środa, 2 sierpnia 2017

Podchodzą mnie krótkie numery, rozdzial kolejny

Przyznaję, że dziwnie się nam układa ten blog. Wczoraj mieliśmy fragment tekstu sprzed lat, wcześniej podobnie, tyle że już w całości, a gdy idzie o sprawy bieżące, to jest, jak widać, dość krucho. Rzecz w tym jednak, że najpierw był ślub mojego ukochanego syna, a w tak zwanym międzyczasie mój teść trafił do szpitala w stanie bliskim krytycznego, i to na mnie akurat wypadło, by się nim zajmować, co przyznaję, że wprawdzie czynię z prawdziwą radością, ale co jednocześnie mnie bardzo absorbuje. No więc jest jak jest. Poza tym, nie oszukujmy się, gdy chodzi o bieżącą politykę, to gówno wiemy i w związku z tym gówno mamy do powiedzenia, a zatem mamy najlepszy moment, by choć trochę powspominać stare emocje. A zatem, dziś kolejna porcja krótkich kwałków z „Polski Niepodległej”, tak jak wszystko, nieco zdezaktaalizowanych, ale mam nadzieję, że przynajmniej zabawnych i inspirujących na przyszłość. Zapraszam.


Miniony tydzień, jak chyba żaden wcześniej i niewykluczone, że żaden z tych, które są dopiero przed nami, został zdominowany przez jedno i tylko jedno wydarzenie, a mianowicie próbę wprowadzenia przez rząd Prawa i Sprawiedliwości z dawna wyczekiwanej reformy sądownictwa, no i, naturalnie, przez zmasowany atak, jaki na wspomnianą reformę przypuściły wszystkie możliwe siły broniące status quo. Dziś, kiedy powstaje ów tekst, a mam nadzieję, że i również w dniu, kiedy on się będzie ukazywał w naszym tygodniku, nie dość, że wszystko wskazuje na to, że batalia o dobrą zmianę zakończyła się sukcesem, to jeszcze jej przeciwnicy zostali doprowadzeni do pełnego i bezdyskusyjnego bankructwa, co ciekawe, również finansowego. Oto, kiedy okazało się, że wszystko jest pozamykane, przewodniczący Ryszard Petru wydał następujące oświadczenie: „Doszliśmy do momentu, w którym władza dokonuje zamachu na niezawisłość polskich sądów, uderzając tym samym w podstawowe prawa każdego z nas. Uderza to również w demokratyczne zasady i wartości, o które przez dekady walczyli polscy opzycjoniści, wspierani przez miliony Polaków. Wśród nich być może jesteście Wy, lub Wasi bliscy. Dlatego prosimy Was o wsparcie finansowe naszych działań. Wasze wsparcie jas nam teraz szczególnie potrzebne”.
Przepraszam bardzo, ale czy mogło nas spotkać coś piękniejszego? Chyba tylko widok Donalda Tuska żebrzącego o papierosa.

***

No ale nie stawiajmy przed nimi zbyt wielkich wymagań. Na wszystko przyjdzie czas. Dziś Donald Tusk jest wciąż przewodniczącym Rady Europejskiej i korzystając z tej pozycji, zwrócił się z prośbą o spotkanie do prezydenta Andrzeja Dudy, podczas którego zamierzał mu wytłumaczyć, jak bardzo europejskie instutucje uzależniają swoją ocenę jego prezydentury od tego, jak on się zachowa wobec kolejnych prób faszyzacji Polski. Szczególne wrażenie na wszystkich zrobiła końcówka wspomnianego listu, gdzie przewodniczący Tusk stwierdził bez cienia litości: „Sytuacja, także w wymiarze międzynarodowym jest naprawdę poważna. I dlatego wymaga poważnych środków i poważnych partnerów. Proszę spróbować, Panie Prezydencie”Wprawdzie Donald Tusk nie dodał do tego czegoś w rodzaju: „Jestem pewien, że Pan potrafi”, niemniej nie zmienia to faktu, że oto niespodziewanie powraca stara już zagadka, czy mamy do czynienia z idiotą, czy bezczelnym chamem. Nie musimy oczywiście przypominać, że Prezydent Tuska spuścił.

