niedziela, 1 maja 2011

O nienawiści, o miłosierdziu i pewnym pasterzu

Sprawa biskupa Pieronka i dwóch wywiadów, jakich ów duszpasterz udzielił Onetowi i Wirtualnej Polsce, przez krotką chwilę zajaśniała na firmamencie naszego życia publicznego i w sposób naturalny zgasła. Dlaczego zgasła, i dlaczego w sposób naturalny? Otóż stało się tak z dwóch powodów. Jeden, to sama osoba Biskupa, którego dziś już nikt nie traktuje poważnie, i to nie traktuje poważnie z powodów całkowicie naturalnych i jak najbardziej zrozumiałych. W końcu, jak można traktować poważnie kogoś kto leży i się nie rusza, a jeśli się rusza, to jakoś tak śmiesznie? Drugi powód, to temat jego wypowiedzi, a przede wszystkim tej jej części, która dla Systemu była szczególnie ważna i ciekawa – a więc PiS i Jarosław Kaczyński.
Na krótką chwilę chciałbym się zatrzymać przy tej drugiej kwestii. Jest faktem nie podlegającym dyskusji i w rzeczy samej już przez nikogo chyba nie poruszanym, że z punktu widzenia interesów Systemu, Kościół jest instytucją w najlepszym wypadku zbędną, ale też możliwe, że wciąż szkodliwą, którą nieustannie należy mieć na oku. Z punktu widzenia współczesnego świata, a więc pierwszej kreacji Systemu, Kościół może funkcjonować wyłącznie jak zinstytucjonalizowany gabinet terapeutyczny, i to w dodatku w ramach bardzo ściśle reglamentowanej procedury. I wcale nie chodzi o to, czy na jego czele będą stali biskupi Michalik i Gądecki, czy może kardynał Nycz z biskupem Pieronkiem właśnie. Dla Systemu zarówno Michalik, jak i Pieronek to ciała obce, bakterie, wrogowie, które pewnego dnia trzeba będzie i tak wyeliminować, a jeśli dziś jeszcze, z jakiegoś powodu, procesu eksterminacji uruchomić się nie da, należy jednym i drugim próbować grać, na tyle skutecznie, na ile to jest możliwe.
I oto mamy przed sobą biskupa Pieronka, który z jakiegoś powodu nienawidzi Jarosława Kaczyńskiego i Prawa i Sprawiedliwości. Tyle. Nic ponadto. Musimy jednak przy tym nie zapominać, że nie jest tak, że dzięki temu nastawieniu, on w jednej chwili staje się przyjacielem Systemu. W żadnym wypadku. Pieronek, podobnie jak wszyscy pozostali biskupi, wszyscy księża, wszyscy ludzie wierzący w Boga Jedynego na poważnie, a nie w ramach jakiejś przelotnej mody, dla Systemu są elementem wrogim. I żadne fałszywe uśmiechy i pokręcone słowa – z obu zresztą stron – tego stanu rzeczy nie zmienią. System nie spocznie, dopóki Kościół w Polsce – zwłaszcza w Polsce – nie zostanie ostatecznie rozbity. A zatem biskup Pieronek i to co on ma do powiedzenia, gdyby nie jego nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego, dla Systemu byłby nikim. Na razie.
Z wyżej wymienionych powodów, jak już wspomniałem, wywiady, jakich biskup Pieronek udzielił obu portalom, trochę pobłyszczały i zgasły. Zrobiły swoje i zostały zastąpione przez inne, bardziej ciekawe i mocniejsze wydarzenia. Co po nich zostało? Jak idzie o rozmowę w Onecie – w całości niemal, oczywiście, poświęconą Jarosławowi Kaczyńskiemu, Prawu i Sprawiedliwości i Katastrofie Smoleńskiej – wszystko. Natomiast jeśli idzie o Wirtualną Polskę – a ta rozmowa nas dziś interesuje – tylko ta jedna ironia: „Najlepiej byłoby zbudować piramidę albo usypać kopiec, zasypać Pałac Prezydencki, a na szczycie postawić pomnik Lecha Kaczyńskiego i go ozłocić”. No i wściekłość, jaką wśród osób wiernych i płaczących, te słowa wywołały. No i nienawiść, która zawsze się rozmnaża. Zawsze.
