połowa ludzkości, to z punktu widzenia światowych interesów, nie stanie się nic bardzo kłopotliwego. Pod warunkiem oczywiście, że wśród tych zmarłych nie znajdzie się ktoś z tych, kto akurat temu światu jest od czegoś potrzebny. A ów krąg akurat wcale nie jest tak wielki.
W artykule towarzyszącym informacji, jaką otrzymałem od mojej córki, czytam, jako motto, następującą wypowiedź dwukrotnego laureata Nagrody Nobla dr Linusa Paulinga: „Powinniśmy wszyscy mieć świadomość tego, że większość oficjalnych badań przeciw rakowi to gigantyczne oszustwo".
Skoro już zacząłem opowiadać o tym, co sobie ostatnio przeczytałem, opowiem jeszcze coś. Coś bardzo bezpośrednio związanego z Białorusią, a przynajmniej z terenami, które dziś należą do Białorusi. Mam na myśli książkę Floriana Czarnyszewicza „Nadberezyńcy”. Oto fragment, gdzie Czarnyszewicz opisuje tak zwaną Białą Procesję, która kiedyś miała miejsce w dzień po Bożym Ciele. Oto maleńki fragment:
Potem wyszedł sztandar Trójcy Przenajświętszej, patronującej kościołowi z pajęczyną białych i amarantowych wstęg; sztandar niósł kleryk, wychowanek kanonika, a wstęgi trzymały najurodziwsze mieszczki bobrujskie.
Dalej wypłynęły szpalery dziatwy do pierwszej komunii: wprzódy dziewczynki w białych sukienkach ze złożonymi nabożnie rączynami, później chłopaki z książkami w ręku.
Za dziećmi grono szlachcianek dworskich wyniosło obraz Matki Boskiej Majowej spowity w żywe kwiecie i ziele, a potem nastąpiły hufce młodzieży starszej – bujnej, urodziwej, dobieranej. Zrazu przeszło 120 dziewcząt zaściankowych, caluśkich w bieli z welonikami na głowach, z kwiatem lilii w rękach, potem, po parze chorągwie, czterdziestu uczniów gimnazjalnych w mundurkach ze złoconymi guzikami, a na końcu sto smagłych chłopców w opaskach.
Serce rosło, pierś rozpierało dumą, patrząc na te hufce, że to kraj kresowy tyle zdrowia i urody w sobie ma, tyle obrońców wiary i zwolenników idei Królowej Jadwigi świętej hołduje”.
Co mi przyszło do głowy, żeby na koniec tej refleksji cytować drobny fragment wielkiej powieści wielkiego Polaka? Otóż chodzi o to, że, kiedy mówimy o wolności, musimy pamiętać, że wolność jest jedna. Mianowicie ta, którą otrzymaliśmy od Boga w Trójcy Jedynego. Poza tą wolnością nie ma innej. Jeśli nie ma tej wolności, jakiekolwiek gadanie o człowieku i jego prawach, nie ma najmniejszego sensu. Jeśli nie ma tej wolności, to co się stanie z Białorusią, ale też i z Polską nie ma najmniejszego znaczenia. Jeśli nie będzie tej wolności, powinien nam wszystkim całkowicie wystarczyć telewizor, sklep i ten nędzny basen przy jakimś tandetnym hotelu na Karaibach. I te wybory. Uczciwe, nieuczciwe – jeden czort! Tak jak od lat.
Oni to wiedzą. Wiedzą to świetnie. Stąd ich każdy gest, każde słowo, każda pojedyncza myśl. A dają temu codzienne dowody. A my? Czy my to wiemy? I co nam z tej wiedzy?

Powyższy tekst ukazał się wcześniej w wersji nieco skromniejszej w Warszawskiej Gazecie

54 komentarze:

  1. Dosłownie przed chwilą napisałem bardzo podobny tekst. Może nie o Białorusi, ale o... Januszu Zajdlu do którego "Paradyzji" powróciłem po ćwierćwiekowej przerwie. A wnioski do których doszedłem są zbliżone. Mamy do czynienia z wielką ściemą, a geniusz Zajdla polega na tym, że to co kiedyś traktowałem jako walkę z komuną doskonale sprawdza się także w globalnej neokomunie.
    Oto ten tekst:
    http://kolatka.blogspot.com/2011/01/wskazniki-jakosciowe.html

    A to coś, co proszę pokazać wielce szanownej córce. To wykład pewnego niepokornego onkologa, który dochodzi do wniosków bardzo podobnych wniosków na temat nowotworów. Cała walka z nimi to ściema także ze względów organizacyjnych w onkologii.
    http://kolatka.blogspot.com/2010/09/drzewo.html
    Pod filmem są polskie napisy, które trzeba włączyć.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Toyah
    B17 to jedno, ale o wiele bardziej smutną sytauacją, jeżeli nie tragiczną jest podejście lekarzy do D3.
    Kiedyś, bardzo dawno temu, zwracano uwagę na jej poziom u dzieci. Teraz już nie. A przecież nie tylko dzieci to dotyczy!!!!
    Przypomnę, że wpływa ona decydyjąco na system odpornościowy organizmu. Ludzie nie zdają sobie sprawy z faktu, na ile chorób są narażeni mając jej niski poziom, ba! nie zdają sobie sprawy, że chorują z powodu braku właśnie tej witaminy.
    I tu powstaje podobne pytanie: dlaczego tak się dzieje? Może z faktu, że buteleczka tej witaminy kosztuje 6 zł, a wydatki na leki związane z głupim przeziębieniem są o wiele większe?
    Jeśli ktoś nie wierzy to niech poczyta blogi na ten temat, naprawdę horror!

    OdpowiedzUsuń
  3. @Andrzej
    Ktoś kiedyś, jeszcze chyba w czasach Salonu, przesłał nam informacje, że faktyczny plan wiąże się z ograniczeniem liczby ludności. Z punktu widzenia globalnych interesów jest nas dużo za dużo. Aborcja zdecydowanie nie wystarcza.

    OdpowiedzUsuń
  4. @JJSZ
    Właśnie o to chodzi, że wiele wskazuje na to, że obok nas toczy się jakaś gra, a my w niej jesteśmy tylko pionkami. I to w większości zupełnie zbędnymi.
    Ale tym bardziej powinniśmy wierzyć, że w ostatecznym rozrachunku, jesteśmy niepokonani.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Toyah
    Znalazłem ten artykuł o B17. Nie wydaje mi się, żeby można było to traktować jako rzetelne źródło wiedzy. Sam autor jest bardzo mało wiarygodny - wystarczy poczytać o nim w necie.
    W tekście jest wiele dziwacznych informacji, jak np. to, że nasze babcie dodawały pokruszonych pestek do dżemów. To samo z tą rzekomą rewolucją genetyczną. Jaką rewolucją? Cóż to, te rządy i koncerny zmieniły skład DNA jagód leśnych? Wprowadziły jakieś nowe odmiany moreli czy śliwek?
    Nie rozumiem też dlaczego niby te obracające miliardami dolarów koncerny nie mogły opatentować owej witaminy. Co niby stało na przeszkodzie?
    Nie jest też prawdą, że oficjalna medycyna tego związku nie badała. Wystarczy wejść na pubmed.com i wrzucić "laetrile" w wyszukiwarkę. Pokazuje się 599 odniesień, w tym stosunkowo świeże prace poglądowe:

    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/16625640

    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/17106659

    Kolega Andrzej podał link do wykładu amerykańskiego onkologa. Nie wiem z czego ma tam wynikać, że cała walka z nowotworami to ściema. Naukowca też sprawdziłem w pubmedzie. W ramach tej "ściemy" był on w ostatnich dwóch latach współautorem 10 publikacji onkologicznych.