***

Inna sprawa, że ów dylemat – idiota, czy świnia – tak naprawdę nigdy nie  przestał nas dręczyć. Weźmy takiego sędziego Jerzego Stępnia, który na fali ostatnich emocji pojawił się publicznie i oświadczył co następuje:  „Atak na sędziów i na sądy to jest atak na najlepiej wykształconą część społeczeństwa. Czyli na tak zwane elity”. Ktoś powie, że tym razem to ja przygotowałem jakąś prowokację, a w rzeczywistości Stępień wcale tak nie powiedział. Otóż to jest jego opinia zacytowana słowo w słowo. On tak powiedział naprawdę, że, jako sedzia, jest częścią „najlepiej wykształconej części społeczeństwa, czyli tak zwaną elitą”. W tej sytuacji nie pozostaje mi nic innego jak oświadczyć, że ja, jako magister, oczekuję, że również będę powszechnie traktowany jako autorytet. Że gdzie tam magistrowi do profesora? Spokojna głowa: nie ma żadnych dowodów na to, że bycie profesorem na społeczeństwie robi większe wrażenie, niż  tytuł magistra. Choćby i farmacji.

***

A może Stępniowi chodziło jednak o magistrów? Z tego bowiem co wiemy, on sam w historii Trzeciej RP odznaczył się tym, że w roku 2006 został mianowany przez prezydenta Kwaśniewskiego pierwszym w historii prezesem Trybunału Konstytucyjnego nie posiadającym tytułu profesorskiego. W tej sytuacji należy bardzo poważnie brać pod uwagę taką ewentualność, że wspominając o prawnikach, jako o najlepiej wykształconej części społeczeństwa, on działał na zlecenie obecnej władzy, która bardzo potrzebowała jakiegoś argumentu na to, że aktualnym prezesem Trybunału został nie kto inny jak mgr Przyłębska. Swoją drogą, nie ma wcale pewności, czy odesłanie całego szeregu profesorów na okresowy wypoczynek nie wyszłoby Polsce na dobre.

****

Pierwszym tego pozytywnym efektem byłoby zamknięcie telewizyjnej stacji TVN24, która z braku autorytetów, do których redaktor Kolenda mogłaby się zwracać przy pomocy  tytułu „Panie Profesorze”, musiałaby swoją aktywność propagandową ograniczyć do przepytywania magistrów Marcinkiewicza i Giertycha, a wówczas nawet najbardziej zaczadzeni miłośnicy „Szkła Kontaktowego” musieliby popełnić zbiorowe samobójstwo. No bo nie oszukujmy się: kiedy zabraknie profesorów Strzembosza i Balcerowicza, naród straci poczucie sensu życia. Posłuchajmy choćby mądrości tego drugiego: „PiS prowadzi Polskę do socjalistycznej dyktatury. Co to był socjalizm? To była totalna władza jednej partii, która nie mogła być pogodzona z podziałem władz. Najważniejszą częścią podziału władzy jest oddzielenie wymiaru sprawiedliwości od polityków na czele z niezależnością sądów. Dyktaturę odróżnia od rządów prawa to, że wymiar sprawiedliwości  łącznie z sądami jest w rękach władzy politycznej. Nie ma wtedy rządów prawa”. Każdy z nas musi przyznać, że trudno znaleźć osobę bardziej kompetentną do opisywania natury totalitarnego socjalizmu, niż Leszek Balcerowicz. Kiedy jego zabraknie, nastąpi koniec.

