wtorek, 6 marca 2018

Andżela i Madżidża, czyli walczymy o Złotego Niedźwiedzia

      Dyskutowaliśmy tu wczoraj trochę na temat problemów, jakie liberalna demokracja przeżywa na całym świecie, w tym przede wszystkim może u nas w Polsce, jednak należy uczciwie zauważyć, że mimo pewnego kryzysu pojawiają się budzące nadzieję jaskółki. Oto, jak część z nas z pewnością miała okazję zauważyć, polska kinematografia, tym razem pod kulturalnym mecenatem ministra Glińskiego, odniosła kolejny wielki sukces i Nagrodę Grand Prix Jury na filmowym festiwalu w Berlinie przyznano filmowi Małgorzaty Szumowskiej pod tytułem „Twarz”. Ów obraz nie miał jeszcze swojej polskiej premiery, więc nie wiadomo, jak przyjmie go nasza wyrobiona publiczność, niemniej to co już wiemy na pewno to to, że opowiada on prawdziwą historię pewnego Jacka, który pragnie wyjechać do pracy do Anglii, ale pod naciskiem rodziny, która uważa, że jego patriotycznym obowiazkiem jest zostać w kraju, podejmuje pracę na miejscu. Podczas budowy wielkiej figury Jezusa Jacek ulega ciężkiemu wypadkowi i po pionierskim zabiegu przeszczepu twarzy przeżywa prawdziwą gehennę w postaci prześladowań ze strony dzikiego polskiego społeczeństwa, które judzone przez miejscowego proboszcza, uważa, że wypadek był karą za słuchanie piosenek Metalliki. Choć, jak widzimy, fabuła owego arcydzieła jest oczywiście sama w sobie fascynująca, to jednak, jak donoszą media: „nie sama historia jest tutaj najważniejsza. Opowieść o Jacku jest jedynie pretekstem do ukazania prawdziwej twarzy współczesnej Polski i Polaków. Zdaniem recenzentów, jest to obraz ukazujący obłudę religijności w społeczności przesiąkniętej zabobonami i panicznym lękiem przed obcymi [i stanowiący] metaforę przesiąkniętego konsumpcjonizmem, katolicyzmem, bigoterią i nietolerancją kraju, który zmierza w bardzo złym kierunku”.
       Jestem oczywiście bardzo dumny zarówno z wielkiego osiągnięcia Szumowskiej i jej ekipy, jak i z dokonań rządów Prawa i Sprawiedliwości, którego liczne sukcesy w tak piękny sposób inspirują dzieła naszych artystów, jednak chciałbym zaapelować byśmy nie spoczęli na laurach i poszli za ciosem, dając światu kolejne dowody tego, że Dobra Zmiana to nie tylko sukcesy gospodarcze i sportowe, ale również artystyczne. Ponieważ uważam, że należy zawsze zaczynać od siebie, proponuję by następny sfinansowany przez Polski Instytut Sztuki Filmowej film również odpowiadał na nasze współczesne dylematy, traktując o sprawach nam najbliższych. Oto całkiem niedawno magazyn „Wysokie Obcasy” opisał historię młodej kobiety, która znalazła się w tragicznej wręcz sytuacji z tego powodu, że musi dzielić łóżko z człowiekiem, który jest polskim nacjonalistą i członkiem ONR-u. Mam zatem pomysł na autentycznie fascynujący scenariusz kolejnego filmu, który podczas przyszłorocznego berlińskiego festiwalu będzie miał dużą szansę zdobyć nawet i Złotego Niedźwiedzia. Proszę posłuchać.
     W małym miasteczku w południowo-wschodniej Polsce mieszka sobie inteligentna, świetnie wykształcona socjolożka imieniem Andżela, która jest romantycznie sterroryzowana przez swojego chłopaka, Jarka, przywódcę klubu kibica lokalnej drużyny piłkarskiej, a jednocześnie lidera miejscowego oddziału ONR. Chłopak, wykorzystując swoje manipulacyjne zdolności, nie dość, że zmusza kobietę do uczestnictwa w niedzielnej Mszy Świętej, to jeszcze każe jej chodzić na partyjne spotkania i brać udział w nacjonalistycznych marszach przeciwko imigrantom. Któregoś dnia, pod pretekstem udania się do lasu za miastem na niedzielny piknik, Jarek zmusza Andżelę do udziału w obchodach urodzin Hitlera i jedzenia tortu w kształcie swastyki. Andżela jest załamana i po powrocie do domu postanawia zwrócić się o pomoc najpierw do najbliższej rodziny, a następnie sąsiadów, przyjaciół Jarka, a wreszcie nawet do samego księdza proboszcza miejscowej parafii. Niestety kolejne próby zwrócenia uwagi na nieszczęście, które ją spotkało, za każdym razem tylko pogłębiają dramat kobiety. Rodzina Andżeli, w obawie o swoje bezpieczeństwo, nie chce konfliktu z ONR-owcami, sąsiedzi okazują się członkami Prawa i Sprawiedliwości, natomiast ksiądz obiecuje Andżeli, że porozmawia z Jarkiem, jednak pod warunkiem, że ta zgodzi się spędzić z nim noc na plebanii. Zdesperowana Andżela z miłości do Jarka zgadza się na seks z księdzem, jednak nieszczęśliwie zachodzi w ciążę. Ksiądz, aby uniknąc kłopotów daje Andżeli pieniądze na zabieg, jednak tu okazuje się, że nie ma w okolicy ani jednego lekarza, który zgodziłby się przerwać niechcianą ciążę. Część z nich tłumaczy odmowę klauzulą sumienia, a część strachem przez zemstą ze strony CBA. Kiedy wydaje się, że przed Andżelą nie ma już szans na ratunek, w miasteczku pojawia się młoda syryjska uchodźczyni, ginekolożka o imieniu Madżida , której udało się przedrzeć do Polski z Włoch przez Węgry i Słowację. Andżela poznaje Madżidę na jazzowym koncercie w miejscowym klubie, opowiada jej o swoich kłopotach, a ta zgadza się przeprowadzić zabieg przerwania ciąży. Kobiety się zaprzyjaźniają i któregoś dnia Madżidża zdradza Andżeli, że jest lesbijką. Andżela zakochuje się w niej bez pamięci, niestety wiadomość o ich związku błyskawicznie dociera do Jarka. Kiedy ten dowiaduje się, co się stało, rozpuszcza plotkę, ża Madżidża jest muzułmańską terrorystką, co zmusza kobiety do ucieczki do Warszawy, gdzie znajdują schronienie w mieszkaniu warszawskiego korespondenta gazety „Jerusalem Post” imieniem Natan. Po wielu emocjonujących perypetiach, gdzie Andżela i Madżidża mają przeciwko sobie całą potęgę represyjnego państwa, obu kobietom udaje się pod osłoną nocy zbiec do Rzeszowa, gdzie niezauważone wsiadają do samolotu i odlatują do Berlina, by tam rozpocząć nowe życie.
     I jak, ministrze Gliński? Może być? Może Pan nawet zlecić tę robotę swojemu bratu. Jestem pewien, że on, podobnie jak my, da radę.

