niedziela, 5 kwietnia 2020

O Jurku Owsiaku, prezydencie Trumpie i Andrzeju Dudzie


            W życiu bym się nie spodziewał, że w czasie zarazy będę miał choćby chwilową okazję do tego, by się zajmować Jerzym Owsiakiem, a tu tymczasem okazuje się, że ten cwaniak jest w stanie skorzystać z każdej możliwej okazji by się publicznie pokazać. Oto, jak się dowiaduję, nasz Jurek uznał że nie zaszkodzi swoim interesom, jeśli ze swojego starannie pilnowanego konta wyda jednak część na walkę z koronawirusem, następnie ogłosił że oto zakupił w Chinach maseczki, oraz rękawiczki dla polskich lekarzy, a teraz już tylko polski rząd ma to wszystko na swój koszt do Polski przetransportować i będzie git. I wszystko by się odbyło jak najbardziej gładko i zgrabnie, gdy nie fakt, że Owsiak zażyczył sobie, by owszem, koszta transportu pokrył polski rząd, natomiast cały towar ma zostać wysłany na adres jego fundacji, skąd on, jako Jurek, wszystko z odpowiednim rozgłosem rozdysponuje. Ponieważ system został zorganizowany tak, że walką z koronawirusem zajmuje się polski rząd i nie ma praktycznego sposobu, by jakiekolwiek związane z nią akcje były realizowane poza rządem, dowiedział się Owsiak, że, owszem, on może się popisywać, i jego udział zostanie odpowiednio uhonorowany, jednak nie ma formalnej możliwości, by za transport, który idzie na adres fundacji płacił rząd. I tyle.
        Dziś, z tego co obserwuję, odnoszę wrażenie, że wiele osób uważa, że po raz kolejny Jerzy Owsiak i jego fundacja próbowali zrobić coś dobrego dla Polski, jednak również po raz kolejny pisowska władza nie pozwoliła Jurkowi dobra czynić. I przypomina mi się owo wspominane tu już parokrotnie wydarzenie, kiedy to ciężarówki wypełnione pomocą WOŚP-u dla powodzian stały kilka dni na opłotkach miasta, czekając na telewizję, a wszystko z tego tylko względu, że Jurek zdecydował, że pomoc ma znaczenie tylko wtedy, gdy grają trąby. A stąd dochodzę do kolejnej konkluzji, że cały ten koronawirus – nie zapominając o tym, że moja wnuczka nie może się bawić na swoim ulubionym placu zabaw i chodzić po swoim ukochanym lesie – to wyłącznie polityka. Jeśli bowiem którakolwiek ze znanych mi osób  się nim tak naprawdę przejmuje, to moja żona i moja starsza córka, natomiast cała reszta, a już zwłaszcza Owsiak plus cała banda polityków doskonale wiedzą, że to wszystko stanowi oczywisty humbug i nam nic do niego.
       A skoro już doszliśmy do tego momentu, to nie pozostaje nam nic innego jak przejść do kwestii wyborów – co ciekawe zarówno tu jak i za morzem – i powiedzieć to jasno i wyraźnie: w tym całym szaleństwie chodzi wyłącznie o władzę i jeśli nawet dziś wszyscy się martwimy, że ludzie cierpią, a niektórzy z nich umierają, to nie wolno nam zapominać, że oni, podobnie jak i my, którzy tylko drżymy ze strachu, w tym całym przedsięwzięciu stanowimy zaledwie tak zwane mięso armatnie. Dziś bowiem nie chodzi wcale o te zamknięte parki, lasy i place zabaw, nie chodzi o tych meneli przesiadujących na okolicznych ławeczkach, nie chodzi nawet o te skretyniałe dzieci, które z tych nudów postanowiły się publicznie popisywać swoją rzekomą odwagą, ale o wybory, które muszą się odbyć w maju, bo każdy inny termin, pomijając fakt, że on jest realnie nawet nie do ustalenia, sytuację Polskiego Państwa wyłącznie pogarsza.
       I znów, muszę to powtórzyć, chodzi wyłącznie o majowe wybory. Proszę spojrzeć na Amerykę. Oto ledwie co wczoraj, czy może dzień wcześniej, szefowa Demokratów w amerykańskim parlamencie ogłosiła, że wybory korespondencyjne są jedynym warunkiem zachowania demokracji, a my się zastanawiamy, po cholerę ona się nagle uznała za stosowne odzywać. Odpowiedź jest prosta: ona już się nie może doczekać jesieni, a więc czasu gdy notowania Trumpa spadną na tyle nisko, że szansa na odsunięcie go od władzy stanie się naprawdę realna. Czy tak będzie, dziś nie wiadomo, ale szansa jest. W Stanach umierają ludzie, koronawirus szaleje, najwidoczniej, póki co, nie widać szans na pokonanie tej zarazy, a więc jedyne co pozostaje to liczyć na to, że to nieszczęście jeszcze trochę potrwa i Trump do jesieni politycznie zdechnie.
      Sytuacja w Polsce jest na szczęście dla nas nieco inna. Opozycja wie, że póki co, w wyniku skutecznej pracy rządu, poparcie dla władzy rośnie i już za chwilę może się okazać, że po tak zwanej opozycji nie zostanie nawet wspomnienie. Tu u nas nie ma powodu by na cokolwiek czekać – wszystko musi zostać załatwione już teraz, a to wszystko z czym mamy do czynienia i o czym każdego dania słyszymy, to wyłącznie walka o powstrzymanie Andrzeja Dudy przed wygraniem drugiej kadencji.
        W obecnej sytuacji przeprowadzenie wyborów 10 maja nie jest związane z jakimikolwiek problemami. Niedawna akcja Jarosława Gowina to wyłącznie dowód na jego kompletne już zidiocenie, 10 maja natomiast to – o ile oczywiście nasze ulice nie zostaną do tego czasu zasłane trupami – termin dokładnie tak samo odpowiedni jak każdy inny do przeprowadzenia skutecznego głosowania. Jeśli, jak wiemy, w niedzielę duże sklepy są i tak zamknięte, zamiast do sklepu będziemy mogli pójść do lokalu wyborczego, zrobić tam to co do nas należy i wrócić bezpiecznie do domu.
         A zatem, nie dajmy się oszukać. Wszyscy oczywiście życzymy sobie, żeby ten obłęd się już skończył, a warunkiem owego końca jest spadek zachorowań, natomiast nie wolno nam zapominać, że w tym szaleństwie naprawdę jest metoda i aby jej nie przegapić pamiętajmy też, że 10 maja muszą się odbyć wybory i Andrzej Duda musi je wygrać. Od tego momentu wszystko już pójdzie z górki.
      


