niedziela, 23 czerwca 2019

Jako mięso armatnie rzucają dzieci


    Dość dobrze pamiętam dzień, kiedy to na organizowanym w moim mieście szczycie klimatycznym wystąpiła przybyła ze Szwecji dziewczynka z warkoczykami, nazwiskiem Greta Thunberg, i pięknym angielskim wygłosiła przemówienie na temat apokalipsy, która nas czeka, jeśli się nie opamiętamy i nie zaczniemy na poważnie walczyć z zabójczym CO2.
     Przyznaję, że głównym powodem, dla którego zapamiętałem tę dziewczynkę, nie było ani to, co ona mówiła i jak – choć przyznaję, że treść i forma tego wystąpienia robiły wrażenie – ani też fakt, że ona wcześniej ogłosiła tak zwany „szkolny strajk”, podczas którego w każdy piątek od rana do późnego popołudnia obiecała protestować przed szwedzkim parlamentem, ale ze względu na to jak ładnie ona mówiła po angielsku. Skaza zawodowa. Proszę o wybaczenie.
     Zdążyłem o tym wydarzeniu zapomnieć, gdy oto ledwie wczoraj dowiedziałem się, że w piątek właśnie w Warszawie przed budynkiem Sejmu dokładnie taki sam strajk ogłosiła 13-letnia Inga. Inga od swojej szwedzkiej koleżanki różni się tym, że tamta jest nieco starsza i nie tak szczupła, poza tym jednak wszystko pozostaje takie samo. Inga, tak jak Greta, ma warkoczyki, siedzi pod Sejmem z tablicą z napisem „Wakacyjny strajk klimatyczny” i zapewnia, że w ten sposób będzie tam siedzieć przez cały miesiąc w każdy kolejny piątek.
      Gdy chodzi o mnie, to zarówno moje poglądy na naszą ogólną myśl twórczą, jak i polityczne wyczyny tak zwanej „opozycji totalnej” sprowadzają się do tego, że jest słabo, jednak przyznaję, że numer z tym dzieckiem zrobił na mnie wrażenie szczególne. Na domiar złego, jak się w pewnym momencie okazało, przy Indze i na jej miejscu protestu pojawił się jakiś kodowiec z kamerą i przeprowadził z nią wywiad, wrzucony chwilę później na Facebooka, z którego jednoznacznie wynikało, że to biedne dziecko jest od początku do końca wykorzystane przez swoją mamę, klimatyczną aktywistkę, a ono samo o tym, do czego została użyte nie ma bladego pojęcia. Ów cwaniak – zauważmy, że tak jak to tylko możliwe dziewczynce życzliwy – staje na głowie, żeby z tego dziecka wyciągnąć jakieś w miarę sensowne deklaracje, tymczasem ono prezentuje kompletną bezradność zmieszaną ze zwykłym, pospolitym strachem przed wypowiedzeniem kolejnego słowa. Jeśli ktoś potrafi, niech sobie ów film znajdzie na Facebooku i będzie miał wtedy pełną jasność, że mamy tu do czynienia z niczym innym jak czystym... jak oni na to mówią? Molestowaniem?
      Ale nie warto by było być może o tym pisać – zwłaszcze że prawdopodobnie kolejny piątek już nigdy nie nadejdzie – gdyby nie informacja jaką pozyskałem o wspomnianej wcześniej Grecie Thunberg. Otó, jak się dowiadujemy ze źródeł jak najbardziej potwierdzonych – w tym przez samych rodziców dziewczynki – owa Greta, 15-letnie dziecko swoich rodziców, jest psychicznie chora. Wedle, jak mówię całkowicie oficjalnych doniesień, ona nie dość, że cierpi – które z naszych dzieci dziś na to nie cierpi? – na tak zwany Zespół Aspergera, wykazuje skłonności depresyjne, przechodzące w próby samobójcze. Ponadto, zarówno ona jak i jej rodzice, twierdzą, że dzięki swoim nadzwyczajnym zdolnościom, potrafi ona zobaczyć gołym okiem dwutlenek węgla. I to jest ta jej niezwykła szczególność, która sprawiła, że różnego rodzaju konferencje klimatyczne zapraszają ją do przyjazdu i zabrania głosu. Ona widzi wypełniający naszą atmosferę dwutlenek węgla i to właśnie jej każe przed nim ostrzegać.
      Ledwie co wczoraj pisałem o wybryku rzecznika Bodnara w kwestii aresztowania niejakiego Jakuba A. i jak sądzę, powiedziałem wszystko, co powiedzieć miałem. Tu jednak mamy coś w moim rozumieniu rzeczy znacznie bardziej poważnego. Oto przed budynkiem Sejmu ktoś kazał temu biednemu, 13-letniemu dziecku, siedzieć przez wiele godzin w upale, by załatwiało w jego imieniu jakieś szemrane interesy, z tego co słyszę, w ów ohydny proceder zamieszana jest matka tej dziewczynki, a ja się już tylko zastanawiam, czy to może nie stanowi dobrego powodu dla Rzecznika Praw Obywatelskich do urzędowej interwencji.
      No dobra – rzecznik Bodnar, jak wiemy, działa wyłącznie na gwizdek, więc na niego akurat tu liczyć nie możemy. No ale mamy przecież jeszcze naszego Rzecznika Praw Dziecka. Ja wiem, że on ostatnio dostał mocno po łbie w związku z również tu trochę wspomnianymi klapsami i musi być nadzwyczaj ostrożny, przepraszam jednak bardzo, ale tu mamy do czynienia z czymś, wobec czego nawet dwadzieścia solidnych pasów na tyłek robi wrażenie urodzinowego prezentu. Czy naprawdę musimy czekać na to aż to dziecko popełni samobójstwo i będziemy mogli powiedzieć, że to jest żywy efekt władzy Prawa i Sprawiedliwości?

