niedziela, 25 lipca 2010

Nasze Kinderszenen



Do 10 sierpnia jeszcze zostało trochę czasu, ale ponieważ wiadomo powszechnie, że czas płata różne figle i wcale nie tak rzadko dochodzi do sytuacji, że człowiek kładzie się spać wieczorem, rano wstaje, i z przerażeniem widzi, że własnie minęły kolejne tygodnie, mam wielką ochotę powiedzieć, że za chwilę miną już cztery miesiące od dnia, kiedy to w smoleńskiej mgle rozbił się samolot z polską szachownicą, a 96 osób znajdujących się w środku, wśród nich Lech i Maria Kaczyńscy, zostali rozszarpani na strzępy. Ktoś mnie zapyta, czemu ja z zawziętością godną lepszej sprawy powtarzam słowa o tej masakrze? Czemu ja nie mogę normalnie powiedzieć, że 10 sierpnia miną cztery miesiące od katastrofy pod Smoleńskiem, albo – skoro już muszę gadać o Prezydencie – nie powiem normalnie, że za parę dni będą cztery miesiące od śmierci Lecha Kaczyńskiego? Czemu ja wciąż przypominam te ciała, te porozkradane spinki, skrawki ubrań, zegarki, karty kredytowe? Czemu ja wciąż, z maniakalnym zawzięciem, wspominam to biedne, zdeformowane do granic wyobraźni szczątki Przemysława Gosiewskiego? Czemu ja wciąż gadam o tej krwi?
Powiem że sam się nad tym zastanawiam i nie do końca wiem, co odpowiedzieć. Najprościej byłoby powiedzieć, że ja wciąż o nich myślę, i że każdy kolejny dzień mijający od tego udręczenia wypełniam głosami, obrazami i wspomnieniami związanymi z tamtymi ludźmi, z tym co się z nimi stało, a nawet i z tymi, którzy po nich zostali. Być może najprościej byłoby powiedzieć, że za tym moim zaplątaniem stoją te zdjęcia Ewy Kaczyńskiej w dniu pogrzebu, które tworzą pulpit i mojego komputera i telefonu. Może to chodzi o to, że ja zwyczajnie o tym dniu i o tych ludziach nie potrafię zapomnieć, ale też zapomnieć nie chcę. Co więcej, ja chcę o nich pamiętać w wymiarze, który uważam akurat tu za podstawowy. A więc w wymiarze tego co nazywam męczeństwem.
Pamiętam publiczne reakcje jakie wywołała publikacja książki Jarosława Marka Rymkiewicza o warszawskiej masakrze roku 1944, zatytułowanej ‘Kinderszenen’. Pamiętam, że w stosunku do niej formułowano zarzuty podobne, a sprowadzające się do jednego – że Rymkiewicz nurza się w krwi i że tu jest chore. Pamiętam, że kiedy czytałem tę książkę, byłem wypełniony niczym więcej jak tylko pełnym wzruszenia uniesieniem, jednak ani nie wiedziałem, skąd ono się bierze, ani też tego wiedzieć nie potrzebowałem. Dziś, kiedy myślę o tym rozbitym na ruskim błocie polskim samolocie, wiem, że to jest dokładnie to samo, a ja jestem emocjonalnie zanurzony w tym samym wymiarze, który opisywał w swojej książce o Powstaniu Warszawskim Rymkiewicz. Ale wiem też coś więcej – że wściekłość jaki u niektórych wzbudzały tamte emocje, i wściekłość, jaką budzą emocje – przecież nie tylko moje – dzisiejsze, to jest dokładnie ta sama wściekłość. Jest to wściekłość skierowana przeciwko obcej kulturze, czy może wręcz obcej cywilizacji, która nagle przestaje być czymś, co oglądamy przez szybę samochodu, lub przez turystyczną lornetkę, ale która nagle agresywnie wkracza w nasze życie i pokazuje się jako jak najbardziej alternatywna oferta.
