poniedziałek, 15 maja 2017

Eurowizja, czyli o sutenerach i ludziach

Zanim zaczniemy, chciałbym poinformować tych, którzy nie zauważyli, że youtube usunął filmik z ataku pod gdańskim gimnazjum, w związku z czym postanowiłem się podporządkować i pod moim wczorajszym tekstem znalazł się film już jak najbardziej słuszny. Niech żyją gimnazja! Szczególnie z Janem Pawłem II w nazwie. A teraz do roboty.


Jestem pewien, że czytelników tego bloga nie muszę zapewniać, że festiwal tak zwanej eurowizji interesuje mnie w zaledwie minimalnie mniejszym stopniu, niż interesował mnie w latach, kiedy samo słowo „eurowizja” miało dla nas konkretne znaczenie. I prawdopodobnie gdyby nie fakt, że z wielką przyjemnością śledzę propagandę, jakiej nam dostarczają Wiadomości TVP, nie wiedziałbym, że oto w tych dniach odbywa się kolejna edycja owego przekrętu – bo z całą pewnością musimy mówić o poważnym bardzo przekręcie – i dziś pewnie zamiast piosenkami zajmowalibyśmy się po raz kolejny bandą jakiś niedorobionych satanistów. Stało się jednak tak, że przez owo przywiązanie do pisowskiej propagandy, nie mogłem najpierw któregoś dnia nie wpaść na niejaką Kasię Moś, czyli nasz najnowszy produkt eksportowy z przeznaczeniem na europejski rynek piosenki popularnej, a później już tylko z regularną częstotliwością przyglądać się jej postępom w drodze na muzyczny szczyt. I od razu muszę przyznać, że już kiedy ową Moś – swoją drogą, obawiam się, że w pojęciu jej promotorów to był niezwykle inteligentny pomysł, by z niej zrobić polską Kate Moss – ujrzałem po raz pierwszy, nie poczułem nic poza bardzo ciężkim zażenowaniem, którego jeszcze przed laty miałem okazję doświadczyć, gdy gdzieś w kolorowej prasie przypadkiem natrafiłem na relacje z jakiejś warszawskiej gali, która zrobiła na mnie wrażenie urodzin któregoś z ruskich biznesmenów gdzieś we wschodniej Ukrainie. Kiedy po raz pierwszy zobaczyłem, jak ona się prezentuje, oraz wysłuchałem, jak śpiewa, zrobiło mi się tak strasznie wstyd, a jednocześnie smutno, bo wtedy to właśnie w pełni zrozumiałem, w łapy jakiego buractwa wpadła przez ostatnie lata nasza biedna Polska i jak beznadziejne są nasze nadzieje na to, że kiedykolwiek uda nam się ją stamtąd wyrwać. Oto bowiem widzimy coś, co wyrasta bezpośrednio z czegoś, co nawet najprostsza wrażliwość identyfikuje jako proste ruskie kurewstwo, a co my musimy akceptować, jako nasz polski wkład w europejską kulturę popularną i nie mamy nawet sposobu, by zareagować.
I proszę nie myśleć, że ja mam pretensje do tej całej Moś, czy jak ona się tam naprawdę nazywa. To jest prawdopodobnie jakaś biedna dziewczyna o na tyle mocnym głosie, że w pewnym momencie zwrócili na nią uwagę jacyś działający w branży estradowej cwaniacy i przekonali ją, by machnęła ręką na swoje ewentualne plany indywidualnej kariery i zdała się na ich wyczucie tego co się nazywa rynkiem, no a ona uznała, że czemu nie, może tak będzie szybciej i lepiej. No a oni zrobili z niej to co zrobili i wystawili ją w Konkursie Eurowizji w przekonaniu, że w ten sposób Polska podbije świat.
Nie mam więc pretensji do niej, podobnie jak nie mam pretensji do owej grupy muzycznej sprzed lat, której nazwy już nikt nie pamięta, a która również miała zdobyć serca telewidzów w całej Europie przy pomocy cyców, tyle że wtedy mieliśmy cyce w ujęciu rustykalnym, a dziś w takim bardziej, że tak to ujmiemy, korporacyjnym. No i to też na nic. Bo trzeba nam wiedzieć, że oto właśnie Kasia Moś, podobnie jak tamci, została potraktowana tak jak na to zasłużyła, czyli jak towar z Dzikiego Wschodu.
Ktoś powie, żebym się zamknął, bo wszyscy pamiętamy, jak ów festiwal wygrał jakiś transwestyta z Austrii, a to świadczy o tym, że oni nie mają żadnego prawa, by nas pouczać, co jest w dobrym, a co w złym tonie. Otóż nie. Nagroda dla owej Wurst to był gest czysto polityczny, kompletnie bez znaczenia ukłon w stronę branży LGBT, no a poza tym, skoro już mówimy o trendach, to musimy przyznać, że cokolwiek byśmy sobie myśleli o tej bandzie zboczeńców, to oni akurat przynajmniej wiedzą, co i jak. W odróżnieniu od naszych speców od rozrywki.
To wszystko, o czym tu piszę nie ma jednak najmniejszego znaczenia wobec demonstracji, jakiej byliśmy świadkami podczas tegorocznej edycji owego dziwnego festiwalu. Otóż proszę sobie wyobrazić, że w tym roku zwycięzcą ogłoszono jednogłośnie niejakiego Salvadora Sobrala z Portugalii. Człowiek odebrał nagrodę, a następnie wyszedł na scenę, powiedział, że ma nadzieję, że tę tak zwaną „fast food music”, która opanowała rynek, w końcu trafi szlag, przedstawił swoją siostrę, która napisała dla niego zwycięską piosenkę, wspólnie z nią ją zaśpiewał i wzbudził autentyczny entuzjazm.
I proszę mi nie mówić, że to dlatego, że Portugalczycy są dalej niż my od Ukrainy. W ogóle, może lepiej nie wspominajmy Ukrainy, bo to akurat może się dla nas skończyć niewiele lepiej.



