sobota, 29 stycznia 2011

Refleksje znad krawędzi

Ze wstydem przyznać muszę, że polityczny kryzys w Egipcie, z jakiegoś powodu, w pierwszej chwili uszedł mojej uwadze. To znaczy, dochodziły do mnie słowa ‘Egipt’ i ‘zamieszki’, ale jakoś nie umiałem się oderwać od spraw dla mnie bardziej poruszających. I dopiero wczoraj wieczorem zauważyłem, jak bardzo się zagapiłem. Jak o mały figiel nie przegapiłem czegoś, co na przegapienie zdecydowanie nie zasługuje.
Otóż, gdyby ktoś – a więc ktoś równie zagapiony jak ja – jeszcze nie wiedział, o co chodzi, w Egipcie doszło do bardzo poważnych niespodziewanych rozruchów antyrządowych. Przyczyna i cel tych rozruchów jest akurat z naszego punktu widzenia nie tak ważna, więc wystarczy, ze będziemy pamiętać o tych trzech wspomnianych przeze mnie elementach – rozruchy są poważne, antyrządowe i niespodziewane. Dlaczego i po co – a kogóż to mianowicie obchodzi?
Oglądałem więc wczoraj w telewizji trochę wieczornej dyskusji o wydarzeniach w Egipcie, słuchałem dość przerażających informacji o gwałtowności rozruchów i liczbie ofiar, patrzyłem w zdumieniu na zdjęcia z egipskich ulic, ale też nie mogłem nie zauważyć pełnej zgody między uczestnikami rozmowy, co do tego, że tego, co się wydarzy, nikt się nie spodziewał. Pomyślałem sobie, ze tak bywa. W końcu dziennikarze, politycy, politolodzy, eksperci choćby i z tytułami, są pewnie często nawet jeszcze głupsi w kwestiach, którymi się zawodowo zajmują, od nas. Niejednokrotnie bywało przecież tak, że im świat walił się na głowę i jedyne co mogli zrobić, to już tylko szukać dobrego usprawiedliwienia dla swoje beznadziejności.
Tu zresztą też, w pewnym momencie jeden z dyskutantów powiedział, że ponieważ Egipt to państwa w dużym stopniu policyjne, ludzie zawsze byli bardzo niechętni do wyrażania swoich osobistych opinii, tym bardziej jeśli te opinie im mogły w jakikolwiek sposób zaszkodzić. Ale pojawił się też jakiś specjalista, który na Egipcie się zna, często tak bywa i, co może najważniejsze, jak sam stwierdził, ma tam wielu przyjaciół. Wyznał więc on, że był tam ostatnio jesienią, rozmawiał ze swoimi egipskimi znajomymi i kolegami, i nie dojrzał śladu niepokoju. Nie zauważył jednego gestu, który mógłby świadczyć o tym, że sytuacja jest bliska załamania. Że społeczeństwo jest na krawędzi.
O czym to może świadczyć? O dwóch rzeczach. Pierwsza to taka, że ten człowiek jest dokładnie tak samo głupi i leniwy, jak pozostali uczestnicy tego towarzystwa, które tak zabawnie dziś załamuję ręce nad tym, co się dzieje w Egipcie. Druga – właściwie uzupełniająca jedynie tę pierwszą – że on naturalnie znał i przyjaźnił się wyłącznie z tymi Egipcjanami, przeciwko którym dzisiejsza rozruchy sa skierowane. W jednej i drugiej sytuacji, wiadomość jest jedna – on zwyczajnie nie wiedział. Boi to, że parę miesięcy temu, wszystko było jak trzeba i nagle, nie wiadomo z jakiegoś powodu, coś się załamało, wydaje się niemożliwe.
Cytowałem tu już chyba kiedyś fragment z powieści Johna Bartha. Pozwolę sobie wrócić do tego raz jeszcze:
