sobota, 5 sierpnia 2017

Pieniądze i wściekłość

      Ktoś pewnie zaprotestuje i krzyknie, że temat, który znów wybrałem, nie zasługuje na to, by go wałkować w ogóle, a co dopiero przez dwa kolejne dni, ja jednak mam wciąż wrażenie, że są rzeczy, na które warto zwrócić uwagę, a więc i zwracam. Jak pisałem już wczoraj, a dziś sprawa wcale nie schodzi mi z głowy, od pewnego czasu odnoszę wrażenie, że doszliśmy wszyscy do momentu, gdzie nas ostatecznie i oficjalnie poinformowano, że wszystko to, co nam dotychczas przekazywano na temat niezależności mediów i obiektywnego przekazu, to była wyłącznie ta sama co zawsze propaganda, i że realne pozostaje wyłącznie kłamstwo, nawet jeśli przez krótką chwilę, z czystej i nieuniknionej konieczności, ukryte za prawdą.
      W czym rzecz? Otóż w tych dniach otrzymałem od pewnego bliskiego kolegi link do artykułu z popularnego amerykańskiego dziennika „The Washington Post”, przedstawiający jeden tydzień z amerykańskiej polityki, i już na samym jego początku trafiłem na następującą myśl: „Historyczne wydarzenia są zwykle opisywane z perspektywy czasu. Trzeba poczekać 10 lat, przeanalizować role, jakie odegrali w owych wydarzeniach ich główni bohaterowie i znaleźć owych wydarzeń faktyczny sens. Kto jednak ma do tego cierpliwość, kiedy każdy tydzień robi wrażenie całego roku, a poniedziałek, jeszcze zanim minie tydzień, staje się zaledwie niewyraźnym wspomnieniem?
      Oto więc coś, na co ja sam od pewnego czasu zwracam uwagę, ile razy w każdy wtorek wysyłam do „Warszawskiej Gazety” swój bieżący komentarz i za każdym razem muszę się martwić, czy on zachowa swoją ważność do piątku, czy może już w środę okaże się zaledwie bzdurą bez znaczenia, z tą różnicą, że tu, jak się okazuje, kwestia nie dotyczy Polski, ale samych Stanów Zjednoczonych. To w Stanach Zjednoczonych bieg politycznych wydarzeń jest tak szybki, że w piątek nikt już nie pamięta o poniedziałku. Swoją drogą, polecam. Naprawdę zabawne
      A ja się zastanawiam, czy rzeczywiście? Czy faktycznie jest tak, że dzisiejszy świat, a z nim cała polityka, stały się tak fascynujące, że nie ma dnia, który by nam nie pozwolił spokojnie zasnąć. A niby dlaczego? A cóż takiego się stało przez te wszystkie lata od czasów Richarda Nixona choćby, że w każdy piątek każdy poniedziałek staje się ledwo rozpoznawalnym wspomnieniem? Politycy stali się bardziej pracowici? Świat się stał bardziej fascynujący. A niby dlaczego? Bo pojawili się ludzie tacy jak Bartłomiej Misiewicz?
      Otoż nie. Jedyne co się przez te wszystkie lata zmieniło, to rola mediów, które sobie wyliczyły, że jeśli oni kilka razy dziennie nie zmienią wystroju głównej strony swojego internetowego portalu, stracą rację bytu, lub, a i to w najlepszym wypadku, spadną im zyski z reklam. To nie polityka bowiem przyspieszyła, to przyspieszyły media, oraz, może przede wszystkim, pragnienie utrzymania – lub odzyskania – władzy, któremu owe media mają służyć. To nie polityka tworzy ów bieg zdarzeń, lecz media w służbie owej polityki pozostające. Ja nie wiem, jak sytuacja wygląda w Ameryce, gdzie cały wysiłek tak zwanej „opinii publicznej” nakierowany jest na to, by zmusić Donalda Trumpa do rezygnacji. Wiem naturalnie, że cały sens wspomnianego wcześniej tekstu z „The Washington Post” sprowadza się do tego jednego celu, natomiast szczegółów nie znam. Mam natomiast świadomość, na czym polega owa sztuczka u nas, w Polsce. Tu sensem całego owego zamieszania z medalem dla Misiewicza, atakiem na izraelskich piłkarzy, postępowaniem UEFA wobec Legii Warszawa, czy wreszcie, już tak dla równowagi, wybrykiem jakiegoś idioty w stosunku do dziennikarza TVP Info, jest wyłącznie potrzymywanie odpowiedniego poziomu publicznego napięcia, no i tak zwanej „oglądalności”.
      Czy ma to jakiekolwiek realne znaczenie polityczne? Nie sądzę. A to z dwóch powodów. Przede wszystkim przeciętny człowiek, a więc ten, którego głos waży w wyborach, nie interesuje się polityką w wymiarze oferowanym przez media, a zatem nie dość że nie ma pojęcia o tym, że Misiewiczowi wybito jakąś monetę, to w ogóle nie wie, kim ów Misiewicz w ogóle jest. Poza tym, przeciętnego człowieka, z jednej strony, interesuje przede wszystkim to, że na każde dziecko rząd daje 500 złotych, a Tusk to złodziej, z drugiej natomiast, że jest łamana Konstytucja, i w związku z tym Polska zostanie wyrzucona z Europy. I tylko tyle. Nic ponadto. Zero. Większość tego wszystkiego, co się dzieje w mediach między poniedziałkiem a piątkiem, to jest zwykły handel, dokładnie taki sam, jaki widzimy choćby na rynku sztuki teatralnej, gdzie już nawet seks oralny z Janem Pawłem II na nikim nie robi wrażenia. Liczą się bowiem już wyłącznie wściekłość i pieniądze. Pieniądze i wściekłość. Po angielsku – money and outrage.
      Dlatego przegracie.