Kiedy dziś słuchamy pełnych oburzenia komentarzy dotyczących politycznych rzekomo źródeł powołania przez polityków Prawa i Sprawiedliwości zespołu mającego zbadać przyczyny smoleńskiej katastrofy, kiedy słyszymy najróżniejszych komentatorów serdecznie ubolewających nad tym, jak to źli, podli i zakłamani ludzie bezwzględnie wykorzystują ból rodzin osób pogrzebanych w podsmoleńskim błocie, kiedy słuchamy apeli o to, żeby wreszcie już skończyć z rozgrzebywaniem tej tragedii, żeby usunąć te krzyże, zdmuchnąć świeczki, żeby zabrać te zdjęcia, żeby wrócić do normalnego życia, a sprawy zostawić doświadczonym rosyjskim i polskim prokuratorom, mamy naturalną skłonność do tego, żeby sądzić, że za tym wszystkim kryje się polityka. Zwyczajna polityka. Jak zawsze od tylu już lat. I nie tylko za tym, ale za wszystkim. Że nawet jeśli jedni wciąż apelują o to, by wysprzątać tę krew i wydrapać ten wosk, bo boją się, że i ta krew i ten wosk ich w końcu pochłonie, to drudzy wciąż gadają o kwietniowej tragedii, bo w ten sposób chcą zdobyć kilka dodatkowych punktów w sondażach, a ten sposób – bo to jest tylko sposób – wydaje się do tego celu zwyczajnie i po prostu najlepszy. Otóż nie mam pewności jak jest u innych, ale jeśli idzie o mnie i ludzi mi bliskich, jestem absolutnie pewien, że tu polityka nie ma nic do rzeczy. Jeśli idzie o nas, ja po prostu wiem, że ta katastrofa to znak, symbol i doświadczenie, znacznie przekraczające wszystko to, co może nam dać doraźna polityka. To jest właśnie coś na miarę tego opisanego przez Rymkiewicza wybuchu z okupowanej Warszawy roku 1944. Przypomniał mi się właśnie film Mela Gibsona o męce Jezusa i cała ówczesna krytyka skierowana pod adresem tego co Gibson pokazał i w jaki sposób to pokazał. A więc ten jeden stały argument: Po co w ogóle o tym gadać? I to jeszcze gadać w sposób tak nieprzyjemny? To jest własnie ten sam wymiar. Wcale nie polityczny, ale kulturowy.
Niedługo miną cztery miesiące od katastrofy rządowego tupolewa i od śmierci prezydenta Kaczyńskiego. Wszystko co się stało przez te cztery miesiące, każe mi podejrzewać, że ta śmierć i to męczeństwo nie było wynikiem nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, ale że za nimi stała czyjaś podła, najpodlejsza myśl. Wszystko też, co się przez te cztery miesiące dzieje, każe mi się obawiać, że nigdy już nie dowiem się, czy moje podejrzenia są słuszne, czy nie, i że już do końca moich dni, będę skazany na kłamstwa i bezczelne pomówienia. I jest mi oczywiście z tego powodu bardzo źle. Natomiast jest coś znacznie ważniejszego niż to, czy przyczyny tej katastrofy zostaną wyjaśnione, a nawet czy źli ludzie zostaną ukarani, a ofiary tego zła otrzymają swoją sprawiedliwość. Myślę sobie, że z pewnego punktu widzenia, dla mnie i dla wielu ludzi, których znam, najważniejsze pozostaną i tak już tylko te ostatnie sekundy przed ostatecznym końcem tego lotu, myśli i słowa ludzi zgromadzonych w tym jednym, tragicznym miejscu, ten strach, ten ból, ta bezradność i wreszcie ta krew i to cierpienie. Ta – znów muszę wrócić do tego nieszczęsnego ciała Przemysława Gosiewskiego – niewyobrażalna rzeź. Ten znak, ten symbol, ten głos umęczonej Ojczyzny.
Tak więc to cośmy otrzymali, widzę jako karę i jako dar. I, przepraszam bardzo, ale jeśli dziś jakaś wypindrzona dziennikarka gazetowo-telewizyjna mówi mi, żebym przestał, bo moje gadanie ją denerwuje, to ja oczywiście rozumiem jej zdenerwowanie. Powiem wręcz, że ja je rozumiem bardzo dobrze. Rozumiem je, bo wiem świetnie, jak to jest kiedy człowiek się boi, ale wiem też że od strachu jeszcze gorszy bywa kontakt z obcym. „Bo coś się tu dzieje, a pan nie wie, co to jest. Prawda, panie Jones?”

