piątek, 13 maja 2011

Jedenaste: Walcz! Choćby i w cieniu.

W związku z awarią www.blogger.com – awarią, co trzeba zaznaczyć, globalną – przez cały dzisiejszy dzień, i kawałek wczorajszego, byliśmy od siebie odcięci. Dodatkowo jeszcze, najnowszy tekst o naszej politycznej przyszłości, wyparował w międzygwiezdnej przestrzeni Sieci, i wbrew obietnicom specjalistów z Googla, nie został odtworzony. A więc, przede wszystkim, przepraszam za kłopoty, następnie przywracam ten – ważny przecież wpis z wczoraj – i od razu też nadrabiam zaległości. Niestety, nie pamiętam tytułu ostatniej notki. A więc dam jej taki, jaki mi dziś chodzi po głowie.
W poczcie mailowej, którą otrzymuję z zaprzyjaźnionych źródeł otrzymałem obrazek, który mnie jednocześnie i ucieszył i wzbudził pewne refleksje. Ucieszył mnie, ponieważ jest bardzo dowcipny, inteligentnie skonstruowany, a przede wszystkim pojawił się niezwykle szybko w reakcji na opublikowanie przez rząd Platformy Obywatelskiej tak zwanego logo polskiej prezydencji w Unii Europejskiej. Najpierw opowiem o logo. Otóż przedstawia ono kilka kolorowych strzałek skierowanych w górę i stykających się w taki sposób, że przypominają one trzymających się za ręce ludzi. Pomysł jak pomysł. Pewnie nie taki znowu najgorszy, tyle że, jak się zdaje, dla ludzi, którzy po tych czterech latach rządów Platformy i owego nieustannego, tak obrzydliwie pustego gadania o miłości, serdeczności i pozytywnych wibracjach, na każdy dodatkowy gest ze strony tych ludzi, niosący w sobie wspomnienie o owych wibracjach, mają już tylko ochotę się porzygać, mało raczej przekonujący.
W reakcji więc na ten projekt, reakcji ze strony, jak się domyślam wspomnianych rzygających, pojawiła się rysunkowa kpina z rządowego projektu. Mamy więc dokładnie te same skierowane w górę strzałki, tyle że pod każdą z nich widnieje odpowiedni, złośliwy opis, a więc, że oto idą w górę czy to ceny, czy to podatki, czy to wreszcie podsłuchy. Pierwsza z prawej, czerwona strzałka niosąca białoczerwoną flagę, natomiast informuje, że również bardzo w górę poszło samozadowolenie rządu. Bardzo to wszystko, jak wspomniałem, jest śmieszne, a jak by tego było mało, wczoraj jeszcze jakiś ktoś napisał do Szkła Kontaktowego esemesa z niezwykle błyskotliwą uwagą, że tak się dowcipnie składa, że na tym logo polską flagę niesie akurat nie żaden inny, tylko ten czerwony.
Proszę rzucić okiem:

Uważam, że żart jest przedni, w dodatku ani szczególnie chamski, ani ponury, natomiast to co mnie tu najbardziej ucieszyło, to wspomniana już wcześniej błyskawiczność tej reakcji. Właściwie w tej samej chwili, kiedy rząd przedstawił swój europejski projekt, znalazł się ktoś, kto go sparodiował, i do tego zrobił to tak skutecznie, że o ile się orientuję, ta kpina już w tej chwili obejmuje coraz szersze kręgi. A zatem, jeśli mam tu rację, sprawa jest zupełnie jasna – cały ów rządowy wysiłek, zarówno jeśli o jego wymiar propagandowy, jak i ściśle artystyczny, legł w gruzach. Jeszcze parę dni, a każdy kto będzie patrzył na te kolorowe strzałki, będzie ryczał ze śmiechu. A jeśli będzie ryczał ze śmiechu na widok tych strzałek, to z całą pewnością będzie też się śmiał ze wszystkiego innego, co rząd, pod przywództwem Donalda Tuska wyprawia. I tak już będzie do końca. Każdy nowy dzień będzie już tylko przynosił albo zniecierpliwienie, albo wściekłość, albo takie własnie kpiny. Dojdzie wreszcie do tego, że gdzieś się pojawi Donald Tusk, lub którykolwiek z jego towarzyszy, i nie będą już musieli ani nic mówić, ani robić, ani proponować, a ludzie będą i tak albo ziewać, albo żartować.
Teraz pora na refleksje. Myślę sobie, że strasznie szybko to wszystko poszło. Ani się obejrzeliśmy, a te cztery lat minęły, i z tego całego tromtadractwa sprzed lat nie zostało już nic. Oczywiście, wciąż gdzie niegdzie słychać jeszcze głosy, powtarzające jak jakieś najdurniejsze zaklęcia, że Jarosław Kaczyński, jeśli wygra wybory, podpali Polskę, tyle że ponieważ ze względu na drastyczny brak koordynacji, pojawiają się tuż obok też głosy inne, informujące o tym, że on już tę Polskę dawno podpalać zaczął, można odnieść wrażenie, że nawet wśród tych szaleńców coraz częściej dochodzi do głosu opinia, że skoro on już nas pali, to właściwie wszystko jedno. A więc jest bardzo prawdopodobne, że w wyniku jesiennych wyborów – jeśli nie dojdzie do jakiegoś bardzo drastycznego wyborczego fałszerstwa – Prawo i Sprawiedliwość uzyska większość konstytucyjną, a przynajmniej taką, która mu pozwoli na samodzielne rządzenie. A więc, że powtórzy się wariant węgierski.
Wspomniałem o ewentualnym fałszerstwie. Oczywiście jest ono jakoś tam prawdopodobne, natomiast – skoro już zacząłem spekulować – muszę przyznać, że, w moim odczuciu, ono jest prawdopodobne właśnie tylko „jakoś tam”. Wydaje mi się bowiem, że System nie ma ochoty podtrzymywać tego trupa, występującego pod nazwą Platformy Obywatelskiej, i to nie tylko dlatego, że oni są aż tak dramatycznie beznadziejni, ale również z innego, moim zdaniem bardziej istotnego powodu. Otóż System zapewne świetnie ma na uwadze fakt, że przyszły rok będzie dla Polski rokiem pod każdym możliwym względem trudnym, a wręcz tragicznym, i że jeśli Platforma Obywatelska jakimś cudem te wybory wygra na tyle, by w dalszym ciągu rządzić, w ciągu kolejnych lat straci nawet to gówno, które dziś ściska w garści i kręci się w kółko, kompletnie nie wiedząc co ma z nim zrobić. I że, jeśli to co dziś mamy potrwa jeszcze kolejne lata, to w następnych wyborach Prawo i Sprawiedliwość nie dość że zdobędzie większość, to większość stuprocentową. I to nie na kolejne cztery lata, ale na kolejne dekady. A wtedy z całego tego Systemu nie zostanie nawet pierze.
A zatem, to jest to, co może kalkulować sobie System. Nie jako rozwiązanie najlepsze, czy tym bardziej dobre, ale w ogóle rozwiązanie jakiekolwiek. Umożliwienie Prawu i Sprawiedliwości wygranie nadchodzących wyborów. Z jaką intencją? Z taką mianowicie, że nadchodzący rok, z całym tym finansowym krachem, który już dziś właściwie jest faktem, z katastrofą w służbie zdrowia, w emeryturach, z tymi rozkradzionymi autostradami i drogami, z załamaniem na kolejach, czy wreszcie z tymi nieszczęsnymi mistrzostwami w piłce nożnej, zwali się na łeb Jarosławowi Kaczyńskiemu i go wreszcie zmiecie ze sceny na zawsze. Oczywiście bez żadnej gwarancji na sukces, ale zawsze z pewną nadzieją. No i ze świadomością, że taka Platforma Obywatelska w tej chwili nie jest sobie w stanie dać już rady z niczym. Na pewno.
To tu to tam, dochodzą mnie głosy, pochodzące już nie od ludzi Systemu, ale już z naszych środowisk, że to my sami powinniśmy się dobrze zastanowić, czy nie powinniśmy się teraz skupić wyłącznie na organizowaniu szeregów i szykowaniu się do przejęcia władzy, gdy na polu walki nawet nie będzie już co sprzątać. Że przez najbliższe, powiedzmy dwa lata, mamy spokojnie robić co do nas należy i patrzeć z satysfakcją, jak Platforma Obywatelska i cła jej otoczenie zdycha. Że nic nam nie zastąpi satysfakcji, jaką będziemy mogli sobie poodczuwać, gdy w przyszłym roku przed naszymi oczami rozciągnie się widok tego upadku. Poza satysfakcją najwyższą. Z wygranych z konstytucyjną większością wyborów i Jarosławem Kaczyńskim witanym przez Polaków jak zbawiciel.
Jakkolwiek by ta wizja nie była interesująca, czy wręcz kusząca, jest coś, co każe mi się jej dramatycznie sprzeciwić. Obowiązkiem każdego uczciwego polityka i każdej uczciwej politycznej partii jest walka o władzę i to o władzę, która ma na celu pomyślność ojczyzny i jej obywateli. Nie może być tak, że poważny polityk, czy poważna partia w pewnym momencie zaczynają prowadzić politykę, której celem jest porażka. W dodatku jeszcze z tak podłego powodu, jak strach przed trudnościami. Ja już pomijam tu argument moralny. Że byłoby czymś wysoce nieuczciwym, obserwować jak Polska jest obracana w pył przez bandę durniów i zaprzańców, i jeszcze czerpać z tego powodu satysfakcję. Chodzi o najbardziej podstawowy kodeks. Politykę się prowadzi po to by zwyciężać, a im bardziej to zwycięstwo będzie okupione wysiłkiem i odniesionymi ranami, tym będzie ono większe. Nie ma wątpliwości, że wchodzenie w rok 2012 z całą tą odpowiedzialnością, jaką każdy rząd musi na siebie wziąć, to ryzyko największe. Można wręcz powiedzieć, że to jest ryzyko doskonałe. Zwłaszcza w sytuacji, gdy z jednej strony nie można w żaden sposób liczyć na Prezydenta, który w sposób już zupełnie oczywisty jest pozbawiony wszelkiej decyzyjności, a z drugiej cały kraj jest w łapach postsowieckiej agentury. Jeśli Prawo i Sprawiedliwość jesienią obejmie władzę, a Jarosław Kaczyński stanie na czele rządu, przed nimi stanie zadanie nieporównywalne z jakimkolwiek wcześniejszym. Trzeba będzie pokazać Polsce i Polakom, że wreszcie nasze sprawy znalazły się w naszych rękach i że warto być Polakiem i warto mieszkać w Polsce i warto tę Polskę pokochać. No i trzeba będzie pomaleńku, jak najbardziej skutecznie, te ruiny, jakie zostawia nam Platforma Obywatelska zacząć sprzątać. Jeśli się nie uda – trudno. Będziemy za to przepraszać samego Pana Boga. Jeśli natomiast wyjdziemy z tej walki z podniesionym czołem – to dopiero będzie satysfakcja, której już nic nie zastąpi.

