niedziela, 19 kwietnia 2020

Jak prowadzić globalną politykę w rękawiczkach?


       Mój najnowszy felieton dla „Warszawskiej Gazety” miał się tu pokazać jeszcze w piątek, następnie wczoraj, w sobotę, no a tego że dziś wreszcie przyjdzie jego dzień byłem wręcz pewien, tymczasem okazuje się, że zalew przeróżnych nowych zdarzeń, oraz związanych z nimi refleksji jest tak wielki, że dalej musimy trzymać proporcje i cierpliwie czekać. Otóż wczoraj wieczorem poinformowano nas – co ciekawe, zaledwie tak zwanym półgębkiem – że oto prezydent Trump zadzwonił do naszego prezydenta Dudy i panowie ucieli sobie pogawędkę na temat... kto zgadnie? Tak właśnie – koronawirusa.
       Kiedy dotarła do mnie owa informacja, ja już miałem w głowie parę zupełnie innych myśli, natomiast ona mi sprawy w pewnym sensie rozjaśniła. Otóż, jak wiemy, poza oczywiście wspomnianym koronawirusem, tematem numer jeden tu u nas jest kwestia majowych wyborów, oraz połączony wysiłek tak zwanej „totalnej opozycji”, zarówno tu na miejscu, jak i w Brukseli, by owe wybory się nie odbyły, a w ich miejsce zapanował konstytucyjny chaos, jakiego Polska dotychczas nie widziała. Argument przeciwko przeprowadzeniu wyborów, które, jak dziś wszystko na to wskazuje, wygra Andrzej Duda, jest jeden: owa niedziela 10 maja, ze względu na epidemię, przyniesie Polsce najpierw krew, a potem już tylko zgliszcza. Tymczasem ja nie jestem w stanie nie zauważyć, że cały wysiłek rządu od paru dni idzie w tym kierunku, by do końca kwietnia tak zwana sytuacja epidemiologiczna w kraju do tego stopnia się uspokoiła, że już 10 maja każdy kto spróbuje coś bredzić o koronawirusie, który uniemożliwia przeprowadzenie wyborów, zostanie z automatu najpierw wyszydzony, a następnie na zawsze już zlekceważony. Jak ten projekt zostanie przeprowadzony? Nie wiem. Takie mam jednak przeczucie, że cała ta akcja zdejmowania antywirusowych obostrzeń ma na celu to jedno: dojście do sytuacji, kiedy tu tylko kompletny idiota będzie mógł coś przebąkiwać na temat stanu wyjątkowego.
        Jak mówię, w jaki sposób doprowadzimy do tego, że do końca kwietnia krzywa zachorowań w Polsce się idealnie spłaszczy, pojęcia nie mam, natomiast wiem, że walka o to, by prezydent Duda wygrał w maju drugą kadencję, jest czymś znacznie ważniejszym niż zastanawianie się, ile testów, ile maseczek i ile zachorowań jeszcze zaliczymy.
      I oto ni stąd nie zowąd, kiedy tak tu nad tym sobie dumaliśmy, komentarz na tym blogu zamieścił niezastąpiony Orjan, a napisał co następuje:
      No i proszę: Prezydent Trump rozmawiał z kilkoma głowami państw, przy czym komunikat wymienił Polskę (prezydent Duda), Bahrain oraz Południową Koreę. Można sobie wybić z głowy, że komunikat wymienił te państwa przypadkowo. Ta lista sama w sobie jest celowym komunikatem.
      Rozmowy oczywiście dotyczyły koronawirusa jednak cóż łączy akurat te trzy kraje poza tym, że na tle ich sąsiadów dobrze sobie radzą? Otóż są jeszcze zbieżności ‘sąsiedzko militarne’, które widocznie nabrały ŁĄCZNEJ wagi wobec koronowirusa właśnie.
      Czym w tych kryteriach jest Płd. Korea, raczej wiadomo. Czym ma być Polska, też. Oby jak najszybciej.
      A Bahrain? Otóż Bahrain jest siedzibą dowództwa militarnego USA na przylegającą Azję z Iranem z Zatoką Perską włącznie. A Iran ...
      Nad tymi sąsiedztwami oczywiście unosi się koronawirus, a raczej pytanie skąd i w ogóle dlaczego się wziął, z jego zdolnością obezwładniania całych państw, oraz czy nie ma docelowych funkcji bardziej ambitnych, dotyczących poprzesuwania granic wpływów
”.
      Są sytuacje, gdy obserwując różnego rodzaju wydarzenia, trafiamy na informację, że ktoś gdzieś się niespodziewanie z kimś spotkał i że doszło do rozmowy, której treści nie ujawniono. W takich sytuacjach bardzo często myślimy sobie, że ale by to było fajnie dowiedzieć się, o czym oni rozmawiali. Proszę sobie wyobrazić, że jakimś niezwykłym przypadkiem, tym razem tego w ogóle nie potrzebuję wiedzieć.



4 komentarze:

  1. Znowu piłka krąży szybciej i nie pozostaje mi nic innego, niż przekopiować mój poranny komentarz pod wczorajszym felietonem:

    Przenosząc się więc do naszych baranów na polskim pastwisku losu, wydaje mi się, że prez. Trump tym samym udzielił cichej gwarancji, że USA uznają ważność i skutek majowych wyborów w Polsce.

    Za trafnością tego domysłu przemawia, że w dyplomacji nie ma sensu z własnej inicjatywy rozmawiać o sprawach strategicznych, nawet o wspólnych, a co dopiero o własnych sprawach z kimś, komu zaraz automatycznie skończy się kadencja, w pozostawionej przez to próżni zapanuje unijno ruski bardak, a inicjator rozmowy po prostu ma to w nosie.

    Jeśli zaś domysł jest trafny, to unijno ruski bardak planowany dla nas w Targowicy może się już teraz kisić sam u siebie, tzn. w Berlinie i w Moskwie.

    Dla nas ważna jest wyborcza koperta. Na spokojnie.

    PS. Jeśli - w co nie ma powodu nie wierzyć - prez. Trump rzeczywiście łączył z Polską jakieś plany, to ewentualny, pokadecyjny wakat po prez. Dudzie byłby problemem także dla USA i to problemem strategicznym.

    PPS. A należytego rozruchu światowej gospodarki i tak nie będzie, jeśli nie wyjdzie on z USA.

    OdpowiedzUsuń
  2. @orjan
    To prawda. Za tą piłką ostatnio naprawdę trudno nadążyć

    OdpowiedzUsuń
  3. Obserwuję prawie codziennie „briefings” Prezydenta Trumpa i jestem pod wielkim wrażeniem. Jego klasę widać najlepiej w porównaniu do występów Trudeau, który codziennie wychodzi przed swój dom, czyta z kartki, odpowiada na parę pytań „zaprzyjaźnionych” dziennikarzy i z powrotem ucieka w izolację. Trzeba się cieszyć, że Trump rozmawia z Dudą. Ma wokół samych wrogów.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Unknown
    Dziś, jak słyszę, Tusk porównał Węgry do Trzeciej Rzeszy. Bardzo bym chciał wiedzieć, skąd u nich aż takie wzmożenie. Oni są w takim stanie, że Trump, Duda i Orban zupełnie naturalnie są skazani na to co ich teraz spotyka.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.