Dziś już nie umiem przypomnieć sobie, jak to się stało, że obie rozmowy z biskupem Pieronkiem najpierw sobie wydrukowałem, a później przeczytałem. Zwykle tak postępuję, kiedy się dowiem, że przede mną leży tekst kogoś, kogo szanuję i o kim wiem, że mogę się po nim spodziewać jakiejś inspiracji. Wedle wszelkich danych, coś takiego jak wypowiedź biskupa Pieronka, w dodatku na tematy związane z doraźną polityką, nie powinno mnie w najmniejszym stopniu interesować. Mimo to, stało się tak, że oba teksty znalazłem, wydrukowałem sobie na kilku kartkach papieru – nie znoszę czytać na ekranie – i przeczytałem. Jak mówię, w całości. I od razu powiem uczciwie, że jeśli jestem wstrząśnięty, to bynajmniej nie z powodów, jakie mogłyby się tu wydawać pierwszoplanowe.
Otóż przede wszystkim – tak jak to zwykle bywa – rozmowa z biskupem Pieronkiem w jej absolutnej większości w ogóle nie dotyczy ani Jarosława Kaczyńskiego, ani polityki w ogóle. Pieronek rozmawia o dziesiątkach różnych rzeczy, a o Kaczyńskim, o Krzyżu, i Krakowskim Przedmieściu, o Wawelu, wspomina zaledwie parę razy, na początku rozmowy, i pod jej koniec. W dodatku, jeśli on w ogóle mówi o jednym, drugim i trzecim, to wyłącznie jednoznacznie sprowokowany przez dziennikarza. Jeśli ktoś nie wierzy, niech sobie sprawdzi.
I to jest jedna rzecz. Druga natomiast to taka, że wszystko co mówi Pieronek poza uwagami stricte politycznymi, jest i jak najbardziej słuszne, lub w najgorszym wypadku prowokujące do zastanowienia, i co nie najmniej istotne, podane wyjątkowo inteligentnie, co akurat w przypadku naszych biskupów ostatnio robi wrażenie luksusu. I znów, jeśli ktoś nie wierzy, niech sobie poczyta. Biskup Pieronek mówi o Janie Pawle II, o jego beatyfikacji, o cudach, o współczesnym zlaicyzowanym świecie, o Francji, o komunistach, o Radiu Maryja, o papieskich encyklikach, o ludzkiej pobożności, a nawet o Robercie Kubicy. I wszystko co mówi jest bardzo interesujące i w bardzo interesujący sposób podane. Ostatnio czytałem trzy wywiady z biskupami. Z kardynałem Nyczem, z tym jakimś biskupem opolskim, którego nazwiska bez najmniejszych wyrzutów sumienia zapomniałem, i teraz z Tadeuszem Pieronkiem. Mnie nie trzeba tłumaczyć, co biskup Pieronek ma za uszami i nie trzeba mnie przekonywać do tego, bym na niego od rana do wieczora uważał. Ja się sprawami publicznymi interesuję i to co mam wiedzieć – również na temat naszych biskupów – to raczej wiem. Nie ulega jednak wątpliwości, że tu nawet nie chodzi o Nycza i tego biskupa z Opola. Tu nie chodzi o Dziwisza. Nie musimy się też odwoływać do zmarłego już arcybiskupa Życińskiego. Pieronek, kiedy mówi o sprawach nie związanych z bieżącą polityką, jest z nich wszystkich najlepszy. Jego słowa są ciekawe, mądre, a przede wszystkim proste, a nie pokrętne w sposób, który nas ostatnio doprowadza zwykłych ludzi aż do takiej cholery.
Nie będę tu cytował kolejnych przykładów. Kto chce, niech sobie tam zajrzy już samodzielnie. Powtórzę tylko raz jeszcze. Mam bardzo mocne przekonanie, że biskup Pieronek przede wszystkim robił wrażenie, jakby nie bardzo chciał rozmawiać o naszej bieżącej polityce, i żeby powiedzieć to co powiedział, musiał zostać w sposób najbardziej prostacki do tego sprowokowany. Na zasadzie właśnie takiej, że dziennikarz, który z nim ów wywiad przeprowadzał, zrozumiał w pewnym momencie, że bez tych jego paru gestów nienawiści w stosunku do Jarosława Kaczyńskiego, z tego co on gada, System nie będzie miał najmniejszego pożytku. Widocznie brakowało mu tej swady, z jaką swoje zadania realizuje Nizinkiewicz z Onetu. Ten od początku wiedział, po co ta cała rozmowa, więc nie musiał rzucać żadnych kół. Chodziło wyłącznie o Kaczyńskiego. I to właśnie takiego, o jakim Pieronek zgodził się mówić.