       Tu jest link do Ingi, a dalej już o Grecie.





Jak zawsze, zachęcam wszystkich do kupowania moich książek. Można to robić na kilka sposobów. Najprościej jest kliknąć w znajdujące się tuż obok okładki, ale można też wejść na stronę www.basnjakniedzwiedz.pl i tam sobie wybrać co dusza zapragnie, a zapewniam, że możliwości jest wiele. Jest też jednak możliwość kontaktu bezpośredniego pod adresem k.osiejuk@gmail.com. Zapraszam serdecznie.

11 komentarzy:

  1. @toyah

    Masz oczywiście rację. W przypadku tej 13-latki na plan pierwszy wszelkich ocen musi wysuwać się pytanie o DOBRO DZIECKA. Kwestie klimatyczne i inne polityczne muszą ustąpić i to znacznie niżej, niż na drugi plan.

    Wystawienie jej / się do odgrywania roli na scenie politycznej powoduje daleko idące konsekwencje obowiązku wglądu odpowiednich organów państwa w stosunki prywatne i wychowawcze, a zwłaszcza rodzicielskie tego dziecka. Oczywiście pod nadzorem sądu rodzinnego i opiekuńczego, który ten przypadek JUŻ powinien mieć na wokandzie.

    Nie miejsce tu na wyszczególnianie, jakie konkretne dobra dziecka są w danym przypadku naruszone lub narażone na naruszenie. Normalnemu człowiekowi powinno już wystarczyć ryzyko, że siedząc na ulicy pod tym Sejmem może ona wilka złapać.

    Niemniej zacząć należy od tego, że zamiast odpoczywać i poznawać ludzi oraz świat w zakresie, w jakim wakacje szkolne służą dziecku w jej wieku, ona spędza wakacje wystawiając się na publiczny ogląd na ulicy obcego miasta poza swoim środowiskiem życiowym (mieszka w Grodzisku Maz.).

    W dodatku natychmiastowej interwencji odpowiedniego biegłego sądowego wymaga ustalenie w jakim zakresie deklarowany strach o przyszły stan klimatu wypływa z lub wpływa na stan jej zdrowia psychicznego, a w jakim ten strach to jej ściema być może wynikająca ze zdemoralizowania jej opiekunów, czy nawet (oby nie!) jej samej.