***
Ktoś powie, że zostanie magister Tusk. No ale on też się już zdążył pokazać i, jako przewodniczący Rady Europejskiej, jeden z dwóch rządzących dziś światem Donaldów, odniósł się do organizowanych w Polsce przez „Gazetę Wyborczą” oraz telewizję TVN24 antyrządowych protestów i oznajmił co następuje: „Dzisiaj, kiedy widzę te twarze na ulicach – nie chcę być tutaj politycznie stronniczy – ale tutaj nie ma mowy o żadnej symetrii, to są tysiące dobrych ludzi, którzy mają co innego do roboty w życiu” Oczywiście. Oni z całą pewnością na co dzień są szalenie zapracowani. Ta kupa kładacych się na ulicy i kopiących w policyjne barierki dzieci to ludzie, którzy są na ogół okropnie zajęci, tyle  że dziś akurat poprosili o dzien wolny, no i dzięki nim walka o demokrację trwa. Przepraszam bardzo, ale wygląda na to, że premier Tusk jest również spalony. Mimo że też zaledwie magister.

***

No ale w końcu przychodzi czas na kogoś, kto nie jest ani profesorem, ani magistrem, a kto swoją pozycję zawdzięcza wyłącznie talentom, które przekraczają wszystkie tego typu wyróżnienia, a mam tu na myśli Jarosława Kaczyńskiego. Oto, jak niektórzy z nas zdążyli się już dowiedzieć, podczas dyskusji nad zmianami w systemie sądownictwa, zabrał głos poseł Platformy Obywatelskiej Borys Budka i zwracając się do Prezesa oświadczył, że ten ze swoim atakiem na władzę sądowniczą czekał do czasu aż jego brat, Lech Kaczyński, który oczywiście był niezwykle porządnym człowiekiem i był bardzo przywiązany do państwa prawa, umrze, no i kiedy to wreszcie nastąpiło, przy pierwszej nadarzającej się okazji uznał, że nadszedł czas, i zaczął niszczyć demokrację. W odpowiedzi na to Prezes wstał i wypowiedział słowa, które dziś pewnie wszyscy już znamy, a ja nie mogę sobie oszczędzić tej przyjemności, by całość owego wystąpienia powtórzyć:
      Oczywiście po tych paru słowach prawdy nastąpił zgiełk, jakiego świat nie widział, my jednak wiemy, że to są jak najbardziej słowa prawdziwe i nikt, ani nic tego nie zmieni.My to wiemy, ale wiedzą też i oni. I stąd ten wrzask.

***

Zrobiło się tak poważnie, że aż głupio kończyć. W tej sytuacji, by jakoś te refleksje godnie zmknąć, zajrzyjmy co słychać w kałuży. Oto wygląda na to, że Władek Frasyniuk stracił swoją pozycję do aktorki Doroty Stalińskiej, która podczas minionych demonstracji przeciwko faszyzacji życia publicznego w taki sposób wezwała do działania: „Kaczyński od lat i konsekwentnie wpycha nas w otchłań śreniowiecza i tolalitaryzmu”.
      Pomidor.



No i to tyle. Jak mówię, po niespodziewanej decyzji prezydenta Dudy, trochę jest nam głupio się odzywać, niemniej żyjemy nadzieją, że prezes Kaczyński na wszystko ma odpowiedź, i nas nie jeden jeszcze raz zaskoczy. Tymczasem polecam swoje książki, które są do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Zapraszam.

17 komentarzy:

  1. Zapoznawszy się całym uzasadnieniem prezydenckiego weta, podtrzymuję pierwotną ocenę, iż to co jest naprawdę istotne w uzasadnieniu weta do ustawy o SN, to siła, wręcz determinacja oczekiwania Prezydenta na reformę SN. Drugie, co dopiero teraz zwraca uwagę, to miażdżąca ocena społeczno polityczna dotychczasowej działalności sądownictwa ze wskazaniem na odpowiedzialność właśnie SN. „Miażdżąca”, to jest łagodny eufemizm.

    W tej sytuacji nie ma mowy o jakimś skrytym dogadaniu się między SN a Prezydentem przeciw konieczności tej reformy. Nie ma na to żadnego gruntu politycznego.


    Co do związanych spraw personalnych, to gdyby ten SN był rzeczywiście na poziomie, to trzeba było kapitulację złożyć Prezydentowi znacznie wcześniej, a nie wczoraj. W obecnym składzie zwłaszcza kierownictwo SN zwyczajnie nie nadaje się do swojej funkcji, bo trzeba było być po prostu durnym, aby pchać SN do tej wojny zamiast szukać konstytucyjnego pokoju.