I tu dochodzimy do sedna tych refleksji, i tym samym głównego powodu, dla którego one zostały tu w ogóle przedstawione. W moim najgłębszym przekonaniu, biskup Tadeusz Pieronek doskonale symbolizuje sytuację, w jakiej znalazła się znaczna część Kościoła w Polsce. Nie jest bowiem tak, że nasi księża i biskupi w jednej chwili przestali być naszymi księżmi i biskupami. Że ich naturalna posługa, z powodu ich politycznych przekonań i ewentualnych uwikłań, została w jednej chwili unieważniona i zdegradowana. Oni są wciąż naszymi księżmi i biskupami, a jedyne co ich różni, to przede wszystkim to antypisowskie szaleństwo, osobista mądrość, i zwykła ludzka uczciwość. Jedyne co stoi na przeszkodzie, byśmy mogli nadal ich wszystkich szanować i być im posłusznymi, to to, że część z nich to zwykli durnie, zakłamani tak jak wielu z nas, uwikłani w jakieś drobne podłości, i albo, jak wielu z nas nienawidzący PiS-u, albo PiS kochający, tyle że w ogóle nie wiadomo dlaczego.
I oto mamy biskupa Tadeusza Pieronka. Człowieka, który zawsze bardzo interesował się polityką – niekiedy, jak się okazuje, aż za bardzo – i który obsesyjnie nienawidzi Jarosława Kaczyńskiego i tego wszystkiego, co on reprezentuje i symbolizuje. Gdyby nie PiS i nie Jarosław Kaczyński, możemy być pewni, że o biskupie Pieronku słyszelibyśmy wyłącznie przy okazji jakichś nie do końca załatwionych spraw lustracyjnych. I na tym jego kariera publiczna by się kończyła. Byłby nikim innym, jak tylko jednym z tych członków Episkopatu, którzy od czasu do czasu przyjdą i coś nam powiedzą o świętości życia od narodzenia do naturalnej śmierci. A jednocześnie księdza biskupa, prawdopodobnie jednego z najbardziej inteligentnych i mądrych pasterzy naszego Kościoła, którego mądrość i inteligencja nikogo, ale to absolutnie nikogo nie interesują. Z jednego powodu – bo tak naprawdę wszyscy go nienawidzą. Jedni w sposób zupełnie dla siebie naturalny, tak jak nienawidzą Kościoła i religii, a drudzy, ponieważ nienawidzą księży, którzy w ten zupełnie tajemniczy i zagadkowy sposób nagle postanowili służyć złu. Nie w ogóle, ale tak troszeczkę. Tak trochę. Dokładnie tyle, ile to zło od nich wymaga.
Kończę już te refleksje na temat biskupa Tadeusza Pieronka i tego obłędu, jaki stał się udziałem nie tylko jego i paru jego kolegów, ale wielu z nas, a ja się zastanawiam, czy one są pesymistyczne, czy może pocieszające. I przyznam, że sam do końca nie wiem. Bo, z jednej strony, nie ma nic dobrego w tym, że nienawiść potrafi aż tak bardzo zrujnować duszę człowieka, że w praktyce traci on szansę na to, by w ogóle mówić o sobie, że jest człowiekiem. Z drugiej jednak strony – i to całkiem możliwe, że szczególnie dla nas, ludzi wierzących – wiadomość taka oto, że nawet ktoś taki jak biskup Tadeusz Pieronek, wciąż ma szansę być naszym pasterzem i mówić nam rzeczy ważne i prawdziwe, powinna nas nastrajać bardzo pozytywnie. Ostatnio bardzośmy się martwili, że Kościół nas opuścił. Okazuje się, że to nieprawda. Kościół wciąż jest z nami. Jedyne co się stało, to to, że diabeł znów podniósł swój parszywy łeb. I część z nas nagle się tego gestu, jak zwykle, wystraszyła. W tym kilku z naszych biskupów. Bądźmy jednak cierpliwi i wyrozumiali. Poczekajmy. Oni się w końcu opamiętają. W międzyczasie możemy się za nich pomodlić. Zwłaszcza dziś. W dniu Święta Bożego Miłosierdzia.

