poniedziałek, 13 maja 2019

Czy Lech Wałęsa lubi małe dzieci?

       Możliwe, że część z nas uzna to za dowód mojej słabości, ale trudno, będę się musiał z tym jakoś zmierzyć i przyznaję bez bicia, że, owszem, obejrzałem film Tomasza Sekielskiego o pedofilii w Kościele. Mało tego. Mimo że te ponad dwie godziny skróciłem do, powiedzmy, jednej czwartej, mam tu swoje refleksje i zamierzam się nimi tu podzielić. Jednak zacznijmy od początku.
       Otóż film Sekielskiego jest dokładnie tak samo beznadziejny jak każdy inny obecnie kręcony polski film i, gdy chodzi o mnie, gdyby nie zobowiązanie wobec Czytelników, ja bym go przestał oglądać po pierwszych dwóch minutach. To coś bowiem nie zasługuje nawet na splunięcie i gdyby nie wspomniane zobowiązania, ja bym zdecydowanie bardziej wolał spędzić ten wieczór na słuchaniu zespołu zespołu Bayer Full śpiewającego w kółko swój wielki przebój „Majteczki w kropeczki”. I zapewniam, że ja tu nie żartuję. Aby wytrzymać te dwie godziny, trzeba być albo kompletnym idiotą, albo kimś, kto ma poczucie misji. Jak ja.
        A zatem stoję tu przed Wami i informuję, że z filmu Sekielskiego, który w tych dniach dominuje naszą publiczną przestrzeń, pozostaje tylko jedna informacja, która ma znaczenie dla naszej świadomości: wieloletni kapelan prezydenta Wałęsy, ksiądz Franciszek Cybula był człowiekiem moralnie kompletnie zdegenerowanym i cała odpowiedzialność za to nieszczęście spoczywa na nikim innym jak na samym Lechu Wałęsie. To jest jedyny realny efekt wieloletniej pracy Tomasza Sekielskiego. W jej efekcie przeciętny zainteresowany polityką obywatel dowie się jedynie tego, że Lech Wałęsa, zabójcza broń Koalicji Europejskiej, to ktoś, kto w swoim otoczeniu tolerował kogoś takiego jak Franciszek Cybula. Cała reszta spotka się wyłącznie ze wzruszeniem ramion.
      No ale pozostaje też sam film, jak mówię, odsłaniający pedofilię stanowiącą rzekomo esencję Kościoła Katolickiego. Zanim jednak przejdę do rzeczy, muszę wrócić do dość zamierzchłych czasów i przypomnieć pewien incydent dotyczący samego Sekielskiego. Otóż w czasie kiedy jeszcze jeździliśmy z Coryllusem na katowickie targi książki, zdarzyło mi się spotkać go osobiście, a nawet przeprowadzić z nim krótką rozmowę. Otóż zapytałem Sekielskiego, jak to się stało, że Onet przyznał mi w roku 2009 swoją nagrodę dla blogera roku, i proszę sobie wyobrazić, że Sekielski, niemal otwartym tekstem, przyznał, że chodziło wyłącznie o to, by dając mi tę nagrodę zniszczyć mnie w oczach prawicowej części Internetu, i że to im się niemal udało.
        Ja oczywiście od lat wiem, że cały ten system oparty jest wyłącznie na wymyślaniu, a następnie wprowadzaniu w życie najbardziej podłych intryg, a więc nic mnie nie zaskakuje. A zatem i tu dzisiaj, obejrzawszy fragmenty filmu Sekielskiego, widzę, że główne przesłanie owej produkcji nie jest wbrew pozorom skierowane przeciwko księżom pedofilom, którzy dziś albo już nie żyją, albo dogorywają gdzieś w prowadzonych przez Kościół domach opieki dla księży emerytów, lecz przeciwko św. Janowi Pawłowi II. Jak się uważnie przyjrzeć, to nikt inny jak Jan Paweł II jest pierwszym negatywnym bohaterem owego filmu. To dla niego Tomasz Sekielski w pierwszej kolejności postanowił nakręcić swój film i to z myślą o tym, by pamięć o Janie Pawle II spróbować skutecznie zniszczyć, ów film jest dziś tak powszechnie propagowany.
         Owych księży pedofilów pokazuje się tam przez te dwie godziny zaledwie trzech czy czterech, włączając to oczywiście księdza Cybulę, natomiast głównym bohaterem owej produkcji jest właśnie Jan Paweł II. Prawdziwą intencję – ale też intelektualne możliwości – autorów owej prezentacji pokazuje zresztą sama jej końcówka. Oto, próbując wbić ostatni gwóźdź do trumny polskiego papieża, jakichś dwóch obcych mi kompletnie mężczyzn pojawia się późnym wieczorem pod siedzibą krakowskiej Kurii, dzwoni dzwonkiem i zaczyna się wymiana:
      - Szczęść Boże, mam takie pytanie, czy mógłbym się zobaczyć z księdzem Dziwiszem?  
      - Nie ma księdza Kardynała.
      - Hmmm, nie ma księdza Kardynała? A dzisiaj jeszcze będzie, czy nie?
      - Nie, nie będzie.
      - Nie będzie? No nic. Dziękuję pani bardzo.
      W tym momencie nasi bohaterowie odchodzą w krakowski mrok i zaczynają teatralnie pomrukiwać:
      - Co zrobisz.
      - Co zrobisz.
      I oto widzimy zdjęcie młodego księdza Wojtyły.
     Mam nadzieję, że wszyscy widzimy ten poziom. Jakichś dwóch żuli jakąś ciemną godziną pojawia się przed budynkiem krakowskiej kurii, dzwoni dzwonkiem i pyta: „Czy mógłbym się zobaczyć z księdzem Dziwiszem?” Przepraszam za dosadność, ale co ten cały Sekielski ma, kurwa, w łbie? Czego ci debile się spodziewali? Że za chwilę ktoś ich tam poczęstuje kawą i ciasteczkami, a kardynał Dziwisz założy wyjściowy strój i do nich wyjdzie ciekawy nowych znajomości?
      To już jest niemal koniec filmu Sekielskiego, ale po końcowych już napisach, informujący widza, że nikt z władz kościelnych nie chciał z nim rozmawiać, pokazuje się nam jeszcze jedna, kluczowa wręcz, informacja:
      Z Biura Prasowego Konferencji Episkopatu Polski otrzymaliśmy następujący e-mail:
       Szanowny Panie Redaktorze,
       Dziękując za nadesłaną korespondencję, informujemy, że Kościół w Polsce od lat podejmuje działania mające na celu ochronę osób małoletnich, o czym informujemy bezpośrednio opinię publiczną. Ze względu na to, że otrzymujemy informacje o braku bezstronności ze strony Pana Redaktora w przygotowywaniu materiału, korzystamy z prawa do niekomentowania. Dziękujemy za uszanowanie tego.
      Z wyrazami szacunku”.
      Ja się oczywiście do tego dopisuję, powtarzam przy tym jednak coś dla mnie nadzwyczaj ważnego. To że Tomasz Sekielski ujawnił prawdziwe oblicze Lecha Wałęsy i ludzi, którzy go do dziś otaczają, to wybryk na miarę występu Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim, kiedy to okazało się, że dziś jego pozycja polityczna tak naprawdę jest podtrzymywana już tylko przez jakiegoś Jażdżewskiego.
     Niech więc moja dzisiejsza notka zostawi nas w pewności, że ostatnie tygodnie to dla nas wszystkich zaledwie – ale i aż – dwie informacje. Po pierwsze, kapelan Lecha Wałęsy ksiądz Franciszek Cybula to ciężki homoseksualista i pedofil, no i kwestia podstawowa: Dobra Zmiana zwyczajnie nie ma konkurencji. Trochę szkoda, ale jakoś damy radę. 