14 komentarzy:

  1. @Toyah!

    Tytuł poprzedniej notki był, zdaje się w stylu: "O sprzątaniu psich kup", dokładnie, niestety, nie pamiętam.

    A ja najpierw napisałem komentarz, że życzenia zwycięstwa Platformie, żeby w następnej kadencji pogrążyła się w gównie, którego narobili są niedorzeczne - bo w to gówno razem z nimi wsiąknie cały naród.
    Więc musimy walczyć i zwyciężyć.

    Wtedy Ty napisałeś, że musimy walczyć, choćby to była walka w cieniu. Walka w cieniu.

    Potem jeszcze pozwoliłem sobie na komentarz w ogólnych kwestiach unijnych: że cała ta prezydencja to nieistotne hocki klocki, że z mediów można się tylko w tym temacie dowiedzieć, ile i jakich prezentów zakupiono dla eurodarmozjadów co nas nawiedzą w czasie tej idiotycznej prezydencji. Z pewnością skończy się tylko na organizacji durnowatych konferencji i rozdawnictwie giftów. Z tych spotkań i mielenia ozorem nie wyniknie nic a na pewno nic dobrego. I, jak podejrzewam, cała ta Unia Europejska rozsypie się w całkiem niedługim czasie a, niestety, boleśnie to pewnie odczujemy. Grecja jaskółką, bączek symbolem.

    Tyle napisałem wczoraj a dziś rano w radiu słuchałem rozmowy z Kluzik-Rostkowską Asią i mówiąc o zabetonowaniu polskiej sceny politycznej mówiła tak jakby właśnie wczoraj wieczorem Cię czytała.

    Ukłony!

    OdpowiedzUsuń
  2. @Kozik
    "O obowiązku sprzątania psich kup". No to będzie miał od dziś dwa tytuły.
    Dziękuję Ci za cierpliwość.