I pomyśleć tylko, jak niewiele potrzeba, by się pokazać człowiekiem. Do tego nawet nie trzeba śpiewać po angielsku.


Przypominam, że moje książki są do kupienia w księgarni na stronie basnjakniedzwiedz.pl. Naprawdę warto.

36 komentarzy:

  1. I teraz juz chyba nie może być lepszego przykładu, by zobaczyć i usłyszeć, co tez ze mna się dzieje tutaj poza Polską, a nie tylko przeczytać, o czym wiele razy u Ciebie i u Gabriela dałem wyraz “krzycząc”, jak bardzo mało Polski w Polsce, a jak to strasznie widać z oddali i jak strasznie to boli właśnie. Ja tutaj jestem, jak na tej sali na tym koncercie, gdzie Polskę w mediach głównego nurtu widzę właśnie taką, jak naszą reprezentantke, o której piszesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @cbrengland
      Czy ja się kiedyś doczekam, że Ty wrzucisz wreszcie komentarz, w którym nie wspomnisz, że nie mieszkasz w Polsce?

      Usuń
  2. @toyah

    Na pani Orjanowej (o mnie nie wspominając) portugalski występ zrobił aż takie wrażenie, że w gugielskich czeluściach wyszukaliśmy tłumaczenie, o czym on śpiewa. No i wszystko jest wporzo, ale całkowicie wbrew.

    Jednak, nawiązując do felietonu wyżej, przecież ten Portugalczyk, nie wlazł sobie tam na estradę jak wsiada się do tramwaju. Ktoś z tej Portugalii musiał go tam zakwalifikować i wysłać i to akurat w fatimskie święto.

    W tym miejscu powstaje pytanie, czy ten portugalski wysyłacz robił sobie jaja, które nagle przerosły jego poczucie humoru, czy też rozpoznał, że trzeba stanąć obok ogólnego syfu, bo on już idzie samą tylko inercją.

    Uwagę też zwraca, że Portugalczyk i ona piosenka wygrali zarówno wśród widzów, jak i wśród jurorów, ale - o dziwo - wśród jurorów o wiele bardziej.

    Krótko mówiąc, co się właściwie wczoraj wydarzyło na drugim od Fatimy krańcu Europy?


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @orjan
      ALeż oczyiwście, że on sam tam nie wlazł. Dlatego mój tekst w tym samym stopniu dotyczy artystów, co i ich promotorów.

      Usuń
    2. @toyah

      Uporczywie nachodzi mnie takie czeskie słówko: vysílání. Polubiłem je ongiś z czołówek czeskich filmów.