Zapraszam wszystkich do księgarni pod adresem www.basnjakniedziwedz.pl, gdzie można kupować nasze książki. Resztka nakładu „Marek, dolarów, bananów i biustonosza marki Triumph” jest u mnie w domu. Zainteresowanych proszę o kontakt pod adresem toyah@toyah.pl. Szczerze polecam.


14 komentarzy:

  1. I śmieszno i straszno?... Nie, i straszno i straszno! Jak tu nie przeklinać?
    Znikąd pomocy. Jak żyć?

    OdpowiedzUsuń
  2. @Sławomir Kuglarz
    Jak to jak? Świadomie i z pogodą ducha.

    OdpowiedzUsuń
  3. Drogi Toyahu, a ja gorąco polecam Ci serial, który męczę w HBO. To ich produkcja pokazująca liberalną rodzinę byłych hippisów po latach. Nazywa się to "tu i teraz" i, mimowolnie, jest rewelacyjnym zapisem tej całej patologii. Na razie tylko 4 odcinki ale gorąco polecam.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Piotr Oleś
    Okay. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
  5. O matko! Czy będzie dalszy ciąg?Co za wzruszająca historia i jaka życiowa,jak z Holyłudu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdaje Ci się. To jest kino europejskie, a nie Hollywood.

      Usuń
  6. Świetny scenariusz Toyahu aż, boję się, że ktoś ukradnie Twój pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  7. @Margherita
    Ależ ja bym bardzo chciał, żeby oni go sobie wzięli. Nie mam nawet nic przeciwko temu, jeśli pod nim podpisze się reżyser Szumowska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się,że "talent"tej Pani przerasta naszą wyobraźnie.

      Usuń
  8. Mało oryginalne. Gutek film od dawna reklamuje film o mieszanej rodzinie - jakaś chyba niemka z imigrantem,zakochani, szczęśliwi, mają syna i stanowią sól ziemi, a tu nagle berliński nacjonalista podkłada im bombę i facet ginie. Sam trailer zrobił na mnie kolosalne wrażenie, zwłaszcza, że tego samego dnia był atak terrorystyczne, kolejny, w Europie.
    Poza tym, koncert jazzowy w południowo wschodniej Polsce?? Przesadziłeś

    OdpowiedzUsuń
  9. @bozenan
    Nie widzę podobieństwa. Co do jazzu, zapewniam Cię, że byś się zdziwiła.

    OdpowiedzUsuń
  10. Odczuwałem uczucia ambiwaletne. Podziw dla Autora za inwencję - nie pierwszy zresztą raz, i strach pomieszany z obrzydzeniem, że to może się naprawdę stać kanwą jakiegoś dzieła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Jest luka w scenariuszu. Nie wiemy, czy Madżidża dokonała tej aborcji, czy raczej obie zakochane panie uznały, że skoro chcą być razem i pewnie będą chciały mieć dziecko z in vitro, to właściwie można zachować to, które już jest Proszę autora o rozstrzygnięcie tej kwestii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @pani Jola
      Nie, no jest wyraxnie napisane, że Madżidża zgodziła się dokonac zabiegu. Pewnie, że mogły mieć dziecko poczęte naturalnie, jednak co in vitro, to in vitro.

      Usuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.