sobota, 4 kwietnia 2020

Gerard Warcok: O dziwnej miłości ludzi do chimer, które ich niszczą


Plan był znów inny, jednak pokazał nam tu mój odwieczny kumpel, a jednoczesnie znany nam na tym blogu nieco wybitny psychoterapeuta, Gerard Warcok i zaproponował swoje najnowsze refleksje, napisane z okazji pandemii, która nas wszystkich właśnie złapała za gardło. Opublikowałem tu już swego czasu jego absolutnie wyjątkowy tekst zatytułowany „Opór przed zmianą na lepsze, czyli o dziwnej miłości ludzi do władzy, która ich niszczy” o sprawach, którymi od lat – niekiedy zupełnie wbrew sobie – żyjemy i to wydarzenie – bo było to wydarzenie – zawisło w powietrzu. Dziś ten tekst rozrósł się do rozmiarów książki, którą, na co w pewnym momencie bardzo liczyłem, wyda, choćby na koszt autora, Klinika Języka, jednak bez szczególnego zainteresowania ze strony wydawcy, a więc wygląda na to, że on już do końca świata będzie sobie żył sobie na tym blogu i tylko na tym blogu. Na szczęście Warcok wciąż stoi na obu nogach i stoi mocno, i zaproponował nam coś odpowiedniego do aktualnej sytuacji, a ja z największa radością ów tekst tu prezentuję. Jestem pewien, że dokonałem najlepszego wyboru.  



       Walka z pandemią COVID-19 toczy się wewnątrz i na zewnątrz człowieka. Opiekuńczość i samoleczenie organizmu są szczególnie ważne, ponieważ nie ma skutecznego leku. Na funkcjonowanie układu immunologicznego wpływ ma psychika, zarówno jej świadoma, jak i nieświadoma część. Sprawnie funkcjonujący aparat psychiczny umożliwia identyfikowanie i zwalczanie chorobotwórczych czynników. Rozchwiana psychika destabilizuje układ obronny i  nie jest on w stanie stawiać czoła fizycznym, biologicznym i psychicznym patogenom. By uniknąć zarażenia, ludzie izolują się i dezynfekują ciała. Potrzebne jest także  oczyszczanie z psujących umysł emocjonalnych i mentalnych wirusów. Wspólne dobro oparte jest o jednoczesną dbałość o stronę cielesną i psychiczną.


