niedziela, 12 maja 2019

O ostatecznym rozwiązaniu kwestii narodowej edukacji

Zanim zacznę, chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że część z tytułów, które są umieszczone tuż obok są nieaktywne, a to z tego prostego względu, że są już sprzedane i jak kto chce, może ich szukać na Allegro, albo gdzie bądź. Te co są, to oczywiście są do kupienia - wystarczy kliknąć w obrazek, i można działać. Co do reszty, o tym dopiero na koniec.
     


      Jeśli ktoś mi tu zacznie kręcić nosem, to przykro mi bardzo, ale ten temat nas tu nie opuszcza. Powiem więcej, on nie dość że nas nie opuszcza, to jeszcze wręcz intensyfikuje nasze emocje. Pisząc „nas”, mam oczywiście na myśli i siebie i swoją żonę, która, podobnie jak ja, całe swoje dorosłe życie przepracowała jako nauczycielka i po tych wszystkich latach może powiedzieć, że to jest jedna z tych rzeczy, o których wie wszystko.
      Rozmawiamy więc sobie od pewnego czasu niemal codziennie na temat już nie tyle nauuczycieli, tego nieszczęsnego strajku, a tym bardziej o tym, jaka przyszłość czeka przewodniczącego Broniarza, ale staramy się znaleźć tę jedyną odpowiedź na podstawowe dziś pytanie: co należy zrobić, by wyciągnąć z owej tragicznej wręcz zapaści nasz system oświaty. A ja dziś piszę ten tekst, bo, jak sądzę, po wielu dniach rozmów doszliśmy do przekonania, że w tej nadzwyczaj trudnej sytuacji istnieje tylko jedno, swoją drogą nadzwyczaj proste, rozwiązanie i to niestety jedyne chyba, które nie wchodzi w grę z przyczyn całkowicie od nauczycieli, a tym bardziej rodziców i uczniów, niezależnych.
      Już tłumaczę, w czym rzecz, zanim jednak to nastąpi, chciałby poinformować wszystkich i każdego, że jestem dziś gotów przyznać, że w istocie rzeczy bycie nauczycielem jest absolutnie najbardziej pod każdym względem intratnym zajęciem, pod warunkiem, że stanowi się jednocześnie część kręgu osób zaprzyjaźnionych z dyrekcją. Do tego wniosku doprowadziło mnie pewne osobiste wspomnienie, związane z okresem, kiedy sam pracowałem w szkole, a który to okres zupełnie naturalnie podzielił się na dwie części: pierwszą, kiedy to, owszem, byłem najlepszym kolegą dyrektora, i drugi, kiedy owym przyjacielem być przestałem. Dodatkowo jeszcze, jako że dyrektor upadek owej przyjaźni potraktował nadzwyczaj osobiście, okres drugi zakończył się ostatecznie złożeniem przeze mnie z dnia na dzień wypowiedzenia. Czemu? Bo, w odróżnieniu od pozostałych koleżanek i kolegów, mogłem sobie na to pozwolić.
      I to jest ten moment, kiedy bez cienia wątpliwości mogę powiedzieć, że gdybym w pewnym momencie przystał na ową ofertę przyjaźni, która dotyczyła również przyjaźni rodzin, kto wie, czy nie pracowałbym tam do dziś, kto wie, czy nie pełniłbym tam tam dziś funkcji wicedyrektora i kto wie, czy nie zarabiałbym nie jakieś głupie trzy patyki miesięcznie, nawet nie te absurdalne ministerialne pięć, ale normalnie – 10. I to bez najmniejszego wysiłku.
      I niech nikt nie myśli, że ja tu załatwiam jakieś swoje sprawy. To jest przeszłość, która mi przyszła do głowy przy tak zwanej okazji. Moja dzisiejsza myśl dotyczy bowiem ogólnej sytuacji w szkołach, a ja ją formułuję w taki oto sposób, że jeśli jesteś zaprzyjaźniony z dyrekcją, z jednej strony możesz wszystko, a z drugiej zarabiasz dokładnie tyle, ile możesz sobie zażyczyć. Czemu tak? A to temu mianowicie, że w obecnym systemie, dyrektor szkoły pełni swoją władzę całkowicie niezależnie i pozostaje całkowicie bezkarny. Z czego wynika owo bezpieczeństwo? Otóż stan rzeczy jest taki, że dyrektor szkoły w dowolnym mieście stanowi elitę lokalnej władzy, poczynając od księdza biskupa, a kończąc na prezydencie, czy tym bardziej na burmistrzu. Żeby dyrektor szkoły został odwołany ze stanowiska, musi albo podpaść wszystkim, ewentualnie, jak to swego czasu ładnie określił sam mistrz Michnik, przejechać na pasach pijaną zakonnicę w ciąży.
      Dyrektor dowolnej szkoły może organizować pracę szkoły w sposób równie dowolny. Jeśli tylko przyjdzie mu taka myśl do głowy, może zatrudnić jako nauczyciela kogokolwiek ze swoich znajomych, lub z osób poleconych, w ciągu roku szkolnego może zarówno promować jak i tępić każdego nauczyciela, bez względu na jego zdolności i osiągnięcia, i nikt nawet nie piśnie. Może tolerować sytuacje, gdzie uczniowie podczas lekcji siedzą sami w klasie, bo ich pani miała akurat co innego do roboty, ale też karać choćby najlepszych nauczycieli, których nie lubią, za przewinienia wyssane z brudnego palca. A co na to uczniowie i rodzice? W szkołach, które uchodzą za kiepskie, bo przyjmują uczniów najgorszych w okolicy, oni wszyscy mają to wszystko w nosie, natomiast w szkołach z opinią najlepszych w mieście wszyscy – zwróćmy uwagę na fakt, że tu już mamy dzieci, które były wybitne znacznie wcześniej –  przede wszystkim się cieszą, że udało im się chwycić Pana Boga za palec, i ci też siedzą cicho.
      Że ja przesadzam? Przepraszam bardzo, ale ja wysłuchałem wystarczająco dużo jak najbardziej wiarygodnych relacji z całej Polski, by dziś twierdzić, że cały ten system, w swoich najlepszych i najbardziej podłych objawach, opiera się na tym, kto akurat został dyrektorem tej czy innej szkoły i co to za ziółko. A daję słowo, że to równie dobrze może być jakiś pełen poświęcenia pedagog i urzędnik, co kompletny nieudacznik. Cała kwestia sprowadza się tylko do tego, że on zachowuje pełną i w żaden sposób nie nadzorowaną władzę.
      Kiedy zakończył się zorganizowany przez ZNP strajk, Dobra Zmiana uznała za stosowne podziękować między innymi dyrektorom szkół za to, że to dzięki nim udało się przeprowadzić egzaminy. Tymczasem mało kto wie, że przede wszystkim, dyrektorzy szkół nie strajkowali i zachowywali wszystkie swoje psie obowiązki, bo im akurat prawo do strajku nie przysługuje – co ciekawe, tak na marginesie, oni wszyscy otrzymali za czas strajku pełne wynagrodzenie – a po drugie, w każdej pojedynczej szkole w której odbył się strajk, ostateczna decyzja o tym, czy przystąpić do strajku, czy machnąć na niego ręką, należała do dyrektora. W każdej pojedynczej szkole, gdzie dyrektorem był ktoś, kto strajku sobie nie życzył, strajku nie było. A ja osobiście nie wyobrażam sobie sytuacji, gdzie przedstawiona przeze mnie zasada mogłaby zostać złamana.
      A zatem, co ja w tej ponurej sytuacji proponuję? Oczywiście, propozycja ta sprowadza się do tego, by zakończyć tę dotychczasową, trwającą nie wiadomo od jak dawna, dyskusję na temat tego, jak uzdrowić polską edukację, i faktycznie jej sprawy przekazać w ręce nauczycieli oraz dyrektorów szkół. I tu się pojawiają schody, które związane są z czymś wręcz, jak się zdaje, nie do pokonania, a mianowicie albo stworzeniem systemu wyboru dyrektorów, który zapewni, że wśród nich – a więc ludzi, którym powierzyliśmy los naszych dzieci – nie znajdzie się ani jeden tępy cwaniak pozostający poza wszelką kontrolą. Ewentualnie – skoro tego się uzyskać nie uda –  stworzenie takiego systemu kontroli, gdzie tego typu osobnik zostanie w jednej chwili rozpoznany i wyeliminowany z biznesu.
      Ktoś w tym momencie mnie zapyta, czemu ja tu zaledwie powiedziałem, co, natomiast nie powiedziałem, jak. Otóż w tej kwestii stoję bardzo daleko od zespołu Sex Pistols, którzy owszem, wiedzieli jak, ale nie wieli co. Ja bardzo dobrze wiem zarówno co, jak i jak. Tu jednak odpowiedź jest jedna: zatrudnijcie mnie jako ministra edukacji, to wam coś powiem. 