    On swój wykład zaczyna od pokazania wykresów wskazujących różnice w postępie medycyny w walce z chorobami serca i nowotworami. Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem dlaczego badania nad chorobami krążenia miałyby być rzetelnie prowadzone (bo tu umieralność spadła), a nad nowotworami nie. I dlaczego komuś miałoby zależeć na zmniejszaniu umieralności na zawał czy udar mózgu przy pełnej aprobacie dla zgonów na raka i udawanej walce z nowotworami.

    Nb. Steve McQuinn leczył się w Meksyku na raka u szarlatana stosującego tę B17.

    OdpowiedzUsuń
  6. No właśnie, według czego, np. ja mam budować treść swoich najlepszych życzeń dla Białorusinów. Chciałbym dla nich jak najlepiej (odzywa się kresowe dziedzictwo), ale co to ma znaczyć? Co dla nich byłoby najlepsze?

    Dla polskich władz aksjomatem powinno być, że istnienie państwa Białoruś jest cenne samo w sobie. Bez względu, kto i jak tam rządzi. Byle miał własne interesy, nieco (prywatnie) bliższe mu, niczym koszula, od interesów rosyjskich, choćby był od tych drugich uzależniony. Jaka bowiem Białoruś jest, taka jest, ale oddziela. Oby jak najbardziej.
    Dystansowanie się polskich władz od władz białoruskich nie może odbywać się kosztem polskiego interesu państwowego.

    Co innego tutejsze ośrodki pozapaństwowe. Te powinny budować poziome relacje z białoruskimi odpowiednikami. Powinny pokazywać jak się takie odpowiedniki tworzy. Nam samym pokazywano i nadal pokazują. Szczególnie Niemcy, którzy nigdy nie wiedzieli, kiedy przestać.
    Nie trzeba dodawać, że takie zachęty powinny być jak najdalsze od lansowania nielojalności do władz miejscowych, co przypuszczalnie popełniono wobec białoruskich organizacji polonijnych.

    Wydaje mi się, że dopiero wtedy dowiedzielibyśmy się czego chcą Białorusini. Bez tego musimy zdać się na fakty i oceny serwowane przez ośrodki gorzej niż niewiarygodne, bo po prostu załgane i nieodpowiedzialne. Na moje wyczucie, dużo bardziej załgane, niż Łukaszenka, bo ten w końcu musi zadbać o realne dostarczenie kartofli, czy czego tam.

    Środowiska naukowe są sprzedajne aż tak, że nie można ufać żadnemu pochodzącemu od nich rozpoznaniu. Nawet w dziedzinach ścisłych, a co dopiero poza nimi. Środowiska dziennikarskie, edukacyjne i inne trudniące się kształtowaniem opinii, zajmują się już wyłącznie manipulowaniem. Co gorsze, manipulowaniem na zlecenie cudze, bez wiedzy i refleksji, aby tylko zasłużyć na dzisiejszy kieliszek chleba. Fuj!

    Obserwuję wybory polskie i widzę, jak łatwo ludzie wybierają źle z punktu widzenia swojej przyszłości zarówno w sferze wolności, jak i w sferze szansy powodzenia materialnego. A przecież mają wszystkie potrzebne informacje i nawet wiedzą jak się organizować. No więc, po takim rodzimym przykładzie wyborczym, jak ja mam wierzyć w te mega oszustwa wyborcze na Białorusi. A może Łukaszenka tam jest ukochanym mężem opatrznościowym niczym Tusk tutaj? Zakochali się i już! Z szeroko zamkniętymi oczami.

    I na tę love_story pojechał jakiś Poncyliusz_Jest_Najpiękniejszy i mówi, że on liczenia nie widział. A w Polsce widział? Dopiero co zawiódł zaufanie tu w Polsce (np. moje) i ja mam mu zaufać, że trzeba zabić tamtą miłość? To może najpierw przetrenujmy w Polsce z Tuskaszanką.

    Zanim trzeba będzie krew oddać.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Traube
    Nie umiem odpowiedzieć na żadne z Twoich pytań. Nie znam się.
    Mogę tylko powiedzieć, że jestem, ogólnie rzecz biorąc, pełen podejrzeń. Jeśli to źle, to przykro mi, ale tak to jest. Jestem pełen podejrzeń. I to najróżniejszych.
    I to do tego stopnia, że nie wykluczam najbardziej absurdalnych sytuacji.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Traube
    Czy przez 150 lat nieuporządkowanie terminologii przy olbrzymich miliardach przeznaczanych na walkę z rakiem nie świadczy o tym, że w tym systemie coś nie działa? Działa tylko instytucjonalny system przekręcania kasy lub iluzja realizacji prawdziwych projektów badawczych. Łapę trzymają na tym koncerny farmaceutyczne. Na rejestrację jakiegokolwiek leku stać tylko właśnie tego typu korporacje. W wyniku czego nie powstaje rynkowa konkurencja na tym rynku. Mała firma nie ma szans. Jest kupowana przez rekina, a patent - jeszcze przed rejestracją trafia do kosza. Jeśli tego rodzaju system przelania pustego w próżne ma się świetnie, a przy tym facet stwierdza, że od 50 lat leczenie nowotworów nie posunęło się nawet o milimetr, to z czym mamy do czynienia jeśli nie z wielką ściemą? Pamiętam kiedyś dokument, w którym była opowiedziana historia gościa, który przez przypadek odkrył, że jeden z leków antydepresyjnych działa jako skuteczny środek oduczający palenia. Prowadził wtedy zajęcia grupowe i podawał pajetom ten lek i stwierdził, że po pewnym czasie ludzie nie wychodzą na "dymka". Poparł to metodami klinicznymi i opublikował wyniki. I co się stało? Ów lek na depresję zniknął z aptek. Okazało się, że fundusz który miał udziały w firmie farmaceutycznej go produkującej miał też spore udziały w koncernie tytoniowym.
    Reasumując, jeśli to nie ściema to co? Może wielka globalna hipokryzja? Normalnie "branża" onkologiczna wyznająca jakiekolwiek etyczne zasady powinna uderzyć się w piersi i powiedzieć: "jesteśmy cieniasami", a nie łudzić ludzi nadzieją szybkiego odkrycia jakiegokolwiek leku.