Epidemia chimer

      Ludzie umęczeni i upokarzani trudami dnia codziennego, absurdalnością, pozoranctwem, niesprawiedliwością, napuszczani jedni na drugich, są w stanie chronicznego wzburzenia. Funkcje umysłu: percepcja, myślenie, intuicja, uczucia, wiara, zostają zmącone. Brakuje sił i ochoty, by iść pod prąd dominującego nurtu. „Fakty prasowe”, „fake newsy”, bałamutna „poprawność”, „postprawda”, jak promienie X penetrują głębokie warstwy umysłu. Słowa tracą właściwe znaczenie. Nowomowa, oparta na odwracaniu znaczeń i dezinformacji pustoszy umysły. Negatywnym faktom nadaje się pozytywne znaczenie. Przyzwoitość mieszana jest z błotem. Łgarstwo  stało się chlebem powszednim. Nigdy wcześniej  umysły i ciała ludzi nie były karmione tak obficie i tak zmodyfikowaną strawą. Prawda, czyli zgodność sądów z faktycznym stanem rzeczy - podstawa wszystkiego co buduje życiodajność - jest dobrem deficytowym.
      W skameleonizowanym świecie trudno się rozeznać. Za dobrą monetę bierze się podróbki. Coś, co w rzeczywistości nie istnieje, a jest chciane, nabiera statusu prawdy. Sztuczność daje obietnicę czegoś wiecznego i jest chroniona. Nic nie zaowocuje ale i nic nie zwiędnie. Gardzi się życiem, które przemija. W rozemocjonowanym odurzeniu niektórzy budują relacje ze zmyślonymi obiektami  i obdarzają miłością dziwne twory -  chimery. Upozorowane wiosny kwitną w głowach.  Perfekcyjne jest szermowanie  hasłami i gestami, które pięknie wyglądają lecz z których nie urodzi się jakiekolwiek dobro. Z samego podniecenia  nie powstanie nowe życie. Niefrasobliwość otwiera ludzi na niebezpieczeństwa. Zdarza się, że pasażerowie nie reagują na niebezpieczną jazdę prowadzących. Dają się wieźć opilcom, oszustom, gwałcicielom. Wyborcy dają się wieść szkodzącym im wybrańcom. Potrafią na swych partnerów i władców wybierać tych, którzy pozorując dobre zamiary, nienawidzą ich i eliminują. Wspólnie chcą utrzymać  oszukańczy, swojski  świat. Dochodzi do nieświadomego samookaleczania. Ożywione truchła są akuszerami cywilizacji śmierci.
      Im większy chaos i rozbicie, tym silniejsza jest podatność na kolonizację przez pasożyty. Skażone wirusami kłamstwa i pozoranctwa organizmy przechodzą przez życie jak po  tafli lodu. Nie znajdując oparcia w sobie szukają poręczy. Odejście od naturalnych podwalin życia, kompensowane jest mnożeniem procedur i formalizmem. Żywotność kostnieje. Budowniczowie nieznośnego systemu z entuzjazmem witają każdy element, który może przyczynić się do jego rozerwania. Nieświadomy, w dużym stopniu popyt na destrukcję, zaspokajany jest przez odurzacze, choroby, „obce ciała” (dla niektórych są nimi obozowiska romskie, bądź muzułmańscy imigranci). Tłumy ekscytują się tyrańskimi przywódcami i ideologiami.
      Kłamstwo wraz z perwersyjnymi nowotworami: nowomową, nowomyśleniem, nowologiką, nowoetyką, nowopotrzebami (płeć kulturowa), nowopolityką, nowokulturą, nowowychowaniem, nowoniewolnictwem, nowoteologią, nowomitologią, nowotożsamością, jak złośliwy rak rozrastają się i dążą do zapanowania nad życiodajnymi częściami osobowości. Zło stało się „poprawne”. Socjopatyczni włodarze panoszą się i roznoszą wirusy złoczynienia. Zażyłe kontakty z nosicielami zarodków destrukcji prowadzą do ich namnażania i epidemii.
      Przyzwolenie dla kłamstwa (np. katyńskiego – smoleńskiego, wołyńskiego, o "polskich obozach koncentracyjnych") rozplenia zło. Relatywizowanie, utylitaryzowanie i wyszydzanie prawdy niszczy instynkt samozachowawczy. Jak kamień w wodę przepada pamięć, która jest potrzebna do dobrych wyborów. Społeczeństwa odzierane z macierzystej tożsamości chaotyzują się i nie rozpoznają  zagrożeń. Rozwija się tragiczna zdolność wynaturzania funkcji psychologicznych i biologicznych. Króluje nienormalność.


