piątek, 5 maja 2017

O ministrze Profumo, księciu Filipie i tajemniczym słoiku pełnym os

Buckingham Palace podał wczoraj wiadomość, że książę Filip będzie sprawował swoje obowiązki jeszcze przez parę miesięcy, a potem cichutko się schowa w cieniu swojej czcigodnej małżonki. Wydaje się więc, że jest to znakomity moment, by zaprezentować tu oryginalną wersją tekstu, jaki niedawno całkiem miałem przyjemność opublikować w dwumiesięczniku Piotra Bachurskiego „Tajna Historia”. Swoją drogą, polecam gorąco.

Powoli zbliżamy się do końca okres najdłuższego w historii Brytyjskiego Imperium pozostawania na tronie jednego władcy, brytyjskie media, a za nimi cały świat, coraz częściej przypominają podeszły już bardzo wiek Królowej oraz jej męża księcia Filipa, przygotowując nas tym samym na dzień, kiedy to przekazana zostanie owa, dziś już niemal mityczna, wiadomość: „London Bridge is down” i rozpocznie się nowa era. Wraz jednak ze wspomnianym wyczekiwaniem chwili przejścia w nowe czasy, pojawia się również oczekiwanie, że kiedy już ten wydawałoby się, że nigdy nie kończący się czas panowania Elżbiety II na brytyjskim tronie ostatecznie upłynie, świat będzie mógł poznać wiele bardzo ciekawych, a do dziś pilnie skrywanych szczegółów dotyczących historii, która właśnie przeminęła.
Zdaniem poważnych brytyjskich historyków, jedną z owych tajemnic stanowi powzięta przez rząd Jej Królewskiej Mości decyzja nieujawniania kluczowych dokumentów związanych z tak zwaną Aferą Profumo, której początki sięgają czasów w gruncie rzeczy nieznanych, a której eksplozja nastąpiła w roku 1963. Mówiąc bardzo krótko, chodziło o rezygnację z urzędu tak zwanego Ministra Wojny, Johna Profumo, po tym, jak okłamał on rządową komisję zaprzeczając oskarżeniom o wystawienie bezpieczeństwa narodowego na poważne ryzyko przez utrzymywanie romantycznych relacji z ekskluzywną prostytutką nazwiskiem Kristine Keeler, będącą jednocześnie na usługach sowieckiego attaché wojskowego.
Ktoś zapyta, co ma wspólnego z jakimiś brudnymi kontaktami na linii pomiędzy Ambasadą ZSRS w Londynie a ministrem w brytyjskim rządzie, nawet jeśli posłańcem w owych kontaktach była, choćby nie wiadomo jak wyjątkowa, prostytutka, królewska rodzina. Otóż rzecz polega na tym, że, co potwierdzają praktycznie wszystkie źródła, Profumo, podobnie zresztą jak Keeler, byli w tym zamieszaniu jedynie pionkami, a to, co się tam w rzeczywistości działo, sięgało znacznie wyżej i znacznie szerzej, niż seksualne upodobania jednego z ministrów. Nie trzeba zresztą szczególnej przenikliwości, by się domyślić, że gdyby to tylko się sprowadzało do jednej, choćby nie wiadomo jak fascynującej przygody, Brytyjczycy mają wystarczająco dużo doświadczenia, by tego typu sprawy rozwiązywać bez informowania o nich całego świata. No a jeśli już wiemy to, również możemy zgadywać, że skoro minęło dopiero co pół wieku od czasu, gdy Profumo stracił swoje stanowisko, a, jak informują dociekliwi historycy, głęboko w rządowych sejfach przetrzymywane są wciąż stosy dokumentów z zeznaniami blisko 200 świadków i nie ma takiej siły, by wiedza o tym, co w nich jest, przekroczyła granice zwykłej plotki, one z całą pewnością czekają na okazję znacznie poważniejszą, niż zmiana rządu z konserwatywnego na socjalistyczny, czy odwrotnie. No i że jest bardzo możliwe, że śmierć królowej może tego typu okazję na pewno stanowić.