Jak zawsze zachęcam do kupowania moich książek. Można tu kliknąć w okładkę obok, ewentualnie skontaktować się ze mną mailowo pod adresem k.osiejuk@gmail.com. Zapraszam.
       

11 komentarzy:

  1. Toyahu oni wcale nie chcieli być przyjęci przez ks.kard. Dziwisza. Byliby mocno zakłopotani, gdyby ktoś jednak ich przyjął. Celowo ustawili tak sytuację, aby mogli nakręcić właśnie taką scenę, do której wstawili swój pokrętny komentarz.
    Ta scena właśnie ich demaskuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @mniszysko
      To jest oczywiste. Nawet oni nie są tak głupi, żeby sobie wyobrażać, że Kardynał ich przyjmie w tym trybie. Ale najwyraźniej są na tyle głupi, by uwierzyć, że ktokolwiek ten przekręt kupi.

      Usuń
  2. Zawsze współczułem wszystkim tym, którzy z powodów zawodowych muszą oglądać TVN, czytać Wyborczą, wysiedzieć na "Klerze", czy choćby tylko na "Planecie singli 2". No ale taki to już los. Proktolog też nie ma łatwo, ale to chyba trochę co innego.
    Cały ten wrzaski i histeria mają tylko jeden, jedyny cel, zniszczyć Kościół Katolicki jako instytucję. Nikogo nie obchodzą żadne skrzywdzone przecież dzieci. To, że tych zboczonych grzeszników w sutannach jest garstka w masie wszystkich pedofili, to drobiazg. Na tłum działa starożytna, jedna z pierwszych socjotechnik - pars pro toto.
    Stara ubecka recepta jak dopaść księdza - korek, worek i rozporek, uległa modyfikacji. Teraz jest pedofilia.
    Tak dla przypomnienia i złapania dystansu przez tych z gorącymi głowami - http://www.radiomaryja.pl/informacje/polska-informacje/giulio-meotti-rok-1968-rok-pedofilow/

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moją uwagę przyciąga schemat, że wskazani księża podlegają zarazem wskazaniu o jakieś powiązania z bezpieką, albo przynajmniej są o takie posądzani.