Wartość normalności

      Zainfekowany zezłośliwionymi emocjami układ obronny oszczędza chimery, a zwalcza to co jest zdrowe. Imperium zła działa przy odsłoniętej kurtynie oraz w sposób niewidoczny. W minionych wiekach przemoc ukierunkowana była na ciało, np. wyrywano ludziom bijące serca i ofiarowano je bogom - władcom. Obecnie, zmanipulowani ludzie „tracą” głowy i serca z miłości do sił destrukcji. Świat staje się innym światem, nieludzką ziemią. Nie wykonuje się audytu duszy społeczeństwa, ale na podstawie objawów  można wnioskować  o zasobach bezduszności. Rodzaj ludzki wytwarza ogromne napięcia i szuka sposobności do jego rozładowania. Co jakiś czas dochodzi do paraksyzmów agresji i panicznych lęków.
      Ludzie zmęczeni cywilizacją, zwracają się ku naturze. Na łonie przyrody ładują  wewnętrzne akumulatory. Naturalność, będąca w dzieciach, a także, w większym wciąż stopniu w kobietach niż w mężczyznach, prawdopodobnie skuteczniej ich chroni  przed biologicznymi i psychicznymi chimerami. Twórczy chaos służy nowemu porządkowi. Kataklizmy nadchodzą, gdy wygrywa negatywna strona natury.  Uaktywniają się niskie instynkty i siły inercji dążące do rozpadu. Podobnie jak człowiek nie radzi sobie ze swoimi negatywnymi stronami tak i chrześcijańswo boryka się z różnymi formami „pogaństwa”.
      Przed zarazami chroni skóra i jej ekstensje. Od dawien dawna w miastach, klasztorach i państwach wznoszone są  zaporowe mury. Najpotężniejsze twierdze upadają, gdy nie ma pragnienia  odpierania zła.
      Izolacja zewnętrzna skłania do zbliżenia z własnym wnętrzem. Ludzie zazwyczaj unikają zaglądania do niebezpiecznych i wstydliwych miejsc. W gettach zamykane są groźne i obrzydliwe „obce ciała”. Wyrzutki z krainy jasności panoszą się w świecie ciemności. Prawdopodobnie, jak pisał Antoni Kępiński „w układzie nerwowym nic nie ginie”. Niezmetabolizowane przeżycia istnieją w zmienionych, zakamuflowanych postaciach. Są w stanie zatruwać i wytrawiać. Mogą działać jak konie trojańskie.
      W Hiszpani, w XVI wieku wszyscy muzułmanie pod przymusem przyjęli chrześcijaństwo. W rzeczywistości Maurowie nie dążyli do zasymilowania się i przy każdej okazji stawali się wdzięcznym komitetem powitalnym dla grabieżców i morderców chrześcijan. W konsekwencji ciągłych ataków terrorystycznych doszło do ich deportacji. Problem został jedynie przemieszczony. Przenikliwi obserwatorzy pouczali, że warunkiem skutecznej obrony przed muzułmańskim terrorem jest także konieczność poprawienia się moralnego. Erazm w 1530r. pisał: „Jeśli pragniemy, by udało nam się wyrwać gardło z tureckiego uścisku, trzeba nam będzie... wydrzeć z serc naszych chciwość, ambicję, umiłowanie władania innymi, ducha rozpusty, umiłowanie rozkoszy, oszustwo, gniew, nienawiść, zazdrość...”.
      Izolacja ma  pozytywne aspekty. Ograniczenie zewnętrznej stymulacji pozwala na osiągnięcie wewnętrznej wolności, przemyślenia, twórczość. Ludwig van Bethoven (1770-1827) stworzył wielkie dzieła, gdy był całkowicie głuchy. Klauzura jak podkreślał Jan Paweł II służy wewnętrznemu skupieniu się, „dyskusji motywów”, wyciszeniu umysłu i działań oraz kontemplacji Czterdziestodniowa „kwarantanna” Pana Jezusa (od łac., włoski: quaranta: czterdzieści) była czasem dawania odporu pokusom konsumpcjonizmu, władzy i pychy (ŁK 4,1-13). Mieszkańcy Niniwy w danych im 40 dniach, (na jakiś czas) „zawrócili ze złej drogi” i ocaleli (Jon 3,4).
