wtorek, 18 czerwca 2019

Żydzi vs. Goje - remis ze wskazaniem


       Może niektórzy z nas pamiętają jak parę lat temu wspomniałem tu o pewnym placu przy ulicy Mickiewicza w Katowicach, na którym dawno, dawno temu stała wielka, przepiękna żydowska synagoga, a po tym jak ją Niemcy zrównali z ziemią i minęły kolejne długie lata, najpierw postawiono tam skromną tablicę upamiętniającą ową ponurą historię, a następnie zabudowano prowizorycznymi, śmierdzącymi budami, w których ruszyła sprzedaż tanich majtek, klapek, dresowych spodni, bluzek, biustonoszy i tego wszystkiego, czym się handluje w tego typu przybytkach. Czemu przyszło mi wtedy do głowy o tym ponurym targowisku w ogóle pisać? Otóż tak się zdarzyło, że przechodziłem tam, próbując się między tymi budami przedrzeć do przylegającego do owego placu ośrodka zdrowia i nagle trafiłem na wspomnianą tablicę... pomazaną swastykami oraz napisami w rodzaju „żydzi do gazu”. Wróciłem do domu, wziąłem twardą szczotkę, szmatę, jakiś płyn i na zaciekawionych oczach tych wszystkich bab, tablicę z tego gówna obmyłem.
      Później jednak zadałem sobie pytanie, jak to jest, że to akurat ja, a więc ktoś kto do spraw żydowskich ma stosunek w najlepszym wypadku obojętny, musiał się zatroszczyć o te malowidła. Ale mało tego. Pomyślałem też sobie od razu, że jak to jest, że ci, którzy, wydawałoby się, powinni być znacznie bardziej zainteresowani losami tego niezwykłego miejsca, w odróżnieniu ode mnie zdają się mieć kompletnie w nosie, co się tam dzieje.
      I tu przechodzimy do czasów jak najbardziej teraźniejszych. Otóż jest tak, że na Facebooku, gdzie jestem dość aktywny, czynna jest strona o nazwie „Śląsk jest śliczny”, którą jeszcze chwilę temu z pewną przyjemnością odwiedzałem. Co się tam dzieje? Dwie rzeczy mianowicie, czyli wrzucane są albo zdjęcia i komentarze dowodzące, jak rzeczywiście piękny jest Śląsk, albo sugerujące, że Śląsk, owszem, może być piękny, jednak tylko po warunkiem, że władzę przejmą tu szczerzy Ślązacy, najlepiej pod politycznym kierunkiem wytyczonym przez lokalną „Gazetę Wyborczą”, bo jak dotychczas region przynosi sobie wyłącznie wstyd. I oto parę dni temu pewien komentator zwrócił uwagę na fakt, że żydowski cmentarz na ulicy Kozielskiej jest dramatycznie zaniedbany i wyraził pretensje do władz miasta, że nic z tym nie robiąc, winne są zdrady żydowskiej pamięci. Napisałem więc komentarz, w którym zauważyłem, że żydowski cmentarz na ulicy Kozielskiej, jak długo sięgam pamięcią, zawsze był w ruinie, że za ową ruinę w najmniejszym stopniu są odpowiedzialne władze miasta i że skoro się zgadało, to proponowałbym, żeby się zastanowić, kto jest winien temu, że tak zwany Plac Synagogi przy ulicy Mickiewicza został przekształcony w brudne i śmierdzące targowisko, pochłaniający tę smutną pamiątkową płytę tak skutecznie, że nawet pies z kulawą nogą się nią nie zainteresuje. W tym momencie pojawił się człowiek nazwiskiem Piotr Fuglewicz, jak się już niedługo miało okazać, strony „Śląsk jest śliczny” administrator i nadzwyczaj przenikliwie zwrócił mi uwagę na fakt, że właścicielem placu nie jest Gmina Żydowska, lecz jakiś miejscowy restaurator, któremu Gmina ów teren sprzedała, bo bardzo potrzebowała pieniędzy. Kiedy ja na te wyjaśnienia odpowiedziałem, że widocznie Gminie bardziej niż na upamiętnieniu Pogromu zależało na postawieniu tych bud, zostałem poinformowany, że za szerzenie „antysemickich bredni” otrzymuję karnego tygodniowego bana. I w rzeczy samej owego bana otrzymałem.
      O co chodzi? Oczywiście nie o bana. Ów tygodniowy „jeżyk” na stronie „Śląsk jest śliczny”, jeśli mnie w ogóle obchodzi, to tylko ze względu na ową formę kary, tak w gruncie rzeczy zabawnej, a dla Fuglewicza będącej najwyraźniej powodem do osobistej dumy. To czy mi ten wesołek zakaże komentować na swojej stronie na Facebooku przez tydzień, pół roku, czy na zawsze, ja mam głęboko w nosie, natomiast chodzi mi po głowie inna, dość szczególna, refleksja. Otóż ledwie co wczoraj zamieściłem tu swój tekst z ostatniej „Warszawskiej Gazety”, w którym zbeształem tych wszystkich durniów, którzy nie są w stanie skomentować piłkarskiego meczu Polska – Izrael bez odwoływania się do swoich antysemickich emocji. Ludzi, którzy gdy słyszą, że Polska będzie grała w piłkę z Izraelem, natychmiast zaczynają wpadać w całą sekwencję idiotycznych szyderstw, z których przewodnim hasłem jest „lać Żydów”. Ludzi wreszcie zwyczajnie głupich. Zwyczajnie, zwyczajnie głupich. Dziś zatem chciałem wszystkich tych, którzy się moim wczorajszym tekstem poczuli urażeni, pocieszyć, że nie są sami. Po drugiej stronie mamy bowiem dokładnie to samo szaleństwo, to samo opętanie i dokładnie ten sam fundamentalizm, by nie powiedzieć najbardziej prymitywny ultracyzm. Nibyśmy to już wcześniej przerabiali, ale przynajmniej ja miałem właśnie przyjemność poczuć to szczególnie mocno.





3 komentarze:

  1. Chyba nie do końca rozumiem o co Panu chodzi. Jeśli z jednej strony są ci ultrasi, którzy bez tej swojej "spinki" nie potrafią odnieść się do niczego co ma związek z Żydami, Izraelem i podobnymi sprawami, to z drugiej są ci co na siłę chcą upamiętniać lub kultywować pamięć, nawet jeśli samych Żydów to niewiele obchodzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @sawin
      Proszę szukać dalej. Ja swoich tekstów tłumaczyć nie będę.

      Usuń
  2. W sumie budujące. Remis w idiotach.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.