Moje książki są do kupienia w księgarni na stronie www.basnjakniedzwiedz.pl. Polecam gorąco.

19 komentarzy:

  1. Budująca samokrytyka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @summer
      To dobrze że dałeś ten uśmieszek. Inaczej bym mógł uznać, że Ty tak na poważnie.

      Usuń
  2. To się chyba nazywa wyparcie. Oni wiedzą, że przegrali, dlatego biegną jeszcze szybciej. Cytując za Królem Julianem: "A teraz szybko, zanim dojdzie do nas, że to bez sensu".

    OdpowiedzUsuń
  3. No ale jednak coś jest nie tak. Mam na myśli związek polityki z mediami. Z jednej strony jest między nimi (dwoma obozami politycznymi) bezpardonowa wojna - cywilizacyjna. A z drugiej brak jakiegokolwiek pozytywnego przełożenia na wyborcę. Exemplum - ustawa metropolitalna - jej projekt. Jestem prawie pewna, że gdyby zabrano się za jej porządną promocję w mediach, nie trzeba by było się rakiem z niej wycofywać. I to należy do dziennikarzy! Ale widać mają inne instrukcje.
    Na zebraniu PiS-u po tej decyzji (wycofania się z ustawy) na uwagi rzucane przez obecnych, że PR był fatalny lub wcale go nie było, prowadzący zabranie usiłował zaprzeczać, że jednak zrobili to dobrze. Ale niewiele miał w tej sytuacji do powiedzenia. Taka jest moja refleksja...

    OdpowiedzUsuń
  4. @autor
    Myślę, że po przeczytaniu tych komentarzy, dojdzie pan do słusznego wniosku!
    Dałem uśmieszek ale jednocześnie zacząłem płakać, że setki takich jak pan "blogerów", "felietonistów" nowej zmiany robią ludziom kaszkę manną z mózgu. Zamiast pisać, opisywać, komentować w rzeczowy sposób, piszecie to, co nakazuje Wasz aktualny pracodawca.
    Mam nadzieję, że nie zaprzeczy pan, że pisuje do kilku czasopism o określonym profilu?
    Gdyby jeszcze ta pisanina różniła się ale przecież, to wszystko na jedno kopyto.
    Druga strona robi to samo, a "ciemny lud", jak pan często pisze, przestaje się orientować w tym wszystkim!
    Ja rozumiem, że chodzi wam o szmal ale miejcie litość!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @summer

      Piszesz: "druga strona robi to samo".