    OdpowiedzUsuń
  3. @toyah

    bardzo sobie cenię Twój optymizm i entuzjazm, ze jak tylko wygramy wybory, to zacznie się budowa Polski, ze hej!
    Chcę zwycięstwa PiS-u, jak niczego bardziej dla Polski, natomiast uważam, ze nie uda sprostać oczekiwaniom narodu na poprawę naszej sytuacji.
    PiS przejmie państwo kompletnie zrujnowane we wszystkich 3 wymiarach państwowości i nie uda się sprostać oczekiwaniom cudu przez wyborców. I wtedy już nic nas nie uratuje!
    Nie wszyscy maja świadomość kompletnej degrengolady państwa.
    Może spektakularne zawalenie różnych obowiązków państwa bezpośrednio wobec obywateli uzmysłowiłoby Polakom stan kraju.
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  4. @molier
    Naprawdę tyle właśnie zrozumiałaś z tego tekstu? Że mój entuzjazm każe mi twierdzić, że jak tylko wygramy wybory, to 'zacznie się budowa Polski że hej'? Tyle?

    OdpowiedzUsuń
  5. @toyah ad. molier

    No tak, tyle. I to w zasadzie musi nam wystarczyć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Notka wróciła, komentarze już nie. No i Student wrócił (do komentowania, bo blog niemal codziennie od 6 lutego, kiedy to ostatni raz tu coś napisałem).

    Obrazek też mi się podoba, jak każda inteligentna satyra. Mam tylko pytanie, za ile z tych "up-ów" Donek odpowiada. Bo mnie wychodzą dwa - zadowolenie rządu i podsłuchy (tylko kogo podsłuchują). Może mi zatem ktoś wyjaśnić co rząd mógł zrobić, a nie zrobił, że nie dopuścić do wzrostu podatków, żeby spadło bezrobocie, inflacja nie rosła, deficyt budżetowy był niższy? Z niecierpliwością czekam na Państwa argumenty.

    Sfałszowane wybory - bardzo ciekawy zabieg. Już teraz przygotowuje się grunt pod takie wyjaśnienie ewentualnej porażki PiS. "Jeśli fakty świadczą przeciwko nam, tym gorzej dla faktów". Skoro partia nie jest w stanie demokratycznie dojść do władzy, może lepiej od razu zrobić przewrót. Tylko trzeba znaleźć pretekst... Najpierw wymalujemy obraz Polski jako totalnej degrengolady, bo to usprawiedliwi wszelkie drastyczne kroki po wyborach, potem okaże się, że wybory są sfałszowane.

    Ale to dobrze, że tylko "jakoś tam" jest ono prawdopodobne... Od razu zapowiadam, że jak PiS wygra wybory, wcale się nie będę rzucał i wściekał. Dopiero jeśli zacznie psuć Polskę...

    Z Systemu zostanie pierze??? To najpierw trzeba będzie ten System dokładnie znaleźć - co to są za ludzie i za instytucje, bo inaczej żeby go zniszczyć trzeba będzie walić gdzie popadnie i niszczyć co popadnie, wtedy System przy okazji też się załatwi. No ale to w imię naprawy Polski. Optymistyczne jest za to, że nie chcę Pan patrzeć z satysfakcją na ruinę Polski.

    OdpowiedzUsuń
  7. @StudentSGH
    To bardzo miło, że się Pan znów pojawił.
    A teraz do rzeczy. Po pierwsze, jestem pewien, że wie Pan równie dobrze jak ja, że w polityce, jakiej standardy zostały wyznaczone jeszcze w pierwszym dniu rządów Prawa i Sprawiedliwości, premier, szef partii, minister odpowiadają za wszystko. Za to co zrobili, za to czego nie zrobili i za to co zrobić zamierzali i czego pobić nie zamierzali. Myśmy tego nie chcieli, ale została przyjęta taka strategia i tyle. Przyznał to niedawno marszałek Schetyna, a ja o tym pisałem na blogu.
    Druga sprawa. Podsłuchiwać mogą wszystkich. Choćby mnie i Pana. Po co? Taka karma, panie Studencie. Taka karma.
    No i na koniec. To też Pan wie bardzo dobrze, że wobec zagrożenia faszystowskiego i niemożliwości obrony przed tym zagrożeniem środkami konstytucyjnymi, trzeba szukać rozwiązań mniej standardowych. Historia wybaczy. Nie raz wybaczała.
    Pozdrawiam Pana w ten piękny, nałoży poranek.

    OdpowiedzUsuń
  8. @toyah
    Po tym całym zamieszaniu z brakiem dostępu do "bloggera" udało mi się dojść do tego co jest co ( przy okazji odzyskana notka jest pod spodem ale bez komentarzy jak słusznie zauważył już ktoś przede mną).

    Te całe śmichy z logo prezydencji to niewątpliwie efekt przyzwolenia na krytykę władzy. W którym kierunku to pójdzie? Pewnie jednak w stronę SLD, choć i ci w PO - po złożeniu Donaldinio na ołtarzu jako ofiarę - władzę będą chcieli mimo wszystko utrzymać. Ja bym się skłaniał jednak do sojuszu PO-SLD przy wsparciu Bula.