Przystanęła na środku kuchni, by napić się wody. I w tym momencie, po pięćdziesięciu bezpiecznych latach, załamał się sufit w pokoju obok. Albo on, samotny, w pustym gabinecie, nasłuchując, w blasku marcowego dnia, jak mu w myślach szumi świat, gdy – ni stąd ni z owąd – półtorametrowa półka odrywa się od ściany. Przez całe długie wieki, niewidoczne pęknięcie rozsadza skałę. By w jednej sekundzie, cały taras i barierki i turyści i turbiny – wszystko z hukiem runęło do Niagary. Który płatek śniegu uruchamia lawinę? Dom eksploduje. Gwiazda. W głowie twojej żony, tak pozornie bezsilnej, rodzi się zbrodnia, jak płód. Jedna maleńka decyzja władz. Całe kolonie powstają”.
A więc, może to jest też tak? Że istotnie wszystko dzieje się w jednej chwili? Może rzeczywiście wspomniany przez mnie przyjaciel Egiptu i Egipcjan zrobił wszystko, co mógł, by wiedzieć, jakie sa nastroje i co się kroi I wiedział jak najbardziej słusznie, że nic się nie kroi. Bo wszystko się zaczęło dziać w jednej chwili, bez powodu, bez zapowiedzi. O tak. Jak w przypadku tego sufitu, tej półki, czy tego noża.
No ale to też są kwestie dla nas bez znaczenia. Boi cóż nam dziś po informacji, czy to co się wydarzyło i dzieje z takim rozmachem w Egipcie, było zapowiadane, czy nie. Czy to można było przewidzieć, czy nie. Sa to informacje równie bezużyteczne jak te wspomniane wcześniej, a więc dlaczego i po co. To co naprawdę ważne, to fakt, ze to się dzieje i że tego nikt nie przewidział.
Dziś w Rzeczpospolitej czytam rozmowę Roberta Mazurka z aktorem Danielem Olbrychskim. Niezwykły jest ten Mazurek. On nawet się nad Olbrychskim nie znęca. Nawet z nim nie walczy. Chyba nawet zanim zaczął z nim rozmawiać, wiedział, że to nie ma sensu. Jeśli chce mu coś powiedzieć, to chyba już tylko na takiej zasadzie, że gdyby poszedł o krok dalej i na przykład odzywał się już tylko po to, by mówić: „No dalej. Niech pan jeszcze coś powie. Mamy jeszcze parę minut.”, to byłby niegrzeczny. Mimo to pozwala Olbrychskiemu mówić i Olbrychski mówi. Ktoś mi powie, że ten wywiad to przykład akurat nietrafiony, bo wszyscy wiemy, że Olbrychski to nie dość, że aktor, to jeszcze aktor bardzo już leciwy i z nie lada bagażem. A więc, jakież to ma znaczenie, co on mówi? I ja się zgadzam. Olbrychski to postać szczególna. Mimo to jednak, kiedy przyjrzymy się, jak on mówi, i mówi, i mówi, i już ani nic nie widzi, ani nie słyszy, ani nie rozumie, i jaki jest z siebie zadowolony i w tym zadowoleniu niewzruszony, to nie sposób oprzeć się paru refleksjom natury bardziej ogólnej.
Otóż jesteśmy zdecydowanie na krawędzi. I nikt nie wie nic. Jak to się wszystko potoczy i który dzień przyniesie ten wiatr? Czy to już będzie ten kwiecień, czy może maj, a może dopiero październik, kiedy to Polska będzie w samym środku swojej tak zwanej europejskiej prezydencji, i wszyscy uczestnicy tego przedsięwzięcia będą zajęci liczeniem pieniędzy, jakie się im udało to tu, to tam przy tej okazji trafić. Przecież nawet my, tak bardzo skoncentrowani, tak bardzo wyczekujący, tak bardzo cierpliwi – też właściwie nie wiemy nic. Poza tym jednym. Że stoimy z całą pewnością na krawędzi. A to już jest pewna wiedza.