22 komentarze:

  1. Ładnie mówi, proste słowa, zwięzły język...
    Ale o czym on mówi ? Gdzie powinno być jego miejsce jako pasterza ? Czy on już się zupełnie poddał ?

    Czy te zgrabne i atrakcyjne wypowiedzi biskupie czasem nie trącą dezynwolturą wobec może i błądzących, ale przecież wiernych? Ile kapłan musi mieć zimy w sercu, by lekceważyć ks. Małkowskiego za egzaltację?

    Jest on jednym spośród nas. Mało tego, jest jednym z naszych przywódców; takie obowiązki kiedyś przyjął jako biskup. Lecz jego mowa jest jak pocałunek w Ogrójcu.

    Równie elegancka i smaczna.

    OdpowiedzUsuń
  2. Toyahu dziękuję za kolejne wnikliwe i pogłębione refleksje, oraz wyjątkowo optymistyczne i budujące słowa. Tak jest pokazali to nawet w TV, że Bóg Trójjedyny i Jego Kościół święty "wciąż jest z nami." On ludzi stworzył i pierwszy wszystkich umiłował, a powierzył Matce Boskiej i wielu świętym, także bł. sługom śp. Jerzemu i śp. JPII katolicki Naród polski.
    Polaków prawych, wiernych i oddanych Bóg Miłosierny i Sprawiedliwy nie opuścił, ani nie oddał Złemu Duchowi, a u pozostałych szanuje wolną wolę - choć zapewne podobnie, jak wielu z nas nie aprobuje ich istotnych i znaczących wyborów, ani brzemiennych w skutkach decyzji.
    Duszę i umysł, a nawet ciało człowieka "rujnuje", czy degraduje przede wszystkim uporczywe trwanie w błędzie, bezbożne i grzeszne bytowanie tzn. wegetowanie. A stan ducha określa i warunkuje człowieczeństwo tj. naszą postawę i zachowanie wobec Boga, Kościoła i bliźnich, także wrogów.
    Zło i deficyt miłości w prawdzie, w tym zdrada, draństwo, kłamstwo, oszustwo etc. wywołuje nie tylko uprzedzenia i potęguje złe emocje, a nawet ogranicza sprawność rozumu i wyzwala niskie instynkty, w tym wrogość, podłość, zazdrość, zawiść, mściwość, nienawiść etc., do ludzi prawych i dobrej woli (duchownych i świeckich) stanowiących wzorową i odpowiedzialną wspólnotę Jego Kościoła, a sympatię i uległość wobec niewolników Złego Ducha.
    Natomiast ludzie bardziej doświadczeni życiowo nie tylko wiedzą, że świadome i dobrowolne sprzeniewierzanie się Panu Bogu i wspólnocie Jego Kościoła świętego prowadzi na manowce i zatracenie.
    Szczęść Boże!

    OdpowiedzUsuń
  3. @toyah

    Ja tylko do ostatniego, kluczowego jak sądzę akapitu (cały tekst jest cacany, ale ja mam teraz siłę tylko na jego ostatni akapit). Więc ten ostatni akapit mi przypomniał moją intuicję a proposik kardynalskiej purpury człowieka zwanego przez niektórych relikwią II klasy, przez innych kapciowym, a przez jeszcze innych, a może nawet przez tych samych Kamerdynałem.

    Rozmyślając nad możliwymi papieskimi motywacjami lub intuicjami w sprawach personalnych tej rangi, doszedłem do wniosku, że ja przyjęcia tego kapelusza bym odmówił. Wiedząc to, co przyjmując wiedzieć musiał Stanisław Dziwisz, ja bym, nie wiem, słabym zdrowiem się wymówił, albo coś innego wymyślił. Bałbym się przeznaczenia, przeznaczenia do męczeństwa.

    Kościół ufundowany jest na krwi męczenników, i krew tych męczenników to kardynalska purpura. Nie królewska, książęca czy rubinowa, ale krew męczenników. Ten awans to jest przecież awans na krzyż. To jest męczeństwo in pectore, każdy kardynał krzyż ma obiecany w papierach.

    Byłybyż Stasek takim twardzielem, że o tym wiedział i mimo to się zdecydował i zgodził?

