piątek, 27 marca 2020

O liskach chytruskach i drobnych cwaniakach ze sztamajzą


      Wczoraj na Twitterze któryś z komentatorów zadał mi, w jego opinii, jak sądzę, nadzwyczaj przebiegłe pytanie, dlaczego to Prawo i Sprawiedliwość tym razem, wbrew wszelkim będącym w bezpośrednim zasięgu możliwościom, ale też wcześniejszej praktyce, w momencie gdy Platforma Obywatelska wraz z Konfederacją zażądały by bieżąca sesja Sejmu odbyła się tradycyjnie w Sali Plenarnej, a nie w systemie on-line, bez wahania owemu szantażowi się podporządkowało, zamiast normalnie stanąć okoniem i pokazać kto tu rządzi. Nie chciało mi się drążyć intencji owego ciekawego internauty, jakkolwiek by one jednak były, sądzę, że dokładnie to samo pytanie zadawał sobie przez cały wczorajszy dzień nie tylko on: dlaczego PiS w sytuacji, gdy praktycznie wszystkie racje stały po stronie władzy, ale też zwykłego zdrowego rozsądku, wycofał się zupełnie bez walki?
      Zanim postaram się odpowiedzieć na to pytanie, chciałbym je nieco rozszerzyć. Otóż myślę, że dziś również bardzo wielu z nas zastanawia się nie tylko nad tym czemu PiS, ale czemu oni. A zwłaszcza tym drugim –  czemu oni? Jaka niezwykła strategia stała za pomysłem, by w sytuacji gdy cały praktycznie naród, na apel ministra Szumowskiego, premiera Morawieckiego, prezydenta Dudy, oraz wszystkich zaangażowanych w walkę z epidemią służb, siedzi potulnie w domach, znaczna jego część, kiedy tylko wyjdzie z domu, zakłada antywirusowe maski oraz rękawiczki, a nasze miasta i wsie gromadzą się przed telewizorem, by nerwowo czekać na dalsze instrukcje, zwalić się w komplecie do Warszawy i tam urządzić debatę na temat błędów popełnionych przez rząd w obliczu pandemii? Jaki to wybitny umysł w imieniu tego towarzystwa uznał, że jeśli oni założą na siebie te antywirusowe gadżety i po kolei będą wchodzić na mównicę by pieprzyć coś na temat opieszałości rządu w walce z koronawirusem i jego odpowiedzialności za śmierć milionów, to obserwujący to ludzie nie wpadną na pomysł, że ta Platforma to jednak banda bezczelnych idiotów?
         To są pytania – mam na myśli to oryginalne i to, moim zdaniem znakomicie je uzupełniające – na które pierwsza narzucająca się odpowiedź brzmi: „Nie wiem. Tu mamy do czynienia z kompletnym brakiem logiki”. I choć w pierwszej chwili i ja sobie w ten sposób próbowałem z ową przedziwną sytuacją radzić, dziś już właściwie mam pewność, że i jedni i drudzy wykazali się tu dość dużym sprytem, by nie powiedzieć cwaniactwem, tyle że, jak to często bywa, cwaniactwo jest dobre pod warunkiem, że nie biorą się za nie amatorzy. A tu tymczasem było tak, że najprawdopodobniej władze Platformy, podobnie jak wspomniany na samym początku internauta, uznały, że jeśli cała opozycja zagrozi rządowi, że wbrew zakazowi jej posłowie pojawią się w Sejmie i będą tam obradować, jak im każe Konstytucja i troska o interesy milionów wyborców, ów rząd użyje siły, żeby zgodnie z nowym z obowiązującym w kraju prawem ich stamtąd wyprowadzić, i w tym momencie dojdzie do takiego skandalu, że świat przynajmniej na kilka dni przestanie mówić o koronawirusie, a zajmie się znów Polską i faszystowskim reżimem, o którego istnieniu wszyscy wiedzą, ale który ostatnio jakby się ukrył pod tymi respiratorami. Uważam, że oni już widzieli oczami duszy, jak Premier ogłasza, że każda próba zorganizowania nielegalnego zgromadzenia spotka się ze zdecydowaną reakcją organów porządkowych, a wszyscy, którzy ów zakaz zlekceważą zostaną potraktowani z całą surowością prawa, a już następnego dnia Sejm zostaje otoczony zbrojnym kordonem policji, a ze wszystkich stron nadchodzą broniący Konstytucji posłowie i cała ta zbieranina, która już od kilku tygodni tylko przebiera nogami, by zrobić gdzieś jakąś kolejną antypisowską rozpierduchę.
       Oni w moim przekonaniu na to bardzo liczyli, a ja sam dodatkowo widziałem, co – bez względu na to, jak by się ta konfrontacja zakończyła – będzie musiało nastąpić później. I jestem pewien, że w całym ciągu kolejnych zdarzeń wcale nie najbardziej spektakularnym byłoby wprowadzenie stanu wyjątkowego, w tym też aresztowań normalnie chronionych immunitetem posłów. Oczywiście o żadnych prezydenckich wyborach w maju mowy by być już nie mogło, a kiedy by już po tej całej epidemii opadł kurz, okazałoby się, że Prawo i Sprawiedliwość wyszło z tego starcia tak poobijane, że jedyne o czym można by było myśleć, to o dymisji rządu oraz przyspieszonych wyborach.
        Czy ktoś powie, że to był głupi plan? Owszem, on był głupi, ale naprawdę niewiele brakowało, byśmy się o tym nawet nie dowiedzieli. Na szczęście w tym momencie rząd zachował się wręcz wzorowo, powiedział: „Chcecie ryzykować zdrowiem i życiem ludzi, stosujecie wobec Polaków ten swój podły szantaż? Prosimy bardzo. Pamiętajcie jednak, że wszystko będzie policzone” i całą tę bandę wpuścił do Sejmu, a ci z tej wdzięczności do swojej i tak już potężnej kompromitacji dorzucili to pajacowanie w maseczkach przed obiektywami swoich smartfonów. Mało tego, okazało się na dodatek, że od Borysa Budki et consortes więcej zwykłej ludzkiej przytomności wykazują nie tylko komuniści, ale nawet peeselowcy z Kukizem, w sposób modelowy rzucili ich na pożarcie, i dziś wszystko na to wskazuje, że nawet jeśli ta zaraza okaże się bardziej agresywna niż się nam zdawało i wybory 10 maja odbyć się jednak nie będą mogły, to zanim zostanie wyznaczony ich nowy termin, po Kidawie, Bosaku, Kierwińskim, Winnickim, Giertychu, czy Nitrasie nie pozostanie nawet wspomnienie i na placu boju pozostanie już tylko Biedroń, Hołownia i Ukochany Przywódca Narodu Jarosław Kaczyński i każdy kogo on nam wskaże.



