wtorek, 21 kwietnia 2020

O tym jak Niemcy postanowili zbudować w Polsce Islandię


      Jestem pewien, że wielu z nas zdążyło to już wcześniej zauważyć, ale tym, którzy się zagapili pragnę zwrócić uwagę na fakt, że jednym z pierwszych argumentów używanych przez Zjednoczoną Opozycję przeciwko Prawu i Sprawiedliwości w czasie zarazy jest ten, że Polska stoi na szarym końcu, gdy chodzi o wykomnywanie tak zwanych „testów”. Pisałem tu ostatnio nieco o tym, że gdy chodzi o oblepiającą nas z każdej możliwej strony zarazę, mamy najprawdopodobniej zaledwie do czynienia z jakimś ponurym eksperymentem, który się niedługo skończy, a my wszycy już wkrótce o nim zapomnimy, wrócimy do codziennych zajęć i jedyny ślad jaki po nim pozostanie, to dysertacje wszelkiej maści psychospecjalistów. Póki co jednak wszyscy nosimy te maseczki, cieszymy się z możliwości powrotu do parków i lasów, niecierpliwie oczekujemy ponownego spotkania z naszą panią fryzjerką, no a przy tym jak najbardziej zastanawiamy się, czy tych testów jest wciąż zbyt mało, czy może już wreszcie tyle ile trzeba.
      Przyznam szczerze, że dopóki o testach, z chwilowego braku innych tematów, mówili właściwie jedynie politycy Zjednoczonej Opozycji, to ja się owym szaleństwem szczególnie mocno nie przejmowałem, zwłaszcza gdy odpowiednie służby wyjaśniły mi odpowiednio jasno, dlaczego cała ta gadka o testach to zwykły humbug. Jednak, proszę sobie wyobrazić, że parę dni temu na portalu onet.pl trafiłem na tekst niejakiej Marleny zatytułowany „Czy masowe robienie testów ma sens? Przykład Islandii dowodzi, że tak”, w którym autorka przekazuje nam co następuje: 
      Przykładem skuteczności tego podejścia jest Islandia, gdzie wprowadzono testy na dużą skalę, a także wdrożono ograniczenia i zakazy w związku z epidemią. Obecnie w Islandii liczba nowych zakażeń koronawirusem i aktywnych infekcji znacznie spadła w porównaniu do sytuacji z przełomu marca i kwietnia”.
       Ja oczywiście, jako osoba odpowiednio doświadczona, rozumiem, jak to się stało, że niemiecki Onet nagle zdecydował się nam opowiedzieć o sytuacji Islandii w dobie koronawirusa, i tu nie mam pretensji. Dziwię się natomiast, że wspomniana Marlena okazała się tak głupia, by zakładać, że trafiła na na tylu sobie podobnych, by oni owej głupoty nie zauważyli. Ci którzy ową Marlenę wysłali do tej roboty, z sobie tylko znanych powodów, wywołali tę histerię, a więc też powinni mieć tę świadomość, że ludzie sprawą się na tyle mocno zainteresują, że nie będzie ich aż tak łatwo wystawiać do wiatru. Tymczasem okazuje się, że nic podobnego. Oni łżą w najlepsze, w błogim przekonaniu, że są wciąż najmądrzejsi na świecie.
      W czym rzecz? Otóż każdy kto zagląda do powszechnie dostępnych statystyk wie, że w Islandii mieszka 364134 ludzi, z czego na koronawirusa załapało się 1760, co statystycznie oznacza 5158 na milion, a więc 0,8% ogółu. Jednocześnie Islandia jest bezwzględnym przewodnikiem w liczbie wykonanych testów, która wynosi – znów statystycznie – 120,5 tys. na milion.
      Spójrzmy teraz na Luksemburg, który również bez najmniejszego problemu mógł sobie pozwolić na zakup owych testów. Przy 613894 mieszkańcach, ów kraj przeprowadził statystycznie 53120 testów na milion. Mimo tego, zachorowały tam 3537 osoby, czyli, statystycznie znów, 5650 na milion, a więc 0,6%.
      I teraz propagandziści z Berlina, czy też Hamburga, gdzie swoją drogą ledwie wczoraj zmarło 220 kolejnych Niemców, uważają za swoją misję pokazać nam Polakom, jak powinniśmy się spiąć, by podobnie jak reszta Europy pokonać tę zarazę. Zobaczmy zatem, jak w owej walce radzi sobie minister Szumowski. Oto, jak na dziś, Polska przeprowadziła zaledwie 5661 testów na milion mieszkańców, gdzie jednocześnie, przy populacji 38 milionów zachorowały 9593 osoby, czyli zaledwie jakieś 250 osób na milion, co stanowi 0,025% 38 milionowej populacji.
      W czym rzecz? Otóż powtórzmy to jeszcze raz. Dziś w Polsce, z 38 milionów ludzi, szykujących się mniej lub bardziej do majowych wyborów, zachorowało jakieś dwie setne procenta. Przy liczbie testów dwudziestokrotnie mniejszej od tego, na co się zdecydowano w Islandii. A tymczasem Onet wynajmuję jakąś idiotkę, by nam wyjaśniła, że jeśli nie zaczniemy przeprowadzać więcej testów, to zwyczajnie pomrzemy. Na szczęście to się już niedługo skończy. Nośmy więc póki co te idiotyczne maseczki i czekajmy na nowy, lepszy świat, bo on już jest tuż za rogiem.