    Ten schemat łatwo zbagatelizować na gruncie przyczynowo-skutkowym: oj tam, oj tam, wzięli, wykryli pedała i już był ich. Albo chcieli go mieć i montowali mu opinię. Albo też już od do seminariów inwestycyjnie powsadzali swoich, odpowiednio zadaniowanych. Wszak mieli kilkadziesiąt lat a głupio wierzyć, że nie próbowali takich instalacji-kompromitacji.

    My jednak zajmujemy się tutaj nie takimi akcjami, ale konkretnym filmem i z powyższej korelacji pedofil-ubek powinny powstawać pytania. Dlatego mianowicie, że o ile pedofila mogą ujawniać jego praktyki, to okoliczności tzw, współpracy ujawniane raczej nie są a co dopiero w danej korelacji obu skłonności na raz.

    Gdyby nie dostał gotowego scenopisu od wiadomo kogo, to niby jakim węchem taki Sekielski dotrzeć do takich korelacji np. u ks. Cybuli, czy u tych kilku innych a jeszcze uzyskać ich skłonność do zwierzeń. Spowiednik się znalazł!

    "Robota wykrywcza" demaskuje rzeczywiste pochodzenie tego filmu. Ex nihilo nihil fit. Ale smród i owszem.

    Jaki stąd wniosek? Ano taki, że bez względu, czy w odniesieniu do konkretnych księży dane filmowe wykrycia są prawdziwe, czy nieprawdziwe, to film i tak jest nieprawdziwy. A niegodziwy jest na pewno.

    OdpowiedzUsuń
  4. https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/bedzie-kontynuacja-filmu-sekielskich-o-pedofilii-w-kosciele-mozemy-udzielic-telewizjom-bezplatnej-licencji

    film ma być dystrybuowany poprzez Netflix na całym świecie, w wielu wersjach językowych
    także poprzez Hollywood
    przez ogólnopolskie telewizje

    także znowu chodzi o zrobienie Polski kraju gdzie kwitnie pedofilia w Kościele

    a jeszcze następny film ma być o SKOK-ach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @prayboy
      Moim zdaniem tego nikt nie kupi z tego prostego względu, że tego się nie da oglądać. Takie to słabe. A jedynym efektem spopularyzowania filmu na świecie, będzie to, że ludzie dowiedzą się, że kapelan Wałęsy to pedofil.

      Usuń
  5. jak sfinansowano film?


    https://pl.wikipedia.org/wiki/Michał_Tober
    Michał Tober (ur. 10 kwietnia 1975 w Warszawie) – polski polityk, radca prawny, poseł na Sejm IV i V kadencji, w latach 2001–2003 rzecznik prasowy rządu Leszka Millera, w latach 2003–2004 wiceminister kultury.

    jego dyrektor biura poselskiego to:
    https://www.goldenline.pl/michal-kanownik/
    obecnie Michał Kanownik to - Dyrektor
    Związek Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego Branży RTV i IT

    https://www.forbes.pl/pierwszy-milion/patronite-platforma-do-wspierania-tworcow-kultury-i-sztuki/tr8wqlw

    Patronite.pl - prezes i założyciel - Michał Kanownik

    patronite.pl zebrał pieniądze na film Sekielskiego - 450 tys.

    OdpowiedzUsuń
  6. Gratulacje! Tekst kapitalny. A jeśli go postawić obok starszego utworu o księdzu Gilu, dostajemy dyptyk niewysłowionej czarowności.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie widziałem (jeszcze) tego "obrazka", może go obejrzę, choć nie mam ochoty. Czyli tak, znowu atak na Kościół, znowu atak na Jana Pawła II - przecież już nawet o dekanonizacji szczekają różni oszczercy. I znowu zasługuje to co najmniej na złotą malinę?

    Z jednej strony dobrze, że oni są tak beznadziejni w tym co robią, z drugiej gorzej, jeśli jakość dzieła odpowiada ich wyobrażeniu o poziomie umysłowym odbiorców. Ta pogarda jest stała. Ale najgorsze jest to, że to wszystko może nie mieć znaczenia, bo na fali pierwotnych emocji obrony niewinnych dzieci, znowu odsuną tym ludzi od wiary i Kościoła.

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.