24 komentarze:

  1. Toyahu
    Dobrze, że przywołałeś reakcje na film "Pasja". Właśnie tak sobie przypominam, że wszyscy, którzy tak się oburzali drastycznością i niepotrzebną dosłownością tego filmu, a nie myślę tu o ludziach mediów, tylko o moich bliższych lub dalszych znajomych, są dzisiaj wyborcami PO i Komorowskiego.
    Masz rację, że tutaj tkwi jakaś przyczyna kulturowa.
    Z jakichś powodów ci ludzie wolą patrzeć na świat przez różowe okulary, prawda, nawet ta Prawda związana ze Zbawieniem i Odkupieniem, jest dla nich zbyt drastyczna. Wolą sobie myśleć, że co prawda Chrystus umarł na krzyżu i wiele wycierpiał, ale przecież to było dawno i nie ma co się nad tym zbyt głęboko rozwodzić.
    Tak samo jest z tragedią smoleńską. No trudno, wydarzyła się, ale my przecież musimy żyć dalej, a rozdrapywanie ran do niczego nie prowadzi. A awanturnicy z PiS-u tylko niepotrzebnie jątrzą i rozgrywają sprawę politycznie.

    Wydaje mi się, że ten wszechogarniający lęk przed prawdą o cierpieniu, podobny do lęku przed ludźmi chorymi i umierającymi, jest formą ucieczki. Większość ludzi chce po prostu żyć łatwo i przyjemnie, bez zagłębiania się w trudne sprawy. A jak ktoś im o tych trudnych sprawach przypomina, to staje się wrogiem i jątrzycielem.
    Dlatego Krzyż - symbol dziś już wielowymiarowy - budzi tyle frustracji i nienawiści.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja przypomniałam sobie słowa Jana Pawła II po obejrzeniu "Pasji" - "Tak było". Ps. Ja też cały czas o Nich myślę.walczak

    OdpowiedzUsuń
  3. Ups, ostatnie słowo samo mi "wskoczyło", przepraszam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Cieszę się, że Pan to napisał - a także z tego, co napisali komentatorzy. Podpisuję się pod każdym słowem.
    Sama wciąż mam w sobie świadomość tego, co się wtedy wydarzyło - właśnie jako świadomość cierpienia. Jako świadomość męczeństwa, które jest czymś więcej, niż "zwykłe" (przepraszam za to słowo, ale innego nie znajduję) cierpienie: staje się monetą, jaką dostajemy do ręki, by zapłacić nią za przemianę. Siebie, wspólnoty, państwa. I dlatego z przerażeniem i rozpaczą patrzę, jak ta moneta jest trwoniona.

    OdpowiedzUsuń
  5. @Ginewra
    Krzyż. Właśnie krzyż. Przyznam że nigdy nie bardzo wiedziałem, o co chodzi z tym że on będzie znakiem sprzeciwu. Dziś mam wrażenie, że zaczynam rozumieć. Że to już nawet nie chodzi o zwykłą walkę z religią, ale o człowieka w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ewa
    No bo rzeczywiście tak było. Jakie to proste, prawda? W ostatecznym rozrachunku zawsze chodzi o to samo. O prawdę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Anna
    To marnotrawstwo istotnie potrafi boleć.

    OdpowiedzUsuń
  8. W katedrze polowej na Długiej ( w W-wie) umieszczono ogromną tablicę upamiętniającą ofiary 10.IV.2010.W centrum jest urna z ziemią smoleńską...
    Tymczasem krzyż sprzed Pałacu Namiestnikowskiego ma być wyprowadzony na Jasną Górę, w pielgrzymce akademickiej - 4.VIII.
    Ciekawa jestem, czy to pójdzie tak gładko, jak sobie wykombinowali... Wczoraj były prowokacje na Krakowskim Przedmieściu - ludzie tam pilnują krzyża. Pisała o tym niezalezna.pl.