4 komentarze:

  1. @toyah

    Skoro zabieramy się za opis statystyczny, a rozpowszechnianie się tego wirusa ma związek z zachowaniem odległości między ludźmi, to gęstość zaludnienia w Islandii wynosi 3.2 osoby na kilometr kwadratowy!

    Po mojemu oznacza to, że tambylcy musieli się srodze napracować, żeby w ogóle jeden drugiemu wirusa przekazał. Jak oni to zrobili? Czyżby przez kontakty w czasie masowego testowania?

    Ogólna liczba mieszkańców Islandii da się porównać z naszym powiatem nowotarskim (ale tu gęstość jest 227,4 osób na km.kw.!).
    Tymczasem w tym powiecie są zaledwie 2 przypadki zakażenia i 0 (zero) śmiertelnych. I co mi tu będzie jakaś taka Islandię pod oczy podtykała!

    OdpowiedzUsuń
  2. @orjan
    Teraz tylko musimy sprawdzić, ile tam w tym Nowym Targu i okolicach przeprowadzono testów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko co w takiej sytuacji: w Nowym Targu, wszyscy czują się świetnie, nikt nie narzeka na swoje zdrowie, ani nie zdradza objawów choroby.
      W sąsiednim powiecie Suskim (Sucha Beskidzka) objawy zdradza 50 osób.

      Na te dwa powiaty mamy tylko dwie laborantki, które mówią. Na początku przetestujemy tylko i wyłącznie Nowy Targ, a jak skończymy po 10 dniach to przejdą do Suchej Beskidzkiej.

      No i po 10 dniach i przeprowadzeniu 100.000 testów, wychodzi im, że w Nowym targu nikt nie jest chory.

      No a po 10 dniach testów w Suchej Beskidzkiej i zrobieniu 100.000 testów wychodzi im, że jest chorych 50 osób + te osoby, które zostały zakażone przez tą pięćdziesiątkę.

      Wniosek jaki jest dla mnie, to w przypadku choroby statystyka tylko sprowadzona dla jednej płaszczyzny (danej, zmiennej).

      Tak jakby Król po jakiejś krwawej bitwie, wysłał medyków na pole bitwy - wiedząc, że czeka go jeszcze jedna bitwa, aby sprawdzili jak wygląda jego armia. No i jeden pisał, że jest fatalnie bo połowa straciła w bitwie nogi. A drugi pisał, że jest nieźle bo ta połowa co straciła nogi, ma jednak sprawne ręce i będzie gotować, albo strzelać tylko z łuk, bez walki pieszej, a pozostała starczy do jeszcze jednej bitwy.

      Usuń
  3. @toyah

    Ile testów? W nowotarskiem to nie ma naukowego znaczenia. Ci, których nie testowano już by się pochorowali, a tu zaledwie 2 osoby zakażone.

    Naukowo istotne jest, co piją ci z Nowego Targu!

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.