W rozmowie z dziennikiem „Independent on Sunday”, historyk Richard Davenport-Hines, autor sensacyjnej książki pod tytułem „An English Affair”, stwierdził, że jego zdaniem, do dziś niepotwierdzone plotki odnośnie rzekomego udziału księcia Filipa w sprawie Profumo, w przypadku ich zwiększonej intensywności, mogą prowadzić do bardzo poważnych niepokojów w państwie. Podkreślając, że to co mówi, to zaledwie podejrzenia, Davenport przypomina, jak to w roku czerwcu 1963 roku bulwarówka „Daily Mirror” mając nadzieję na soczysty nagłówek, oskarżyła księcia Filipa o „ukryte związki z Christine Keller i innymi kobietami” i dodaje, że skoro Lord Denning, prowadzący wówczas w imieniu rządu dochodzenie w sprawie, odmówił przekazania dokumentów nawet brytyjskim służbom bezpieczeństwa, należy się obawiać, że wśród nich mogły być dane „na tyle sensacyjne, by wprawić w zakłopotanie Rodzinę Królewską”.
Skoro więc znamy stan spraw na dzień dzisiejszy, wróćmy do początków i przyjrzyjmy się dokładnie temu, co się działo ponad pół wieku temu w samym centrum zarządzanego przez Brytyjskiego Imperium terytorium. Otóż na początku lat 60. przekazywane przez brytyjskie media informacje były w znacznym stopniu zdominowane przez różnego rodzaje szpiegowskie historie, prowadząc nierzadko do stosunkowo silnych spięć w relacjach między mediami a rządem, z którego w mniejszym lub większym stopniu poturbowane wychodziły również media. Nic też dziwnego, że kiedy zaczęły się pojawiać plotki na temat naprawdę niebezpiecznych związków występujących na poziomie absolutnie najwyższym, gdzie trop prowadził do słynnej wiejskiej posiadłości Lorda Astora o nazwie Cliveden House i organizowanych tam orgiach z udziałem najbardziej wpływowych członków londyńskiej society, waga owych informacji była tak duża, że zdecydowana większość mediów wolała udawać, że o niczym nie słyszała. Tym bardziej nie należy się dziwić, że kiedy pierwsza gwiazdka wspomnianych zabaw, 21-letnia Christine Keeler, uznała, że nie zaszkodziłoby spróbować sprzedać całą historię, tylko dwie gazety, a więc „The Sunday Pictoral” i niesławny „The News of the World” postanowiły zaryzykować i poprosiły Keeler o przedstawienie oferty. Wkrótce jednak, prawdopodobnie czując, że robi się niebezpiecznie, „The News of the World” wycofał się z konkursu, natomiast „The Sunday Pictoral” za 200 funtów odkupił od Keeler miłosny list, jaki ta otrzymała od Profumo, obiecując jej kolejne 800 po jego publikacji. Niestety, redakcja „The News of the World” o nadchodzącym niebezpieczeństwie poinformowała natychmiast Astora oraz osobistego kochanka Keeler, niezwykle ustosunkowanego szarlatana-osteopatę, a przy okazji artystę malarza o koneksjach sięgających Pałacu Buckingham, Stephena Warda, który z kolei z jednej strony poinformował o sprawie Profumo, a z drugiej zagroził „The Sunday Pictoral” sądem, co sprawiło, że reakcja natychmiast zostawiła Keeler z jej 200 funtami i położyła uszy po sobie. Prawnicy Profumo naturalnie skontaktowali się też natychmiast z Keeler, kiedy ta jednak przedstawiła im jakąś całkowicie absurdalną ofertę, zaczęli jej grozić, w związku z czym ta natychmiast udała się na policję i choć policjanci w jednej chwili świeżo uzyskaną informację schowali głęboko na samo dno szuflad, sprawa i tak już była nie do zatrzymania.