    Co do McQuinna to w momencie, gdy są przerzuty pozostaje tylko modlitwa, cokolwiek jako efekt placebo, albo szalony traf. Nie ma prostego rozwiązani. B17 jeśli działa to nie pozwala mutować się poszczególnym komórkom na samym początku występowania choroby. Ludzie chwytają się każdych strzępów nadziei.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Andrzej
    Lek antydepresyjny, który okazał się skuteczny w zmniejszaniu głodu nikotynowego to bupronion. Był on w USA przez parę lat wycofany z rynku ze względu na powikłania. Potem uznano, że stosowano za duże dawki. Obecnie jest dostępny jako Zyban (przeciw-nikotynowy) i Voxra albo Wellbutrin (przeciwdepresyjny).

    Jeśli chodziło Ci o jakiś inny preparat, napisz proszę, abym mógł to sprawdzić.

    Jeśli chodzi o leczenie nowotworów - to nie moja działka - ale wiem, że np. rak jądra równoznaczny z wyrokiem śmierci w czasach kiedy ja studiowałem, jest obecnie w większości w pełni uleczalny nawet, gdy dochodzi do przerzutów.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Traube & Andrzej
    Fajnie sobie rozmawiacie. Niestety, ja potrafię tylko takie rozmowy inicjować.
    Natomiast potrzebowałbym jeszcze, żebyś się odniósł do tego co rzekomo powiedział ten Pauling. Powiedział tak, czy nie powiedział? Jeśli nie powiedział, to nie ma o czym gadać. Jeśli jednak powiedział, to - nawet jeśli to wariat - sprawa pozostaje nie tak jednoznaczna.

    OdpowiedzUsuń
  11. @Andrzej
    Nie chcę tu Toyahowi robić forum medycznego, ale jeszcze jedną uwagę muszę napisać.
    Otóż, piszesz, że "Mała firma nie ma szans. Jest kupowana przez rekina, a patent - jeszcze przed rejestracją trafia do kosza."
    Pomyśl!
    To jest biznes. Jaki interes miałby duży koncern w wyrzucaniu dobrego patentu do kosza? Po co miałby wtedy wykupywać tę małą firmę?
    Przykład z życia.
    Mała japońska firma Otsuka opatentowała lek przeciwpsychotyczny Aripirazol (Abilify). Lekiem zainteresował się gigant farmaceutyczny Britol-Myers Squibb. Efektem była współpraca, szybsze wprowadzenie leku na rynek i zyski dla obu firm.

    OdpowiedzUsuń
  12. @Toyah
    Pewnie tak powiedział. Nie wiem, w jakim kontekście, ale cytat można w necie znaleźć.
    Pauling nie był nieomylny. On np. wierzył, że witamina C może być lekiem na mnóstwo schorzeń, co się później nie potwierdziło.
    A mówił chyba różne rzeczy, bo oprócz dwóch nagród Nobla dostał też leninowską nagrodę pokojową.

    OdpowiedzUsuń
  13. @Traube
    W tej sytuacji ja mam jednak coś do powiedzenia.
    Jeśli ten Pauling tak powiedział, to znaczy, że my możemy o tym dyskutować - bez ujmy na naszym honorze. Nawet jeśli Ruscy mu dali swoją nagrodę, a my Lenina nie lubimy.
    To jedno. Druga sprawa jest mocniejsza. W sprawie tych przejęć. Niedawno amerykański Kraft kupił brytyjską czekoladę Cadbury. Kto zna, ten zna. W związku z tym w Guardianie ukazało się coś takiego:
    "Huge corporations tend to be in thrall to global products. Multinationals are keen on stamping out local names in favour of those recognisable worldwide and there is a very real danger that some brands will disappear. Whenever there is a big takeover, a company will look to improve productivity and profitability. A brand is not safeguarded simply by being profitable."
    I znów, Guardian to pewnie głupi socjaliści i niewykluczone, że się mylą. Nie zmienia to faktu, że nam wolno na ten temat debatować.

    OdpowiedzUsuń
  14. Otóż chodzi o to, że, kiedy mówimy o wolności, musimy pamiętać, że wolność jest jedna. Mianowicie ta, którą otrzymaliśmy od Boga w Trójcy Jedynego

    Otóż to.

    W tematach medycznych nijak się wypowiadać nie mogę. Choć jestem przekonany, że teorie spiskowe to jedyne teorie zbliżające się do prawdy o otaczającym nas świecie.

    A to co napisał Guardian, to rzecz oczywista. Wystarczy spojrzeć, co wielkie koncerny piwne zrobiły w Polsce z wieloma markami, że wspomnę choćby Heweliusza czy Kapra z gdańskiego podwórka.

    Ukłony!

    OdpowiedzUsuń
  15. @Toyah
    Pewnie, że możemy debatować.
    Mi chodziło jedynie o wiarygodność źródeł.
    Z Paulingiem zetknąłem się w liceum, poprzez jego doskonały podręcznik do chemii ogólnej. Później opowiadano nam o nim na studiach o jego ślepej wierze w witaminę C, którą miał spożywać w dużych ilościach.
    Jeszcze później spotkałem się z nim podawanym jako przykład "użytecznego idioty".
    Przed chwilą wbiłem w google "Linus Pauling" "useful idiot" i trafiłem na całkiem ciekawy tekst, choć nie wiem, kto go napisał.

    http://www.math.buffalo.edu/mad/physics/Bransonrobbed.pdf

    A zatem - też z dystansem. Nie zdążę dziś więcej znaleźć, a i Ty nie byłbyś rad z rozszerzania tego wątku.

    Ten cały Veills od b17 był z pewnością dziwną postacią i do jego odkryć odnosiłbym się z baardzo dużym dystansem.

    Dobranoc,

    OdpowiedzUsuń
  16. @Kozik

    Wiadomo, że wykupywanie np. polskich firm miało wielokrotnie na celu jedynie zniszczenie konkurencji.
    Wydaje mi się, że te międzynarodowe giganty jednak jakąś logiką, zrozumiałą także dla nas się kierują.
    Powyżej dałem przykład Abilify.
    Teraz z branży spirytusowej. Otóż, dwa lata temu, francuski Pernaud Ricard wykupił za ileś tam miliardów szwedzkiego Absoluta.
    Parę dni temu kupowałem kilka flaszek Absoluta. Nie ma na nich śladu po tej transakcji. Wg etykiet produkowane są przez szwedzki Vin&Sprit i ani słowa o Fracuzach. Absolut to żyła złota i Francuz byłby idiotą markę tę niszcząc.
    A w spiskowe teorie wierzę często. Tyle, że muszą one spełniać moje wymogi, tzn. mieć ręce i nogi. A ta o wit B17, moim zdaniem, ich nie ma. Miałaby, gdyby jakiś gigant farmacutyczny przejął tę firmę czy co to tam było i zaczął produkować leki z tych pestek. Po co mieliby marnować kasę na drogie badania, jeśli mogliby sprzedawać taki cudowny lek i na nim trzepać kasę?

