wtorek, 28 marca 2017

Czy Joanna Lichocka lubi ministra Waszczykowskiego?

      Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, co znaczna część sympatyków Prawa i Sprawiedliwości, a jednocześnie, zupełnie naturalnie, rządu Beaty Szydło, myśli sobie o ministrze Waszczykowskim i jaką przyszłość dla niego planuje, gdyby jednak kogoś interesowało moje zdanie, pragnę tu stanowczo zadeklarować, że jeśli już miałbym kontestować to, co się w ramach tego projektu dzieje, to Witold Waszczykowski nie mieściłby się nawet w pierwszej dwudziestce. Ktoś powie, że ponieważ wszyscy znają moją przewrotność, w owej deklaracji nie ma nic dziwnego, i ja tu od razu muszę złożyć kolejną deklarację. Owszem, ile razy widzę, że wokół czy to jakiegoś wydarzenia, czy choćby pojedynczej osoby zaczyna się zbierać grupa ludzi, która mówi dokładnie to samo, podpierając się dodatkowo dokładnie takimi samymi argumentami, w sposób naturalny wolę się trzymać od nich z daleka. Podobnie jest oczywiście w przypadku Waszczykowskiego. Ja go mam na oku właściwie od pierwszej chwili jak się pokazał publicznie i nie mogłem nie zauważyć, że wrogość jaką on zaczął budzić po wszystkich właściwie stronach politycznej sceny była co najmniej irracjonalna. Jasne, że on nigdy nie robił wrażenia kogoś szczególnie sympatycznego, a jego wypowiedzi zbyt często wskazywały na to, że on się zupełnie nie liczy z tym, co sobie o nim pomyśli iluś tam dziennikarzy, polityków, czy nawet wyborców, dla mnie jednak to ani przez chwilę nie był wystarczający powód, by się na niego zżymać, a tym bardziej odwracać się do niego plecami. Dlaczego? Dlatego mianowicie, że ja sobie nie przypominam, by on kiedykolwiek powiedział nieprawdę, lub zachował się głupio, czy nieprzyzwoicie. Niedyplomatycznie, owszem. Nieprzyzwoicie, nigdy.
      Jednak nie to jest pierwszy powód, dlaczego dziś Waszczykowskiego postanowiłem bronić. Rzecz w tym, że jeśli mam wskazywać na ludzi związanych z obecnym obozem władzy, których w najlepszym dla nich wypadku nie toleruję, to Waszczykowski nie stanowi dla nich jakiejkolwiek konkurencji. Weźmy choćby wspomnianego tu ledwo co Jarosław Gowin, o którym nawet nie mam ochoty myśleć, a co dopiero po raz kolejny pisać. Bardzo źle również znoszę ministra Glińskiego, czy rzecznika rządu Bochenka. Uważam też, że nie zaszkodziłoby szefem Kancelarii Premiera uczynić kogoś, że tak powiem, bardziej lotnego od Beaty Kempy, a ministrowi Błaszczakowi zdecydowanie odradzić występy w telewizji, tak by nie daj Boże wyborcy nie zorientowali się w końcu, że on nie dość, że ich traktuje jak ostatnich durniów, to jeszcze się tym chwali. Bardzo też bym był szczęśliwy, gdyby, skoro oni już muszą być posłami, do reprezentowania partii w trakcie telewizyjnych debat, zamiast redaktor Lichockiej, czy posła Żalka, Prawo i Sprawiedliwość wystawiało choćby puste wiadro. A tuż już miejsca by zabrakło, gdybym miał wspominać całą tę bandę niepokornych jak jasna cholera dziennikarzy, zaczynając od Marcina Wolskiego, przez Stanisława Janeckiego, a kończąc na Witoldzie Gadowskim. To oni bowiem wszyscy moim zdaniem stanowią prawdziwy problem Prawa i Sprawiedliwości, a nie minister Waszczykowski. Dlaczego? Z tego prostego powodu, że gdy chodzi o Waszczykowskiego, cokolwiek on zrobi lub powie, nie ma takiej możliwości, byśmy mu mogli zarzucić, że on nas traktuje jak zbieraninę ciemnych ludków, że już nie wspomnę o tym, że przynajmniej nie wygląda, jak znaleziony w bramie menel.
      Waszczykowski to człowiek nieznośnie poważny i niech nikt się nie łudzi, że kiedy on do nas będzie mówił, to choćby na chwilę ową powagę zechce zastąpić nędzną kokieterią. Dziś wszyscy jeden przez drugiego dostają cholery na Waszczykowskiego za to, że ten, kiedy już wszystko rzekomo układało się tak pięknie, ni stąd ni z owąd wyskoczył z pretensjami do Brukseli o sfałszowanie niedawnych wyborów na Przewodniczącego Rady Europejskiej. I nie chodzi mi tu wcale ani o ten cały, mniej lub bardziej zorganizowany „antypis”, ale o tak zwanych „naszych”, którym gapienie się w tę całą politykę, do tego stopnia poprzestawiało klepki we łbach, że gotowi są wręcz twierdzić, że Waszczykowski jest zwyczajnie „głupi”. I pomyśleć tylko, że jeszcze tak niedawno dla każdego z nas to, co właśnie oficjalnie powtórzył minister Waszczykowski, stanowiło jak najbardziej oczywistą oczywistość. Proszę mi pozwolić przypomnieć tu komentarz naszego wybitnego kolegi Orjana, który tuż po owym fałszerstwie napisał co następuje:
Moim zdaniem, Tusk jest uzurpatorem. Dowód mieści się w pytaniu: ile głosów otrzymał w wyborach Saryusz-Wolski. Powinien mieć w protokołach szczytu 1 głos za (Polski). Jeśli w dokumentach szczytu nie ma takiego wyniku, to znaczy, że wybory nie odbyły się.
Drugie pytanie: ile głosów za, ile przeciw (tu powinno być przynajmniej 1), ile wstrzymujących się zostało zapisane w protokole wyborczym szczytu za Tuskiem. Brak któregoś ustalenia w protokole = wyborów nie było.
Polska nie podpisała konkluzji szczytu. Kwestia, czy wybory należały do szczytu, czy nie należały, ergo brak konkluzji na skutek wyboru nie wpływa, jest tylko interpretacją. Wyborów nie ustala się z interpretacji, lecz z protokołu wyniku wyborów.
W byle spółce z o.o. sąd KRS nie wpisałby takiego ‘wyboru’ Tuska do rejestru. To jest szwabska hucpa, a nie krool Europy.
Czy są argumenty przeciwne? Ale proszę darować sobie argumenty oparte na sile i przewadze. W końcu nie na nich ma polegać demokracja. Raczej inny ustrój”.
      I jeszcze to:
Czy ktoś potrafi podać wiarygodne źródło opisujące przebieg ponownego ustanowienia Tuska?
Celowo piszę ‘ustanowienia’, bo tam - zdaje się - w ogóle nie doszło do wyborów, co - gdyby tak istotnie było - samo w sobie byłoby urągowiskiem w miejsce demokracji tak drogiej Niemcom i Timermansom wszelkiego lotu.
Otóż nie ma mowy o wyborach wtedy, gdy nie dopuszcza się głosowania na wszystkich kandydatów konkurujących między sobą. Tymczasem, tam - to akurat zdaje się pewne - nie głosowano o wybór między Tuskiem a Saryuszem Wolskim. Już to wystarczy, aby zakwestionować, iż Tusk został wybrany. Jest ‘ustanowiony’, ale nie jest wybrany.
Z kolei samo ‘ustanawianie’ Tuska miało - ponoć - taki przebieg, iż zapytano, kto jest przeciw? Na to podniosła się tylko jedna, polska ręka - przeciw. Dalej nie pytano. Stąd wynika, iż 27 głosów za Tuskiem należy do kategorii Urban legends przy czym ‘Urban’ należy pisać z dużej litery.
Ten moment także składa się na pyrrusowy wymiar sukcesu Tuska. To nie jest zwycięstwo, ale solidna, niemiecka instalacja.
Jednak w skali długookresowej Niemcy jeszcze nigdy niczego nie wygrali tak skierowaną solidnością. Natomiast Pyrrusem nie ma się co zajmować”.
      A więc, czy są argumenty przeciwne? Czy argumentem przeciwnym jest może to, że Waszczykowski jest głupi, bo szkodzi realizacji misternego planu, który ma Polsce zapewnić zwiększone wpływy w przekręcie , który się nazywa „Wspólna Europa”? A może argumentem jest to, że skoro znaleźliśmy się w tak znakomitym towarzystwie jak owa banda uzurpatorów kierowana wspólnie i w porozumieniu przez Timmermansa, Junkera i Tuska, powinniśmy się dostosować i przynajmniej przestrzegać podstawowych reguł dyplomacji? A może tam jest jeszcze coś, o czym nie wiem? Otóż z mojego punktu widzenia, najgorsze co byśmy zrobili, to przejście do porządku dziennego nad owym przekrętem, czy, jak to ładnie określił nasz kolega, „Pyrrusem”.
      Ja nie mam złudzeń, że od naszego gadania ta skamielina choćby stęknie. Mowy nie ma. Dlatego oczywiście polski rząd powinien robić to co do niego należy, mając w perspektywie kolejne potyczki, z których ta, o której dziś rozmawiamy, wcale nie musi być najgorsza. No i mieć na uwadze fakt, że jeśli z następnych wyborów nie wyjdziemy wzmocnieni, nikt nam tego nie wybaczy, a śmiechu, jaki się rozlegnie wokół, nic nie zagłuszy. No a już z całą pewnością powtarzanie sobie, że to wszystko przez Waszczykowskiego, co nie umiał powstrzymać języka, kiedy sytuacja tego wymagała.