    Nie ma znaczenia prawdziwość obaw o klimat w sensie, że w ogóle ktoś je wyraża i na ile tacy zachowują przy tym zdrowy rozsadek, a o ile prowadzą jakąś swoją szerszą akcję. Tutaj znaczenie ma sprawdzenie, na ile strach deklarowany przez tę dziewczynkę wpływa lub może wpłynąć na jej dalszy rozwój psychiczny i umysłowy.

    PS: Czy tymczasem nie należałoby obok postawić tojtojkę?

    OdpowiedzUsuń
  2. To są straszne rzeczy i widzimy, że razem z tą czarną czeredą będziemy schodzili coraz niżej. Moim zdaniem ta matka sobie wykalkulowała, że to jest "szansa na sukces" dla córki i dla siebie i dlatego potraktowała sprawę jak format medialny. Dwa miesiące pracy w wakacje i jakieś miejsce dla mamy na jesienne wybory się znajdzie. A sama Greta ma 700tysięcy followersów na TT i to już jest potężna machina promocyjna. RPO nic nie zrobi bo grają do jednej bramki. To oczywiście nie jest strajk polityczny ;)
    https://twitter.com/JanGrabiec/status/1142000945011798017?s=20

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @crimsonking
      Właśnie się dowiedziałem, że to było fejkowe konto stworzone dla beki przez Wikarego. Ale ci durnie w to weszli!

      Usuń
    2. Wikary zrobił dwa konta, matki i córki i ludzie popłynęli jak w barszcz. Konto Grety jest tu:
      https://twitter.com/GretaThunberg 700k followersów przez rok to musi tam spora promocja być jej osoby.
      Z innej ekologicznej beczki dużo się pisze o wielkiej dryfującej po oceanie wyspie śmieci. Ma ona mieć wielkość Francji albo nawet stanu Texas. Jest masa wiadomości, rysunki, wykresy tylko fotek i filmów dotyczących tej wyspy nie ma ;) Są jakieś zbliżenia pływających śmieci albo śmieci przybrzeżne ale filmów z dronów czy nawet z satelity nie ma.Filmów jak statki przepływają przez to jak lodołamacz przez krę też nie ma. Za to już ucichła sprawa dziury ozonowej.

      Usuń
  3. Na to dziecko powołał się niedawno 73-letni David Gilmore, sprzedając swoje 120 'ukochanych' gitar. Cały zysk dla jakichś oszustów. Można się dowoli z niego nabijać, ale ja jednego nie rozumiem. Dlaczego mamy wybierać 'cywilizację' skoro ona (podobno) niszczy klimat? 'We don't need no education...' Tomek ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Pointblack
      Gdy chodzi o "ludzi kultury", to ja jednak wolę się z nich nabijać zamiast próbować zrozumieć.

      Usuń
    2. Oczywiście - nie rozumiem i nie chcę rozumieć...

      Usuń
  4. Jeszcze link: https://www.inquisitr.com/5494927/pink-floyds-david-gilmore-sells-120-guitars-to-help-reverse-climate-change/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Póki Gilmore trzymał te gitary, to se stały. Ale jak 120 nabywców zacznie je próbować, to produkcja CO2 gwałtownie wzrośnie.

      Usuń
    2. @Pontblack
      "The money, reportedly a whopping $21.5 million, went directly to ClientEarth, a nonprofit created to give its all by altering the law to abate our radically changing climate".
      Client Earth. Piękna nazwa!

      Usuń
  5. @toyah

    Problemem są przysiady. Gdyby do samotnie siedzącego dziecka przysiadł się ksiądz, to byłby podejrzany o pedofilię. Ale skoro przysiadł się poseł PO, to o co jest on podejrzany?

    Czy ktoś rejestruje te przysiady? Na wszelki wypadek.

    https://youtu.be/D6p5rQVcni0



    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.