    Bo że jest takim ostatnim durniem, który sądzi, że to tylko stolec krakowski, zaszczyty, rauty, ordery i telewizja, to ja - przepraszam wszystkich nie uwierzę. Nie wierzę, że ogłoszony dzisiaj błogosławionym Papież mógł aż tak bardzo się pomylić. Zresztą, nawet gdyby tak było, to po dzisiejszej decyzji ma trochę większe możliwości naprawienia ewentualnego błędu. Ale tego, jak już napisałem, Stanisławowi Kardynałowi Dziwiszowi w ogóle nie zazdroszczę.

    Zamiatam się czapką do ziemi.

    OdpowiedzUsuń
  4. @orjan
    To są szczegóły. O tym wszystkim można dyskutować. I o jego zimie w sercu, i jego stosunku do księdza Małkowskiego, i wreszcie o tym, że on nie do końca zna swoje miejsce jako pasterz. To wszystko zresztą można by powiedzieć o każdym z nich. A jeśli nie to, to z pewnością parę innych rzeczy.
    Natomiast to co mnie uderzyło, to fakt, że jego pierwszym problemem jest nienawiść do Jarosława Kaczyńskiego i wszystkiego, co on dziś reprezentuje. I że gdyby nie ona, Tadeusz Pieronek w najgorszym dla siebie wypadku, byłby zaledwie jednym z biskupów.
    A tak, ustawił się niemal poza Episkopatem. Po śmierci abp. Życińskiego, o ile się orientuję, drugiego takiego nie ma.
    Nie wiem, czy czytałeś ostatnią Gazetę Polską i felieton Kwiecińskiego, gdzie on przedstawia Pieronka, jako kogoś, kto dąży do zniszczenia Kościoła. To nieprawda. On "zaledwie" nienawidzi Jarosława Kaczyńskiego. A jeśli on przy okazji niszczy Kościół, to jestem pewien, dokładnie tak samo, jak wielu moich bardzo pobożnych bliskich i znajomych.
    I znów powtórzę to co napisałem w ostatnim akapicie: czy to wiadomość dobra, czy zła? Otóż nie wiem. Z jednej strony przerażająca, a z drugiej... staram się dostrzec w niej nadzieję na to, że ta wojna jest jakaś taka trywialna.

    OdpowiedzUsuń
  5. @don esteban
    Nawet nie wiesz, jak mi ulżyło, że tak czujnie zauważyłeś ten ostatni akapit. Może powinienem był go jakoś wytłuścić? Bo bez niego, w ogóle nie ma za bardzo o czym gadać.
    Dobrze Cię tu mieć.

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah

    Oczywiście masz rację: ta nienawiść do Kaczyńskiego otwiera mu drzwi mediów, czyli pastwiska dla jego próżności. Wydaje się jednak, że ta jego nienawiść jest szczera, jakkolwiek nieszczere jest jej tłumaczenie w biskupich wypowiedziach.

    Kto, jak kto, ale biskup nie powinien spisywać na straty nawet takiego zatwardziałego grzesznika, jakim - akurat dla Pieronka - jest Jarosław Kaczyński.

    A co by było, gdyby przypadkiem Jarosław przyszedł do niego do spowiedzi? Oczywiście, o ile biskup Pieronek jeszcze spowiada, odprawia mszę itd. Ale chyba nadal może.

    Tu dalsze pytania: czy np. mógłby mszę odprawiać nie rozprawiwszy się najpierw u siebie z tą nienawiścią ?
    Oto jest pytanie do wszystkich tutejszych, religijnych krytyków (Zibik słyszysz?).

    Dla jasności: nie jest problem, czy on może, lecz jak on ewentualnie może te msze ewentualnie odprawiać, czy ewentualnie koncelebrować.

    Cisnę na to "ewentualnie", bo nic o takich ewentach nie wiem.

    Ja z kolei starałem się w poprzednim komentarzu spojrzeć wyłączywszy "kwestię kaczyński", bo ona niejednemu już rozum odebrała.
    Otóż księdza biskupa męczy (a on nas) nie tylko ta kwestia. Oj, nie tylko, nie tylko. Znacznie więcej ludzi mu zawadza. Może wszyscy?

    Może w końcu jakiś przytomniejszy :) dziennikarz zapyta, kogo on lubi? Poznalibyśmy go dokładniej.