Przypominam, że już pojutrze w Warszawie rozpoczynają się Targi Wydawców Katolickich, w których planuję brać osobisty udział. Jak się dziś wydaje, jedynie w sobotę, no ale tym bardziej zapraszam wszystkich, którzy mieliby przyjemność się spotkać. Proszę wypatrywać szczegółów, czy to tutaj, czy na blogu Coryllusa.

33 komentarze:

  1. Zastanawia mnie tylko, co faktycznie polski rząd może zrobić? Mógłby ogłosić referendum za wyjściem Polski z UE. To pewnie może. Razem z nagłośnionymi głośno planowanymi warunkami: koniec tanich montowni w Polsce (i koniec pracy w nich jeszcze tańszych Ukraińców), koniec zarabiania na Lidlach i Rossmannach (też z tanią polską siła roboczą), koniec własności mediów w rękach niemieckich, koniec możliwości taniego kupowania wielu rzeczy i usług przez głównie Niemców w Polsce (w wielu branżach mamy teraz taką samą sytuację jak w PRL - produkują ale my Polacy nie możemy nic od nich kupić, bo wszystko sprzedają do Niemiec, no bo tam chętnie biorą i jeszcze dobrze płacą - to jedyna różnica na plus vs. PRL i sowieci, tylko czy aby na dłuższą metę). Wreszcie koniec składek płaconych do kasy UE (np. na francuskich rolników).
    I kto wie, czy nie byłoby to najlepsze zagranie.

    Nie wiem, czy poza tym coś realnie może zrobić, bo by dało jakiś efekt?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @marcin d.
      Moim zdaniem, wystarczy od czasu do czasu przypomnieć im, że my wiemy.

      Usuń
    2. @toyah
      No oby. Bo sugestia, że wybory były sfałszowane czy też w ogóle się nie odbyły jest w jakimś sensie chyba takim przypomnieniem.

      Usuń
    3. @marcin d.
      Mam nadzieję, że to nie my tu będziemy musieli za nich to robić.