    Jeśli zaś chodzi o merytoryczno-konstytucyjne uzasadnienie tego weta, to go właściwie nie ma. Jest tylko pozorne poprzez nadęcie ponad miarę tego oczywistego kiksu z liczbą sędziów 5 = 3. Więcej prawnego uzasadnienia nie ma. Gdyby zaś poważnie brać to jedno, to należało ustawę podpisać i skierować do TK. Zanim rozpoznałby, to Sejm ten kiks naprawiłby, ale ustawa weszłaby w życie.


    Jak wcześniej wskazywałem, Prezydent wcale nie ma do swojego swobodnego wyboru wysłać ustawę do TK, albo zawetować. Wysyła się do TK w razie sprzeczności z Konstytucją, a wetuje się w razie politycznej niezgody Prezydenta na ustawę zasadniczo zgodną z Konstytucją. Przy czym, w razie zbiegu obu rodzajów pretensji prezydenckich, oczywiste pierwszeństwo ma weto prezydenckie. Gdybym więc przesadzał w ocenie miałkości zarzutów konstytucyjnych, to i tak zastosowanie tego weta ma podstawę polityczną.


    Biorąc powyższe pod uwagę, oceniam, iż przyczyny tego weta są właśnie polityczne; prawne są na zasadzie "kwiatek do kożucha". Prezydent po prostu zmierza do powiększenia zakresu swojej władzy wykonawczej dzielonej z rządem – teraz przechwytywanej na koszt rządu. Czynności, których „przydział” dla min. Ziobro zakwestionował nadają się tylko do dyspozycji innej, ale nadal jednej osoby (żadne wieloosobowe ciało!). To wskazuje więc na Prezydenta.

    Trzeba w tym zakresie przyznać, iż takie motywy są zgodne z podnoszonymi od lat postulatami koniecznego wzmocnienia udziału Prezydenta we władzy wykonawczej. Pamiętamy, jak odwrotnie premier Tusk (jeden raz wystarczy!) zmniejszał śp. prezydentowi Kaczyńskiemu.


    Przy okazji, bardziej szczegółowe pretensje Prezydenta o brak wskazania w zawetowanej ustawie kryteriów odsyłania sędziów SN w stan spoczynku są chybione (to raczej maskirowka). Istota rzeczy polega na koniecznej reorganizacji i zmniejszeniu kadr. Zatem polega na wyborze kto zostaje. Odejścia to skutek. Ktoś musi odejść. Wołanie o kryteria odejścia jest wołaniem o przyszłe procesy z powództwa odwołanych na stan spoczynku. To byłby idiotyzm.

    Także wskazanie na nierozwiązanie spraw sędziów sądów administracyjnych jest grubo przesadne, bo wszak przepisy ustawy o SN stosuje sie wobec nich "odowiednio", a nie wprost. I tak dalej.


    Podsumowując, nadal są podstawy wiary, że się uda.

    https://www.youtube.com/watch?v=udmjmfp98Sw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      Super poszedłeś z tym linkiem.

      Usuń
    2. Tak przy okazji, czy ktoś rozumie dlaczego nie ma na DVD tego filmu Kabaret (1972) z polskimi napisami, najlepiej tymi pierwotnymi z tłumaczenia M. Zembatego?

      Nawet jak była jubileuszowa edycja, to było z 50 języków, łącznie z "dolnohinduskim", ale bez polskiej wersji.

      Może ktoś widział taką polską wersje do ściągnięcia w sieci?

      Usuń
    3. @orjan
      To jest w ogóle ciekawa sprawa z tym filmem. Parę lat temu stawałem na głowie, by go kupić, choćby i bez napisow. W końcu udało mi się znaleźć DVD na ebay-u z Chin.

      Usuń
    4. @Max ...

      Dzięki. Cieszę się że czujesz się lepiej.

      Niestety, na tym linku film jest z lektorem a piosenki nie tłumaczone. Dla mnie to wprawdzie bez różnicy, bo film i piosenki znam na pamięć.