    OdpowiedzUsuń
  7. @orjan
    Dla mnie ten wywiad stanowił odkrycie z jednego względu. Pisałem o tym, ale powtórzę. Ja sądziłem, że dziś Pieronek to ktoś na poziomie Michnika, lub jakiegoś Grossa. Tymczasem, pomijając, najogólniej rzecz ujmując, bieżącą politykę, on jest kimś, kogo ja jestem w stanie bez najmniejszego kłopotu tolerować. Weź choćby ten fragment o Kubicy. Ja, kiedy się dowiedziałem, że Dziwisz dał mu tę krew, dostałem cholery. Sposób w jaki Pieronek to tłumaczy jest dla mnie autentycznie imponujący. Bo świadczy i o jego wierze, i o jego zrozumieniu dla spraw czysto ludzkich i jeszcze o - jak dla mnie - dużej inteligencji. Przeczytaj sobie te pięć zdań. Za nimi naprawdę nie stoi byle kto.
    Rzuć okiem na te dwa zdania o Francji i Sarkozym. Dla mnie ta zwięzłość jest imponująca. Popatrz na ten fragment o roli Kościoła. Zauważ jaki on jest precyzyjny. O Grossie, o Radiu Maryja.
    Jestem pewien, że tak naprawdę on ma jeden kłopot. Dał się opętać antypisowskiej propagandzie. Oczywiście rozmiar tego ogłupienia i to co ono z nim zrobiło, to też może o nim świadczyć bardzo źle. Tyle że takich ludzi jest zbyt wielu - a wielu z nich, to są osoby mi osobiście bardzo bliskie - żebym miał to skwitować jednym przekleństwem.
    Modlę się za niego, żeby się opamiętał, bo mi osobiście go szkoda.
    No i jeszcze jedno: Kogo on lubi? Myślę, że w takim Krakowie kilku takich znajdzie bez problemu.

    OdpowiedzUsuń
  8. Witam Was

    Tak się jakoś złożyło, że rzadziej komentuję, a i czytam jak czas pozwoli...

    Nadrabiając zaległości opowiem Wam o pewnej przypadłości mojego miasta, otóż pewnym osobliwym - a może nic w tym osobliwego nie ma - znakiem są nazwy ulic i powiązane z tymi ulicami adresem miejsca... i tak np: na ulicy Rozrywki mamy wytrzeźwiałkę. Ale mamy też ulicę Łanową na której znajduje się krakowski DPS, jest tam między innymi dom dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie. Można by rzec z perspektywy dzisiejszego świata dzieci niepotrzebnych i niechcianych. Oglądałem ostatnio film dokumentalny o tych dzieciach z Łanowej i ich przygotowaniach do wystawienia sztuki o złotej rybce. Był tam pewien chłopiec który między próbami pokazywany był jak sprząta swój pokój, robił to po mistrzowsku, a zapytany pod koniec dokumentu o życzenie do złotej rybki odpowiada że chciałby móc sprzątać duże pomieszczenia, cały ośrodek, bo bardzo to lubi i to by mu się bardzo podobało i byłby szczęśliwy.
    Mamy tego Chłopca z Łanowej który jak pisałem z perspektywy dzisiejszego świata jest na pozycji autowej, który pomimo swojego upośledzenia wypowiada słowa, których waga i sens jest stokroć razy ważniejszy niż słowa nasze i naszych Biskupów.
    Chłopiec z ulicy Łanowej...

    Wezmę teraz w obronę mojego Biskupa Stanisława, otóż wydaje mi się że On za cel główny wziął sobie budowę czegoś co roboczo nazwę "Papieskim centrum myśli". Jak wiadomo u nas w Krakowie nie ma nic za darmo, mury w Łagiewnikach pną się w oczach, stosowne uchwały radnych w ekspresowym tempie są uchwalane i Centrum Myśli Jana Pawła II dziś już Błogosławionego nabiera architektonicznych kształtów... ale jak pisałem u nas w Krakowie nie ma nic za darmo.
    Za tydzień mam procesję na Skałkę i św. Stanisława... na którą nasz Biskup serdecznie nas zaprasza w swoim liście, nas którym na sercu leży dobro Ojczyzny i czyn patriotyczny jak to pięknie napisał.
    I znowu te znaki...