Warto tu się chyba natomiast zatrzymać na osobie panny Keeler, choćby po to, by na podstawie przedstawionej historii nikt nie pomyślał, że mamy do czynienia z kimś kto na Ziemię spłynął z kosmosu. Urodziła się w roku 1952 w Uxbridge pod Londynem. Wychowywana była w małej wiosce w hrabstwie Berkshire przez matkę i jej drugiego męża w dwóch połączonych i przerobionych na dom wagonach kolejowych. W wieku 11 lat, z powodu chronicznego niedożywienia, została skierowana do sanatorium. W wieku 15 lat znalazła pracę w londyńskim Soho jako modelka w sklepie z odzieżą. Kiedy miała 17 lat, w wyniku romansu z z amerykańskim lotnikiem stacjonującym w pobliskiej bazie, zaszła w ciążę i urodziła syna, który niestety wkrótce po urodzeniu zmarł. Po kilku miesiącach podjęła pracę jako kelnerka w restauracji na Baker Street, gdzie poznała dziewczynę udzielająca się w jednym z wielu lokali rozrywkowych na Soho i ta wprowadziła ją w nowe towarzystwo, gdzie została zatrudniona jako tancerka topless. To tam właśnie poznała Warda, który najprawdopodobniej pod wrażeniem jej urody uznał, że dzięki niej będzie mógł odnosić jeszcze większe towarzyskie sukcesy i wziął ją ze sobą. No i to w ten oto sposób Christine Keeler weszła w wielki świat, który zdefiniował jej resztę życia. I to wcale, jak już powiedzieliśmy, nie spadając do nas z gwiazd.
Wracajmy zatem do naszej opowieści. Oczywiście, mimo że dyskretnie reglamentowane, kolejne wypływające na wierzch informacje, a więc najpierw odnośnie tego, że zeznając przed specjalnie powołaną na tę okazję rządową komisją, Profumo kłamał, a następnie o tym, że Keeler była najprawdopodobniej sowieckim informatorem, doprowadziły do prawdziwego skandalu, którego echo odbiło się nawet w Stanach Zjednoczonych w postaci nadzorowanej przez FBI akcji pod nazwą Operacja Muszka. Wydaje się jednak, że pomijając ów szum, poza Profumo, który stracił stanowisko, nikt nie poniósł większych szkód. Owszem, należy przyznać, że Keeler spędziła kilka miesięcy w więzieniu pod zarzutem składania fałszywych zeznań, a oskarżony o sutenerstwo Ward, jeszcze przed zakończeniem procesu, zmarł w wyniku działań tak zwanego „seryjnego samobójcy”, ale to już naprawdę cała lista nieszczęść. Po latach, anonimowy pracownik MI6 potwierdził fakt, dotychczas krążący zaledwie w formie miejskiej legendy, że w obawie przed ujawnieniem kompromitujących szczegółów dotyczących już bezpośrednio rodziny królewskiej, Ward został zamordowany przez agenta MI6, który zmusił go najpierw do napisania pożegnalnego listu, a następnie do stopniowego połykania środków nasennych tak długo aż osiągnie dawkę śmiertelną.
A my jeszcze dziś możemy tu i ówdzie znaleźć informacje, że rząd Jej Królewskiej Mości jest w posiadaniu zdjęcia, na którym widzimy nagiego mężczyznę w masce i nie wiedzieć czemu słoikiem pełnym os, jednak wbrew pojawiającym się gdzieniegdzie podejrzeniom i wedle oficjalnych wyjaśnień, nie jest to z całą pewnością kolejny obok Profumo minister brytyjskiego rządu. Z tego co nam wiadomo, po tym oświadczeniu konkurs na odgadnięcie tożsamości owego człowieka został oficjalnie zamknięty.
Na koniec tej naszej relacji, przyjrzyjmy się temu, co uznany brytyjski ekspert konstytucyjny Lord Hennesy, w znanym nam skądinąd doskonale angielskim stylu, powiedział wspomnianemu na początku niedzielnemu wydaniu dziennika „Independent”: „Nie wiem i nie mam ambicji wiedzieć, kto pozostaje ukrytym bohaterem owej historii sprzed lat, ale podejrzewam, że niezmiennie stoimy wobec wrażliwości wciąż jeszcze żyjących członków rodzin. I to niezależnie od tego, jakie rodziny mamy na myśli: królewską, czy jakakolwiek inną. Mam mocne przeczucie, że aby się tego dowiedzieć, będziemy musieli poczekać jeszcze co najmniej do roku 2064”