    OdpowiedzUsuń
  17. @Traube
    Dobranoc. Dobrze Cię tu mieć.
    Jeśli nie śpisz, to posłuchaj. Jeśli tak, to niech słuchają inni.
    Otóż jak wspominałem m tym co mi mówiła starszą Toyahówna, nie miałem na myśli Vialla, ale niejakiego Krebsa, o którym Viall wspominał, a który to działanie witaminy chyba odkrył jako pierwszy. Ja wiem że o nim się mówi, że on kłamał. Właśnie o to mi chodziło. Że on i jego teoria mają złą reputację.
    Jak mówię, nie znam się, ale wiem że medycyna oczywiście stara się jak potrafi, ale i tak raz na jakiś czas udowadnia, że gówno wie i gówno może. Wiem też że świat jest tak zbudowany, że bardziej od wszystkiego innego liczy się zysk. Zysk jest cenniejszy nawet od potrzeby dokuczenia komuś kogo się nienawidzi. A to, jak wiemy, to nie byle co. No i jeszcze coś wiem. I to jest wiedza nowa. Ten Viall nie mówił że Krebs odkrył lekarstwo na raka, ale że sposób na jego skuteczne unikanie. Teraz dopiero widzę, że Twój przykład ze Steve McQueenem był do bani.
    No i najważniejsze. Prawdziwą wolność daje tylko Jezus.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Traube
    No to jeszcze raz w związku z Twoją odpowiedzią Kozikowi. Ja wcześniej o tym Viallim nie słyszałem. Ale skoro o nim wspomniałeś, sprawdziłem go. I jeszcze raz. On nie pisał ze Krebs wymyślił lek na raka ale sposób na jego unikanie. I teraz musimy dojść do tak zwanej części strasznej. Koncerny farmaceutyczne lekarstwa witają z otwartymi rękami. Jeszcze jeden lek nie zaszkodzi. Gorzej jest natomiast jeśli nagle się okaże, ze ludziom żadne lekarstwa nie są potrzebne.

    OdpowiedzUsuń
  19. Toyahu,

    Zawsze jak nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. prawda stara i wyświechtana, ale funkcjonuje. Bardzo ostro to widać na przykładzie naszych dzielnych braci Madziarów. Orban obłożył podatkami koncerny zagraniczne ,w tym głównie niemieckie, a za to odciążył firmy rodzime. I popatrzmy co się dzieje! Jak ten np Telekom się buntuje! Sankcjami grożą , a zebrało się tych grożących aż 13, Brukselę wzywają na pomoc,czytaj Niemcy, i wszystko to oczywiście w imię WOLNOSCI.Jak długo dziurkacze niszczyły ten biedny kraj, że już nic prawie nie zostało, było super, wolność kwitła,o demokracji nie wspominając.Dopiero teraz kiedy ten wredny Orban,ten faszysta ośmiela się myśleć o własnych rodakach,jest be. Bo próbuje (i mam nadzieję,że mu się uda) wyciągnąć swój kraj z pozycji neokolonialnej. W której my już siedzimy po uszy.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kurcze,
    mam ten mały dyskomfort, że w większości dyskutujecie sobie wieczorem, podczas gdy ja wstaję o 3 - 4 rano i zostają mi tylko okruchy ze stołu.

    Toyahu,
    wolność i demokracja - jedno się ni jak ma do drugiego. Wg. mojej skromnej opinii oczywiście. Im więcej demokracji, oczywiście takiej, jak to się w chwili obecnej przyjmuje, czyli lewacko - korporacyjnej, tym mniej wolności. Dlatego ciągle się tu chwalę, że jestem libertarianem. I to z charakteru i z wyrozumowania.
    A może ktoś podałby piękną definicję demokracji, która mogła by przekonac do niej? Choćby troszeczkę.

    @Andrzej & Traube

    Jako nieustający Mistrz w Rzucaniu Palenia mogę dodać osobiste uwagi wynikające z doświadczenia odnośnie takich specyfików jak Zyban/Wellbutrin czy Champix. Oba mam przetrenowane. Niestety, oba bawią się z neurochormonami, głównie serotoniną i dopaminą. W rezultacie nikt nigdy nie wie czy prędzej rzuci palenie, czy prędzej go szlag trafi, albo wszystkich bliskich wokół niego.
    Fakt, leki często powstają przypadkowo, a zastosowanie - w tym wypadku rzucenie palenia (zyban miał początkowo walczyć z bulimią), wynika z bardzo iluzorycznych pomiarów statystycznych. I to jakich! Zyban przebija efekt placebo zaledwie o parę punktów procentowych. Czyli, jak np. po zażyciu zakamuflowanej witaminy C mam 18% szans na rzucenie palenia, to po Zybanie 23%. I to cholerstwo kosztuje straszne pieniądze. Z Champixem jeszcze gorzej. Po tygodniu chciałem się pochlastać w wannie.
    Wellbutrin przynajmniej poprawia libido (efekt uboczny, a nie główny).
    Wniosek - gwałtowne poszukiwania Świętego Gralla trwają. Firmy na siłę i na gwałt szukają i wprowadzają masę śmiecia farmaceutycznego.
    To nie Pauling zapewne powiedział, że w czasach obecnych odkryto tylko dwa dobre, skuteczne leki: antybiotyki i aspirynę.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. @jazgdyni
    Andrzej opowiedział historię o leku antydepresyjnym, który okazał się być skuteczny w rzucaniu palenia i z tego względu został wycofany z rynku.
    Jedyny znany mi lek, którego historia tu pasuje to bupronion (Zyban, Wellbutrin).
    Został on, faktycznie, wycofany, ale wkrótce potem zarejestrowany ponownie i to głównie z powodu działania antynikotynowego i, jak wspominasz, efektu odchudzającego.
    Ja się tu nie wypowiadałem o jego skuteczności tylko o tej historii o wycofaniu z rynku.
    Wellbutrin (Voxra), czyli nieco inna forma bupronionu, powróciła niedawno na rynek jako lek przeciwdepresyjny. Badań nie prowadziłem, bom nie naukowiec. Z ciekawości jednak, całkiem świadomie, omawiając z pacjentami działania uboczne nie wspominam o tym wpływie na palenie. Jak zechcą, mogą doczytać sobie sami. I wiesz, że niektórzy mnie po jakimś czasie informują, że odechciało im się palić, a oni sami nie wiedzą dlaczego. Czyli jakoś to tam czasem działa.
    Champix próbowałem z dobrym skutkiem sam i potwierdzam, że zniósł on w moim przypadku kompletnie głód nikotynowy. Minusem jego jest wywoływanie myśli samobójczych u niektórych pacjentów, czego doświadczyłeś.

    Przypominam, że rozmowę zaczęliśmy o historii superleku wycofanego ze względu na naciski koncernów tytoniowych, a doszliśmy do tego, że koncerny farmaceutyczne szukają Świętego Graala i wprowadzają masę śmiecia farmaceutycznego. I że chyba chodzi tu o różne spojrzenia na ten sam Zyban.
    Nie wykluczam, że Andrzej miał na myśli jakiś inny specyfik. Ponieważ on milczy muszę jednak zakładać wariant najbardziej, moim zdaniem prawdopodobny.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  22. @Toyah
    Ja o tym Krebsie dowiedziałem się wczoraj, przy okazji Twojego tekstu.
    Siłą rzeczy byłem skazany na internet, w tym na wikipedię, jako źródło wiedzy.
    I z tej wikipedii wynika, że różni naukowcy sprawdzali rzetelnie, nawet niedawno, właściwości tych jego wynalazków i coś tam nawet potwierdzili, choć bez rewelacji.
    Co do profilaktyki raka, to nie bardzo wiem, na czym on swoje stwierdzenia, poza wewnętrznym przekonaniem, opierał. Nie trafiłem na informacje, aby przeprowadzał wieloletnie badania kontrolne na dużych grupach, a bez tego trudno to przecież ocenić.