Zapraszam wszystkich do naszej księgarni pod adresem www.basnjakniedzwiedz.pl, gdzie są do kupienia nie tylko moje książki. Kto ma w głowie tylko to, co ja sam napisałem może albo kliknąć w obrazek obok, ewentualnie napisać do mnie na adres k.osiejuk@gmail.com.
  

11 komentarzy:

  1. Tak z grubsza, to szkoła finansowana jest przez rząd i samorząd. Z audycji radiowej dowiedziałem się, że wybór dyrektora jest w gesti samorządu. No i koło się zamyka tam gdzie samorządy pełowskie tam strajki. Najdurniejsza grupa zawodowa. Znają się na wszystkim i komentują na każdy temat, ale ich Dlaczego wystarczy posłuchać tych mądraliich wypowiedzi - , 2.Dziennikarze, 3. Nauczyciele

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sorry miało być tak.
      Z tego co wiem szkoły finansuje rząd i samorząd, a wybór dyra jest w gestii samorządu. No i tu mamy jasność, że tam gdzie samorządy pełowskie tam strajki.
      Mam taki swój ranking najdurniejszych (zepsutych) grup zawodowa - en mass. Na pierwszym miejscu są aktorzy, którzy z mądrymi minami wypowiadają się na każdy temat – od ratowania pand, studnie w Afryce po ekonomię. Kolejna grupa to politycy i dziennikarze , którzy uzasadnią każda głupotę, pod warunkiem, że to jest ich głupota. Następni to otuleni w mundury, którzy są w większości lotni jak furmanka. No a teraz dołączyli nauczyciele.