      Wychodzi na to, że tylko portugalski vysílání ma łeb, a inne vysílání tylko się bezsensownie wysilały. Szczególnie ten polski vysílání z zabandażowaniem Moś, że aż jej się urządzenia śpiewne wzięły ścisły.

      Znowu wychodzą z tego kwestie rynku całkiem takie same, jak je Gabriel u siebie ujmuje.

      Usuń
    3. W Polsce nie ma promotorów artystów, są tylko aspirujące ćwoki pilnujące, żeby się forsa nie rozlazła. Przepraszam, że się powtarzam, ale sądzę, że trzeba

      Usuń
    4. @Lucyna
      Z tym już się zdążyłem pogodzić. Mnie tylko w tej chwili jeszcze zastanawia, czemu to jest najgorszy element. Nawet ta Niemka, która nie dostała ani jednego głosu, wyglądała jak zwykła dziewczyna, a nie jakaś ruska dziwka.

      Usuń
  3. "Krótko mówiąc, co się właściwie wczoraj wydarzyło na drugim od Fatimy krańcu Europy?"

    Orędzie Matki Bożej Fatimskiej

    „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny” /13.05.1917/

    Nie ma przypadków, są znaki, które mogą odczytać mądrzy ludzie.
    Nawet nie jest mnie was żal biedacy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @bicz Boży

      Właśnie przekazałeś nam znak, że czytać nie umiesz.

      Pisać też nie. Napisałeś/aś od siebie jedno zdanie, to ostatnie. Jedno, jedyne od siebie i pełne błędów. O sensie już nie wspomnę.

      Usuń
    2. To chyba król Julian? Przybrał nowy pseudonim i nas nawiedził....tak myślę

      Usuń
  4. @bicz Boży
    Niemka nie dostała jednego marnego punktu. Czy to też znak?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie trzeba było zaczepiać Erdogana.

      Usuń
  5. Portugalia mistrzem Europy w piłce nożnej.
    Nowy szef ONZ portugalczyk.
    Zwycięzca eurowizji Portugalia.
    Na moje oko zaczynają promować małe państwa.
    Z takiej polski...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      Jeszcze tylko zaczniesz sie podpisywać i będzie dobrze.

      Usuń
    2. Wykroi się ze trzy...

      Usuń
  6. Owszem, liryka zwycięzcy jest ładna i delikatna. Ja się jednak zastanawiam, co ma wykreować Eurowizja? Przeboje, liryki czy co tam jeszcze? Nie znam się na tym więc proszę mnie oświecić :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ogrodniczka
      Jakąkolwiek odpowiedź uzyskasz na tak zadane pytanie, ona Cię nie oświeci w żaden sposób.

      Usuń
    2. @Ogrodniczka

      Cokolwiek jest lepsze od tego co tam jest.

      Przebicie się tego Portugalczyka (u publiczności, a jeszcze bardziej u jurorów!) powinno coś tam dać do myślenia animatorom rozrywki. Ale tutaj (gdy nie rządzi muzyka, ani słuchacze, a rynek!) jestem pesymistą.

      Prawidło na sukces wydaje się odwieczne i banalnie proste: należy się wyróżnić i vysílání Porugalczyka w tym kierunku się na całość wysilił.

      Reszta vysílání szukała wyróżnienia się w duperelnych szczegółach, np. polski vysílání w bandażownictwie. To już naprawdę nudne i przez to nie jest twórcze.

      Usuń
    3. @ orjan 13.44
      Nic, tylko maczała w tym palce siła wyższa!
      Ciekawe czy gdyby ktoś z Polski zaśpiewał lirycznie tę właśnie piosenkę - zostałby wyróżniony? Ha,...
      Faktycznie - brak profesjonalizmu "rynkowego" u naszej Kasi aż bił po oczach. No trudno - to jest zdaje się konkurs quasi amatorów - więc czekajmy na swoją szansę - też jestem pesymistką.

      Usuń
    4. @toyah13.37
      Szkoda

      Usuń
  7. @Orjan
    "Uwagę też zwraca, że Portugalczyk i ona piosenka wygrali zarówno wśród widzów, jak i wśród jurorów, ale - o dziwo - wśród jurorów o wiele bardziej."