      Usuń
  2. W zasadzie nic innego zrobić polski rząd nie może. Ale to przypominanie jest absolutnie bezcenne. Oni tylko muszą cały czas mieć świadomość, że my wiemy. Zarząd korporacji nigdy nie pozbędzie się człowieka, który wie i obie strony wiedzą, że on wie. Mogą go najwyżej zabić. A jego w tym głowa, żeby nie mieli takiej opcji.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co polski rząd może a czego nie może to nie istotne. Mnie zastanowił wspólny głos Rządu i Prezydenta w osobach rzeczników obu instytucji w.s. wypowiedzi ministra Waszczykowskiego. A głos ten brzmiał mniej więcej tak: było, minęło, nie ma co sobie tą sprawą głowy zawracać - ministrowi się pomyliło. To ja się zastanawiam po co była cała ta zadyma z Tuskiem. Ta walka o prawo w UE? Ta atmosfera wokół Pani premier co odniosła moralne zwycięstwo na jakimś zgromadzeniu UE? A może to taka zagrywka a jak przyjdzie co do czego to będzie tak jak było jeno zamiast Agnieszka Holland finansowanej dotacjami na jej miejsce pojawi "nasza" reżyserka co nam powie jak żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @ Jerzy Komorowski
      ...To ja się zastanawiam po co była cała ta zadyma z Tuskiem...
      No a po co była zadyma z okupacją Sejmu? I przybyciem Tuska do Wrocławia kurcgalopkiem? Chyba są jakieś granice tolerancji dla takich wybryków?

      Usuń
    2. @Ogrodniczka
      A kto je toleruje, poza oczywiście tymi, którzy nas nie interesują?

      Usuń
  4. @Jerzy Komorowski
    Ja nie mam pretensji do rządu jako całości. Chodzi o tak zwanych niedzielnych komentatorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszesz: "...chodzi o tak zwanych niedzielnych komentatorów"
      Tak, zgadza się. O nich, i o Rosemanna (z s24, tego który zawsze "serdecznie pozdrawia"). Rozwodzi się tam nasz Rosemann, w najnowszej notce, jaki to minister Waszczykowski jest okropnym durniem. Rosemann nie jest przecież nikim przypadkowym, a jednak odzywa się tutaj, jakby był on nie tylko jakimś "niedzielnym" ale wręcz jakby był jakimś pomylonym komentatorem.
      Im mniej pewni ludzie rozumieją, czym są sprawy zagraniczne, tym więcej zdają się uważać, że obowiązkiem ich jest zalewanie netu komentami jaki to "Waszczu" jest "do niczego".

      Bynajmniej. Pan Waszczykowski jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Pracuje solidnie. Nie mam mu nic do zarzucenia.

      Last not the least: dziękuję za wspaniały artykuł. Udany, trafny, nic dodać.

      Usuń
    2. Czy nie sądzi Pan, że niebezpiecznie zbliżamy się do stanu, którym "kierownictwo" jest dobre tylko wykonawcy do bani i gdyby "kierownictwo" wiedziało co się dzieje naprawdę to by do tego nie dopuściło?

      Usuń
  5. Kwestia, co polski rząd powinien, albo szerzej, co Polacy powinni, jest nieistotna. Gdyby w ten sposób Merkel zainstalowała nam Prezydenta RP, to należałoby kosy na sztorc stawiać. Tymczasem instalacja dotyczy tworu obcego.

    Z faktu, ze Polska jest państwem członkowskim jeszcze nie wynika, ze Unia - to MY. To jednak jest "kto inny" i takie instalacje, jak ta tuskomaltańska, właśnie rozwiewają wątpliwości.

    Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której jest jakiś twór, w którym wszystkim innym uczestnikom, w jakiejś sprawie, jakoś tam dogadza pewna merkelowska instalacja. A nam akurat nie dogadza.

    W odróżnieniu od nas ci pozostali jakoś wstydzili się oddać głos, czyli wstydzili się skorzystać z ustroju demokratycznego. Wszystko bowiem wskazuje, że Tusk raczej dostałby jakąś tam większość głosów, gdyby się nie wstydzili.

    Z jakiejś jednak przyczyny, a pewnie z 27 różnych a indywidualnych przyczyn, odmówiono Tuskowi porządnego wyboru i właśnie to jest rezultat.