    Artykuł Viallsa zaczyna się od wyliczenia produktów spożywczych zawierających ową B17.
    Nie wiem, na czym polega problem. Jak ktoś chce to przecież może sobie jeść bób, pestki owoców, dzikie jagody, nerkowce, a nawet świeże igły cisu (jeśli chce sprawdzić, czy one są trujące czy też nie).
    Co mają do tego te koncerny?

    Nb. z tego Krebsa był taki doktor, jak z naszego Wałęsy - honorowy.

    To zresztą ciekawe, że różni tacy goście, którzy atakują "oficjalną medycynę" lubują się w używaniu tytułów naukowych przez nią nadawanych.

    Steve McQuinna podałem jako ciekawostkę, a nie dowód na cokolwiek.

    Powtórzę na koniec. Jeśli ktoś wierzy w profilaktyczne działanie tej witaminy, może śmiało włączyć produkty w nią obfitujące do swojej diety i żaden koncern mu w tym nie przeszkodzi.

    Miłego dnia,

    OdpowiedzUsuń
  23. @Agnieszka Moitrot
    Węgry to naprawdę piękny przykład na działanie nowoczesnej demokracji. Podobnie jak przez pewien czas Irlandia. Niestety i w jednym i w drugim wypadku nasze gadanie przypomina walenie głową w mur.

    OdpowiedzUsuń
  24. @Traube
    Ja myślę że bardzo dobrze rozumiem, o co Ci chodzi. I jestem pewien, że mnie się z Tobą w pełni zgodzić. Jednak jak wiesz, ja ten blog prowadzę z punktu widzenia kompletnego dyletanta, który coś tam wie, a resztę tylko czuje. No więc ja poczułem, że jeśli z interesie pewnych sił tego świata jest wymordowanie połowy ludzkości i jeśli oni będą mogli zrobić to bezkarnie - to czemu nie?
    I ja tylko o tym.
    Kwestia koncernów to tylko przykład. Uważam że bardzo dobry. Dla nich oczywistym interesem jest ludzi leczyć. Trochę. Nie za bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  25. @all

    Dowiedziałem się kiedyś, że pomimo znacznego skoku technologicznego, jaki się dokonał od czasu lądowania ludzi na Księżycu, dziś w dobie, gdzie przeciętna komórka ma 10 razy większą moc obliczeniową niż komputer na lądowniku Apollo, nie bylibyśmy w stanie wysłać ludzi ponownie na księżyc...

    Nie wiem czy to tylko cywilizacja zachodu, czy w ogóle ludzkość zgnuśniała, już nie jesteśmy w stanie zrodzić Kolumbów, Newtonów Koperników...
    Na S24 za starych dobrych czasów trafiłem na dyskusję o nauce, a właściwie o geniuszach i ich doli na uniwersytetach. Konkluzja była taka, że np w fizyce jak ktoś swoją teorią podważa Einsteina to już po nim, zostanie zjedzony zanim zdąży pisnąć... a tam pieniędzy stosunkowo niewiele w porównaniu z rynkiem farmacji...
    Więc pieniądze pieniędzmi a jak nie śpiewasz jak my gramy to wyper... papier...
    Nie wiem czy jest jakiś plan wybicia "właściwej" części ludzi
    może tylko tak się objawia schyłek cywilizacji gdzie starość i gnuśność młodości szans systemowo już nie daje.

    Masz rację Toyah bez Jezusa gówniane to życie by było, tylko strzelić sobie w łeb...
    Zwłaszcza dziś w czasie Morderców Kolumbów. Czasie Starych Dzieci Kwiatów i ich błota.

    OdpowiedzUsuń
  26. @Cmentarny Dech
    To ja też coś opowiem. Niedawno poznałem dziewczynę, która studiuje na Politechnice we Wrocławiu. I ona mi opowiadała że oni tam mają jakiegoś fizyka czy matematyka - nieważne - i on mając swoje już lata, nie awansuje z tej prostej przyczyny, że nikt nie ma odwagi firmować jego dziwnych pomysłów.Trzymają go tam jednak, bo każdy wie, że on jest w swojej branży najwybitniejszą postacią w Polsce. Nie wiem czy to prawda. Tak mi opowiadała ta dziewczyna. A mnie to za bardzo nie zdziwiło.

    OdpowiedzUsuń
  27. Tutejsza dyskusja zahaczyła m.in. o kwestię pacyfikowania lekarskich pomysłów rozszerzenia wachlarza leków; tak, czy inaczej, lekarskiej ingerencji w sprawy producentów farmaceutyków. Ale możliwość takich tendencji jest najzupełniej oczywista na tle obecnych (chorych!) pojęć wolnego rynku, że to nie wytwórcy dostosowują się do potrzeb klienteli, lecz dostosować się ma klientela (tu: chorzy).

    W stosunku do farmaceutyków lekarz jest więc swego rodzaju pośrednikiem handlowym. Ale czyim, producenta, czy pacjenta? I właśnie tu jest pies pogrzebany. Lekarze mają być komiwojażerami dostosowania chorych do potrzeb producenckich. Dobro chorego jest dla producentów drugorzędne. Liczy się zbyt. W takim układzie wręcz logicznie dziwna byłaby rynkowa nieobecność farmaceutyków zaprojektowanych mimo lub wręcz dla wyrządzania chorym szkody.

    Logika podpowiada też kierunek potrzebnej zmiany, że trzeba przynajmniej postawić konie przed wozem, tj. lekarzy przed producentami z ich skorumpowanymi naukowcami. Na razie jest odwrotnie. Z drugiej strony, jeśli emanacją przestawienia byłaby lekarka Kopacz, to może lepiej zostawić, jak jest.

    OdpowiedzUsuń
  28. @orjan
    Kopacz nie jest żadnym lekarzem. Tak jak oni nie są naukowcami.

    OdpowiedzUsuń
  29. Przepraszam, ale nie rozumiem logiki akapitu "wolność jest jedna. Mianowicie ta, którą otrzymaliśmy od Boga w Trójcy Jedynego"
    Koncerny farmaceutyczne chcą zamordować połowę ludzi, ale Bóg w Księdze Rodzaju utopił niemal wszystkich ludzi (poza rodziną Noe) i nawet większość zwierząt. W takiej sytuacji nasza sympatia powinna być po stronie koncernów farmaceutycznych.