      Dziękuję za szczerość.

      Przez chwilę miałem ochotę sparafrazować Twój komentarz z 19:22 z zamianą miejsc. Ale po co? Wystarczy fragment ... zamiast komentować w rzeczowy sposób piszesz ...

      ... każdy sądzi według siebie.

      Dyskutować tu można, ale kariera dosrywaczy jest tutaj krótka.

      Usuń
    2. Nie wiem czy zwróciłeś uwagę, że ten blog jest pisany od 2008 roku.

      Usuń
    3. @summer
      Wszystko na jedno kopyto? To po cieżką cholerę przyłazisz tu, tracisz czas i strzepisz sobie język na tych smutnych docinkach?

      Usuń
  5. @orjan
    Ja rozumiem, że "łikiend" ale nie chlej tyle, please :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @summer

      A cóż to za retoryka? Z takim poziomem chcesz tu zrobić karierę?

      Usuń
  6. Ostatnio przypomniało mi się takie coś jak "Stadnina Koni w Janowie Podlaskim"
    Jaka była jazda, faszyści z PiSu mordują konie i że przyjedzie perkusista z Rolling Stone i to zobaczy i będzie wstyd na cały świat.
    A ludzie którzy te konie wytwarzali to się przeprowadzą do Emiratów Arabskich i tam będą tłuc kasę na pohybel Pisiorom.
    Ciekawe kto to jeszcze pamięta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Remo
      I to właśnie miałem na myśli. Co z tych koni dziś zostało?

      Usuń
  7. @remo
    Zwróc uwagę, że ten który jest autorem został "wynagrodzony" przez ONET.
    Ludzie się zmieniają ale poglądy zostają i pozostaje wdzięczność !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @summer
      Zupełnie jak Michalkiewicz. On też zachowuje wdzięczność?

      Usuń
  8. @autor
    Pan Michalkiewicz, którego miałem okazję poznać osobiście, to, z całym szacunkiem, coś wyjątkowego.
    !
    Oczywiście świętym nie jest ale takich wtrętów/ o SKOK-ach/ nie wstawiał.
    Pan chyba sobie zdaje sprawę/a może nie/, że nagonka na SKOKi jest straszna i wpisał się Pan na listę jako jeden z niewielu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @summer
      No tak. Nagonka na SKOK-i jest straszna, natomiast nagonka na prezydenta Dudę już nie. No a przede wszystkim zasłużona. No i jeszcze to: Michalkiewicza miałeś okazję poznać osobiscie, a to go czyni nietykalnym. Rozumiem.

      Usuń
  9. @autor
    Miałem przyjemność głosować na Pana Prezydenta Dudę, co nie oznacza dozgonnego przyklaskiwania jego decyzjom.
    Tak jak każdy z nas jest człowiekiem i jako taki wybiera "mniejsze zło", zapominając, że zło to zło!
    Czekam na jego projekty i na dalsze postępowanie. Nie on jeden zapomina, że "chleb ma rogi, spycha z drogi" oraz, że nie "kąsa się ręki, która karmi".
    Nagonki na Prezydenta nie widzę, a tylko głosy oburzenia i niedowierzanie, że mógł w ten sposób postąpić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @summer
      A to dobre! Nie kąsa się ręki, która karmi. Współczuję.

      Usuń
  10. Postanowiłam pomilczeć trochę, bo trudno jest komentować swoje odczucia. Ale nie wytrzymałam. Zgadzam się z każdą kropką, przecinkiem i akapitem. Nie chcę zbyt historycznie rzeczy ujmować. Tak więc zacznę od 1. sierpnia. Jestem obiema rękami za.

    OdpowiedzUsuń