      Chciałem jednak pokazać swoim dzieciom. Wprawdzie coś tam szprechają w ynglisz (lepiej ode mnie!), ale film z tymi tekstami piosenek Zembatego miał dla mnie szczególny urok.

      Potem oglądałem z tłumaczeniami W. Manna, a le to nie to dla mnie było.

      Usuń
    5. @toyah

      Właściwie to odpowiedziałem Ci już dla naszego nowego kolegi Max'a.

      Z tym filmem jest w Polsce jakaś ciemna sprawa. Z wydania jubileuszowego polscy widzowie zostali wyłączeni. Natomiast telewizja (TVP2) ostatni raz puszczała jakoś koło początku lat 90-tych.

      Wtedy nagrałem sobie na wideło taśmę, ale teraz nie mam wideło urządzenia. Zaniosłem do punktu, żeby przekopiowali na DVD, ale odmówili, bo prawa autorskie...
      Rzuciłem w kąt i tak leży. Kiedyś się wezmę ...

      Głównie mi chodzi o tłumaczenia piosenek.

      Usuń
  2. Dzięki Ci za analizę prezydenckiego weta!
    Jesteś niezastąpiony. Za chwilę napisze to Krzysztof, ale nie mogłem nie ucieszyć się razem z Nim.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cześć,

    first things first - jak to między Wami nauczycielami angielskiego :):
    1. "Jezu, Ty sie tym zajmij" - zdrowia dla Teścia, bynajmniej nie z pobudek utylitarnych (czyli dla Twoich notek)
    2. Dobrze, że PAD spuścił Tuska po brzytwie. "Proszę sprobować" - co za typ - ojciec Europy się znalazł, do pouczania dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Krzysztof
      Dziękuję za dobre słowo. Teść dziś po raz pierwszy dał nam nadzieje, że będzie dobrze.
      Co do Tuska na brzytwie, owszem popieram.

      Usuń
  4. Tusk to rzeczywiście przeholował. Widać nadal myśli, że na polskim podwórku wszystko mu można i większość numerów ujdzie mu płazem.
    Co do weta - nadal uważam, że PAD postąpił pragmatycznie ale czy słusznie w interesie Polski? Jednym ruchem zjednał sobie obecny SN, przystopował ambitnego Ziobrę ale jednocześnie zagroził spójności koalicji. No i z kim będzie pisał tę nową ustawę? Też nie wiadomo...kogo teraz zadowoli. Dobrze, że walczy o swoje ale żeby to Jego nie było ważniejsze od interesu ogólnego.

    OdpowiedzUsuń
  5. @orjan
    Czasami warto pomyśleć inaczej!

    "Nie bądź słodki – bo cię zliżą. To porzekadło warto zadedykować panu prezydentowi Dudzie, który po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią, podjął suwerenną decyzję o postawieniu rządowi ultimatum w sprawie podpisania ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym – niczym generał Jaruzelski w 1981 roku."
    http://www.michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=3996

    https://www.youtube.com/watch?v=U2LAdyE8lEU&list=PLCOmoiVzDbdFD3p1-Ul-FN4dkOhgrSYq8

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @summer
      To są wyłącznie spekulacje.

      Usuń
  6. @toyah
    Rozmowa telefoniczna, wizyta pani G. i jej przeprosiny, to przecież fakty!
    Spekuluje się w handlu, a na podstawie faktów się wnioskuje- czasami błędnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @summer
      No właśnie. Czasami błędnie. Jeśli mam wybierać między Michalkiewiczem a Dudą, wybieram Dudę.

      Usuń
    2. @summer
      No właśnie. Czasami błędnie. Jeśli mam wybierać między Michalkiewiczem a Dudą, wybieram Dudę.

      Usuń
  7. @ Pragnę Panu zwrócić uwagę, że Pan Duda jest Prezydentem, a Pan Michalkiewicz komentuje, wyciąga wnioski z jego działań. Tak więc nie chodzi tutaj o żaden wybór.

    OdpowiedzUsuń