    OdpowiedzUsuń
  30. @T.Bułka
    Też przepraszam, ale ja z kolei nie rozumiem problemu. Wspomniany akapit jest wewnętrznie bardzo logiczny. Chodzi w nim o to, że jedyną wolnością, jaką ma człowiek, to ta, którą otrzymał od Boga. Każda inna wolność, to czysta manipulacja. Tam się nie pojawia żadna inna teza, która by czyniła tę myśl w jakikolwiek sposób niespójną.
    Co do drugiej części komentarza Bułki, ciąży na niej ciężki brak logiki. Jeśli Bóg zechce utopić nie tylko "niemal wszystkich" ludzi, ale wręcz "wszystkich", jako Bóg ma do tego oczywiste prawo, a my jako Jego lud, nie mamy prawa nawet pisnąć. Nie bardzo natomiast widzę jakikolwiek porządek w tym, że koncerny farmaceutyczne wchodzą samowolnie w rolę Boga. Proszę Bułkę uprzejmie o wyjaśnienie mi tej logiki.
    I jeszcze jedna rzecz. Jak to się stało, że Bułka do nas tak niespodziewanie zawitał. Czy to się stało na drodze służbowej, czy może ten blog jest aż tak powszechnie znany?

    OdpowiedzUsuń
  31. @T.Bułka

    W jakiej sytuacji?? Ich wtedy czy naszej teraz? Wyraźnie Pan jeszcze nie doczytał końca. Lepiej skończyć całość i wtedy wszystko staje się jasne ;)

    OdpowiedzUsuń
  32. Bardzo chętnie wyjaśniam. Jak tu dotarłem? Dotarłem tu z innego blogu na którym "sarkastycznie" komentowano ten wpis, a że chwilę wcześniej szperając w konkursie BlogRoku trafiłem na martwą linkę do blogu o podobnej nazwie (czyli toyah), a więc mnie to zaciekawiło.
    ---
    Czytając Pana tekst myślałem, że się z nim zgadzam - co do wolności, Polski, Węgier, Białorusi az do wspomnianego akapitu o Bogu, który mnie zaskoczył. Jeśli Bóg zechce utopić nie tylko "niemal wszystkich" ludzi, ale wręcz "wszystkich", to jest okrutnym tyranem, gorszym od Jaruzelskiego, Stalina i Hitlera, wiec jak można tu mówić o wolności. To nie jest wolność, to jest niewola. Moim skromnym zdaniem koncerny farmaceutyczne (ale i inne) chcą jedynie dorównać tyranii boga.

    OdpowiedzUsuń
  33. @T.Bułka
    Dziękuję za wyjaśnienie. A zatem jesteśmy sławni. To dobrze.
    Co do reszty, dalej nic nie rozumiem. W omawianym akapicie nie było jednego słowa o tym, że Dobry Bóg chce nas potopić. Tam było tylko to, że On dał nam prawdziwą wolność, natomiast krzywdę nam chcą zrobić niedobrzy ludzie.
    O tym topieniu to Bułka coś zaczął gadać. Że niby lepiej żeby nas utopili źli ludzie, niż Pan Bóg.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zakładając śmiało, że mówimy o tym samym Bogu Ojcu:

    1) Bóg nie zechce, bo obiecał, że już nie potopi.

    2) Jak już Toyah przyuważył, jeśli to jest Bóg, z którego planu stworzenia myśmy się wzięli, to twórca ma prawo dzieło poprawiać.

    3) Jeśli ktoś poprawy nie chce, to wola boska, bo on (ten nie chcący) ze swojej wolnej woli nie chce.

    4) a niewierzącym, to niby co do tego. Cóś ich palnie i już! Z niebytu w niebyt.

    5) Natomiast domniemane koncerny exterminatorskie (zakładając, że istnieją) kooptują się według jakiejś formuły ekskluzywnej, co ich w ogóle nie różni od hitlerowców, bolszewików i od innej lewackiej swołoczy uzurpującej sobie rolę Boga.

    6) Skoro jesteśmy przy zagadnieniach liczbowych, to najnowsze badania postępowe dowodzą, że przed Potopem ludzi było ogólnie mniej, niż wykończył jeden tylko bywalec laickiej Sorbony, kambodżański kumpel Sartre'a. A to był tylko detalista wśród postępowych kumpli.

    7) Czy można zarzucać czyn komuś, w czyje istnienie nie wierzy się?

    8) Nie zrażaj się, nuda to straszny stan.

    OdpowiedzUsuń
  35. Polecam książkę Sheldon Krimsky - „Nauka skorumpowana. O nieczystych związkach nauki i biznesu.” Jest o tym o czym tu rozmawiamy, czyli o medycynie, wielkim biznesie (farmakologicznym), nauce, korupcji i kłamstwie. Tam są pokazane wstrząsające przykłady. Odkąd wielkie pieniądze weszły do nauki, a naukowiec stał się też biznesmenem, żyjącym z patentu, może dochodzić do konfliktu interesu. Autor podaje tam przykłady fałszowania, naciągania wyników, badań itp. Problem jest szerszy nie tylko dotyczy samy naukowców, ale i ośrodków badawczych, uniwersytetów również uzależnionych od sponsorów. Krimsky opisuje znajomą mu sytuację w Stanach, gdzie otwarcie się uczelni na biznes (prywatne środki nie tylko publiczne) jest największe . Problem opisywany w tej książce, i konkluzje – patrz sam tytuł Nauka skorumpowana, nie należy jednak odbierać w kategorii spisków. Raczej zwykłego szachrajstwa i oszustwa, cwaniactwa itp.

    Co do spisków ja jednak jak najbardziej je zakładam. Choć nie wiem czy te słowo jest najodpowiedniejsze. Zmniejszenie populacji, to żadna tajemnica, mamy szereg świadectw, wypowiedzi możnych tego świata, że nas jest za dużo, że życzyliby sobie aby nas było mniej. Co najciekawsze oni to mówią i myślę, ze podejmują i stosowne kroki, w ich ocenie z pobudek altruistycznych.

    OdpowiedzUsuń
  36. A jak już toyah włożył kij w mrowisko, pozwolę sobie przy okazji dodać następną ściemę czy spisek powszechnie akceptowany jako naukowe. Moim faworytem jest mit ewolucji i cała paleontologia, to bujda na resorach, co się kupy nie trzyma.
    Jak już toyahu wspomniałem o tym naukowcu z politechniki, to co myśleć o wynalazkach Pana Łągniewki, jego słynnych zderzakach? Też spisek koncernów motoryzacyjnych czy szarlatan?

    OdpowiedzUsuń
  37. @orjan - Jak już Toyah przyuważył, jeśli to jest Bóg, z którego planu stworzenia myśmy się wzięli, to twórca ma prawo dzieło poprawiać.

    Dobrze spróbuję jeszcze raz wytłumaczyć co mam na myśli z innej strony.
    Proszę zwrócić uwagę na kino science fiction. Często pojawia się tam motyw maszyn lub obcych, którzy stworzyli lub kontrolują ziemian jako imaginowany świat ( ostatnio widziałem w telewizji taki film Mroczne Miasto, ale odnosi się to na przykład też do filmów Matriks lub Terminator ) We wszystkich tych filmach walka o "wolność" jest rozumiana jako walka przeciwko istotom władającym ludzkim światem. Nigdy nie słyszałem, by ktoś powiedział , że "agenci w Matriksie dali ludziom wolność" - wręcz przeciwnie "agenci ZNIEWOLILI ludzi".
    Dziwie się zatem, że autor na tutejszym blogu wychwala "wolność daną od Boga". W moim rozumieniu wolność, to uwolnienie się od bycia manipulowanym - przez koncerny, polityków, kapłanów, bogów, obcych i maszyny.