    Obawiam się o wynik wyborów, ponieważ zmiany w ordynacji wyborczej zostały dokonane w taki sposób aby ułatwić machlojki - nie będę się na ten temat rozpisywał, inteligentny znajdzie w necie, głupcom nie chce mi się wskazywać.

    W chwili obecnej potencjał na wygrana jest bardzo duży, musi byc tylko wykorzystany, trochę to słabo widać po stronie PiS ale pozytywne kroki są podejmowane. Powołanie własnych mężów zaufania do komisji wyborczych priorytet. Każdy musi próbować działać nawet na najniższym szczeblu jeżeli nie potrafi lub nie może na "szerszych wodach" to musi zacząć działać na dole - próbować rozmawiać z każdym aby go przekonać, ze dosyć już tych ponad 20 lat rozmieniania Polski na drobne i rozkradania jej. I jeżeli ktoś potrafi to działać w inny sposób, każdy tak jak może - nawet w cieniu.
    Wybijać z głowy durne pomysły o "trzeciej drodze" to jest działanie które obserwowaliśmy zawsze przed każdymi wyborami, wiec nie dziwota że teraz też są takie pomysły. To jasne, że rzucone zostały w sferę ludzi zaangażowanych w zmianę działających w internecie a więc i ludzi młodych wiekiem lub/i duchem.
    Pocieszające jest to chyba tym razem młodzi nie dadzą się zmanipulować.

    Nie ma co dywagować brać władzę czy nie - jeżeli w PiS są pomysły by te wybory odpuścić a władzę wziąć w ewentualnych przedterminowych za rok czy półtora - to mówię że to najgorsza głupota, za rok czy półtora nie będzie już co zbierać - tu będzie tylko pustynia a o wolnych i demokratycznych wyborach możemy już na dziesiątki lat zapomnieć. Wtedy to już tylko może krwi będzie w stanie coś zmienić. No i cud.
    Ale cud jest potrzebny już teraz.
    O to się modlę nieustannie.
    Ale do cudom trzeba pomagać - to tak jak z tą modlitwą o wygraną w totka, trzeba grać w by Bóg miał szansę na sprawienie cudu.
    Te wybory trzeba wygrać bo to nie problem rządzić wtedy kiedy jest łatwo to (teoretycznie) każdy potrafi.
    Prawdziwie sprawdzamy się w czasach trudnych.
    My nie mamy już czasu...

    ps. trochę to nieuczesane ale mam nadzieję, ze na temat i w miarę zrozumiałe

    OdpowiedzUsuń
  9. @StudentSGH
    Miał być ten poranek majowy. Edytor mnie głupio poprawił.

    OdpowiedzUsuń
  10. To czas na wszelki wypadek (gdyby PiS doszło w paźdzerniku do władzy) wyznaczyć nowe standardy - PiS będzie odpowiadało za wszystko co zrobi, czego zaniecha, a nie będzie odpowiadało za to, co zastało. Fair?

    Historia wybaczy. Wiele razy wybaczała, ale czy powinna. Od jednego takiego razu minęło właśnie 85 lat.

    OdpowiedzUsuń
  11. @raven
    Wszystko jasne jak słońce.

    OdpowiedzUsuń
  12. @StudentSGH
    Fair jak najbardziej. Tyle że ja nie jestem pewien, czy Pan swój apel o zmianę standardów dobrze adresuje.

    OdpowiedzUsuń
  13. Chodzi mi o standardy dyskusji, jakie chciałbym aby obowiązywały na tym blogu w dyskusji w przypadku, gdyby PiS wygrało, przy czym chcę, żeby krytyka była konstruktywna.

    A wtedy na pewno się nie wyłączę tak jak ostatnio.

    PS. szkoda że nikt nie odpowiedział na pytanie z mojego pierwszego komentarza. Pewnie nikt tu nie zagląda skoro jest kilka nowych postów.

    OdpowiedzUsuń
  14. @student SGH

    Zagląda, zagląda, ino pytanie wydawało się być raczej retorycznym. Co dzisiejszy rząd mógł zrobić celem uniknięcia podniesienia podatków? - Brak celniejszej odpowiedzi niż - Nie startować w wyborach (vide - ustąpić).

    Tak, jest to ironia na wespół z kpiną - inaczej do takiego zapytania podejść nie potrafię, przykro mi...

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.