piątek, 16 marca 2018

Marin i Florin czyli love story prosto z Imperium


Historia, jaką chciałbym tu dziś opowiedzieć jest przede wszystkim już dość stara, bo jeszcze z grudnia 2017 roku, no a poza tym, o czym się za chwilę przekonamy, wyjątkowo głupkowata, ale pomyślałem sobie, że tyle ostatnio się nam trafiło – i jak najbardziej wciąż trafia – przeróżnych mądrości, że zgodnie ze starą brytyjską zasadą, że aby doszczętnie nie zwariować, trzeba od czasu do czasu na chwilę oszaleć, proponuję, byśmy zajrzeli w te właśnie rejony.  
      Oto w kwietniu zeszłego roku, 79-letni Philip Clements, anglikański ksiądz z wioski Eastry w hrabstwie Kent, po 50 latach wiernego posługiwania swoim parafianom, poznał na jednym z portali randkowych 24-letniego modela z Rumunii nazwiskiem Florin Marin, jak najbardziej z wzajemnością, zakochał się w nim, i po niedługim czasie w pobliskim Ramsgate panowie wzięli skromny ślub i zamieszkali w miasteczku Sandwich. Ponieważ wspólne życie układało się nadzwyczaj dobrze, któregoś dnia ksiądz Clements zaproponował swojemu mężowi, by przeprowadzili się wspólnie do Rumunii. Marin chętnie się na propozycję męża zgodził i nie minęło parę tygodni, jak Clements sprzedał za £214 750 swój dom w Eastry i szczęśliwa para zamieszkała w Bukareszcie.
      Początki były jak z bajki. Jak wspomina sam ksiądz Clements: „Było cudownie. Chodziliśmy razem do kina i na zakupy. On mnie naprawdę utrzymywał w dobrym nastroju. Wciąż się śmialiśmy”. I znow nie minęło wiele czasu, kiedy z tego szczęścia Ksiądz postanowił za głupie 100 000 kupić mieszkanie w Bukareszcie i po paru dniach przepisać je w całości na Marina. Czemu tak się stało, możemy oczywiście spekulować, ale w tym momencie coś się w dotychczas szczęśliwym małżeństwie zaczęło psuć. Oddajmy znów głos Księdzu: „Nie znając języka i nie mając żadnych  znajomych czułem się bardzo samotny. Florin wciąż spędzał czas w klubach, lub po nocach oglądał filmy. Chodził spać bardzo późno, czasem nawet o 5 rano. Powiedział mi, że nie mogę z nim chodzić się bawić, bo jestem zbyt stary. Głęboko w duszy, trudno mi było to zaakceptować, ale ufałem mu”.
      No i wreszcie doszło do tego, że  ksiądz Clements postanowił wrócić do Anglii. Tak wspomina ów smutny czas: „Odprowadził mnie na lotnisko. Straciłem dosłownie wszystko, dom, wszystkie pieniądze i byłem w bardzo złym stanie. Przez jakiś czas mieszkałem u różnych znajomych aż wreszcie zaoferowano mi dom pewnej staruszki. Żałuję, że sprzedałem swój dom i kupiłem tamto mieszkanie. To był mój pomysł by wyjechać do Rumunii i Florinowi on się spodobał, ale z pewnościa byłoby dla nas lepiej, gdybyśmy zostali w moim domu w Eastry. Nie czułbym się tak samotny, a on też przecież miałby co robić”.
      I moglibyśmy już w tym momencie zakończyć tę smutną historię, gdyby nie fakt, że oto pojawiło się światełko w tunelu. Otóż Florin nie zapomniał o swoim mężu i od czasu rozstania odwiedził go nawet parę razy. Jak opowiada sam Ksiądz, „Florin znów nawiązał ze mną kontakt, a ja odwzajemniłem jego uczucie. Zaczęliśmy słać do siebie esemesy i rozmawiać na Skypie i wciąż jesteśmy w kontakcie. Czuję, że mnie kocha i tak naprawdę żałuje tego, co się stało. Osobiście wierzę w to, że zawsze trzeba człowiekowi dać drugą szansę. Wiem, że on nie robi tego dla pieniędzy, bo przecież ja nie mam nic. To wręcz on mi obiecał, że wynajmie mieszkanie w Bukareszcie i za część uzyskanych w ten sposób pieniędzy pewnego dnia sami wynajmiemy mieszkanie w Dover lub w Canterbury, i wspólnie tam zamieszkamy. Nie chcę rozwodu, i on też oświadczył mi, że pragnie tylko mnie. Powiedziałem mu zresztą, że jeśli znajdzie kogoś innego, może mi powiedzieć, a ja to zrozumiem”.
      Żeby nie kończyć tej opowieść tak zupełnie bez komentarza, może tylko zaproponuję, nawiązując do tego, o czym tu pisaliśmy choćby i wczoraj, byśmy się aż tak nie martwili. Ja rozumiem, że Żydzi wspólnie z socjalistycznym państwem prezesa Kaczyńskiego trzymają nas za gardło, że premier Morawiecki przepisał na żonę część majątku i że w ogóle sprawy idą w złym kierunku, ale czyż nie lepiej się żyje wiedząc, że gdzieś na świecie słońce nigdy nie zachodzi?  





Zachęcam wszystkich do odwiedzania księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl i kupowania moich książek.

10 komentarzy:

  1. A pozostałe ponad 100 tysięcy funtów rozpieprzył w rok? To co on kupował? Heroinę? Historia grubymi nićmi szyta. Z naciskiem na grubymi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Lucas Beer
      Może nic nie kupował. Może zakupy robił Marin.

      Usuń
    2. Też mi to przyszło do głowy. Ale wtedy stawiam, że była to kokaina.

      Usuń
  2. Prawie się popłakałem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      Ja też w poczuciu beznadziejnego oczekiwania na to, że anonimowi komentatorzy zechcą przyznajmniej na końcu się podpisać.

      Usuń
  3. Ta historia skojarzyła mi się z filmem "Cruising". Obie opowieści znakomicie oddają naturę tego, co ruscy agenci wpływu nazwali kiedyś "wolną miłością".

    OdpowiedzUsuń
  4. @Kozik
    "Cruising" to lektura obowiązkowa.

    OdpowiedzUsuń
  5. "zgodnie ze starą brytyjską zasadą, że aby doszczętnie nie zwariować, trzeba od czasu do czasu na chwilę oszaleć". Autorze, jak ta zasada brzmi dokładnie w języku angielskim? :)

    OdpowiedzUsuń
  6. @pani Jola
    "To maintain your sanity you have to allow yourself to go slightly dotty".

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.