20 komentarzy:

  1. nie wierze w spontaniczne zamieszki, niezorganizowane, takie ni stąd ni z owąd, ktore zataczaja coraz wieksze kregi i maja duzy zasieg. Spontaniczne co najwyzej moga byc akty chuliganstwa. Chociaz nawet chuligani ktorzy szli obrazac staruszki pod krzyzem na Krakowskim Przedmiesciu, tez byli w jakis sposob sterowani, zorganizowani i zwolywali sie przez facebooka.
    Polska jest na krawedzi, ale jezeli jakis oddolny bunt przeciwko rzadowi nie bedzie zorganizowany, to samorzutnie nic sie nie stanie, chocby jeszcze nie wiadomo jak podniesli podatki i nie wiadomo ilu PiSowcow zamordowali. Ludzie to lemingi i chca miec swiety spokoj, a partia wladzy jej nie odda.

    OdpowiedzUsuń
  2. @angela
    W tym Egipcie się podobno przez Facebooka organizowali. Przynajmniej na początku, bo potem wyłączyli im internet i komórki. Teraz się już muszą organizować tradycyjnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Toyah
    Ja na obronę tego przyjaciela Egiptu powiem, że jakby jakiś Egipcjanin przyjaźnił się z moimi rodzicami i odwiedził nas w Gdańsku w pierwszej połowie 1980 roku, to też by się nie domyślił, że się jakiś Sierpień kroi. I głowę daję, że takie same wrażenia wyniósłby ów Egipcjanin z większości polskich domów w tamtym czasie.

    OdpowiedzUsuń
  4. @angela
    Modlę się o to, żebyś się myliła.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Traube
    I właśnie o tym chciałem napisać. Że oni wszyscy się przyjaźnią sami ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  6. O co chodzi?...
    Odpowiedź na to pytanie wg. mnie jest szczególnie trudna, dla obserwatorów z zewnątrz. Chyba również wielu Egipcjan bezpośrednio zainteresowanych i uczestniczących w demonstracjach antyrządowych niezbyt orientuje się - o co naprawdę chodzi.
    Można jedynie domyślać się, że kilku osobom przede wszystkim chodzi o przejęcie władzy i możliwie szybkie ustabilizowanie sytuacji w państwie. A o co chodzi, tym obywatelom dotychczas oszukiwanym, zniewalanym, poniżanym i krzywdzonym, a teraz rozczarowanym, zbuntowanym i zdeterminowanym?.....

    OdpowiedzUsuń
  7. @Zibik
    To wszystko nieważne. Liczy się to, że jeszcze miesiąc temu nikt się niczego nie spodziewał.

    OdpowiedzUsuń
  8. @Toyah
    "Liczy się to, że jeszcze miesiąc temu nikt się niczego nie spodziewał."
    Równie ciekawe wydaje mi się to, że teraz się wszyscy czegoś spodziewają.
    A to w Jemenie, a to w Maroku, a to w Algierii...
    Niby te kraje się bardzo różnią, a dotychczas wpływ nastrojów w jednym nijak się miał do nastrojów w drugim, a teraz hop i obalają swoich dyktatorów.
    I, co ciekawe, oni wszyscy się umawiają przez facebooka(emotka).

    OdpowiedzUsuń
  9. @Traube
    To się nazywa paradoks.

    OdpowiedzUsuń
  10. Z moich osobistych obserwacji, a jednocześnie nawiązując do wspaniałego komentu Księdza, mogę stwierdzić, że żadne narody, czy grupy społeczne nie są tak dziecinne jak narody arabskie.
    Dlatego też traktują zamieszki i rewolucje, jako dziecięco - heroiczne zabawy w wojnę.
    I potrzeba, aby "coś się działo", podbudowana wątłą nadzieją, że może się polepszy, wyprowadza ich tłumnie na ulice.
    I ponieważ jest w tym ogrom spontaniczności, to możliwe, że tydzień wcześniej nikt nie przypuszczał co się stanie.

    Działań w krajach arabskich nie można racjonalizować w naszym europejskim znaczeniu pojęć.

    A ja osobiście uważam, że wszelkie rewolucje, przewroty i nagłe zmiany rządów są podporządkowane matematycznej teorii chaosu, i analiza zdarzeń posteriori to zwykłe mędrkowanie.

    OdpowiedzUsuń
  11. @jazgdyni
    Mnie nie dziwi, że ludzie wychodzą na ulice, aby obalić dyktatora. Mają swoje powody. To zrozumiałe.

    Dziwi mnie zaś to, że te wydarzenia przebiegają - póki co - wg tego samego schematu: facebook i inne fora internetowe - rozruchy bez specjalnej koncepcji na przyszłość - powrót znanego opozycjonisty (z koncepcją na przyszłość) - przyzwolenie na wyjazd dyktatora i ponad tony złota na otarcie łez.

    I dziwią mnie eksperci opowiadający o jakiejś zasadzie domina.

    Do tej pory sytuacja w Jemenie nijak się nie przekładała na to, co się dzieje w Algierii czy Jordanii.
    A oni gadają tak, jakby to była oczywistość.
    I żaden dziennikarz nie pyta o źródła tej koncepcji i o jej historyczne uzasadnienia.

    Mam, jednym słowem, wrażenie, że ten chaos jest sterowany. Nie mam pojęcia przez kogo i po co, ale jakoś trudno mi uwierzyć w pełną spontaniczność tych zdarzeń.