8 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. All,

    Wypada nieco odsiać propagandowy bełkot o niemożliwości wyborów w terminie. Po pierwsze, zasadnicze pytanie wyborcze nie brzmi jak, ale co trzeba zrobić?
    Epatowanie gawiedzi trudnościami technicznymi należy do kwestii „jak” i zamula istotę rzeczy. Te wyjące gapią się na czas i sposób wyborów, a nie widzą, że prawdziwym problemem nie jest wybór, ale KADENCJA. Zatem nie środek, ale cel!

    Absolutnie podstawowa dziś sprawa, to niedopuszczenie do wakatu w funkcji Prezydenta RP. Wakat ten ewentualnie objawi się automatycznie z chwilą upływu kadencji A. Dudy, czyli – zdaje się – 5 sierpnia o godz. 24:00. Polska wtedy utraci ciągłość władzy i popadnie w niezdolność sprawowania każdej czynności, do której potrzebny jest udział Prezydenta RP.
    To oznacza np. niezdolność przyjmowania wszelkich ustaw, czyli zablokowanie prawa. Także oznacza np. niezdolność Polski do wykonywania funkcji i jej czynności m/narodowych, niemożliwość uzupełniania kadr sędziowskich, kadr najwyższego dowództwa wojskowego, i tak dalej. Od takiej chwili nie ma też konstytucyjnego uprawnienia do podjęcia nowych czynności wyboru Prezydenta.

    Tego nie da się zalepić na platfusią ślinę, klej i dyktę (tj. denaturat). W szczególności nie da się awaryjnie podstawić jakiegoś Tomasza Grodzkiego, bo on może nie, ale p. marszałek Witek najwyraźniej zdaje sobie sprawę, że Konstytucja przewidziała wprawdzie następstwo na wypadek śmierci prezydenta, lecz nie na wypadek braku wyboru przed końcem kadencji. Nie będzie nawet interrex’a.

    Oczywiście jest jedno, jedyne wyjście awaryjne, ale technicznie dysponuje nim wyłącznie a osobiście Andrzej Duda jako człowiek, a nie jako Prezydent.
    Polega na tym, że dzień przed końcem kadencji prezydent Andrzej Duda złoży rezygnację i w ten sposób, zgodnie z Konstytucja p. marsz. Witek obejmie lege artis funkcję Prezydenta, aby w 14 dni ogłosić wybory na termin przed upływem dalszych 60 dni, czyli gdzieś z początkiem października 2020r.
    Pan Andrzej Duda spokojnie sobie do tych wyborów stanie jako prywatny obywatel, oczywisty zbawca suwerenności Rzeczypospolitej i jej Konstytucji zgnojonej i zamienionej w durny cyrk przez platfusiarnię.
    Ciekawe, czy ta platfusiarnia już dziś zdaje sobie z tego sprawę. Innej drogi konstytucyjnej nie będzie, a więc ratunek zależeć będzie od osobistego poświęcenia się tzw. Adriana.