    Nie pozostaje nic innego jak modlitwa zwłaszcza dziś.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. @toyah

    Tu się rozbiegamy w ocenach. Bo weźmy np. tę sprawę relikwii dla Kubicy:

    a) biskup nie był pytany przed, lecz po fakcie. Nie chodziło zatem o przyzwolenie, lecz o ocenę zaszłości,

    b) pytany był o ocenę wyrażanych wątpliwości w sprawie zasadniczo teologicznej co do użycia relikwii. Więc zmuszało go to do zajęcia stanowiska (tak, tak - nie, nie)

    c) otrzymaliśmy jednak biskupią odpowiedź w stylu: "właściwie dlaczego nie, skoro może się przydać". Jak w starej studenckiej przyśpiewce:
    "Ależ owszem, czemu nie,
    jemu też należy się"
    W kategoriach aksjologicznych, ciśnie się na myśl określenie "ambiwalencja"

    d) więc jest biskup i jest relikwia. Zatem przedmiotem biskupiej ochrony powinna być nade wszystko relikwia. Gdyby więc on powiedział, że jego zdaniem, w potrzebie, Kubica był tego godzien, to ja bym zaakceptował.
    Ale biskup powiedział, że Kubicy to się mogło spodobać, czy w tym sensie. Biskup odwrócił więc hierarchię. Relikwię podporządkował wiernemu, gdy powinno być odwrotnie.

    I to jest tyle do podziwiania. W innych sprawach podobnie co do meritum. Pozostaje ładny język. W sumie wydmuszka.

    OdpowiedzUsuń
  10. @orjan
    A więc, wygląda na to, że jesteśmy w rożnych nastrojach. Mnie się podobało. Przeżyjemy, czyż nie?

    OdpowiedzUsuń
  11. @toyah

    Nie takie bryły,
    Przed nami były.

    OdpowiedzUsuń
  12. dziekuje Ci Toyahu. Szczegolnie za ten tekst.Dla mnie bardzo optymistyczny. Mam podobne przeczcia, tylko nie potrafiłem ich przelac na słowa

    OdpowiedzUsuń
  13. @toyah

    Jestem z Toba bardziej niz z cnym Orjanem. To znaczy spodobal mi sie ten wywiad, spodobal mi sie ten biskup naszego Kosciola - spojrzalem na niego nowymi oczyma. Pieronek, trzeba to odroznic, to jest jednak ktos inny od SP metropolity lubelskiego. Bo wszak, to ktos kto pare razy odprawil rowniez lewactwo tak ze im w piety poszlo. Wiec rzeczywiscie - to jest jakies ugryzienie nienawiscia do Kaczynskiego. To znaczy jednak ze jest dla Pieronka nadzieja. A to jest rowniez nasza nadzieja. Gdyz zwyciezymy jesli bedziemy jedno.

    Popelniam dzisiaj ten blad ze za wiele inhaluje sie salonowymi mediami, i tym calym smrodem ktory wypuszczaja w pamiec Naszego Papieza. Wypuszczaja ze zdwojona sila, jakby ze wstydu przed samymi soba za to co robili tuz po Jego smierci.

    Nie wiem co o tym myslec. Z jednej strony jakis przykro. Z drugiej - mialem takiego madrego szefa, obecnie juz szczesliwego milionera, ktory w takich chwilach mowil dosadnie: "nie moga nas obrazic, chocby nam nasrali na glowe". Z trzeciej jest cos przewrotnie zabawnego kiedy ktos taki Ireneusz Krzeminski zostaje obronca czci JP2, i jak sie zdaje powaznie wczuwa sie w te role, i nagle na chwile okazuje sie ze Ireneusz Krzeminski na tle Kazimiery Szczuki jest porzadnym czlowiekiem - umiem docenic takie momenty, choc z uwagi na ich ironiczny odczyn wolalbym zeby to nie bylo z TEJ okazji. A wreszcie: chyba teraz po prostu kazdy pokazuje kim naprawde jest. Zachowanie Salonu po smierci JP2 to byla zwyczajna hipokryzja. Wiec moze dobrze ze jest jak jest?