    Poza tym dlaczego uważasz, że jestem niewierzącym ?

    OdpowiedzUsuń
  38. Apropos zdania "Skoro jesteśmy przy zagadnieniach liczbowych". W Kambodży zginęło w tym roku w czasie narodowego święta 350 osób. Czy uważasz , że powinno mnie to bardziej obchodzi niż katastrofa smoleńska, bo to więcej ofiar. Przecież to są tylko liczby relatywne.

    OdpowiedzUsuń
  39. W oczekiwaniu na kolejny wpis Toyaha pozwolę sobie odnieść się do wpisów T.Bulki. Napisał pan:
    Dobrze spróbuję jeszcze raz wytłumaczyć co mam na myśli z innej strony.
    Ależ taki np. ja doskonale Pana rozumie. Pan jednak nie dostrzega podstawowego błędu w swoich wywodach. Pan mianowicie w swoich rozważaniach Pana Boga w Trójcy Jedynego z koncernami farmaceutycznymi, ze złymi ludźmi jak wspomniani przez pana tyrani czy wreszcie jak w ostatnim komentarzu, z wytworami ludzkiej fantazji.
    Otóż tego typu odniesienia śmierdzą, ohydnie wręcz cuchną najbardziej parszywym relatywizmem głoszonym przez lewactwo.
    A lewactwo to samo zło. Nie da się dyskutować z Pana tezami.
    My bowiem (niech koledzy mi wybaczą tą liczbę mnogą) uważamy Pana Boga za źródło życia, prawdy, miłości czy wreszcie, przechodząc do adremu, wolności
    Życie, prawda, miłość i wolność pochodzą od Boga. Odwrotnie się nie da.

    OdpowiedzUsuń
  40. errata:

    Pan mianowicie w swoich rozważaniach Pana Boga w Trójcy Jedynego porównuje z....

    No i, naturalnie: liczbę mnogą.

    OdpowiedzUsuń
  41. @T. Bułka
    Ja uważam, że Bułka jest jak najbardziej wierzący. Tyle że nie w Boga w Trójcy Jedynego. A dla nas wieśniaków, taka wiara to prawie jak ateizm. O ile nie coś jeszcze gorszego.

    OdpowiedzUsuń
  42. @All & Bułka

    Nie chciałam się odnosić do wpisów Bułki, bo one są bardzo pokrętne i zwichrowane intelektualnie, a ponadto mam wrażenie, że celowo prowokacyjne. Zresztą drodzy koledzy już częściowo dali odpór temu pomieszaniu porządków.
    Jedno tylko powiem panu Bułce na temat wolności, o której pisze Toyah. Pan Bóg daje człowiekowi podstawową wolność wyboru między dobrem a złem, między przyjęciem nieskończonej Miłości a jej odrzuceniem.
    Ponieważ pan Bułka nie jest w stanie tego zrozumieć, wszyscy tutaj mamy prawo przypuszczać, że jest pan niewierzący. A jeżeli Pan twierdzi, że jest wierzący, no to chyba dokładnie w ten sam sposób co pan premier i prezydent razem wzięci.

    Toyahu
    Różne dziwne osoby już się tutaj pojawiały, ale ktoś porównujący Pana Boga do Stalina i Hitlera, to jednak zdecydowanie nowa jakość.
    Jestem wstrząśnięta.
    Czyżby wystosowali jakiegoś nowego oficera frontu ideologicznego na odcinek blogów?

    OdpowiedzUsuń
  43. @Kozik: parszywym relatywizmem głoszonym przez lewactwo.

    Dziękuję, nie skorzystam. I nie odwzajemnię równie agresywnym adpersonam. Wole admeritum.

    @Kozik: uważamy Pana Boga za źródło życia, prawdy, miłości czy wreszcie, przechodząc do adremu, wolności

    Jako człowiek żyjący wewnątrz stworzonego przez Boga świata nie jesteśmy w stanie odróżnić, czy stworzył go miłosierny Bóg czy może agenci z filmu Matriks. Dlaczego uważa Pan, że Bóg jest miłosierny ale agenci okrutni.
    Patrząc wokoło widzimy tylko obłudę, zabijanie się oraz kataklizmy. To raczej świadczy o tym, że Bóg jest okrutny a nie miłosierny.

    @toyah: Ja uważam, że Bułka jest jak najbardziej wierzący. Tyle że nie w Boga w Trójcy Jedynego

    Tak zgadzam się.

    @gniewra: Pan Bóg daje człowiekowi podstawową wolność wyboru między dobrem a złem

    Jak to. Przecież jeśli skorzystam z wolnej woli i nie przyjmę jego miłości, to będę się smażył w piekle. Taką samą wolność daje każdy tyran - albo jesteś z nami, albo będziemy cie torturować.

    OdpowiedzUsuń
  44. @Ginewra
    A mną to jakoś nie wstrząsa. To są tak zwani sataniści. I oni mają prawie rację. Tyle że nie wiedzą, że w największej pogardzie ma ich sam Szatan.

    OdpowiedzUsuń
  45. Panie T.Bulka

    Lewactwa nie cierpie, to fakt. Ale gdzie tu "ad personam". Nie bądź Pan taki Janke.

    OdpowiedzUsuń
  46. @T.Bułka

    Ja wcale nie zakładam, że jesteś niewierzący. Trzeba jednak uzgodnić postawy dyskutantów. Inaczej dyskusja, jak tutejsza, jest nieefektywna i potencjalnie konfliktowa wskutek nieporozumień. To wynika ze znaczenia, jakie tu (przynajmniej tu!) nadaje się światu wartości.

    Teraz przejdźmy do Twoich deklaracji, gdy kojarzysz wolność jako samo-uwolnienie się od manipulacji „przez przez koncerny, polityków, kapłanów, bogów, obcych i maszyny”. Nie, żeby wymienione podmioty zniknęły, lecz abyś Ty uwolnił się spod ich wpływu.

    Ale po czym poznasz samą potrzebę uwolnienia? Skąd zaczerpniesz wartości, które pozwolą Ci ocenić fakt i rodzaj manipulacji i wokół których zmobilizujesz swój opór? Jak poznasz, że przystępując do określonego oporu nie ulegasz właśnie manipulacji?

    Bo wolność po coś jest, ma przecież jakieś przeznaczenie wyższe niż pojedynczy człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  47. @orjan: Trzeba jednak uzgodnić postawy dyskutantów

    Dyskutujemy o Bogu w rozumieniu katolickim. Odwoływałem się przecież się do Biblii. Ja cały czas zakładam istnienie takiego Boga jako możliwej alternatywy. Różnię się tylko w interpretacji tego, czy jest on dla mnie miłosierny i czy mogę w odniesieniu do religii katolickiej mówić o "wolności". Katolickie pojecie Boga jest zdefiniowane jako niewola. Musisz go wielbić, musisz dostosować się do jego zasad, musisz pogodzić się z jego klątwami. To jest definicja TYRANII.