    Co się dzisiaj działo, nie wiem - nie było mnie. Dopiero teraz zajrzę tu i ówdzie.

    Pozdrawiam obecnych,z Gospodarzem na czele...

    OdpowiedzUsuń
  9. Toyahu
    Krzyż to przecież od dwóch tysiącleci jeden wielki wyrzut sumienia. We współczesnym świecie sumienia zostały głęboko uśpione, dlatego tak nie lubią, kiedy próbuje się je wyrwać z letargu.
    Myślę, że stąd ta agresja.

    Jak się zastanawiam nad tym, co się obecnie dzieje, to widzę w tym wymiar metafizyczny.

    OdpowiedzUsuń
  10. Fragment z „Kinderszenen”: „ ... szaleństwo Polaków, którzy zdecydowali się na swoje szaleńcze Powstanie, było tylko odpowiedzią na szaleństwo, wobec którego stanęli”.
    „Była to tylko odpowiedź, nic więcej.”

    OdpowiedzUsuń
  11. @Toyah
    Dziękuję, Toyahu. I ja o tym codziennie myślę w taki sposób. Nie mogę się od tego oderwać i nie chcę. Wydaje mi się, że zdradziłabym Ich. Ta krew i wszystko o czym piszesz staje mi przed oczami za każdym razem, gdy słyszę te wszystkie podłe słowa z telewizora. Tak chyba będzie dopóty, dopóki wszystko nie zostanie ujawnione. Czuję, że ofiary nie zaznają spokoju, dopóki winni nie zostaną wskazani. I że na nas wszystkich spada odpowiedzialność za tych zmarłych, jeśli nie będziemy żądać i poszukiwać prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Ktoś mnie zapyta, czemu ja z zawziętością godną lepszej sprawy powtarzam słowa o tej masakrze?

    Dobrze wiesz, Toyahu, że to nie tak. Że jest dokładnie odwrotnie. Czemu, do ciężkiej cholery, już zapominamy? Czemu ci źli debile mówią o "rozgrywaniu politycznym"?

    Trzeba przyznać tym sqrwysynom (dobrze, Tamko?), że operacja na narodzie się udała. Ilu jest jeszcze takich, którzy nie potrafią zapomnieć?

    Śmierć bardzo nie pasuje lewakom. Wobec memento mori lewactwo staje bezradne i patrzy gdzie by tu pierzchnąć. Widzieliśmy to dziś dobrze na przykładzie tragedii w Duisburgu. Mignęło mi w TVN-ie to hasło na porzuconym plakaciku z imprezy: "Dance or die". Miało być tak wesoło.

    Więc Smoleńska Pułapka tak jak "Pasja" Gibsona nie mieszczą się w schematach e s t e t y c z n y c h przeciętnego leminga (Lemmingu, wybacz!)

    A my tu jeszcze z tym zamachem, z tymi oszołomskimi i jakże tendencyjnymi pytaniami. My się tak samo nie mieścimy.

    Tu dopiero pan Popiołek mógłby zakrzyknąć Koniec Świata!

    OdpowiedzUsuń
  13. @Yo
    Też nic nie wiem. Poza tym, że reaktywowano festiwal w Zielonej Górze.
    Jutro o tym.

    OdpowiedzUsuń
  14. @Ginewra
    Wyłącznie metafizyczny. Teraz już tylko to. Jak najbardziej.

    OdpowiedzUsuń
  15. @Bahama Rum
    A to tylko jeden skromny cytat. Ważny jak cholera, ale tylko jeden.

    OdpowiedzUsuń
  16. @Marylka
    Czasem mam wrażenie, że jednak prawda, jakkolwiek ważna, jest tu sprawą drugorzędną. Szczególnie gdy na nią nie bardzo są dziś sznse. Przede wsyzstkim liczy się pamięć. I świadectwo.