    Propozycja J. Gowina jest natomiast ciekawym eksperymentem, by nie rzec podpuchą. Absolutnie nie jest bowiem możliwe, aby obywatel DOBROWOLNIE zrzekł się swojego biernego prawa wyborczego i to na dwa lata naprzód. Nie można też obywatela zmusić środkami prawnymi (poza wyrokiem w pewnych sprawach kryminalnych), żeby teraz przyjął obowiązek 2 letniego przedłużenia kadencji, a w zamian za te 2 lata utracił czynne prawo wyborcze. Wydając mu taki zakaz Polska stoczy się poniżej poziomej izolacji fundamentu demokracji.
    Już tylko techniczną ciekawostką jest proponowane ujęcie w Konstytucji przepisu i prawie i obowiązku pojedynczej osoby (no chyba, że chodziłoby o monarchę!).

    Jak z tego widać, inicjatywa J. Gowina nadaje się tylko na przerobienie opozycji w papier toaletowy i pewnie do tego służy. Ten Jarosław!!!

    Z drugiej strony, ja już mam konstytucyjne czynne prawo wyborcze do głosowania korespondencyjnego. Skoro więc ja i wielu innych już mamy po to, aby nam poprawić epidemiczne bezpieczeństwo wyborów, to biorąc pod uwagę zasadę równości wyborów a spuszczając z wodą platfusi jazgot, właściwie jakie względy przemawiają przeciwko obdarzeniu tym ochronnym prawem wszystkich posiadających czynne prawo wyborcze?
    Ja nadzwyczaj chętnie zakopertuję swój głos tym bardziej, że w domu i tak niewiele jest do roboty, że aż się za przydługi komentarz zabrałem.

    Ukłony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Myślę, że już to mówiłem, ale na wszelki wypadek powtórzę: Co ja bym bez Ciebie zrobił?

      Usuń
    2. @toyah

      Jest poniedziałek, ZBLIŻA SIĘ PÓŁNOC, a Jarosław już wyhuśtał opozycję w sprawie wyborów i jeszcze wisienka, że pozbył się Gowina, któremu wydawało się, że dysponuje szablami.

      Usuń
    3. @orjan
      No i z tego co mówił wczoraj w TVP Info Bielan, wynika, że oni mają świadomość sytuacji z kadencją.

      Usuń
    4. @toyah

      Oczywiście. Tylko polityczny dyletant (Gowin? Bosak?) może tego nie wiedzieć, że istota rzeczy dotyczy automatyzmu kadencji. Targowiczanie jako zdrajcy suwerenności na pewno to wiedzą i akceptują.

      W przestrzeni informacji i propagandy ciężko pokazać ten problem z wystarczającym dramatyzmem, bo nawet nie ma jak zbudować nośnego hasła. Przeszkodą jest potrzeba wyjaśnienia normalnym ludziom co to jest kadencja, a do tego trzeba jakiegoś mini wykładu.
      We współczesnym języku polskim brak jest bowiem pojęcia odpowiednio kojarzącego złowrogi skutek, że gdy brakuje gwaranta ciągłości, to kraj staje się chlewem a dla obcych karczmą zajezdną.

      W dawnym ustroju monarchicznym każdy rozumiał pojęcie "bezkrólewia" i jakie niesie złowrogie skutki, jeśli trwać będzie dłużej niż oddech między zdaniami: umarł król - niech żyje król!

      Polska Konstytucja nazywa Prezydenta "gwarantem ciągłości władzy państwowej" i to wcale nie są jakieś jaja. Jeśli bowiem zabraknie Prezydenta, to ustanie ciągłość władzy państwowej i powstanie niemoc legalnego działania.
      Cokolwiek jakiś rozpasany Budka sobie na taka okazję wyobraża, to nie ma żadnego znaczenia. Liczyć się będzie, co w sferze "nowych możliwości" wyobrazi sobie np. Putin i inni tacy po miejscowe szumowiny polityczne.


      Tymczasem ludziom złej woli, zwłaszcza targowicy łatwo jest wyć:

      Usuń
  3. @orjan
    Dziś w TVP Info zapytano o tego 6 sierpnia jednego z nich, w sensie co będzie po. Najpierw się migał, a potem powiedział, że ten problem skieruje się do Trybunału Konstytucyjnego i git.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @toyah

      No widzisz! Bezczelnie ukrywają przed Polakami, jakie kuku szykują Polsce - swojej obczyźnie.

      PS.: Jak przed kamerę wylezie Bosak, czy inny jakiś konfederat, to należałoby go zapytać, co po 6 sierpnia będzie z 447? He must know something but don't say nothing...

      https://www.youtube.com/watch?v=pSzYRo9j7YM


      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.