    @orjan: Ale po czym poznasz samą potrzebę uwolnienia?

    Nie wiem. Z braku dowodów na istnienie Boga przyjmuję za równie prawdopodobne obie hipotezy "istnieje Bóg" oraz "istnienie program Matriks".
    W takim przypadku nie rozumiem, dlaczego względem Boga miałbym chwalić wolność a względem agentow z Matriks walczyć z nimi.

    Pytam więc jeszcze raz. W czym objawia się "wolność, którą otrzymaliśmy od Boga w Trójcy Jedynego".

    OdpowiedzUsuń
  48. @T.Bułka
    Ja bardzo przepraszam Bułkę, że ją przestraszyłem. Nie chciałem, ale tak to zawsze się dzieje, że niewierni się od czasu do czasu się boją.
    W tej sytuacji ja coś Bułce wytłumaczę. Otóż w związku z tym że Pan Bóg jest dobry i nieskończenie miłosierny, niektórzy teolodzy twierdzą, że piekła nie ma i wszyscy zostaną zbawieni. Nawet Bułka...
    Choć jest jeden wyjątek. Młodzieżówka Platformy ma przesrane. Jestem pewien, że Bułka jednak nie wpadł.

    OdpowiedzUsuń
  49. @T.Bułka

    Mam coraz silniejsze wrażenie, że w lekturach najpierw poprzestałeś na Starym Testamencie i to w wersji fabularnej à la Z.Kosidowski, by od razu przeskoczyć do czegoś w stylu Dona Browna. Stąd taki pesymistyczny ogląd, że w Bogu jest ponura, niewoląca siła.

    W Twoim podejściu jest błąd podstawowy: dobrowolne oddanie się Bogu nie jest niewolą*/.

    Natomiast w „matriksach”, schemat polega na skrytym uzależnieniu ludzi za pomocą metod mechanicznych przez jakiegoś cwaniaczka, który wykorzystał moralną indyferencję ludzi i społeczeństw. W prymitywnej wersji kieszonkowej mamy to dzisiaj w Polsce w wykonaniu powszechnie znanych kieszonkowców sumień i mienia. Szansa pokonania „matriksa” polega na zlikwidowaniu owej indyferencji.

    Dlatego fabuła „matriksów” polega na poprzeplataniu gimnastyki (najlepiej chińskiej) z intelektualną gimnastyką odtwarzania zagubionych teologicznych podstaw człowieczeństwa. Niewystarczalność i utopijność powstających propozycji polega natomiast na scenariuszowych polit-poprawnych selekcjach zakresu odtwarzanego człowieczeństwa. Chcą odtworzyć człowieczeństwo jako częściowe; zapewne według czerskiego wyboru. To dlatego „matriksy” jako gatunek sztuk wszelakich są beznadziejnie intelektualnie nudne. W końcu są zaprojektowane dla półgłówków. Czyżby myśl miała powrócić przez zwalnianie od myślenia?

    -------------------------
    */ Podobnie jest między kochającymi się ludźmi, o ile miłość jest wzajemna. Natomiast w przypadku, jak nazywasz, katolickiego Boga, my właśnie odwzajemniamy Jego miłość, którą nas bezwarunkowo otoczył i pragniemy, by nadal otaczał (Kyrie eleison!). Co więcej, pragniemy, żeby otaczał nie tylko nas, ale wszystkich, nie wyłączając wrogów wiary i innych grzeszników.
    Ile zaś z tej miłości skorzystamy, to już kwestia siły naszej wiary, która z grubsza polega na sile odwzajemnienia Jego miłości.

    Pojęcie i rozumienie wolności osobistej oraz potrzebę dążenia do niej dostajemy właśnie od Boga. Bądź uprzejmy zauważyć, że żadna inna religia nie wymaga dążenia do wolności osobistej.

    PS. Więcej może powie Don Paddington, bo moje „kompetencje” już są wyczerpane.

    OdpowiedzUsuń
  50. @all
    wrzucę kilka kamyczków jak ja to widzę. Dla mnie miłość Boga objawia się w pięknie stworzonego świata - Świata stworzonego i to jak! Na każdą naszą ciężko wypracowaną odpowiedź, rodzą się kolejne trzy pytania... A ogrom skomplikowanie i matematyczna doskonałość oddają tylko Jego umiłowanie od Nas do danej nam Wolności. Bo On stworzył tak świat, byśmy mogli sobie w każdym momencie wiedzy mieli komfort wiary! Ale wolność to nie wszystko jest jeszcze Miłość, której nawet najlepsze opisy już Ją banalizują.

    Ale małe porównanie takie matematyczne.
    Jeżeli zakładamy że Matka kocha swoje małe dziecko miłością prawie doskonałą i bezwzględną, a po jego stracie cierpi strasznie, wyobraźmy sobie jak ON cierpi kochając nas stokroć bardziej, gdy grzechem GO odtrącamy?

    OdpowiedzUsuń
  51. Pozdrawiam Was czule, jak mawia ponoć mój ukochany Benedykt XVI - Katechetka Yo

    OdpowiedzUsuń
  52. @Traube
    "..gdyby jakiś gigant farmacutyczny przejął tę firmę czy co to tam było i zaczął produkować leki z tych pestek. Po co mieliby marnować kasę na drogie badania, jeśli mogliby sprzedawać taki cudowny lek i na nim trzepać kasę?"
    Gdyby produkował leki z pestek, byłyby one wcale albo mało skuteczne. Tak zwykle bywa, gdy przemysł przerabia naturalne leki. A co myślisz o słynnym już zakazie produkcji i sprzedaży ziół???

    OdpowiedzUsuń
  53. @Marylka
    Wynalazca, a wg mnie znachor, o którym dyskutujemy, produkował lek właśnie z jakiś pestek i miał pretensje, że świat medyczny nie chce uznać tego leku za rewelację.
    Ja nie wierzę w skuteczność tego leku. Nie mam do tego żadnych podstaw, a wiara jakiegoś gościa w cudowną moc własnego wynalazku to dla mnie zbyt mało.
    Narzekając na międzynarodowe koncerny zapomina się, że one muszą skuteczność leków jakoś wykazać. Tu jest, oczywiście, miejsce dla różnych oszustw, sfałszowanych badań itp., ale przypuszczam, że są one raczej wyjątkiem niż regułą.
    Wychwalający natomiast zioła i leki ziołowe nie odczuwają potrzeby, a i nie stawia się przed nimi takich wymagań, aby skuteczności czegokolwiek dowodzić.
    Im i ich klientom wystarczy napisać, że ich produkt bazuje na tysiącletnich doświadczeniach Indian peruwiańskich, Eskimosów czy innych Hunzów.
    A krytycy koncernów nie widzą, jak wielki przemysł stoi za szalbierstwami z "naturalnymi" lekami i ile tam jest kłamstwa.
    Jak, co jakiś czas, ktoś bierze na warsztat kolejny "cudowny olej z wątroby białego rekina" czy inne takie gówno, to okazuje się, że warte są one tyle, co kapsułki z cukrem.
    O zakazie sprzedaży ziół nic nie wiem. Nie mieszkam w Polsce więc może to do mnie nie dotarło.
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.