    OdpowiedzUsuń
  17. @Kozik
    Ten Duisburg to rzeczywiście temat do rozmyślań. 1,4 mln ludzi zjawiło się w jednym miejscu w imię kłamstwa, które nazywają miłością. 1,4 mln!!!! I nie można było im powiedzieć, że zabawa się skońćzyła, bo by się zadeptali na śmierć. A więc dowiedzieli się po powrocie. No i oczywiście po odzyskaniu przytomności.

    OdpowiedzUsuń
  18. @Kozik

    Świetnie to wypunktowałeś

    ______________________

    @Toyah
    @Kozik...

    To Toyahu następny punkt w naszej wymianie zdań o faszyzmie. I w żadnym wypadku nie chodzi o to, że był to Duisburg. Powiem więcej; ja się nawet nie upieram przy słowie "faszyzm". Chodzi o tak wielkie manipulowanie milionem ludzi. I to z dużą znajomością (nieprzerwanie imprezy). Nie wiem jak dużo wiesz o socjotechnikach, psychologii tłumu, psychologii marketingu i reklamie. Nieważne. Ja na swój użytek nazywam to Nauką o Wykorzystywaniu Kłamstwa.

    ps. pocieszę cię - szympansy i orangutany też kłamią.

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie od dzisiaj ani od roku, w Polsce - ale i w tzw cywilizowanym świecie -
    egzystują istoty człekopodobne, jednak wewnętrznie pozbawione ludzkich cech. Owe cyborgi(roboty), wyprane z umiejętności samodzielnego myślenia, zadowalają się życiem w tłumie im podobnych. Nieskomplikowane potrzeby intelektualne, brak samokrytyki oraz obumieranie wyższych uczuć w połączeniu z zaszczepionym przez propagandę działaniem na hasło (pies Pawłowa), tworzą z takiej jednostki powolnego w rękach manipulatorów osobnika. Wystarczy mu wskazać temat. Nie liczą się żadne dotychczasowe wartości. Takie słowa jak patriotyzm, Bóg, honor czy ojczyzna, to puste frazesy. Zgodnie z bolszewickim zawołaniem: jednostka niczym, kolektyw to siła.
    Niestety. Jesteśmy świadkami sukcesu jaki osiągnęli światowi kombinatorzy przy powoływaniu do życia homo sovieticusa. Nigdy wcześniej, w naszej kulturze, nie wyszydzano zmarłego. Nawet jeśli to był wróg. Ta zaraza przyszła do nas ze wschodu. Ja to tak widzę toyahu.tede

    OdpowiedzUsuń
  20. @jazgdyni
    Z tymi szmpansami, to podobno sprawa jest bardziej skomplikowana.
    Jak idzie o dawnanie fałszywego świadectwa, to tylko my potrafimy to robić naprawdę porządnie.

    OdpowiedzUsuń
  21. To prawda. W naszej kulturze tego dotąd nie było. Ale czy to przyszło ze wschodu? Niekoniecznie. To jest zwykłe pogaństwo. Wschód pod tym względem nie jest chyba dużo gorszy od zachodu, północy i południa.

    OdpowiedzUsuń
  22. Czytałem wiersze Rymkiewicza i powiedziałbym, że on jest taki... barokowy.Kinderszenen nie czytałem. W wierszach pisze o piszczelach, czaszkach, tym wszystkim co można na barokowym epitafium w kościele zobaczyć. Często powołuje się na "uwagi o śmierci niechybnej" ks Baki, moim zdanie to raczej poetycka inspiracja epoką.

    OdpowiedzUsuń
  23. @ toyah
    Od razu mi się przypomniała "Pieśń od ziemi naszej"

    Od wschodu: mądrość-kłamstwa i ciemnota,

    Karności harap lub samotrzask z złota,

    Trąd, jad i brud.


    Wnioski ma Pan identyczne z Norwidem:->

    OdpowiedzUsuń
  24. @rotor81
    No tak. To prawda. Tyle że musielibyśmy jeszcze zastanowić się nad kierunkiem tych inspiracji. A więc co było najpierw? Czy - w tym wypadku - barok, czy może Powstanie?
    A Kinderszenen trzeba przeczytać. Kto wie, czy to nie jest coś jeszcze większego od Baki?

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.