9 komentarzy:

  1. Mnie jeszcze takie coś zainteresowało. Oto jest Prezydium Sejmu i MKB mówi, że popiera zdalne posiedzenie Sejmu.
    Wychodzi z Prezydium i zapewne rozmawia z Budką i ten jej mówi: masz być przeciwko zdalnemu.
    MKB zamiast się postawić i powiedzieć: Borys, ja już powiedziałem że jestem Za... to teraz nie mogę zrobić inaczej. Sorry, ale to ja jestem kandydatką na Prezydenta i to moje zdanie jest najważniejsze... to sobie sama zaprzecza.
    Kurtyna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Grudeq

      To rzeczywiście ciekawe, choć nie jest zaskakujące.

      Smaczne natomiast jest, że ta Kidawa należy do tych, którzy zarzucają, iż Polską rządzi "szeregowy poseł". Tymczasem złapano Budkę jak rządzi Kidawą.

      Już pal sześć platformersów, ale co feministki na takie "maczizmo" wyłażące z Budki?



      Usuń
    2. @Grudeq
      Powinieneś wrzucić komentarz, który wysłałeś mi na maila.

      Usuń
    3. Jak obserwuję wypowiedzi pani Kidawy, to jestem przekonana, że ona ma objawy demencji. Nie żartuję, demencja nie musi dotyczyć osiemdziesięcioletnich staruszków, czasami zaczyna się wcześniej. Świadczy o tym uporczywe zapominanie słów, skołowaciały język, który powoduje zniekształcanie głosek, a w rezultacie całych wyrazów. Nikt mi nie wmówi, że to się dzieje na skutek stresu. Przecież ona działa w polityce od 30 lat, jest przyzwyczajona do kamery i wystąpień publicznych - robiła to setki razy pełniąc różne odpowiedzialne funkcje publiczne.
      Schetyna wysunął ją jako kandydatkę, bo miała naprawdę dobry wizerunek i dobrze wypadała w mediach. A tu nagle się posypało (po prostu choroba).
      Teraz dżentelmeni bezpardonowo zrzucają ją z sań. Przykro patrzeć. A ona w tym wszystkim taka bezradna i zagubiona. Nawet jej nie przyjdzie do głowy, żeby się postawić, bo nie bardzo panuje nad tym, co się wokół niej dzieje. Wykonuje rozkazy zupełnie bezrefleksyjnie.