    To jest bardzo ciekawe. Za mało wiem i nie umiem tego zinterpretować.
    Ale moją uwagę zwrócił fakt, że ta piosenka ten młody z Portugalii i jego siostra mają tyle zwykłego wdzięku, że nie muszą ściągać majtek, żeby wygrać konkurs. Jak wygrać eurowizję nie rozbierając się przed kamerą? Czego nie mogę powiedzieć o biednej pani Moś. A tak się starała, tak się sponiewierała. Blada ..., nie powiem co.

    Wiele z tych tekstów Gospodarza układa się w logiczną sekwencję, opis szołbiznesu z krainy grzybów. Dlaczego uważam że te materiały się przydadzą, nie tylko do wrzeszczenia za Twardochem "ty j...ny satanisto"? Dlatego albowiem że ponieważ te teksty to naczynia połączone, co nasuwa mi myśli, że połączone ze sobą są te sprawy, handel dziewczynami na rurze, satanizm grzybiczny, i wyprofilowanie dziewczyny z niezłym głosem na śpiewającą dziwkę. W jaki sposób połączone, czy bezpośrednio czy tylko przez indukcję, to kwestia dalszych badań. Na razie stawiam hipotezę roboczą, że subtelnie bezpośrednio.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Magazynier

      Podzielam, że oni nie muszą ściągać majtek, żeby wygrać konkurs. Natomiast ciekawi mnie, co się stało, że jurorzy nie byli zainteresowani ściganiem się na ściąganie majtek.

      W przypadku publiki głosującej z pieleszy domowych ten brak zainteresowania mogę zrozumieć jako spowodowany wzruszeniem, ale jurorzy rzadko są wzruszliwi. Oni są od wykonywania zadań.

      Usuń
    2. Upraszczając:
      - cwaniacy z branży estradowej spóźnieni gdzieś tak ze dwa sezony,
      - jurorzy po wpadce z Michałem Szpakiem, woleli być bliżej publiki.
      No i język angielski wychodzi z EUROwizji

      Usuń
    3. Nie, że wychodzi już jutro, ale ... niech im wyobraźnia podpowiada.

      Usuń
    4. Całkiem zwyczajnie: dewocja i taniec na rurze to dwie strony tego samego medalu.

      Usuń
  8. @Orjan
    Uważasz, że zadzwonili gdzie trzeba i kto trzeba im wyjaśnił dlaczego Portugal me wygrać mimo że niczego nie ściągnął i że nie jest LGTB? Możliwe. Ale to rodzi dalsze pytania. Umowa z Kościołem? Bo w tle Fatima. Ktoś z Kościoła wytypował Portugala? W końcu muzyka latynoska w Kościele brazylijskim to wielki przemysł i na poziomie. Vide świetny koncert uwielbienia na Dniach Młodzieży w Rio. Świetny dobór i latynosów i gringos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Magazynier

      No, gdyby Kościół miał moc sprawczą promowania przebojów pop, to ja byłbym całkiem zadowolony. Przecież sztuka i muzyka rozwinęły się właśnie dzięki niemu i na chwałę bożą. Jakoś ten rynek się zsekularyzował po stronie mecenatu i - czy to przypadek? - od tamtego czasu syf robi się coraz większy.

      Skąd brać natchnienie? Z majtek?

      Usuń
  9. Może w tym roku nie jest w dobrym tonie śpiewanie po angielsku? Za rok będzie już normalnie.

    OdpowiedzUsuń
  10. @Chlor
    Nie oglądałem, ale z tego co wiem, ton był taki, że tam się jednak głównie śpiewało po angielsku

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczywiście, ale nie dało się wygrać śpiewając po angielsku. Możliwe, że to dość cienka hipoteza.

    OdpowiedzUsuń
  12. Król Julian, jak nic, tyle, że naćpany...

    OdpowiedzUsuń
  13. Piosenka była niezła i całkiem dobrze wykonana. Image sceniczny natomiast zupełnie niedobry. Kto to tak wymyślił, powinien zmienić pracę. Moze trzeba odmlodzic polską ekipę Eurowizji? Aha, i po co ona skakała w błocie na tym filmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Unknown
      To znowu Ty? Czemu się nie podpisujesz?

      Usuń
  14. @Orjan
    "Skąd brać natchnie?"

    Z ektoplazmy. Na przykład.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Magazynier
      Ja jestem na sto procent pewien, że przed wielu już laty pisałem o ektoplazmie tutaj. Niestety nie umiem tego znaleźć. Bardzo proszę o ewentualną podpowiedź.

      Usuń