    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
  12. @Traube

    Też się nad tym zastanawiam, tzn. nad sterowanym rozpętaniem chaosu na Bliskim Wschodzie.
    Tylko odwieczne pytanie - qui bono?
    Chyba tylko Al-kaida miałaby z tego jakiś zysk.

    OdpowiedzUsuń
  13. Toyahu domyślam się Twoich szlachetnych intencji, jednak wg. mnie zdecydowanie bardziej "liczy się" nie to, że wielu z nich zostało nagle (totalnie) zaskoczonych, bo czuli się dotychczas ważni, bezkarni, bezpieczni i nie spodziewali się zagrożenia, ani niczego złego, lecz potrzeba czujności i nasza stała gotowość. "Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie (Mt24,42)
    Czekanie bez czuwania jest bezczynnością, a ich troska o PR, także pozory, uniki, zaniedbania, czy ustawiczny strach, a nawet pewność, bezczelność i zadufanie w sobie?.....

    OdpowiedzUsuń
  14. @Zibik
    Ja też domyślam się Twoich szlachetnych intencji. Niestety nie bardzo rozumiem, z jaki sposób Twój komentarz ma dotyczyć mojego tekstu.

    OdpowiedzUsuń
  15. Kto skorzysta na wydarzeniach w Egipcie?
    Coś mi się zdaje, że destabilizacja Egiptu to ogromne problemy dla USA, a co za tym idzie, dalsze odwrócenie uwagi Waszyngtonu od tego, co dzieje się gdzie indziej - np. w Europie Środkowej. Więc z tego można wnioskować, "kto za tym stoi".

    Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  16. @jazgdyni
    Cinżko cóś sensownego wymyślić (to na usprawiedliwienie mędrków zawodowo trudniących się analizą polityki). Mnie si zdaji, że co jak co, ali pałkownik Putin to będzie właśnie ten kwi bono. I to nawet jeśli brudnych paluchów osobiście i na miejscu w tem nie maczał.

    Naturalnie oprócz alkajdy i usamy ben ladena, ktoren, jak wiadomo, nie istnieje i nigdy nie istniał.

    Tak w ogóle to dzień dobry wszystkim (u mnie wiosenne syberyjskie słońce i temperatury iście wiosenne, własnie podskoczyło do -12 C).

    OdpowiedzUsuń
  17. @all

    W Egipcie obowiązuje zasada 2 generałów. W momencie gdy przysłowiowych dwóch generałów nie poprze "rewolucji" sprawa pozostaje nadal nierozstrzygnięta.

    Wprawny i otwarty turysta zauważyłby, że odsetek młodych wykształconych ludzi do ogółu populacji jest bardzo wysoki. Jednym słowem młode, prężne, bez perspektyw społeczeństwo gotowe do skoku. Przy czym taki młody wykształcony ma dwie drogi - emigracja lub sprzątanie pokoi amatorom nurkowania z "Północy"
    Podpiąć się pod establish nie może nie posiadając pochodzenia.

    Jest jeszcze jedna rzecz o której nie wolno zapominać oni Ci młodzi naprawdę wierzą w Raj i życie wieczne. O tym nasi zlaicyzowani eksperci nawet nie pomyślą. A to daje im siłę rycerzy.

    A komu to na rękę - wiadomo...
    z tym że zawsze ci co zaczynali rewolucje jej nie kończą...
    Parafrazując słowa Hłaski.
    Ogólna morda i chaos!

    OdpowiedzUsuń
  18. Wyjaśnienie - akurat ten wpis nie jest komentarzem, ani odniesieniem, do tekstu wiodącego, lecz jedynie chyba niezbyt udolną repliką na Twoje stwierdzenie: "To wszystko nieważne.Liczy się to..."

    OdpowiedzUsuń
  19. @don esteban
    Rozgrywających w świecie w wymiarze globalnym jest kilku, a nowi wykazują coraz większą determinację, aktywność i pomysłowość. Tu dopiero jest rywalizacja, a nawet bezpardonowa, okrutna, wyrafinowana walka (wojna) o najlepsze pozycje i konfitury. Cel uświęca środki.
    Pozdrawiam serdecznie i Szczęść Boże!

    OdpowiedzUsuń
  20. @Toyah, All
    Przepraszam, że nie całkiem na temat, ale właśnie dostałam wiadomość, że facebook zablokował konto Łażącego Łazarza, którego Ekran ma ruszyć jutro. Może zresztą to i na temat, skoro o facebooku rozmawiamy od paru dni.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.