      Usuń
    4. @Ginewra
      Przekonałaś mnie. Od dzisiaj się z niej nie śmieję.

      Usuń
    5. @Ginewra

      Postawili ja tak wysoko, że każdy już widzi jej pospolitość.

      (parafraza z Napoleona)

      Ona niczym nie przyciągała mojej uwagi aż jako wicemarszałkinia Sejmu, razem z tyle samo wartą wicemarszałkinią Dolniak, w czasie słynnego puczu sejmowego robiły za dwie kariatydy podpierające pusty fotel marszałka.

      Pusta + pusty + pusta => pustynia.

      Jeśli to choroba, to z pewnością przewlekła z napadami.

      Usuń
  2. @orjan
    Nie twierdzę, że pani marszałkini kiedykolwiek była tuzem intelektu lub miała ciekawą osobowość. Potrafiła natomiast mówić sprawnie, tzn. była w stanie wypowiedzieć kilkanaście zdań bez mylenia wyrazów i deformacji fonetycznych. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba nawet była przez pewien czas rzecznikiem rządu. W ostatnich latach miała wizerunek osoby konsyliacyjnej, bo jako jedyna z PO (pewnie z racji funkcji) brała udział w uroczystościach państwowych (traktowanych przez opozycję jako PiS-owskie). To dlatego Schetyna (a może inni szatani) ją wybrał: żeby stwarzała pozory.
    Wszystkim się marzył casus Tuska: poudajemy, jacy to jesteśmy otwarci i jaką miłość wszystkim okazujemy, a pod stołem będziemy podgryzać. I jeszcze wszystkim wmówimy, że to tamci atakują, kiedy my epatujemy miłością. Do takiej postawy trzeba jednak mieć specjalne predyspozycje i nikt poza Tuskiem tego w PO jeszcze nie posiadł. Dlatego wszystko wygląda tak groteskowo, a i sam Tusk stracił swoje niezwykłe zdolności. I nagle widać, że król jest nagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ginewra

      To jednak oznaczałoby, iż z jakiejś przyczyny popadła w niepełnosprawność dotyczącą zdolności komunikowania się. To już kompletna klęska dla kandydata, który nie ma nic WŁASNEGO do powiedzenia. Właśnie stąd biorą się jej wpadki: daje się ponieść (jak ów Petru), albo popada w merytoryczną niepewność ze skutkiem w utracie koordynacji między nagraną jej cudzą myślą a jej własnym wypowiadanym słowem.

      Argument z uprzednią sprawnością jako rzecznika mnie nie przekonuje. Rzecznik dzisiaj to rodzaj didżeja, który odgrywa sample z cudzych utworów, ale wychodzi mu tylko: "umpa, umpa, zgrzyt".
      Powtarzać cudze zdania to ona potrafi, jednak nie posiada zdolności samodzielnego ich rozwinięcia. Brak ten pokrywa pewnego rodzaju kokieterią zastępującą wypowiedź merytoryczną. To są takie prymitywne kokieterie salonowe. W salonie odpowiedniego dla niej poziomu może być nawet uznawana gwiazdą i - wydaje się - nic innego nie potrafi.

      Wezwania do pokoju i miłości należą u niej właśnie do tej kokieterii. U Tuska takie wezwania były fałszywą flagą, ale on się nie łasił oczkami mrugając, co likwiduje tę część potencjału przywódczego, która dotyczy zdolności wodzowskiej wiązania ludzi. Tę zdolność trzeba mieć, bo pijarem wytworzyć się jej nie da.

      NB. Kosiniak Kamysz też tego nie ma.

      Usuń
  3. @orjan

    W świetle ostatnich występów pani marszałkini przyznaję Ci rację, że to jednak miałkość i deficyty intelektualne.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.