    Zobaczymy, jaki silny będzie ten mandat Tuska. Ja przyłączam się do opinii A-Tema, że kto zechce, mandat ten zakwestionuje, gdy tylko będzie mu wygodne. Polska tego nie zrobi, a przynajmniej nie teraz.

    W istocie, moim zdaniem, ostatnie wystąpienie Waszczykowskiego należy rozumieć jako komunikat do reszty członkostanu unijnego, że jeśli ktoś mandat zakwestionuje, to Polska nie tyle z góry przyznaje mu rację; koń, jaki jest, każdy bowiem widzi. Komunikat mówi, że Polska nie będzie miała pretensji.

    No, chyba, że Tusk w jakiejś sprawie stanąłby po stronie Polski. Właśnie tak należy rozumieć odcięcie się, a właściwie zbagatelizowanie wypowiedzi Waszczykowskiego przez prezydenta Dudę.

    To jest gra w dwa ognie. Podoba mi się. Za subtelna dla lemingów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Orjan
      Mnie też się podoba.

      Usuń
    2. To ja staję do terminu u Ciebie... dziękuję za ten komentarz i za każdy następny. Może będzie szansa zobaczyć się IRL.
      Lemingi nie pojmą, nasze "pisowskie" Rosemanny powinny, a jednak. Jak to się dzieje, że znani nam, wcale sympatyczni ludzie dostają zapaści, przestają rozumować i wpadają w amok, głośno krytykują, gdy tak naprawdę o sprawie, ani mechanizmach, oni nie wiedzą nic.

      To tak, jak pacjent, który "on wie lepiej" jak należy operować, niż lekarz. Nie ma szans. Pan minister Waszczykowski obraca się pomiędzy ludźmi i pomiędzy problemami, do których "pan z administracji", jakikolwiek sympatyczny by on nie był, dostępu mieć nigdy nie będzie.

      Wstyd mi nie za Rosemanna, a za jego zachowanie. To jest symptom, rzecz jasna. Poważny sygnał, że urzędnicy państwowi nie tylko nie pracują, ale i nie myślą. Nadają się te ich urzędy i stanowiska do utylizacji. Tego rząd Pani Szydło jakoś nie chce się dotknąć. A koniecznie powinien. Połowa tych darmozjadów, którzy sami wołają o ich likwidację, niechże zostanie nareszcie, jak to obietnice przed wyborami brzmiały, razem z ich "urzędami" zlikwidowana.
      Wszyscy dzięki temu odetchniemy, budżet państwa przede wszystkim.

      Usuń
  6. To jest bardzo fajna dla nas sytuacja, bo jest jakimś tam szantazem wobec Tuska, a on może albo potwierdzić opinię PiS, że jest antypolskim lobuzem, albo jej zaprzeczyć, unikając działań, czy deklaracji Polsce wrogich. W każdej sytuacji PiS wygrywa. Wasz Żukowski ma z pewnością świadomość tej sytuacji, szkoda, że inni nie maja i przynajmniej milczą, ale cóż, jak mówił Lenin, kadry są najważniejsze. Mamy, jakie mamy. Ja się tu zgadzam z Toyahem, że Waszczykowski jest jednym z mocniejszych punktów tego rządu, pomimo wszystkich wad i oczywistych zależności, na pewno nie jest durniem, a plan, jaki realizuje, jest póki co w miarę zgodny z polskim interesem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @redpill

      Kto to jest "Wasz Żukowski"?

      "Waszczykowski" po automatycznej korekcie pisowni? To aż tam ośmiornicze macki sięgają?

      Usuń
    2. To nie ja, Android tak napisał. Waszczykowskiego wydaje się nie znać, dziwne.

      Usuń
    3. A co do ministra Waszczykowskiego, to jest on w politycznym układzie RP tylko pro forma, dla mnie jego osobę definiuje fakt, że został za czasów Geremka w MSZ ambasadorem w Teheranie i pełnił tę funkcję do 2002 roku.

      Usuń
    4. @redpill
      Kto to jest Żukowski?