    PS drogi don Esteban, to jest jasne ze Pan by odmowil purpury i kapelusza. Mnie to wcale nie dziwi, bo Pan juz wczesniej wylozyl, a ja dobrze pamietam, dlaczego Pan nie pisze bloga (z przyczyn, ktore sa mi bliskie, a ktore powinno sobie wziac do serca jakies 90% osob ktore PISZA bloga). Problem z ludzmi marnej jakosci jest taki, ze oni chca wiecej, wyzej, szybiciej i lepiej w pelnym oderwaniu od swiadomosci swoich, hm, pewnych ograniczen. Ja tu mam dobre korporacyjne doswiadczenie, bo ja sie napatrzylem na kariery wielu sekretarek i asystentow prezesow, i to jest calkiem ten sam model, z wszystkimi jego dystynktywnimi cechami. Moc pozdrowien dla Pana!
    Serdecznosci!

    OdpowiedzUsuń
  14. @orjan
    Owszem czytałem uważnie, co napisałeś i wyjaśniam, że absolutnie nie uważam się za "krytyka religijnego", ani nie jestem uprawniony odpowiadać na Twoje lub podobne pytania.
    Takie pytania chyba należy adresować, do przełożonych bp. T. Pieronka, a kwestie dotyczące stanu ducha, sumienia, czy posłannictwa, wiary wybranej osoby powierzyć w modlitwie Bogu miłosiernemu i sprawiedliwemu.
    Ludzi najlepiej poznaje się wg. ich intencji, czynów i dokonań, a nie wg. tego, kogo usiłują lubić, czy darzyć sympatią.
    Osobom duchownym i ewentualnie nam pozostaje rozważanie intencji i słów Jezusa: "Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was, posyłam....."
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. @Zibik

    "kwestie dotyczące stanu ducha, sumienia, czy posłannictwa, wiary wybranej osoby powierzyć w modlitwie Bogu miłosiernemu i sprawiedliwemu."

    Nie inaczej, ale to jest już szukanie interwencji, gdy nie potrafimy się pogodzić, a nie chcemy (możemy?) się buntować.

    Tymczasem ten wywiad, kanwa tutejszej dyskusji, jest w zasadzie wyłącznie o sprawach świeckich. W takim razie, wiernemu może to i owo głośno nie pasować.

    Gdybym chciał podsumować moje odczucia, to użyłbym określenia: "rozczarowanie".

    Albo alegorii: "warsztat bez napędu z inercją lewozwrotną"

    Ja go nie odrzucam, ale on mnie i mi podobnych jak najbardziej tak. To widać po wielokroć w tym wywiadzie. To czym mam się entuzjazmować?

    OdpowiedzUsuń
  16. @LEMMING
    No tak. Choćby to. O Życińskim mówiło się wręcz, że on nawet za bardzo nie wierzył ani w Boga ani w Kościół. Pieronek jest zdecydowanie na swoim miejscu. Tyle tylko, że przerosła go polityka.
    Inna sprawa, że ja wciąż biorę pod uwagę, że orjan może ma rację. Może on jednak jest trochę ciemny?

    OdpowiedzUsuń
  17. @orjan
    Jak to czym? Że on jest wciąż biskupem, a nie jakimś dziwadłem, typu Obirek, czy inny Zięba.

    OdpowiedzUsuń
  18. To co robi i mowi ks kard Dziwisz jest straszne, rownie straszne a moze jeszcze straszniejsze niz kard. Nycz. Ostatni wywiad na wp to potwierdza.

    OdpowiedzUsuń
  19. Mnie męczy tylko takie pytanie: czy to że biskup Pieronek jest inteligentniejszy niż (na ogół) inni biskupi, czy to jest okoliczność łagodząca czy wręcz odwrotnie?
    Mnie te jego ostatnie dwa wywiady mocno poturbowały psychicznie, choć po Pieronku spodziewałem się niewiele. Sam się sobie dziwię bo powiedział co miał powiedzieć, a mimo to mnie zabolało.

    OdpowiedzUsuń
  20. @Nygus

    To naprawdę Ty? Gdy poszedłem sobie z S24 jakoś mi przepadłeś.

    Wpadłeś tutaj na chwilę, czy na dłużej?

    OdpowiedzUsuń
  21. @angela
    Dziwisz? Dla wp? A co on tam mówi takiego szokującego? I o czym? Bo jeśli o Smoleńsku i o Kaczyńskim, to oni już chyba pokazali wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  22. @Nygus
    A mnie - powtórzę to po raz kolejny - bardzo dobrze nastroiła wiadomość, że on jest wciąż chyba wierzący. A sam musisz przyznać. Dać się opętać i jednocześnie nie utracić wiary, to sztuka nie lada.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.