           Choroby mają przyczyny i cel. Pandemia koronawirusa SARS-CoV-2 wywraca globalny porządek budowany na intensywnych interakcjach ze światem zewnętrznym i braku granic. W pokusie omnipotencji ziemianie chcą za dużo mieć, wiedzieć, odczuwać. Sięgając za wysoko upadają. Rajska harmonia i niewinność zostają utracone przez nieposkromiony apetyt.
      Wszystko co istnieje przechodzi w swoje przeciwieństwo, zgodnie z zasadą enantiodromii opisaną przez Heraklita (540 p.n.e. - 480 p.n.e.). Przekraczanie wszelkich barier i otwarcie na  destrukcyjne „obce ciała” kompensowane jest całkowitym zablokowaniem. Beztroska zamienia się w zadręczanie. Zapusty i rozwiązłość przechodzą w post i abstynencję. Bulimia przeplata się z anoreksją.
      Gdy zostaje zburzona iluzja dotychczasowego życia, wszystko wydaje się szare, nudne, beznadziejne.  Maria Orwid (1930-2009) pisała: „Sama zmiana układu zastanego, do którego ludzie są przyzwyczajeni i który jest dla nich codziennością, jest już przeżyciem traumatycznym, gdyż wymaga przystosowania się do czegoś zupełnie nowego, wykreowania nowego stylu bycia, sposobu myślenia, wychowania dzieci, zarabiania pieniędzy, a nawet nowego systemu wartości i odmiennego formułowania życiowych celów”. Najbardziej gwałtowne emocje i działania mają miejsce w okresie przemian. Kronikarz Jean de Venette w XIV wieku pisał: „Kiedy epidemia, morowe powietrze i zgony ustały, mężczyźni i kobiety, którzy uszli cało, pobierali się bez żadnego umiaru (...). Niestety! Z tego odnowienia świata swiat nie wyszedł poprawiony. Bowiem ludzie byli potem jeszcze bardziej chciwi i skapi, bo pragnęli posiadać znacznie więcej niż przedtem..., tracili spoczynek na spory, podstepy, waśnie i procesy”.
      Ciężkie przeżycia i moralizatorskie apele okazują się niewystarczające do przeprowadzenia wewnętrznych przemian.  Pojedyńcze osoby i narody bohatersko znoszą najtrudniejsze sytuacje. Gorzej jest z wejściem na drogę psychicznego rozwoju. Potrzebna jest głęboka psychoterapia.Wielu nieświadomie, bądź świadomie, jawnie czy skrycie sprzyja siłom destrukcji powtarzając zgubne błędy. Od stuleci, tragiczne skutki przynosi nam oczekiwanie na pomoc sojuszników w walce z wrogiem. Przedstawiciele insurekcyjnego rządu polskiego w 1794r.  zwracali się z gorzkimi wyrzutami do Francji: „Cały plan insurekcji oparty był na nadziei, że przyczyniając się do waszych powodzeń, możemy liczyć na rzeczywistą pomoc jako zwycięzcy. Powstając, nie byli Polacy ani tak lekkomyślni, ani tak nieprzezorni, aby mniemać, że zdołają się utrzymać własną swoją mocą... Łudziliśmy się, że Rzeczpospolita Francuska udzieli nam skutecznej pomocy... Oszukaliśmy się w tych rachubach...”.
      Urazy powtarzają się... Podobnie jak krzyk noworodka  sprowadza matkę do rzeczywistości, tak dopiero ostry ból budzi ludzi. Aliści tylko na krótko. Wygrywa cynizm bądź rozpacz. Męczeni mogą stać się umęczonymi i męczennikami.  Człowiek pragnie spokoju, a w końcu „świętego spokoju”. Zdrowe pragnienia aktywności i bierności przepoczwarzają się pokusę wznoszenia Wieży Babel, bądź w „totalny luz”, bezwolność, gotowość do rozkładu.
Przesłanie Pana Cogito Zbigniewa Herberta:
...Ocalałeś nie po to by żyć
masz mało czasu trzeba dać świadectwo
bądź odważny gdy rozum zawodzi...
...strzeż się oschłości serca kochaj źródło zaranne...





Gerard Warcok
psycholog kliniczny
psychoterapeuta
Ośrodek Psychoterapii Tychy
www.psychoterapia.iaw.pl

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.