      Usuń
  7. @A-Tem

    Rosemann jest niezły, jednak słabością jego publicystyki jest chęć "serdecznego" przypodobania się szerszemu gronu czytelników. Rezygnuje przez to z pasji, która z kolei jest b. mocną stroną u Krzysztofa,ale zarazem przyczyną ostracyzmu.

    Sam warsztat, to zbyt mało dla publicysty społeczno-politycznego w dzisiejszych czasach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta chęć przypodobać ja się wszystkim gubi wielu, w tym ważniejszych od Rosemanna.

      Usuń
  8. Panie Krzysztofie, dziękuję za ten felieton. To powoli zakrawa na paranoję, to przepraszanie "naszych publicystów" za każde powiedzenie prawdy przez kogoś z PIS. Ładnie też o tym napisała Pani Elig, nasza znajoma z S24 Elig_S24

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @telok
      Z tego co widzę, to ona głównie zacytowała oba komentarze Orjana.

      Usuń
    2. No tak, ale pod swoim nickiem nagłaśnia bardzo cenny komentarz Ojrana. Myślę, że dobrze się stało.

      Usuń
    3. @telok
      Pewnie że dobrze. Mnie chodziło tylko o Twoją uwagę, że ładnie napisała.

      Usuń
    4. Cholera, zaczynam się już rumienić (ze skromności).

      To dziecko, które krzyknęło: "król jest nagi", to chyba do tej pory stoi w pąsach (byle nie od pobicia).

      Usuń
    5. @toyah

      ale koleżance Elig trzeba oddać, że wskazała źródło w toyah@pl

      Iluż innym nie przeszłoby to przez klawiaturę?

      Usuń
  9. bo on nigdy nie powiedział nieprawdy? to rzeczywiście najlepsza z cech jaką powinien mieć min spraw zagr. I nie pan racji, niechęć do niego nie jest iiracjonalna, min spr zagr nie może latać jak głupi jasio i pleść co mu slina na język przyniesie choćby to była najprawdziwsza z prawd bo musi zdawać sobie sprawę z otoczenia i skutków tego co mówi. W Churchill powiedział że dyplomata to ktoś kto zastanowi sie 2 razy zanim czegoś nie powie i dlaatego to co robi waszczu udowadnia że nie nadaje sie on na min spr zagr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Anonimowy
      Z anonimowymi komentarzami nie dyskutuję.

      Usuń
    2. @Anonimowy

      Ja się zgadzam z Churchill'em, że dyplomata najpierw się zastanowi a potem powie. Mam nawet na to dowód, a nawet dwa dowody: jeden a contrario, a drugi wprost. Mianowicie,

      - (a contrario) ja nie jestem dyplomatą i o o niewyborczej instalacji Tuska powiedziałem natychmiast, gdy jeszcze trwała feta 27:1.

      - (wprost) natomiast Waszczykowski musi być super wytrawnym dyplomatą, bo myślał chyba z tydzień i jeszcze ekspertów po cichu konsultował zanim powiedział. Dość oględnie zresztą, czyli dyplomatycznie.

      Widocznie masz na myśli jeszcze warunek dodatkowy w stosunku do wskazanego przez Churchill'a. Żeby, mianowicie, dyplomata miał obowiązek myśleć dwa razy, aż wymyśli po Schetyny myśli, czyli jak on myśli, o ile myśli po twojej myśli.



      Usuń
    3. OrJan
      "aż wymyśli po Schetyny myśli, czyli jak on myśli, o ile myśli po twojej myśli".
      Wyborne... cymes....

      Usuń
    4. @Koliberek

      Po drugiej stronie mamy do czynienia z nadętymi paprakami. Anonimowy jest tego przykładem. Właściwy cytat z Churchill'a brzmi bowiem tak: "Dyplomata to człowiek, który dwukrotnie się zastanowi, zanim NIC nie powie."

      Anonimowy to spieprzył. Gdyby zresztą był lepiej wykształcony, to przede wszystkim znałby inny cytat z Churchilla: "Ludzie od czasu do czasu potykają się o prawdę, ale większość z nich podnosi się i pędzi dalej, jakby nic się nie stało." - To o Anonimowym.

      Pozdrawiam

      Usuń