      Usuń
    2. @Unknown
      Coś tam wiesz, to prawda. Spróbuj jeszcze się dowiedzieć, według jakiej procedury samorząd - każdy samorząd - realizuje swoje uprawnienia.

      Usuń
  2. Oj, gdyby byl Pan 'blisko' dyrekcji to wiedzialby Pan jak malo dyrektor moze zrobic wedle tego co on chce: cala grupa dyrektorow szkol w danej jednostce samorzadowej podlega 'wladcy' na odpowiednim szczeblu (gmina, miasto albo powiat) i w tej grupie jest tak jak Pan opisuje: kto jest blisko z 'wladca' moze troche wiecej ale i tak musi robic to co wladza kaze i na co pozwala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Gall
      Odpowiedź na swój komentarz znajdziesz w mojej notce. Przeczytaj może ją jeszcze raz. Uważniej.

      Usuń
    2. @Gall

      Ja natomiast proponuję przyłożenie całokształtu omawianej sytuacji do sytuacyjnego schematu dzielnicowego rozbicia Polski przesilającego się w chwili, gdy narodową i państwową misję podjął Władysław Łokietek.

      W tym celu przyjmij eksperymentalnie, że dzisiejsze samorządy (terytorialne lub funkcjonalne jak np. ZNP), to są ówczesne dzielnicowe feuda odmawiające lojalności senioralnej, a nawet narodowej.

      Po co odmawiające? Ano dlatego, że grupowy wyzysk lenna jest wydajniejszy, gdy odrzuci się nadzór senioratu pilnującego zasad przyzwoitości lennej.

      Dlatego w obrębie swoich lenn dzisiejsze samorządy odmawiają lojalności wobec "władzy PiS". Im dna odmowa silniejsza, tym wyzysk wewnątrz lenna prawdopodobnie głębszy.

      Usuń
  3. @Krzysztof

    Upominek dla Ciebie z mojej matury. Niekoniecznie offtop:

    https://www.youtube.com/watch?v=BYRTK62pVWQ

    OdpowiedzUsuń
  4. @orjan
    To jest bardzo piękny upominek. Dziękuję. W rewanżu przesyłam Ci prezencik od siebie. Tym razem z mojej matury.
    https://www.youtube.com/watch?v=Xf8O3LF-HF4
    Przebijaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @toyah

      Czyli w stronę jazz-rocka. Dla mnie takie skręty były ciekawe, ale mnie nie pociągały szczególnie. Wolałem zwykły rock. Owszem, z ozdobnikami też, ale bez przesady. Jakoś wtedy zacząłem też skręcać do soulu i w resztę czerni i tam przeżyłem atrofię rocka.

      Teraz odpoczywam:

      https://www.youtube.com/watch?v=gZ_UWnMu-kM&list=RDPYwmRe4pBSo&index=6

      Usuń
  5. @orjan
    Już tak nie narzekaj, bo mogło być jeszcze gorzej. Ja w czasach matur słuchałem głównie jazzu i to w dodatku takiego bardziej bezkompromisowego. To If Ci wysłałem żeby za bardzo nie odlatywać.
    No ale niech będzie. Oto piosenka przy której się ściskałem na szkolnej zabawie:
    https://www.youtube.com/watch?v=sqUkPzFmfxo

    Co do tej ślicznej dziewczyny, którą mi wysłałeś, ja z kolei nigdy czegoś takiego specjalnie nie słuchałem, ale tym razem jestem porażony.

    OdpowiedzUsuń
  6. @toyah

    Dziewczyna uwodzi urodą, lecz przede wszystkim urokiem. Tym bardziej wyeksponowanym wśród tego tam machismo do 6 potęgi. Ona jest gościnnie.

    Ta kapela (Los Ángeles Azules) uprawia ludowy styl zwany cumbia. Ale robią fuzję do kwadratu, bo nie tylko z elektroniką, ale stale zapraszają solistów z każdej możliwej strony (rock, jazz, folk, metal, cokolwiek, aż po filharmoników i DJ-ów). Z tego dopiero wychodzi fuzja!

    Czy się komu podoba, czy nie, w każdym razie kawał kapitalnej roboty.

    Etatowym solistą jest taki mały macho, 150 w kapeluszu. On dopiero nawija! Uparcie kojarzy mi się z Frankie'm Valli :)

    https://www.youtube.com/watch?v=rXyeKotBFj0

    OdpowiedzUsuń

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.