Oczywiście niezmiennie zachęcam do kupowania moich książek, które są do nabycia w księgarni pod adresem www.coryllus.pl.

8 komentarzy:

  1. Ja na razie poza tematem dzisiejszej notki. Komentujący tu ostatnio dzielnie "Uś" czy "Kuś" (jakoś tak) podał link do starej gali onetu z 2009. Widziałem więc po raz pierwszy, jak dali Panu wtedy tą nagrodę. Słyszałem obolały głos fenomenalnego dziennikarza Sekielskiego i chyba miał Pan najkrótsze wystąpienie, dodatkowo jakby ucięte, bo po nim nagle wchodzi prowadzący. Widziałem też resztę blogerów, szczególnie te niemłode już ale jakże postępowe panie. Ależ oni się wtedy wszyscy skompromitowali i dali nabrać :))) To w sumie jest też smutne, bo świadczy o naprawdę niezbyt wysokim poziomie myślenia.

    OdpowiedzUsuń
  2. @marcin d.
    To że oni mi dali tę nagrodę do dziś pozostaje niewyjaśnione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @marcin.d
      No i jeszcze coś. W zeszłym roku na którychś targach spotkałem Sekielskiego i on właściwie zasugerował, że plan był taki, by mnie skompromitować w prawicowym środowisku. Możliwe że miał rację. To wtedy bowiem dostałem wiadomość od Ściosa, w którym mi zarzucił, że jestem agentem.

      Usuń
    2. Lada chwila pan S. sam znajdzie się w prawicowym środowisku. Oczywiście dalej będzie świetnym dziennikarzem, i dalej po właściwej stronie. Tak czy inaczej mz Pan to wygrał, a oni się ośmieszyli. Przynajmniej dla ludzi myślących.

      Usuń
  3. A nie chcieli Cie przypadkiem pozyskac dla siebie? Zwykle tak to sie odbywa.

    OdpowiedzUsuń
  4. @Jestnadzieja
    Nie sądzę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeżeli jakikolwiek członek rządu angielskiego, albo przedstawiciel rodziny królewskiej interesuje się kobietami (w sensie, że sypia z nimi, a nie np. morduje) to należy uznać to za budzący nadzieję, dobry prognostyk na przyszłość.
    Ale to były lata 60-te....

    Swoją drogą - czytałeś to:

    https://www.thetimes.co.uk/article/tory-mp-forced-out-after-anti-gay-remark-to-pupils-jm2p8xk7m

    Zapewne ta historia ma grubsze dno. Ale czołowy konserwatysta zmuszony do rezygnacji z kandydowania za stwierdzenie, że "bycie gejem to zagrożenie ze społeczeństwa" to jest.... to jest..hmmm...
    To jakby zostać wyrzuconym z gestapo za zbytnią brutalność.
    ms

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ms
      Tam tuż obok opcji "Anonimowy" znajduje sie miejsce na wpisanie nazwy. Jeśli następnym razem wpiszesz tam to "ms" ja i inni czytelnicy beda mieli wygodniej.
      Co do reszty, nie jestem pewien, czy to jest ten rodzaj interesowania się kobietami, o jaki nam chodzi.

      Usuń